Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Tytan [Titan - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Tytan [Titan - pl]

Электронная книга - «Tytan [Titan - pl]». Краткое содержание книги:

Habitat Goddard — kosmiczna arka z dziesięciotysieczną załogą na pokładzie — wchodzi na orbitę Saturna. Naukowcy wysyłają sondę na Tytana, ale zaraz po wylądowaniu przestaje ona wysyłać sygnały. Jednocześnie doktor Wunderly robi wszystko, żeby doszło do jeszcze jednego lotu przez pierścienie planety; podejrzewa, że żyją w nich mikroorganizmy.
1 ... 71 72 73 74 75 76 77 78 79 ... 106
Перейти на страницу:

On nie może tego zrobić, powtarzała sobie w duchu Wunderly. Nie pozwolę mu. Uduszę go gołymi rękami, jeśli zajdzie taka potrzeba, ale nie pozwolę mu tknąć pierścieni!

Edouard Urbain siedział z ponurą miną nad śniadaniem, a żona postawiła przed nim wędzonego łososia i cienkie tosty.

Powiedział Jean-Marie o wczorajszym ataku szału Habiba. Nie okazała takiego współczucia, jakiego oczekiwał.

Nikt mnie nie popiera, pomyślał ponuro. Jean-Marie uśmiechała się po drugiej stronie stołu. Ona się uśmiecha! Ludzie mi się buntują, Alfa zamilkła na Tytanie, a moja żona z jakiegoś powodu się uśmiecha.

— Chyba masz dziś dobry humor — zauważył kwaśno.

— Mam o dziesiątej spotkanie komitetu — odparła Jean-Marie.

Milczał. Sięgnął po tosta i położył na nim kawałek ryby. Uniósł chleb do ust, po czym odłożył go na talerz.

— Nie mam apetytu — oznajmił.

— Martwisz się swoimi pracownikami? Uniósł brwi.

— Martwię się? Bo zagrozili buntem? Oczywiście, że się martwię.

Jean-Marie przybrała współczujący wyraz twarzy.

— Mon cher, czemu nie miałbyś pozwolić im robić coś pożytecznego, kiedy twoja maszyna milczy? Jak im się powiedzie, ty zbierzesz laury. W końcu jesteś ich szefem.

— Tak właśnie powiedział Habib — mruknął Urbain.

— Widzisz?

Odsunął talerz.

— Muszę znaleźć jakiś sposób, żeby odzyskać kontakt z Alfą. Muszę.

— Może… — zaczęła coś mówić Jean-Marie, po czym zawahała się.

— Może co?

— Myślałam o tym Gaecie. Znowu wykonał lot przez pierścienie. Może należałoby wysłać go na Tytana, żeby sprawdził, co jest nie tak z Alfą ?

Prychnął z lekceważeniem.

— To nonsens! Ten facet jest kaskaderem, nie naukowcem. Showmanem.

— Przecież możesz nim pokierować, powiedzieć, co ma robić.

Urbain potrząsnął głową.

— To się nie uda. On na początku chciał lecieć na Tytana, chciał być pierwszym człowiekiem, który postawi tam stopę.

— A ty mu odmówiłeś.

— Oczywiście! Nie mogłem dopuścić do skażenia. Na Tytanie jest życie. Nie chcę, żeby jakiś cyrkowiec tam się włóczył.

— Ale swoją maszynę tam posłałeś.

— Została dokładnie odkażona. Bardziej dokładnie, niż można to zrobić w przypadku człowieka, nawet w takim gigantycznym skafandrze. Promieniowanie, jakim odkażaliśmy Alfę, zabiłoby go.

Jean-Marie pokiwała głową, jakby zrozumiała, po czym rzekła:

— A mimo to uważam, że jeśli wszystko inne zawiedzie, nasz kaskader to ostatnia deska ratunku.

— Nigdy! Kiedyś mu odmówiłem. A teraz chcesz, żebym poszedł do niego, mnąc kapelusz w ręce i błagał o pomoc? Nigdy!

— Rozumiem — odparła Jean-Marie. I pomyślała, że chyba naprawdę to rozumie, nawet lepiej niż jej mąż.

— Jeśli one naprawdę żyją — rzekła Yolanda Negroponte, odrywając się od ekranu, na którym widać było obraz z mikroskopu — to jest to organizm, jakiego nikt dotąd nie widział.

— A spodziewałaś się czegoś innego? — odparła cicho Wunderly zza swojego stanowiska pracy.

W laboratorium biologicznym nie było nikogo poza tymi dwoma kobietami; inne stoły były puste, panowała tam cisza. Pyłki kurzu unosiły się w świetle wpadającym przez wysokie okna. Mała, anodyzowana lodówka, zawierająca lodowe cząsteczki, stała między nimi, a obok niej było parę zdalnych manipulatorów i szare rury miniaturowego mikroskopu elektronowego.

