Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Dzienny Patrol

Электронная книга - «Dzienny Patrol». Краткое содержание книги:

Na odwieczną walkę Dobra i Zła, Ciemności i Światła patrzymy tym razem oczami pracowników Dziennego Patrolu. Codzienna patrolowa rutyna zostaje zakłócona nagłym wezwaniem do typowegom zdawałoby się, zadania – Jaśni wykryli i przechwycili kobietę zajmującą się magią i czarami bez licencji. Dzienny Patrol za wszelką cenę musi odbić nielicencjonowaną Ciemną. W czasie trudnej, wyczerpującej akcji wiedźma Alicja Dominikowa traci moc, a na regenerację utraconych sił trzeba wiele czasu. Ku ogromnemu zaskoczeniu Alicji były kochanek i jednocześnie szej Dziennego Patrolu w trosce o jak najszybszą rekonwalescencję wysyła ją do Arteku, obozu młodzieżowego, w którym może odzyskać utracone siły. W Arteku wypoczywa przystojny chłopak Igor, Alicja zaczyna się nim interesować i wkrótce wakacyjna przygoda przeradza się w miłość, uczucie dotąd jej nieznane. Igor nie wie, kim jest Alicja, ona zaś nie zdaje sobie sprawy, że Igor nie jest zwykłym śmiertelnikiem… Dramat, jaki rozegra się tego lata, to zaledwie jeden z elementów skomplikowanej układanki, pierwszy etap wielkiej rozgrywki o bardzo wysoka stawkę.
1 ... 70 71 72 73 74 75 76 77 78 ... 93
Перейти на страницу:

– Ciekawe, że w pozostałej część Europy Wschodniej talenty piwowarów znikają bez śladu – zauważył.

– Nawet w Estonii?

Edgar wzruszył ramionami. Jaśni nigdy nie przegapią okazji, żeby sobie z niego zakpić.

– Mamy niezłe piwo. Ale nie doskonałe. Podobnie jak w Rosji.

Antoni skrzywił się na samo wspomnienie smaku ojczystego piwa.

– Latem byłem na Węgrzech. Piłem węgierskie. Dreher… Chyba ich jedyny gatunek.

– I?

– Już wolałbym skiśnięty bałtyk *!

Edgar uśmiechnął się. Wytężył pamięć, ale nie zdołał sobie przypomnieć ani jednej marki węgierskiego piwa. Zresztą, jeśli Antoni miał o nim takie zdanie, to znaczy, że nie warto zaprzątać sobie nim głowy. Gorodecki znał się na piwie. Trzeba przyznać, że Jaśni w ogóle lubią cielesne przyjemności.

– A ci… dzielni bojownicy… piją swoje ojczyste pomyje – Antoni skinął głową w stronę Amerykanów. – Siły pokojowe… Asy Góringa…

Golonkę skonsumowali już obaj magowie. Piwo lało się strumieniem, oczy obu Innych błyszczały, głosy stały się głośniejsze i nieskrępowane.

– Dlaczego Góringa? – zdumiał się Edgar. – To przecież nie Szwaby, tylko Amerykańcy.

Antoni cierpliwie, niczym dziecku wyjaśnił:

– Asy sił powietrznych USA – to nie brzmi. Znasz jakąś krótką i dźwięczną nazwę amerykańskich sił powietrznych?

– Nie znam.

– No widzisz. Dobra, niech będą asy Clintona. Niemcy przynajmniej wiedzieli, że przeciwko nim walczą tacy sami lotnicy, a ci sypią bomby na wsie, miasta, gdzie ludzie do obrony mają jedno działo z czasów drugiej wojny światowej… I jeszcze dostają za to odznaczenia. A spróbuj ich zapytać, czy w ich życiu w ogóle jest coś świętego. Do tej pory myślą, że w czterdziestym piątym to oni oswobodzili Pragę.

– Świętego? – uśmiechnął się Edgar. – Po co im świętości! To przecież żołnierze.

– Wiesz, Inny, czasem mam wrażenie, że żołnierze powinni być przede wszystkim ludźmi. A każdy człowiek powinien mieć w duszy coś świętego.

– Na początek wystarczy, żeby była dusza. Potem dopiero świętość. O! Zaraz się dowiemy!

Obok ich stolika przechodził rumiany lotnik zza oceanu, połyskując naszywkami i odznaczeniami. Krew z mlekiem, chluba Teksasu czy innej Oklahomy. Lotnik chyba wracał z toalety.

– Przepraszam, oficerze! Czy mogę zadać panu jedno pytanie? – zwrócił się do niego Edgar w dobrej angielszczyźnie. – Czy ma pan w życiu coś świętego? Coś drogiego sercu?

Amerykanin stanął jak wmurowany. Instynkt podpowiadał mu, że żołnierz najlepszego państwa na ziemi musi trzymać fason i dać godną odpowiedź. Twarz wyrażała ciężki wysiłek umysłowy i nagle… rozbłysk! Olśnienie! Amerykanin zrozumiał, że ma jednak coś świętego! Na jego twarzy pojawił się uśmiech dumy.

– Świętego? Oczywiście! Chicago Bulls!

Nawet magowie nie wiedzieli, czy żartuje, czy mówi poważnie.

* * *

– To jak partia szachów, rozumiesz? – tłumaczył Edgar. – Kierownictwo po prostu przesuwa nieupersonifikowane figury – nas.

Twarz kelnera wyciągała się wprost proporcjonalnie do ilości wypitego przez Antoniego i Edgara piwa. Do tego stolika kelner przyniósł już tyle szklanych kufli, że wystarczyłoby do upicia całego amerykańskiego pułku lotników i drużyny Chicago Bulls na dodatek. A tych dwóch Rosjan siedziało i siedziało, chociaż było słychać, że języki powoli odmawiają im posłuszeństwa.

