Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Miecz przeznaczenia
Miecz przeznaczenia - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Miecz przeznaczenia

Электронная книга - «Miecz przeznaczenia». Краткое содержание книги:

Król polskiej fantasy!
Sapkowski zawładnie Waszą wyobraźnią i marzeniami.
To nie jest cykl opowiadań, to cały świat!
Literacki fenomen lat dziewięćdziesiątych!
Nowe Książki
Andrzej Sapkowski jest pisarzem formatu Tolkiena, choć odeń różnym, bo zdecydowanie bliższym współczesności i obdarzony gorętszym słowiańskim temperamentem.
Czytając Sapkowskiego jesteśmy zarazem gdzieś w świecie Tolkiena, na seansie u przeinaczonego Disneya, w średniowieczu, u Sienkiewiczowskiego Zagłoby, na seminarium ekonomicznym, w krainie ponurych pogańskich obrzędów, w przemalowanej na baśniową scenerii z czarnego kryminału.
Polityka
1 ... 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85
Перейти на страницу:

— Przeprawimy się razem? — ucieszył się poeta.

— Tak. Po tej stronie rzeki nie mam już czego szukać.

IX

— Yurga!

— Złotolitka!

Biegła od bramy, powiewając wyzwolonymi spod chusty włosami, potykając się, krzycząc. Yurga rzucił powody pachołkowi, skoczył z wozu na ziemię, pobiegł na spotkanie, chwycił ją w pasie, mocno, poderwał z ziemi, zakręcił, zawirował.

— Jestem, Złotolitka! Wróciłem!

— Yurga!

— Wróciłem! Ejże, rozwierajta wrota! Gospodarz wrócił! Ech, Złotolitka!

Była mokra, pachniała mydlinami. Prała, widać. Postawił ją na ziemi, ale i wtedy nie puściła go, wczepiona, roztrzęsiona, ciepła.

— Prowadź w dom, Złotolitka.

— Bogowie, wróciłeś… Po nocach nie spałam… Yurga… Po nocach nie spałam…

— Wróciłem. Ech, wróciłem! I bogato wróciłem, Złotolitka. Widzisz wóz? Hej, poganiaj, zajeżdżaj we wrota! Widzisz wóz, Złotolitka? Dość dobra wiozę, by…

— Yurga, co mi dobro, co mi wóz… Wróciłeś… Zdrowy… Cały…

— Bogato wróciłem, mówię. Wraz zobaczysz…

— Yurga? A on kto? Ten czarno odziany? Bogowie, z mieczem…

Kupiec obejrzał się. Wiedźmin zsiadł z konia, odwrócony, udawał, że poprawia popręg i juki. Nie patrzył na nich, nie podchodził.

— Później ci powiem. Och, Złotolitka, żeby nie on… A gdzie dzieciaki? Zdrowe?

— Zdrowe, Yurga, zdrowe. W pole poszły, wrony strzelać, ale sąsiady znać im dadzą, żeś w domu. Wraz przylecą, cała trójka…

— Trójka? Cóżeś to, Złotolitka? Możeś…

— Nie… Ale coś muszę ci rzec… Nie będziesz gniewny?

— Ja? Na ciebie?

— Przygarnęłam dziewuszkę, Yurga. Od druidów wzięłam, wiesz, od tych, co po wojnie dzieci ratowali… Zbierali po lasach te bezdomne i pogubione… Ledwo żywe… Yurga? Gniewnyś?

Yurga przyłożył dłoń do czoła, obejrzał się. Wiedźmin szedł powoli za wozem, prowadził konia. Nie patrzył na nich, wciąż odwracał głowę.

— Yurga?

— O, bogowie — jęknął kupiec. - O, bogowie! Złotolitka… Coś, czegom się nie spodziewał! W domu!

— Nie bądź gniewny, Yurga… Obaczysz, polubisz ją. Dziewuszka mądra, miła, robotna… Dziwna trochę. Nie chce mówić, skąd jest, płacze zaraz. To i nie pytam. Yurga, wiesz, jakem zawsze chciała, by była córka… Co ci?

— Nic — rzekł cicho. - Nic. Przeznaczenie. Całą drogę przez sen gadał, bredził w gorączce, nic, jeno przeznaczenie i przeznaczenie… Na bogów… Nie na nasz to rozum, Złotolitka. Nie pojąć nam, co myślą tacy, jak on. O czym śnią. To nie na nasz rozum…

— Tata!!!

— Nadbor! Sulik! Aleście wyrośli, jako byczki! Ano, sami tu, do mnie! Żywo…

Urwał, widząc małą, szczuplutką, popielatowłosą istotkę idącą wolno za chłopcami. Dziewczynka spojrzała na niego, zobaczył wielkie oczy, zielone jak trawa wiosną, błyszczące jak dwie gwiazdeczki. Zobaczył, jak dziewczynka podrywa się nagle, jak biegnie, jak… Usłyszał, jak krzyczy, cienko, przenikliwie.

— Geralt!

Wiedźmin odwrócił się od konia, błyskawicznym, zwinnym ruchem. I pobiegł na spotkanie. Yurga patrzył urzeczony. Nigdy nie myślał, że człowiek może poruszać się tak szybko.

Spotkali się na środku podwórka. Popielatowłosa dziewuszka w szarej sukieneczce. I białowłosy wiedźmin z mieczem na plecach, cały w czarnej skórze lśniącej od srebra. Wiedźmin w miękkim skoku, dziewuszka w truchciku, wiedźmin na kolanach, cienkie rączki dziewuszki dookoła jego szyi, popielate, mysie włosy na jego ramieniu. Złotolitka krzyknęła głucho. Yurga objął ją, bez słowa przygarnął do siebie, drugą ręką zebrał i przytulił obu chłopców.

— Geralt! — powtarzała dziewczynka, lgnąc do piersi wiedźmina. - Znalazłeś mnie! Wiedziałam! Zawsze wiedziałam! Wiedziałam, że mnie odnajdziesz!

— Ciri — powiedział wiedźmin.

Yurga nie widział jego twarzy ukrytej w popielatych włosach. Widział ręce w czarnych rękawicach ściskające plecy i ramiona dziewczynki.

— Znalazłeś mnie! Och, Geralt! Cały czas czekałam! Tak okropecznie długo… Będziemy już razem, prawda? Teraz będziemy razem, tak? Powiedz, Geralt! Na zawsze! Powiedz!

— Na zawsze, Ciri.

— Tak, jak mówili! Geralt! Tak, jak mówili… Jestem twoim przeznaczeniem? Powiedz! Jestem twoim przeznaczeniem?

Yurga zobaczył oczy wiedźmina. I zdziwił się bardzo. Słyszał cichy płacz Złotolitki, czuł drganie jej ramion. Patrzył na wiedźmina i czekał, cały spięty, na jego odpowiedź. Wiedział, ze nie zrozumie tej odpowiedzi, ale czekał na nią. I doczekał się.

— Jesteś czymś więcej, Ciri. Czymś więcej.

1 ... 76 77 78 79 80 81 82 83 84 85
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)