Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Miecz przeznaczenia
Miecz przeznaczenia - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Miecz przeznaczenia

Электронная книга - «Miecz przeznaczenia». Краткое содержание книги:

Król polskiej fantasy!
Sapkowski zawładnie Waszą wyobraźnią i marzeniami.
To nie jest cykl opowiadań, to cały świat!
Literacki fenomen lat dziewięćdziesiątych!
Nowe Książki
Andrzej Sapkowski jest pisarzem formatu Tolkiena, choć odeń różnym, bo zdecydowanie bliższym współczesności i obdarzony gorętszym słowiańskim temperamentem.
Czytając Sapkowskiego jesteśmy zarazem gdzieś w świecie Tolkiena, na seansie u przeinaczonego Disneya, w średniowieczu, u Sienkiewiczowskiego Zagłoby, na seminarium ekonomicznym, w krainie ponurych pogańskich obrzędów, w przemalowanej na baśniową scenerii z czarnego kryminału.
Polityka
1 ... 70 71 72 73 74 75 76 77 78 ... 85
Перейти на страницу:

— Ratunkuuuuu! — zawył, czując, jak ostre kły, przebijając wojłok kaptura, wpijają mu się w potylicę.

— W dół głowę!

Wcisnął podbródek w pierś, łowiąc okiem błysk klingi. Brzeszczot zawył w powietrzu, musnął kaptur. Yurga usłyszał ohydne, mokre chrupnięcie, po czym na plecy, jak z wiadra, buchnęła mu gorąca ciecz. Upadł na kolana ciągnięty w dół bezwładnym już ciężarem wiszącym u karku.

Na jego oczach kolejne trzy potwory wyprysnęły spod mostu. Podskakując niczym cudaczne pasikoniki, uczepiły się ud nieznajomego. Jeden, cięty krótko przez ropuszy pysk, podreptał wyprężony i zwalił się na bale. Drugi, uderzony samym końcem miecza, upadł, tarzając się w drgawkach. Pozostali obleźli białowłosego niczym mrówki, zepchnęli do krawędzi mostu. Kolejny wyleciał z kłębowiska wygięty w tył, bryzgający krwią, rozdygotany i wyjący. W tym momencie cały skotłowany kłąb przetoczył się przez krawędź i runął do wąwozu. Yurga upadł, zakrywając głowę rękami.

Spod mostu rozległy się pełne tryumfu wizgi potworów, przechodzące jednak raptownie w ryki bólu, wrzaski, przerywane świstem klingi. Potem dobiegł z ciemności grzechot kamieni i chrzęst deptanych, miażdżonych szkieletów, potem znowu był świst opadającego miecza i raptownie urwany, rozpaczliwy, mrożący krew w żyłach skrzek.

A potem była już tylko cisza przerywana nagłym krzykiem przestraszonego ptaka, w głębi lasu, wśród ogromnych drzew. Potem zamilkł i ptak.

Yurga przełknął ślinę, uniósł głowę, wstał z trudem. Nadal było cicho, nie szeleściły nawet liście, cały las zdawał się oniemiały ze zgrozy. Postrzępione chmury ściemniły niebo.

— Hej…

Odwrócił się, odruchowo zasłaniając uniesionymi rękami. Wiedźmin stał przed nim, nieruchomy, czarny, z błyszczącym mieczem w nisko opuszczonej dłoni. Yurga spostrzegł, że stoi jakoś krzywo, że kłoni się w bok.

— Panie, co wam?

Wiedźmin nie odpowiedział. Zrobił krok, niezgrabnie i ciężko, zataczając lewym biodrem. Wyciągnął rękę, uchwycił się wozu. Yurga spostrzegł krew, błyszczącą i czarną, cieknącą po dylach.

— Ranniście, panie!

Wiedźmin nie odpowiedział. Patrząc prosto w oczy kupca zawisł nagle na pudle wozu i wolno osunął się na most.

II

— Ostrożnie, pomału… Pod głowę… Niech któryś podtrzyma mu głowę!

— Tu, tu, na wóz!

— Bogowie, wykrwawi się… Panie Yurga, krew ciecze przez opatrunek…

— Nie gadać! Jazda, poganiaj, Pokwit, żywo! Okryj go kożuchem, Vell, nie widzisz, jak dygoce?

— Może wlać mu trochę gorzałki do gęby?

— Nieprzytomnemu? Iście zdumiałeś, Vell. Ale gorzałkę daj, mus mi się napić… Wy psy, oczajdusze, podłe tchórze! Żeby tak zwiać, żeby ostawić samego!

— Panie Yurga! On coś mówi!

— Co? Co mówi?

— Eee, coś niewyraźnie… Jakby imię czyjeś…

— Jakie?

— Yennefer…

III

— Gdzie… jestem?

— Leżcie, panie, nie ruszajcie się, bo się wszystko tam znowu podrze i popęka. Do kości udo wam pogryzły te paskudy, moc krwi z was uszła… Nie poznajecie mnie? Jam Yurga! To mnieście na moście zratowali, pomnicie?

— Aha…

— Spragnieniście?

— Jak diabli…

— Pijcie, panie, pijcie. Gorączka was trawi.