Na twarzy Negroponte pojawił się wyraz namysłu.

— To nie są cząsteczki kurzu. Mają strukturę wewnętrzną i to widać, ale nie wydaje mi się, żeby coś działo się w środku. Żywe komórki są dynamiczne: organelle pulsują, cała komórka drży i wibruje. A to coś po prostu leży, jak rodzynki w puszce.

— Może są martwe? — spytała Wunderly. — Może kiedyś były żywe, a teraz już nie? Może je zabiliśmy, zabierając je z ich naturalnego środowiska?

Negroponte potrząsnęła głową, a długie pasmo blond włosów spadło jej na twarz. Odsunęła je i odparła:

— Nie, utrzymywaliście temperaturę i ciśnienie takie same, jak w regionie pierścieni. Nie ma śladu skażenia. Jeśli są żywe, powinny być żywe i tutaj.

Wunderly wstała z niewielkiego taboretu na kółkach, na którym siedziała, i ruszyła do termosu z kawą.

— Może cały czas się myliłam. Eberly się ucieszy.

— Kawa to dobry pomysł — rzekła Negroponte, także wstając z krzesła. — Szkoda, że nie da się zrobić porządnego espresso. Pobudza szare komórki.

— Kofeina — mruknęła Wunderly, nalewając gorący, parujący napar do kubka, który następnie podała Negroponte.

Dwie kobiety siedziały przez chwilę w milczeniu, sącząc gorący napar.

— Więc Da’ud naprawdę nakrzyczał na Urbaina? — spytała po chwili Wunderly.

— Szkoda, że tego nie widziałaś. Jak rycerz w lśniącej zbroi atakujący smoka.

— W życiu bym go o coś takiego nie podejrzewała.

— Zrobił to dla mnie — rzekła Negroponte, nadal nie mogą wyjść z podziwu nad wczorajszym przedstawieniem. — Chyba mój płacz wywołał u niego taką reakcję, poczuł się mocny i odważny.

Wunderly uniosła kubek do ust.

— Może i ja powinnam się przed nim rozpłakać — mruknęła do kawy.

— Dalej się nim interesujesz? — spytała Negroponte z zaciekawieniem.

— A ty nie?

— Jeszcze bardziej niż dotąd, Nadiu.

— W takim razie jest twój — odparła Wunderly, myśląc: nie dopuszczę, żeby Da’ud, czy jakikolwiek inny facet, stanął na drodze mojej pracy. Potrzebuję czegoś więcej.

Negroponte zmieniła temat, powracając znów do biologii. — Jaka jest temperatura wewnątrz jednostki kriogenicznej?

— Prawie minus dwieście stopni.

Postukując paznokciem o kubek, Negroponte rzekła:

— Biologia zależy od chemii, a reakcje chemiczne w niskich temperaturach zachodzą wolniej.

— Czy sądzisz…

— Wyglądają jak komórki. Mają wewnętrzną strukturę i mają środek z dobrze widocznymi membranami. Ale wyglądają na nieaktywne.

W oczach Wunderly pojawiła się nadzieja.

— Może one wcale nie są nieaktywne! Może po prostu są powolne.

— Możesz zamontować minikamerę w mikroskopie? — spytała Negroponte.

— Jasne.

W ciągu pół godziny miniaturowa kamera została zamontowana między okularem mikroskopu a kablem łączącym go z monitorem.

— Dobrze — rzekła Negroponte, gdy zakończyły montaż urządzenia i sprawdziły je.

Wunderly oderwała wzrok od ekranu, na którym nadal widać było ciemny obiekt przypominający komórkę zamkniętą w lodzie, żeby użyć określenia zadowolonego biologa.

— A teraz poczekamy, czy może coś się wydarzy?

— Teraz pójdziemy na obiad, zmarnujemy trochę czasu nad deserem, a potem wrócimy i zobaczymy, co się nagrało.

Wunderly skinęła głową na zgodę. Deser, pomyślała. Zasłużyłam na solidny deser.

Pancho spędziła cały dzień z Holly w jej mieszkaniu. Rozpaczliwie próbowały znaleźć jakiś sposób na pokonanie Eberly’ego z jego pomysłem na eksploatację pierścieni. Pancho siedziała na sofie w salonie, wyciągnąwszy na poduszkach swoje długie nogi.

— MUA do tego nie dopuści — rzekła z uporem, powtarzając to po raz dwudziesty.

Siedząc przy biurku, po drugiej stronie pokoju, Holly potrząsnęła głową.

1 ... 71 72 73 74 75 76 77 78 79 ... 106
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)