Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Tytan [Titan - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Tytan [Titan - pl]

Электронная книга - «Tytan [Titan - pl]». Краткое содержание книги:

Habitat Goddard — kosmiczna arka z dziesięciotysieczną załogą na pokładzie — wchodzi na orbitę Saturna. Naukowcy wysyłają sondę na Tytana, ale zaraz po wylądowaniu przestaje ona wysyłać sygnały. Jednocześnie doktor Wunderly robi wszystko, żeby doszło do jeszcze jednego lotu przez pierścienie planety; podejrzewa, że żyją w nich mikroorganizmy.
1 ... 67 68 69 70 71 72 73 74 75 ... 106
Перейти на страницу:

Nie ma jednak już czasu. Nie mogła zostawić sterów, nawet na sekundę, nawet na tę krótką chwilę, jakiej wymagało włożenie nanoskafandra.

Pancho poczuła smak krwi w ustach i dotarło do niej, że przygryzła sobie język. Ależ ja jestem durna, pomyślała. Czemu, u licha…

— Jake! — zawołała, zdziwiona paniką we własnym głosie. — Przyjdź tu! Szybko! I przynieś butlę z tlenem.

Zobaczyła wielki, biały głaz, który toczył się obok prawej burty statku, nie dalej niż sto metrów. I zbliżał się. Rzuciła okiem na radar: tylko szum, za wiele obiektów, mnóstwo błyszczących iskierek na ekranie.

Delikatnie, bardzo delikatnie przesunęła wolant w lewo. Głaz oddalił się nieco, ale nadal leciał obok statku, jakby tylko czekał, aż Pancho popełni najdrobniejszy błąd, żeby mógł uderzyć w statek i zniszczyć go.

Nie daj się zahipnotyzować, skarciła się w duchu, odrywając wzrok od lśniącego olbrzyma. Musisz się rozglądać we wszystkich kierunkach. Rzuciła okiem jeszcze raz i tym razem był znacznie mniejszy; oddalał się.

Ekran monitora zderzeń migał jak ogarnięte spazmami oko szaleńca. Ciśnienie się utrzymuje, pomyślała. Nie ma przebicia.

Wanamaker zanurkował w kokpit, nadal w nanoskafandrze, z pobielałą twarzą i utkwionymi w niej oczami.

— Nie włożyłaś skafandra!

— Przejmij stery — zarządziła Pancho, wyjmując mu z rąk butlę z tlenem.

Przeleciała przez klapę, łapiąc się brzegu jedną ręką; pozwoliła zielonej butli zawisnąć w powietrzu, a sama wyszarpnęła nanoskafander ze schowka i wcisnęła do niego nogi.

Statek szarpnął i Pancho uderzyła o grodź.

— Przepraszam! — wrzasnął Wanamaker z kokpitu.

Pancho była zbyt zajęta, by odpowiedzieć. Włożyła skafander, doczepiła do niego butlę z tlenem i zobaczyła, jak bąbel nadyma się wokół jej twarzy. Wzięła głęboki oddech, zaczerpując powietrza z puszki, po czym wkroczyła z powrotem do kokpitu.

— Dzięki, Jake — mruknęła, przejmując z powrotem stery.

— Już prawie przelecieliśmy — rzekł, wskazując na bulaj. Pancho widziała poprzez rojące się wokół cząsteczki gwiazdy, a nawet sierp księżyca. To pewnie Tytan, pomyślała.

Nagłe szarpnięcie rzuciło ich oboje na kolana. Klapa kokpitu zatrzasnęła się, a system podtrzymywania życia oświadczył z mechanicznym spokojem:

— Spadek ciśnienia w ładowni. Przebicie kadłuba w sekcji sześć A.

Chwytając znów stery, Pancho krzyknęła:

— Jake, wszystko w porządku?

— W porządku — odparł drżącym głosem Wanamaker.

— Manny? Wszystko gra?

— Tak — z interkomu dobiegł głos Gaety. — Trochę się poobijałem w skafandrze.

— Ale nic ci nie jest?

— Nic. Tylko cała woda znikła z ładowni. Niestety.

— Jaka duża jest dziura? Moment wahania.

— Nie widzę żadnej dziury. Musi być mikroskopijna.

— Walnęło nas coś znacznie większego niż mikroskopijny odłamek — rzekła Pancho. — Może jeden z tych księżyców pasterskich.

— To coś, co nas uderzyło, musiało wytracić większość energii na osłonie antymeteorytowej i wywaliło nam tylko małą dziurkę w kadłubie.

— Może — przytaknęła Pancho. Szybko rzuciła okiem na instrumenty. Ciśnienie w ładowni było zerowe, ale tu, w kokpicie, nic nam nie będzie. Ale i tak dobrze, że włożyłam skafander. Wylatujemy już z pierścienia. Liczba uderzeń spada. Gdybyśmy zaliczyli przebicie kokpitu, już bym nie żyła.