— Yurga… Gdzie jesteśmy?

— Wozem jedziemy. Nie mówcie nic, panie, nie ruszajcie się. Mus nam z lasów wychynąć ku ludzkim sadybom. Trza nam znaleźć kogoś, kto się na leczeniu rozumie. Tego, cośmy wam na nodze zamotali, może mało być. Krew nic tylko ciecze…

— Yurga…

— Tak, panie?

— W moim kuferku… Flakon… Z zielonym lakiem. Zedrzyj pieczęć i daj mi… W jakiejś czarce. Czarkę umyj dobrze, flakonów nie daj nikomu tknąć… Jeśli wam życie miłe… Prędko, Yurga. Psiakrew, jak ten wóz trzęsie… Flakon, Yurga…

— Już… Pijcie.

— Dzięki… Teraz uważaj. Zaraz będę spał. Będę się rzucał i bredził, potem leżał jak nieżywy. To nic, nie bój się…

— Leżcie, panie, bo rana się otworzy i ujdzie z was krew.

Opadł na skóry, zatoczył głową, czuł, jak kupiec okrywa go kożuchem i derką śmierdzącą końskim potem. Wóz trząsł, każdy wstrząs wściekłym bólem odzywał się w udzie i biodrze. Geralt zacisnął zęby. Nad sobą widział miliardy gwiazd. Tak blisko, że wydaje się, że wystarczy wyciągnąć rękę. Tuż nad głową, tuż nad wierzchołkami drzew.

Idąc, wybierał drogę tak, by trzymać się z dala od światła, od blasku ognisk, by zawsze znajdować się w strefie rozfalowanych cieni. Nie było to łatwe — stosy jodłowych pni płonęły wszędzie dookoła, biły w niebo czerwoną poświatą przetykaną błyskami iskier, znaczyły ciemność jaśniejszymi proporcami dymu, trzaskały, wybuchały blaskiem spomiędzy tańczących wokół sylwetek.

Geralt zatrzymał się, by przepuścić toczący się w jego stronę rozszalały, blokujący drogę korowód, rozkrzyczany i dziki. Ktoś szarpnął go za ramię, usiłując wepchnąć w dłonie drewnianą, ociekającą pianą stągiewkę. Odmówił, lekko, ale zdecydowanie odsunął od siebie zataczającego się mężczyznę bryzgającego naokoło piwem z dzierżonego pod pachą antałka. Nie chciał pić.

Nie w taką noc jak ta.

Nie opodal na rusztowaniu z brzozowych pni, górującym nad ogromnym ogniskiem, jasnowłosy Majowy Król w wianku i zgrzebnych portkach całował rudą Królową Maja, obmacując jej piersi przez cienkie, przepocone giezło. Monarcha był bardziej niż lekko pijany, chwiał się, utrzymywał równowagę obejmując plecy Królowej, przyciskając do nich pięść zaciśniętą na kuflu piwa. Królowa, również niezbyt trzeźwa, w wianku zsuniętym na oczy, obejmowała Króla za szyję i przebierała nogami. Tłum tańczył pod rusztowaniem, śpiewał, wrzeszczał, potrząsał żerdziami omotanymi girlandami zieleni i kwiecia.

— Belleteyn! — krzyknęła prosto w ucho Geralta młoda, niewysoka dziewczyna. Ciągnąc go za rękaw, zmusiła do obrócenia się wśród otaczającego ich korowodu. Zapląsała obok, furkocąc spódnicą i powiewając włosami pełnymi kwiatów. Pozwolił, by zakręciła nim w tańcu, zawirował, zwinnie schodząc z drogi innym parom.

— Belleteyn! Noc Majowa!

Obok nich szarpanina, pisk, nerwowy śmiech kolejnej dziewczyny pozorującej walkę i opór, niesionej przez chłopaka w ciemność, poza krąg światła. Korowód, pohukując, zwinął się wężem pomiędzy płonące stosy. Ktoś potknął się, upadł, rozrywając łańcuch rąk, rozszarpując orszak na mniejsze grupki.

Dziewczyna, patrząc na Geralta spod dekorujących jej czoło liści, zbliżyła się, przywarła do niego gwałtownie, opasując ramionami, dysząc. Chwycił ją brutalniej niż zamierzał, na dłoniach przyciśniętych do jej pleców czuł gorącą wilgoć jej ciała wyczuwalną przez cienki len. Uniosła głowę. Oczy miała zamknięte, zęby błyskały spod uniesionej, skrzywionej górnej wargi. Pachniała potem i tatarakiem, dymem i pożądaniem.

Czemu nie, pomyślał, mnąc dłonią jej sukienkę i plecy, ciesząc się mokrym, parującym ciepłem na palcach. Dziewczyna nie była w jego typie — była zbyt mała, zbyt pulchna — czuł pod dłonią miejsce, gdzie przyciasny stan sukienki wrzynał się w ciało, dzielił plecy na dwie wyraźnie wyczuwalne krągłości, w miejscu, gdzie nie powinno się ich wyczuwać. Dlaczego nie, pomyślał, przecież w taką noc… To nie ma znaczenia.

1 ... 70 71 72 73 74 75 76 77 78 ... 85
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)