– Weźmy na przykład ciebie i mnie – ciągnął Edgar. – Ty będziesz na tym procesie obrońcą. Ja będę oskarżycielem. Co wcale nie znaczy, że odegramy jakąkolwiek znaczącą rolę. Nadal pozostajemy figurami na szachownicy. Jak będzie trzeba – rzucą nas w wir walki. Albo odsuną na bok, na lepsze czasy. Jak zechcą, to nas wymienią. Czym w końcu jest ten proces? To rytualne tańce wokół trywialnej wymiany. Waszego Igora zamieniono na naszą Alicję. To wszystko. Usunięto ich z planszy – w imię wyższych celów, których nie jesteśmy w stanie ogarnąć.

– Nie masz racji. – Antoni surowo pogroził mu palcem. – Heser nie przypuszczał, że Igor zetknie się z Alicją. To intryga Zawulona.

– Skąd ta pewność? – spytał drwiąco Edgar. – Taki jesteś dobry, że czytasz w duszy Hesera jak w otwartej księdze? O ile wiem, kierownictwo Jasnych też nie lubi wtajemniczać pracowników w swoje plany. Wyższa polityka, wyższa siła! – rzekł głośno mentorskim tonem.

Antoni bardzo chciałby zaprzeczyć. Ale, niestety, nie miał żadnych przekonujących dowodów.

– Weźmy na przykład ostatnią walkę w MGU. Zawulon wykorzystał cię – wybacz, pewnie nie jest ci miło tego słuchać, ale skoro już zaczęliśmy… Więc Zawulon cię wykorzystał. Zawulon! Twój zaprzysięgły wróg!

– Nie wykorzystał mnie – rzekł Antoni po chwili wahania. – Próbował wykorzystać. A ja próbowałem wykorzystać sytuację w naszych interesach. Sam rozumiesz – to przecież wojna.

– Załóżmy, że próbowałeś – przyznał wzgardliwie Edgar. – Załóżmy… A Heser? Nie zrobił nic – nic! – żeby cię ochronić. Po co miałby ubezpieczać pionki? Bezsensowna strata sil.

– Wy swoje pionki traktujecie jeszcze gorzej – zauważył ponuro Antoni. – Niższych Innych, wampirów i wilkołaków nie uważacie nawet za równych sobie. Po prostu mięso armatnie.

– Bo tym właśnie są – mięsem armatnim. Tańszym i mniej wartościowym niż my, magowie. Zresztą, wszystkie nasze argumenty i przemowy nie mają sensu. Jesteśmy marionetkami. Nie możemy nawet zostać lalkarzami – do tego potrzebne są zdolności Hesera albo Zawulona, a takie zdarzają się niezwykle rzadko. Miejsca przy stoliku do gry już zajęte. Nikt z szachistów nie ustąpi figurze – nawet królowi czy hetmanowi.

Antoni, słuchając, osuszył kufel i postawił go na podstawce z emblematem restauracji.

Nie był już tym młodym magiem, który po raz pierwszy wyszedł w teren i śledził wampirzycę – kłusowniczkę. A przecież to wcale nie było tak dawno… Od tamtej pory miał wystarczająco dużo okazji, by przekonać się, ile ciemności jest w świetle. I mroczne stanowisko Ciemnego, że wszyscy jesteśmy ziarnkami piasku między żarnami spraw Wielkich Panów i najlepszym wyjściem jest picie piwa i siedzenie cicho, nawet mu imponowało. Który to już raz Antoni pomyślał, że Ciemni w swej pozornej prostocie są czasem bardziej ludzcy niż wojownicy Światła bijący się o szczytne ideały.

– Mimo wszystko nie masz racji, Edgarze – powiedział w końcu. – Między nami jest pewna poważna różnica. My żyjemy dla ludzi. My służymy, a nie panujemy.

– Wszyscy ludzcy wodzowie mówili to samo. – Edgar ochoczo dał się wciągnąć w pułapkę. – Partia w służbie narodu. Pamiętasz?

– Jest jedna różnica między nami i ludzkimi wodzami. – Antoni popatrzył Edgarowi w oczy. – Odejście w Zmrok. Pamiętasz? Mag Światła nie może wkroczyć na drogę zła. Jeśli zrozumie, że pomnożył ilość zła na świecie, odchodzi w Zmrok. Znika. Nieraz już tak było. Wystarczyło, by Jasny popełnił błąd, by choć trochę poddał się Ciemności…

Edgar zachichotał cicho.

– Antoni… sam sobie odpowiedziałeś. Jeśli zrozumie… A jeśli nie zrozumie? Pamiętasz sprawę tego uzdrowiciela – psychopaty sprzed dwudziestu lat?

Antoni pamiętał. Nie był jeszcze wtedy zainicjowany, ale ten niesłychany przypadek przerabiano z każdym pracownikiem Patrolu, z każdym Jasnym.

Uzdrowiciel Światła o silnych zdolnościach jasnowidza. Żył pod Moskwą, w Nocnym Patrolu aktywnie nie działał, ale był w czynnej rezerwie. Pracował jako lekarz, w swojej praktyce używał magii Światła. Pacjenci go uwielbiali, przecież dosłownie czynił cuda…

вернуться

* Bałtyk – nazwa popularnego rosyjskiego piwa Baltika. W sprzedaży jest kilkanaście rodzajów baltyku.

1 ... 70 71 72 73 74 75 76 77 78 ... 93
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)