Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Tytan [Titan - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Tytan [Titan - pl]

Электронная книга - «Tytan [Titan - pl]». Краткое содержание книги:

Habitat Goddard — kosmiczna arka z dziesięciotysieczną załogą na pokładzie — wchodzi na orbitę Saturna. Naukowcy wysyłają sondę na Tytana, ale zaraz po wylądowaniu przestaje ona wysyłać sygnały. Jednocześnie doktor Wunderly robi wszystko, żeby doszło do jeszcze jednego lotu przez pierścienie planety; podejrzewa, że żyją w nich mikroorganizmy.
1 ... 76 77 78 79 80 81 82 83 84 ... 106
Перейти на страницу:

Eberly zaprezentował uśmiech pełen zrozumienia.

— Przyjacielu, ludzie kopią na Ziemi różne metale i minerały od tysięcy lat. Czy zaszkodziło to jakoś mikrobom żyjącym w tych skałach? Ani trochę.

Yańez zwrócił się do żony.

— No widzisz?

Gdy dwugodzinna debata zakończyła się, Holly poczuła, że jest kompletnie wyczerpana i pokonana. Eberly podebrał jej pomysł zniesienia zasady ZRP i użył jej do poparcia swojego pomysłu eksploatacji pierścieni. Kiedy go zapytała, co zrobi, jeśli MUA zabroni eksploatacji, uśmiechnął się i oświadczył, że na pewno da się z nimi negocjować.

— To nie musi być gwałtowna konfrontacja typu „albo-albo” — oznajmił Eberly. — Jestem pewien, że gdy obie strony wykażą cierpliwość i dobrą wolę, wypracujemy kompromis, dzięki któremu będziemy mogli eksploatować pierścienie, a naukowcy — badać swoje żyjątka.

Zanim Holly udało się wtrącić, dodał:

— Nie ma potrzeby histeryzować, ani stosować strategii uników.

Holly nie znalazła na to odpowiedzi. Dzwoniący przypomniał o przerwach w zasilaniu, które nadal występowały, choć niezbyt często. Eberly gładko odparł:

— Nasi inżynierowie i specjaliści komputerowi odkryli, że problem jest związany z wahaniami natężenia pola elektromagnetycznego Saturna. Opracowali sposób prognozowania tych wahań i teraz instalujemy system ochronny, który wyeliminuje te przerwy w ciągu paru tygodni.

Eberly bezczelnie mrugnął do kamery.

— Obiecuję, że do dnia wyborów problem będzie rozwiązany.

Wyglądało na to, że wszystkie telefony są przeznaczone dla Eberly’ego. Jasne, pomyślała Holly. Zorganizował to, jego ludzie atakują linie telefoniczne.

— A skąd wiemy — spytał jakiś mężczyzna — że naprawdę istnieje zapotrzebowanie na wodę z pierścieni?

Eberly rozpromienił się, jakby tylko czekał na to pytanie.

— Zadałem sobie to pytanie kilka tygodni temu. Czy przypadkiem nie łudzimy się, zakładając, że osady ludzkie na Księżycu, w Pasie Asteroid i wszędzie indziej będą kupować od nas wodę?

Zamilkł na chwilę, robiąc efektowną pauzę, po czym mówił dalej:

— Rozmawiałem z zarządzającymi Selene i Ceres. Zapewnili mnie, że będą kupować od nas wodę, po cenie z dwudziestoprocentową marżą!

Holly zrozumiała, że tego człowieka nie pokona. Nie było na niego sposobu.

2 MAJA 2096: LABORATORIUM NANOTECHNOLOGICZNE

— Tak — Kris Cardenas powiedziała do obrazu Urbaina na ekranie ściennym. — Mając te specyfikacje jesteśmy w stanie wyprodukować nanoboty, które zbudują nową antenę Alfy.

Urbain był w swoim gabinecie. Pod oczyma miał ciemne cienie, a twarz wychudzoną, bardziej pomarszczoną niż Cardenas pamiętała. Nie była lekarzem, ale odniosła wrażenie, że główny naukowiec funkcjonuje w olbrzymim stresie.

Pokiwał głową ponuro.

— Dobrze. A możecie zacząć je budować od razu? Cardenas skinęła głową.

— Nadamy temu zleceniu najwyższy priorytet.

— Kiedy będą gotowe?

Cardenas dokonała w myślach obliczeń i dodała odpowiedni margines bezpieczeństwa.

— Za dziesięć dni. Jeśli wszystko pójdzie gładko, to za tydzień.

Urbain westchnął, jakby właśnie podpisał pakt własną krwią.

— Cóż, świetnie. W takim razie pracujcie, najszybciej, jak się da.

— Dobrze — odparła Cardenas. — Ale jak zamierzacie je dostarczyć na powierzchnię Tytana?

