Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Światło minionych dni [The Light of Other Days - pl]
Światło minionych dni [The Light of Other Days - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Światło minionych dni [The Light of Other Days - pl]

Электронная книга - «Światło minionych dni [The Light of Other Days - pl]». Краткое содержание книги:

Szef wielkiej stacji telewizyjnej dokonuje epokowego odkrycia — znajduje metodę tworzenia mikrotuneli podprzestrzennych, które pozwalają zajrzeć kamerze w każde miejsce w teraźniejszości i przeszłości... W przezroczystym świcie nic nie ukryje się przed kamerą. Ludzie zaczynają szukać sposobów na ukrycie swojej prywatności i swoich zbrodni…
1 ... 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83
Перейти на страницу:

— Lystrosaurus — mruknął David. — Najszczęśliwsze stworzenie, jakie żyło na Ziemi. Jedyne duże zwierzę, które przetrwało zagładę.

— Chodzi ci o tę kometę, która wybiła dinozaury? — zdziwił się Bobby.

— Nie — zaprzeczył posępnie David. — O tę następną, która pojawi się wkrótce. Dwieście pięćdziesiąt milionów lat przed nami. Najgorsza ze wszystkich…

Więc to dlatego zniknęła bujna dżungla i stada dinozaurów. Z Ziemi po raz kolejny odpływało życie. Bobby’ego opanowało poczucie grozy.

Pomknęli dalej w głąb.

Ostatnie karłowate drzewa skurczyły się w końcu do ukrytych w glebie nasion, a resztki wątłych krzewów zwiędły i zginęły. Wypalona ziemia zaczęła odtwarzać spalone pnie i połamane gałęzie, gdzieniegdzie stosy kości. Skały, coraz bardziej odsłonięte przez cofającą się falę życia, nabrały czerwonej barwy.

— Jak na Marsie…

— I z tego samego powodu — potwierdził David. — Na Marsie praktycznie nie istniało życie. A podczas jego nieobecności skały osadowe rdzewiały: poddawane morderczemu żarowi i zimnu reagowały z atmosferą i ulegały erozji. Ziemia, kiedy zbliżamy się do najstraszniejszej zagłady, jest taka sama: prawie bez życia. Skały erodują.

Przez cały czas łańcuch maleńkich przodków czepiał się życia w błotnistych jamach na brzegach śródlądowych mórz, które prawie — ale nie całkiem — wyschły, zmieniając się w zagłębienia martwego marsjańskiego pyłu.

Ziemia w tej erze była zupełnie inna, stwierdził David. Dryf tektoniczny zebrał wszystkie kontynenty w jedną ogromną masę lądową, największą w całej historii planety. W regionach tropikalnych dominowały rozległe pustynie, a na dużych wysokościach tworzyły się lodowce. W głębi lądu klimat zmieniał się gwałtownie od zabójczego upału do mrozu.

Ten delikatny świat spotkała kolejna katastrofa: olbrzymia nadwyżka dwutlenku węgla w atmosferze. Gaz dusił zwierzęta i do i tak już zabójczego klimatu dodawał skutki efektu cieplarnianego.

— Ucierpiały przede wszystkim zwierzęta, cofnięte niemal do poziomu życia w stawie. Ale dla nas to już się prawie kończy, Bobby. Nadmiar dwutlenku węgla wraca tam, skąd pochodzi: do morskich wulkanów i syberyjskich kraterów, wyrzucających płynny bazalt i gazy, które ulotniły się z wnętrza Ziemi, by zatruć powierzchnię. Wkrótce ten monstrualny kontynent się rozpadnie. Pamiętaj o jednym: życie przetrwało. Więcej nawet: nasi przodkowie przetrwali. To najważniejsze. Inaczej by nas tu nie było.

Bobby, wpatrzony w częściowo gadzi, częściowo gryzoniowaty pyszczek w centrum pola widzenia, odkrył, że świadomość ta daje mu pewną pociechę.

Przesunęli się przez czas zagłady w głębszą przeszłość.

Powracająca do życia Ziemia wydawała się całkiem inna. Nie pozostał żaden ślad gór, a przodkowie usiłowali przetrwać na brzegach ogromnych i płytkich śródlądowych mórz, które przez wieki przesuwały się tam i z powrotem. Z wolna, po milionach lat, gdy trujące gazy cofnęły się z powierzchni, na planetę powróciła zieleń.

Przodek stał się niskim, człapiącym niezgrabnie stworzeniem, pokrytym krótką, szarobrązową sierścią. Gdy mijały pokolenia, szczęka wydłużała się, czoło cofało, zniknęły zęby, pyszczek pokryła twarda tkanka, upodabniając go do dzioba. Potem cofnęła się także sierść, a pyszczek wydłużył jeszcze bardziej. Przodek, według Bobby’ego, stał się istotą nieodróżnialną od jaszczurki.