— Jesteśmy już prawie na zewnątrz — rzekł Wanamker, a na jego pobrużdżonej twarzy pojawił się uśmiech.

Pancho włączyła alarm uderzeniowy. Jego piszczenie przypominało teraz kołysankę.

— Chyba się udało — rzekła do Wanamakera.

— Pójdę do ładowni i zobaczę, jak tam Manny.

— Będzie musiał zostać w skafandrze, dopóki nie zacumujemy w habitacie. Tylko ładownia jest na tyle duża, żeby mógł się wydostać ze skafandra, a teraz jest tam próżnia.

— Dobrze — rzekł Wanamaker otwierając klapę. Ciśnienie powietrza w kokpicie utrzymywało się na normalnym poziomie. Pancho uświadomiła sobie, że klapa ładowni musiała zamknąć się automatycznie.

— Och, Jake — rzekła. — Zerknij na lodówkę, czy nic jej się nie stało.

— Tak jest, kapitanie — odparł Wanamaker, uśmiechając się i posyłając jej udawany salut.

Pancho odwzajemniła uśmiech. Twarz jednak znów zastygła jej w przerażeniu, gdy odwróciła się i dostrzegła kawał lodu wielkości bloku, tuż przed nimi. Ruszyła sterami i znikł z widoku.

Wanamaker i Gaeta zaczęli wrzeszczeć, posługując się mieszanką angielskiego z hiszpańskim i marynarskimi przekleństwami.

— Przepraszam, chłopcy — zawołała Pancho, uświadamiając sobie, że niewiele brakowało a wpadliby na jeden z księżyców pasterskich, które orbitowały na brzegu pierścienia.

— Na ile mogę to ocenić — rzekła, a na jej twarzy znów zagościł uśmiech — jesteśmy po drugiej stronie.

12 KWIETNIA 2096: POWRÓT

Kris Cardenas prawie wpadła na Wunderly, gdy obie kobiety zaczęły biec korytarzem prowadzącym do śluzy koło przegrody habitatu. Tavalera i Timoshenko biegli przed nimi, już prawie dobiegali do włazu. Timoshenko pchał mały wózek.

— Wszystko w porządku, Kris — sapnęła Wunderly. — Podsłuchiwałam w biurze ich rozmowy. — Manny’emu nic się nie stało.

Cardenas skinęła głową.

— Ale lekko nie było.

— Na szczęście nic im nie jest — Wunderly uśmiechnęła się blado, gdy zwolniły i zatrzymały się. — Nikomu nic się nie stało.

Cardenas zrozumiała, że to rodzaj przeprosin. Nie była jednak w nastroju do ich zaakceptowania.

— Mam nadzieję, że przywieźli twoje ważne próbki — powiedziała, nawet nie próbując ukryć irytacji.

Timoshenko przyciągnął wózek i postawił go obok drugiego, większego wózka na skafander, który zostawili w śluzie, następnie wpiął zestaw łączności do gniazda na grodzi obok ciężkiej stalowej klapy i przytrzymał słuchawkę ręką.

— Wszystko gra — rzekł do małego mikrofonu przy ustach. — Potwierdzam dokowanie.

Tavalera zwrócił się do obu kobiet.

— Przycumowali — rzekł.

Cardenas stała, mając wrażenie, że chwila oczekiwania na otwarcie śluzy rozciąga się w godziny. Czekała, aż Manny do niej wróci. Nie mogła się jednak powstrzymać i zerknęła na Wunderly. Nadia była podekscytowana i zniecierpliwiona. Jej cenne próbki, zżymała się w duchu Cardenas. Manny, Pancho i Jake niemal zginęli, żeby mogła dostać trochę płatków śniegu.

Choć emocje aż w niej kipiały, Cardenas wiedziała, że nie będzie długo złościć się na starą przyjaciółkę. Wrócili cali i zdrowi, nikomu nic się nie stało, wszystko dobre, co się dobrze kończy. Nie mogę się na nią wściekać, za dobrze ją rozumiem.

— Gaeta jest w śluzie — ogłosił Timoshenko, nadal trzymając rękę przy uchu. — Otwiera wewnętrzny właz.

Widząc zachwyt na twarzy Wunderly, szeroko otwarte oczy, usta wykrzywione w grymasie zniecierpliwienia, Cardenas poczuła, jak resztki jej gniewu topnieją. Objęła Wunderly ramieniem i rzekła cicho:

— Mam nadzieję, że przywiózł dowody, których potrzebujesz, Nadiu.

W oczach Wunderly pojawiły się łzy.

— Dzięki, Kris. Dzięki za wszystko. Wiesz, że nie chciałam, żeby Manny leciał. Wiem, że ty…

Właz wewnętrzny trzasnął i otworzył się powoli jak masywne drzwi bankowego skarbca. Gaeta niezgrabnie przekroczył próg w swoim wielkim skafandrze. Tavalera i Timoshenko podbiegli do niego, by mu pomóc.

1 ... 67 68 69 70 71 72 73 74 75 ... 106
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)