Urbain nie odpowiedział. Rozłączył się, zanim Cardenas skończyła zadawać pytanie. Na ścianie znów pojawił się jej ulubiony obraz, impresjonistyczna scenka uliczna z dziewiętnastowiecznego Paryża.

Obróciła się na krześle i spojrzała na laboratorium z niewielkiej wnęki, która służyła jej za biuro. Tavalera właśnie wchodził przez drzwi śluzy.

— Przepraszam za spóźnienie — rzekł, idąc w jej stronę wzdłuż stołów. — Byłem na śniadaniu z Timoshenką, rozmawialiśmy o montowaniu systemu ochronnego na tarczy nadprzewodnikowej.

Cardenas wstała z krzesła i zaczęła się zastanawiać. Staliśmy się popularni. Minął rok i ludzie wyzbyli się strachu przed nanotechologią i zaczęli prosić o pomoc. Teraz Timoshenko chce z nami pracować, Urbain wręcz błaga o pomoc.

I znów zadała sobie pytanie: jak on chce przetransportować nanomaszyny na powierzchnię Tytana?

— Mogłabyś mi coś poradzić? — zwrócił się do niej Tavalera. Wyglądał na zawstydzonego i zaniepokojonego.

Cardenas uśmiechnęła się.

— Cóż, to akurat jest łatwe, Raoul. — Wskazała mu gestem krzesło na kółkach, stojące obok jej biurka, i oboje usiedli. — Co się stało?

— Przylatuje statek z Ziemi.

— Tak, naukowcy chcący się przyjrzeć stworzeniom Nadii — odparła Cardenas. — Nadia pragnie wrócić z nimi na Ziemię.

Tavalera pokiwał głową ponuro.

— Mógłbym się z nimi zabrać. Cardenas zrozumiała.

— Naprawdę tego chcesz?

— Może. Nie wiem.

Przyjrzała się jego podłużnej, ponurej twarzy.

— Chciałbyś, żeby Holly wróciła z tobą, tak?

— Tak — odpowiedź zabrzmiała jak długie, pełne żalu mruknięcie. — Ale nie wróci.

— Raoul, ona nie może wrócić. Startuje w wyborach.

— Wiem.

— Nie może opuścić habitatu. Nawet gdyby chciała.

— I tak nie zechce.

Cardenas zastanowiła się przez moment.

— A czego ty chcesz?

Odwrócił wzrok, zaczął się przyglądać własnym butom.

— Chcę wrócić do domu — rzekł w końcu, nie podnosząc głowy.

Cardenas poczekała, a on dodał:

— I chcę, żeby Holly wróciła ze mną.

— Nie możesz mieć i jednego, i drugiego.

— Wiem. Ale pytałaś, czego chcę. No to właśnie tego. Zawahała się, po czym uznała, że trzeba drążyć temat.

— A pytałeś Holly, czego ona chce? Tavalera nadal nie uniósł wzroku.

— Chce być głównym administratorem. Nigdy nie wróci na Ziemię.

— Powiedziała ci to?

— Wiem, że nie wróci.

— Pytałeś ją?

Tavalera potrząsnął głową.

— Co by mi z tego przyszło?

— Nie wiem, Raoul. Ale myślę, że powinieneś z nią porozmawiać.

Kwaśny wyraz jego twarz mówił wyraźnie, co sądzi o takim pomyśle.

— Taaa — odparł. — Masz rację.

Timoshenko wędrował wokół zewnętrznego pancerza Goddarda, nieskrępowany żadnym skafandrem. Program VR pozwalał mu widzieć to, co widział jego robot naprawczy, czuć to, co on czuł w stalowych szczypcach. Gdy robot toczył się po szynie wbudowanej w kadłub, Timoshenko miał wrażenie, że idzie — nie, nie idzie, ślizga się po lodzie, jak na łyżwach z Katriną w Parku Gorkiego.

Ona tu nie przyleci. Timoshenko sprawdził listę pasażerów wiozących naukowców na Goddarda i jej nazwiska nie znalazł. Próbował do niej dzwonić, ale operatorzy w Moskwie odmawiali mu połączenia: był bezpaństwowcem, wygnańcem, nie miał prawa rozmawiać z praworządnymi obywatelami Z rozpaczą uświadomił sobie, że gdyby udało mu się przesłać Katrinie wiadomość, to w ten sposób złamałaby prawo i mogłaby mieć kłopoty z władzami.

W rozpaczy poprosił Eberly’ego, by się z nią skontaktował, tak jak przedtem. Błagał głównego administratora, by ten wyświadczył mu przysługę. Eberly, uwielbiający zaskarbiać sobie wdzięczność innych, powiedział mu, że zwrócił się do władz w Moskwie, a nawet do głównej kwatery Świętych Apostołów o pozwolenie na rozmowę z nią. Ale Katrina oświadczyła, że nie chce żadnych kontaktów.

1 ... 76 77 78 79 80 81 82 83 84 ... 106
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)