Uświadomił sobie, że zanurzyli się już tak głęboko w czasie, iż wielkie rodziny zwierząt lądowych: żółwie, ssaki i jaszczurki, krokodyle i ptaki, łączą się w jedną grupę macierzystą: gady.

Potem, ponad trzysta pięćdziesiąt milionów lat w przeszłość, przodek znowu się zmienił. Głowa stała się bardziej tępa, kończyny krótsze i grubsze, ciało bardziej opływowe. Być może był już płazem. I w końcu te krótkie nogi zmieniły się w zwykłe płetwy, a te wtopiły się w tułów.

— Życie wycofuje się z lądu — oświadczył David. — Ostatni z bezkręgowców, prawdopodobnie skorpion, czołga się do morza. Na lądzie rośliny wkrótce strącaliście i przestaną rosnąć pionowo. Potem jedyną formą życia pozostałą na lądzie będą proste organizmy…

Nagle Bobby znalazł się pod wodą, wciągnięty przez cofającą się prababkę do płytkiego morza.

W wodzie było tłoczno. W dole rafa koralowa ciągnęła się w mglistą, błękitną dal. Porastały ją jakieś wielkie kwiaty na długich łodygach, a między nimi szukała pożywienia niewiarygodna rozmaitość stworzeń w skorupach. Bobby rozpoznał nautilusa i coś, co wyglądało jak ogromny amonit.

Przodek był małą, wąską rybką, jedną z wielkiej ławicy. Ich poruszenia zdawały się tak samo szybkie i nerwowe jak u współczesnych gatunków.

W oddali krążył rekin — znajoma sylwetka mimo upływu czasu. Ławica ryb ze strachem skręciła i odpłynęła. Bobby’ego ogarnęło współczucie.

Znów przyspieszyli: czterysta milionów lat temu, czterysta pięćdziesiąt…

Widzieli migotanie ewolucyjnych eksperymentów; na smukłych ciałach przodków pojawiały się rozmaite odmiany kostnego pancerza, a niektóre wersje trwały chyba tylko kilka pokoleń — całkiem jakby te prymitywne ryby straciły talent do udanego planowania ciała. Bobby wiedział, że życie komplikuje się, gromadzi informacje przechowywane w samych strukturach żywych istot — informacje zdobywane z trudem przez miliony pokoleń, kosztem cierpień i śmierci. Teraz, w ruchu wstecznym, odrzucało je niedbale.

A potem brzydka pierwotna ryba zniknęła. David zwolnił tempo.

W tym pradawnym morzu nie było żadnych ryb. Przodek stał się bladym robakiem, kryjącym się w piasku na dnie.

— Od teraz wszystko się upraszcza — stwierdził David. — Istnieje tylko parę wodorostów… Aż w końcu, na głębokości miliarda lat, pozostanąjedynie organizmy jednokomórkowe, aż do samego początku.

— Daleko jeszcze?

— Bobby, dopiero zaczęliśmy. Musimy sięgnąć trzy razy głębiej niż teraz.

Ruszyli.

Przodek był prymitywnym robakiem o zmiennym kształcie, a potem skurczył się do drobinki protoplazmy w dywanie alg. Kiedy zanurzyli się jeszcze głębiej, zostały tylko algi. I nagle ogarnęła ich ciemność.

— Niech to szlag — mruknął Bobby. — Co się stało?

— Nie wiem.

David przesunął ich w głąb: milion lat, dwa… Ciemność nie ustępowała.

Zniecierpliwiony David zerwał kontakt z przodkiem z tego okresu — mikrobem czy prymitywnym wodorostem — przeniósł punkt widzenia ponad ocean i zawiesił go tysiąc kilometrów nad krzywizną Ziemi.

Ocean był biały, od bieguna po równik pokryty lodem; wypiętrzenia i szczeliny długości setek kilometrów przecinały wielkie lodowe pola. Nad zamarzniętym horyzontem wschodził Księżyc; poorana kraterami tarcza nie zmieniła się przez cały ten czas — znajomy rysunek twarzy już w tej odległej epoce był niewyobrażalnie stary. Ale ciemna zwykle część Księżyca tutaj lśniła niemal równie jasno w świetle odbitym od Ziemi, co jego sierp w blasku słońca.

Ziemia stała się oślepiająco jasna, może jaśniejsza niż Wenus — gdyby istniały oczy, które mogłyby je porównać.

— Popatrz na to — szepnął David.

W pobliżu ziemskiego równika wyrastał kolisty wał o zaokrąglonych ścianach, ze zniszczoną przez erozję bryłą w środku.

— Krater meteorytowy. I to stary. Ta pokrywa lodowa leży już bardzo długo.

Zaczęli się cofać. Zmienne nierówności lodowej pokrywy — pęknięcia, wyszczerbione wały, łańcuchy zasp śnieżnych — rozmyły się w perłową gładź. Ale sama lodowa powłoka nie ustępowała.

1 ... 74 75 76 77 78 79 80 81 82 83
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)