Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Dzienny Patrol

Электронная книга - «Dzienny Patrol». Краткое содержание книги:

Na odwieczną walkę Dobra i Zła, Ciemności i Światła patrzymy tym razem oczami pracowników Dziennego Patrolu. Codzienna patrolowa rutyna zostaje zakłócona nagłym wezwaniem do typowegom zdawałoby się, zadania – Jaśni wykryli i przechwycili kobietę zajmującą się magią i czarami bez licencji. Dzienny Patrol za wszelką cenę musi odbić nielicencjonowaną Ciemną. W czasie trudnej, wyczerpującej akcji wiedźma Alicja Dominikowa traci moc, a na regenerację utraconych sił trzeba wiele czasu. Ku ogromnemu zaskoczeniu Alicji były kochanek i jednocześnie szej Dziennego Patrolu w trosce o jak najszybszą rekonwalescencję wysyła ją do Arteku, obozu młodzieżowego, w którym może odzyskać utracone siły. W Arteku wypoczywa przystojny chłopak Igor, Alicja zaczyna się nim interesować i wkrótce wakacyjna przygoda przeradza się w miłość, uczucie dotąd jej nieznane. Igor nie wie, kim jest Alicja, ona zaś nie zdaje sobie sprawy, że Igor nie jest zwykłym śmiertelnikiem… Dramat, jaki rozegra się tego lata, to zaledwie jeden z elementów skomplikowanej układanki, pierwszy etap wielkiej rozgrywki o bardzo wysoka stawkę.
1 ... 71 72 73 74 75 76 77 78 79 ... 93
Перейти на страницу:

…oraz zabijał swoje pacjentki, przeważnie młode dziewczęta. I bynajmniej nie jakimś magicznym sposobem – zazwyczaj truł, czasem używał akupunktury. Przecież doskonale znał wszystkie energetyczne punkty ludzkiego ciała…

Nocny Patrol trafił na niego przypadkiem. Któryś z analityków zainteresował się gwałtownym wzrostem przypadków śmiertelnych wśród młodych kobiet w niedużym podmoskiewskim miasteczku. Szczególną uwagę zwracał fakt, że większość kobiet była w ciąży. Stwierdzono również nieprawdopodobną liczbę poronień, aborcji, martwych noworodków. Zaczęto podejrzewać wampiry, wilkołaki, satanistów, wiedźmy. Sprawdzono wszystkich.

W końcu sprawą zainteresował się sam Heser i zabójca został pojmany. Zabójcą był mag Światła…

Ten pełen uroku, inteligentny uzdrowiciel zbyt dobrze widział przyszłość i czasem, przyjmując pacjentkę, widział los jej nie narodzonego dziecka, które – prawie na pewno – wyrośnie na zabójcę, psychopatę, przestępcę. Czasem widział, że sama pacjentka popełni jakąś potworną zbrodnię albo przypadkiem spowoduje śmierć dużej grupy ludzi. Dlatego postanowił z tym walczyć – tak jak umiał.

Na rozprawie uzdrowiciel z żarem tłumaczył, że Jasna magiczna ingerencja nic by nie dała – przecież wtedy Ciemni otrzymaliby prawo do analogicznego wpływu… a ilość zła na świecie wcale by się nie zmniejszyła. Działając swoimi metodami, on po prostu „wyrywał chwasty”. Od upadku w Zmrok powstrzymywało go właśnie twarde przekonanie, że wyrządzone przez niego zło jest niczym w porównaniu z dobrem, które daje światu.

Heser odesłał go w Zmrok osobiście.

– To był psychopata – wyjaśnił Antoni. – Odosobniony przypadek. Takie rzeczy, niestety, się zdarzają.

– Podobnie jak ten giermek Joanny d’Arc, markiz Gilles de Rais – podsunął ochoczo Edgar. – Też był Jasnym, prawda? A potem zaczął zabijać dzieci i kobiety, żeby wyciągnąć z ich ciał eliksir młodości. Pokonać śmierć i uszczęśliwić całą ludzkość.

– Edgarze… nie sposób ubezpieczyć się od szaleństwa. Nawet Inni nie mogą tego zrobić. Ale weźmy najzwyklejszą wiedźmę… – zaczął Antoni.

– Nie kłócę się. – Edgar pojednawczo uniósł ręce. – Ale nie mówimy o skrajnościach, lecz o ewentualnościach! Wasz słynny mechanizm ochronny… nazwijmy go po prostu sumieniem… może nie zadziałać. A teraz zastanów się nad czym innym – co się stanie, jeśli Heser zdecyduje, że w przyszłości twoja śmierć przyniesie ogromną korzyść sprawie Światła? Gdy na jednej szali wagi znajdzie się Antoni Gorodecki, a na drugiej miliony ludzkich istnień?

– Nie będzie musiał mnie okłamywać – powiedział twardo Antoni. – Jeśli dojdzie do takiej sytuacji, jestem gotów się poświęcić. Każdy z nas jest gotów.

– A jeśli Heser nie zechce ci nic powiedzieć? – uśmiechnął się Edgar. – Żeby wróg się nie dowiedział, żebyś zachowywał się naturalnie, żebyś się niepotrzebnie nie denerwował… Przecież troska o spokój twojej duszy również należy do obowiązków Hesera! – zakończył, triumfalnie podniósł kolejny kufel i głośno wciągnął pianę.

– Jesteś Ciemny – rzekł Antoni. – Dlatego we wszystkim widzisz tylko zło, zdradę i podłość.

