Tak to jest, kiedy nie patrzy się, dokąd się idzie, pomyślała Joanna. „Należy zwracać szczególną uwagę na swoje otoczenie”, głosił szpitalny okólnik, dotyczący ochrony przed nieobliczalnymi pacjentami oddziału nagłych wypadków, nafaszerowanymi rogue. Joanna powinna była wziąć sobie do serca te słowa.
— Przypomniałam sobie kolejne szczegóły moich wspomnień z doświadczeń granicznych — obwieściła pani Davenport, wpychając się idealnie pomiędzy Joannę i windę. W tej koszuli wygląda jak skan RJPT, pomyślała Joanna.
— Po tym, jak Świetlisty Anioł ukazał mi kryształ, mój wuj Alvin poprowadził mnie do błyszczącej szarej zasłony, a kiedy ją rozsunął, ujrzałam salę operacyjną i wszystkich lekarzy ratujących moje martwe ciało, i wtedy…
— Pani Davenport — przerwała Joanna. — Mam ważne spotkanie.
— …wtedy Alvin powiedział: „Tu, po Tamtej Stronie, wiemy wszystko, co się dzieje na Ziemi — ciągnęła pani Davenport, jakby Joanna w ogóle się nie odezwała — i wykorzystujemy naszą wiedzę do tego, aby chronić i prowadzić żywych”.
— Przed czwartą muszę się znaleźć po drugiej stronie miasta — oświadczyła Joanna, spoglądając znacząco na zegarek.
— „Musisz tylko słuchać, a my do ciebie przemówimy”, oznajmił Alvin i miał rację. Kilka dni temu poinformował mnie, gdzie jest mój kolczyk z perłą, który uznałam za stracony.
Ciekawe, czy może mnie poinformować, jak się uwolnić od jego bratanicy.
— Żałuję, że nie mogę zostać, pani Davenport, ale naprawdę na mnie już pora.
— Dwie doby temu, dokładnie w połowie nocy, usłyszałam, jak mówi: „Obudź się”. Kiedy spojrzałam na zegarek, wskazywał trzecią nad ranem.
Pani Davenport najwyraźniej nie zamierzała jej puścić. Joanna musiała ją po prostu obejść. Tak też zrobiła. Pani Davenport podążyła za nią, wciąż opowiadając.
— A potem usłyszałam, jak mówi, zupełnie jakby był ze mną w pokoju, „Włącz telewizor”. Posłuchałam go, i wie pani, co właśnie leciało?
Telezakupy?, odpowiedziała w myślach Joanna. Wcisnęła przycisk „dół”.
— Program o paranormalnych zdarzeniach. To dowód na to, że ludzie, którzy odeszli, wciąż utrzymują z nami kontakt.
Drzwi windy się rozsunęły, a Joanna niemal wskoczyła do środka, modląc się, aby pani Davenport nie poszła w jej ślady.
— A dzisiaj rano usłyszałam, jak Alvin mówi…
Zamykające się drzwi uniemożliwiły pacjentce przekazanie wiadomości od Alvina. Joanna wcisnęła „P”, a kiedy drzwi się otworzyły, pobiegła na oddział nagłych wypadków, modląc się, aby nikt nie zapadł w stan śmierci klinicznej i Vielle nie musiała go teraz reanimować.
Nikt nie wymagał reanimacji, więc Vielle zajęła się czymś innym. Wrzeszczała na stażystę.
— Kto ci pozwolił się do tego zabierać? — ryczała.
— Eee… eee… nikt — dukał stażysta. — Na akademii medycznej…
— Nie jesteś na akademii medycznej — przerwała Vielle. — Tylko na moim oddziale.
— Wiem, ale on był… — Przerwał i spojrzał z nadzieją na Joannę, jakby licząc na to, że go uratuje.
— Przepraszam. — Joanna zwróciła się do Vielle. — Mogę pożyczyć twój samochód?
— Jasne. — Vielle zgodziła się od razu, a potem przykazała stażyście: — Zostań tutaj. Niczego nie ruszaj. — Ruszyła na drugą stronę oddziału. — Kluczyki są w mojej szafce. Co się stało? Zdechł, tak?
— Kto? — spytała Joanna, podążając za nią przez poczekalnię. Dopiero po chwili dotarło do niej, że Vielle miała na myśli samochód. — Nie, jest w porządku.
Błąd. Vielle odwróciła się, a jej ręka znieruchomiała na zamku szyfrowym w szafce. Ściągnęła brwi.
— Więc dlaczego chcesz pożyczyć mój? To nie ma nic wspólnego z tą sceną z Titanica, o którą mnie pytałaś, prawda?
— Po prostu nie chcę chodzić do gabinetu po kluczyki. Pan Mandrake się tam zaczaił, a ja nie chcę z nim rozmawiać — wyjaśniła wymijająco.
— Trudno się dziwić. — Vielle powróciła do wybierania kombinacji. — O której wrócisz? — Pogrzebała w portmonetce i wyciągnęła kluczyki, które wrzuciła do ręki Joannie. — Kończę o siódmej.
— Gdzie parkujesz?
— Od północy, drugi lub trzeci rząd, nie pamiętam. Dokąd jedziesz?
— Wrócę za jakąś godzinę — odparła Joanna i pobiegła na parking.
Samochód Vielle stał na samym końcu czwartego rzędu i zanim Joanna go znalazła, uruchomiła i ruszyła na południe miasta do Englewood, zrobiło się już wpół do czwartej. Wyjdzie, zanim dojadę, pomyślała, ale pan Briarley zawsze zostawał dłużej niż reszta nauczycieli, a nawet gdyby go nie zastała, jego numer telefonu i adres mogła uzyskać w sekretariacie. Przebywanie w pewnych miejscach mogło przywołać najrozmaitsze wspomnienia — samo znalezienie się w starej sali od angielskiego mogło ożywić pamięć Joanny. To było coś, co powiedział podczas wykładu, stwierdziła w myślach, skręcając na zachód do Hampden. Albo jakiś fragment tekstu, który odczytał na głos.
W każdej chwili mógł zacząć padać śnieg. Joanna zaparkowała jak najbliżej drzwi, prowadzących do sal od angielskiego i podeszła do drzwi. Szarpnęła je, lecz były zamknięte na klucz. Na szybie widniał drukowany napis: „Osobom postronnym wstęp wzbroniony. Proszę się zgłosić do głównego sekretariatu”. Mapka ze strzałkami wskazywała, jak tam dotrzeć — wiązało się to ze spacerem dookoła budynku.