– Ja jedynie nie zamykam na nie oczu – odparował Edgar. – Dlatego nie dowierzam Zawulonowi, prawie tak samo jak Heserowi. Nawet do ciebie mam większe zaufanie – w końcu jesteś tylko taką samą nieszczęsną figurą, przypadkowo pomalowaną na inny kolor. Czy czarny pionek nienawidzi białego? Nie. Zwłaszcza gdy oba spokojnie piją sobie piwo.

– Wiesz – powiedział ze zdumieniem Antoni – nigdy nie zrozumiem, jakim cudem możesz żyć z takimi poglądami. Ja bym się od razu powiesił.

– Brak ci argumentów w dyskusji?

Antoni też napił się piwa. Zdumiewająca cecha czeskiego piwa kuflowego – nie pozostawia ciężaru ani w głowie, ani w ciele, nawet gdy wypiło się go dużo… A może to tylko złudzenie?

– Brak – przyznał Antoni. – Teraz brak. Ale jestem pewien, że nie masz racji. Po prostu trudno rozmawiać ze ślepcem o kolorach tęczy. Nie masz… nie wiem, czego dokładnie nie masz. Ale czegoś bardzo ważnego, bez czego jesteś bardziej bezradny niż ślepiec.

– Dlaczego bezradny? – Edgar był urażony. – To wy, Jaśni, jesteście bezradni. Spętaliście sobie ręce i nogi swoimi etycznymi dogmatami. Dlatego ci, którzy weszli na wyższy etap rozwoju, jak na przykład Heser, wami rządzą.

– Spróbuję ci odpowiedzieć – powiedział Antoni. – Ale nie teraz. Jeszcze się spotkamy.

– Uchylasz się od odpowiedzi? – uśmiechnął się złośliwie Edgar.

– Nie. Po prostu mieliśmy nie rozmawiać o pracy, pamiętasz? Edgar zamilkł. Faktycznie, Jasny miał rację. Po co w ogóle zaczął ten beznadziejny spór? Jak to mówią w Dziennym Patrolu, białego psa nie przefarbujesz na czarno.

– Tak – przyznał. – Moja wina. Ale…

– Ale bardzo trudno nie mówić o tym, co dzieli – skinął głową Antoni. – Rozumiem. To nie wina… To przeznaczenie.

Pogrzebał w kieszeniach i wyciągnął paczkę papierosów. Edgar odruchowo zarejestrował, że to tanie rosyjskie papierosy, „XXI wiek”. No proszę. Mag Ciemności jego rangi może sobie pozwolić na dowolne radości życia. A Antoni pali rosyjskie papierosy… Czy to przypadek, że wstąpił właśnie do tej przytulnej, ale dość taniej restauracji?

– Gdzie się zatrzymałeś? – zapytał.

– Hotel „Kafka” – odpowiedział Antoni. – Na Zykowce, ulica Krzemencowa.

Wszystko się zgadza. Taniutki hotel w kiepskim punkcie. Edgar skinął głową, patrząc, jak Jasny przypala papierosa. Jakoś tak niezręcznie, jakby palił od niedawna albo bardzo rzadko.

– A ty pewnie w „Hiltonie” – stwierdził Antoni. – Albo w „Radisson SAS”.

– Siedzicie? – Edgar stał się czujny.

– Skądże. Tylko wszyscy Ciemni mają pociąg do głośnych nazw i drogich miejsc. Wy też jesteście przewidywalni.

– No i co z tego? – rzucił wyzywająco Edgar. – Czy ty jesteś zwolennikiem ascezy i nędzy?

Antoni obrzucił ironicznym spojrzeniem restaurację, resztki golonki na pociętej nożami drewnianej desce, nie wiadomo który już kufel piwa… Ten obrazek nie wymagał komentarza, ale Gorodecki mimo wszystko powiedział:

– Oczywiście, że nie. Ale to nie ilość apartamentów czy obsługi jest najważniejszą cechą hotelu. Podobnie jak nie jest nią cena dań w menu. Ja również mógłbym zatrzymać się w „Hiltonie” i pić piwo w najdroższej knajpie Pragi. Tylko po co? Dlaczego ty przyszedłeś właśnie tutaj? Przecież to nie jest ekskluzywny lokal?

– Tutaj jest przytulnie – przyznał Edgar. – I smacznie gotują.

– O tym właśnie mówię.

W jakimś nagłym porywie pijackiej wielkoduszności Edgar wykrzyknął:

– Już rozumiem! Chyba już wiem, na czym polega różnica między nami. Wy staracie się ograniczać swoje naturalne potrzeby. Ze skromności… A my jesteśmy bardziej rozrzutni… mamy inne podejście do siły, pieniędzy, materialnych i ludzkich rezerw…

– Ludzie nie są rezerwami! – Spojrzenie Antoniego stało się nagle świdrujące i złe. – Rozumiesz? Nie są rezerwami!

Zawsze to samo… Wystarczy tylko dojść do punktów stycznych… Edgar westchnął. Namieszali wam w głowach, Jaśni. I to jeszcze jak namieszali…

– Dobrze. Zapamiętam. – Napił się piwa i dorzucił: – Siedział tu jeden amerykański lotnik… Przy tym mag Światła… Kompletna niedojda, nawet mnie nie wyczuł… Założymy się, że on traktuje ludzi jak rezerwy? Albo jak niższą kastę, głupią i nierozumną, którą można hodować i karać. Czyli robi to samo co my.

– Nasz problem polega na tym, że jesteśmy produktem ludzkiego społeczeństwa – odparł ponuro Antoni. – Ze wszystkimi jego wadami. I nawet Jaśni, jeśli nie przeżyli kilkuset lat, niosą w sobie stereotypy i mity własnego kraju: Rosji, Ameryki albo Burkina Faso, wszystko jedno. Do licha, co ja mam z tym Burkina?

1 ... 71 72 73 74 75 76 77 78 79 ... 93
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)