Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Magom wszystko wolno
Magom wszystko wolno - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Magom wszystko wolno

Электронная книга - «Magom wszystko wolno». Краткое содержание книги:

Magom wszystko wolno
1 ... 69 70 71 72 73 74 75 76 77 ... 90
Перейти на страницу:

Nie myśląc o niczym Julia wyciągnęła rękę i wyszarpnęła zmyślne urządzenie z gniazdka. Plastik był ciepły.

Na rozkładanym łóżku chrapał rozwalony Alik. Okrywająca go kołdra prawie całkiem zsunęła się na podłogę. Na białej poduszce syn Julii wyglądał niemal jak mały Arab; policzki miał opalone na brąz, nos mu się łuszczył, a krótkie włosy wypłowiały. Nawet teraz, w tym czarno-białym wariancie, Alik był zadziwiająco podobny do ojca.

Julia przeniosła wzrok.

Staś spał na plecach. Jego twarz była rozluźniona i beztroska; nic mu się nie śniło.

Julia przysunęła się bliżej.

Staś też się opalił, trzydniowy zarost upodobnił go do filmowego rozbójnika. Od oczu promieniście rozchodziły się ledwo zauważalne, jasne zmarszczki. Pływając na desce Staś nie używał ciemnych okularów.

- Stasiku - zawołała go Julia bezgłośnie.

Uśmiechnął się we śnie. Więc coś mu się jednak śni. A może przyśniło się właśnie teraz, w tej chwili?

Może przyśniło mu się, że pływa na swojej desce ze skrzydłem ważki?

Albo że Ira i Aleksiej chwalą jego postępy?

Pieniędzy niemal już nie mieli... Żeby tylko wystarczyło na taksówkę do dworca, bo przyjdzie jeszcze tłuc się autobusami, w upale, ze wszystkimi rzeczami.

- Julka... - w półśnie zamruczał Staś.

I przyciągnął ją do siebie.

- Cii. Przecież Alik tu jest...

- A jak robią to ludzie, którzy spędzają całe życie w jednopokojowych mieszkaniach?

- Cii... Cii...

Jego broda kłuła, nie było to jednak nieprzyjemne.

- Przecież on śpi, Julka. Uspokój się. Jesteś strachliwa jak zając.

...Rzeczywiście, ciekawe jak robią to ludzie, którzy spędzają całe życie w jednopokojowym mieszkaniu?

- Bardzo cię kocham, Juleczko.

- A ja cię uwielbiam, Stasiku.

Była szósta rano. W korytarzu panował półmrok; Julia na bosaka poszła do łazienki. W odpowiedzi na nieśmiałe pytanie czy jest woda, kran tylko zabulgotał ze zdziwieniem. Julia weszła do wanny, zaczerpnęła ze zbiornika blaszanym wiaderkiem, sycząc przez zęby oblała się lodowatą wodą, namydliła i znowu oblała.

W pokoju Staś budził Alika. Syn warczał z niewyspania, a Staś coś mu spokojnie tłumaczył i w końcu Alik przestał protestować, wstał i ubrał szorty. Po piętnastu minutach obaj wyszli z domu. Jeszcze nigdy tak wcześnie nie wychodzili.

Skośne słońce przeobrażało pusty park. Samotny łabędź wyciągnął szyję niemal w poprzek dróżki; wygłodniał w nocy i domagał się śniadania. Alik znalazł w kieszeni okruszki ciastka i w końcu spełnił swe marzenie; nakarmił ptaka.

Para łabędzi melancholijnie czyściła pióra na wysepce pośrodku jeziora. Staruszka z czerwoną opaska na rękawie była już na swoim roboczym miejscu; ona, platan i polerowane szyszki na kartonowej tacy.

Sprzedawcy pamiątek ziewali, stojąc nad rozstawionymi stolikami.

Na przystanku nie było jeszcze ani jednego autobusu. Ani jeden obłok sinego dymu nie naruszał zapachu tego poranka.

Ostatniego poranka ich szczęśliwego życia.

Julia siedziała z Alikiem pod parasolem; jedli uprzykrzone zapiekanki. Potem Alik zaczął dopominać się o lody, jednak Julia tak na niego spojrzała, że zamilkł z zawiedzioną miną.

Obok przystani zebrało się jakieś dwadzieścia osób, głównie młodych chłopców, silnych i opalonych; niektórzy byli w skrajnie skąpych kąpielówkach, inni w obszernych szortach do kolan. Aleksiej siedział na kamieniu i palił papierosa, obok paliła Ira, podobna w swych lustrzanych okularach do muchy. Staś też palił, czekając na swą kolejkę, choć Julia od kilku miesięcy nie widziała go palącego. Cała trójka rozmawiała z ożywieniem; Alik biegał po plaży, co chwilę próbując włączyć się do rozmowy, jednak Staś za każdym razem odsyłał go pod parasol. Słusznie zresztą, bo chłopiec nie powinien być wciąż wystawiony na południowe słońce.

Julia uważała, że Staś też nie powinien tkwić pod prażącym słońcem, ale na wszystkie jej przywołujące gesty mąż odpowiadał odmownie. Julia nie miała najmniejszej ochoty wstawać, wlec się przez całą plażę do tej hałaśliwej kompanii i przekonywać o czymkolwiek Stasa na oczach Iry i Aleksieja.

- Mamo, chce mi się piiić...

Wysłała Alika do kiosku po nie chłodną (koniecznie nie chłodną) wodę gazowaną.

O ile byłoby lepiej, gdyby nie spotkali tej lepkiej parki, myślała Julia, walcząc z rozdrażnieniem. O ile byłoby lepiej, gdyby ten tak krótki urlop mogli poświęcić tylko sobie nawzajem, bez udziału przypadkowych, obcych ludzi, z którymi oczywiście wymienią się telefonami, jednak nigdy do nich nie zadzwonią i zapomną o Irze i Aleksieju już tydzień po powrocie do domu.

- Mamo, chcę iść do wody...

Podniosła się, rozruszała zdrętwiałe nogi i ruszyła w kierunku surferów.

Ziemia drgnęła. W ślad za drobnymi kamykami ruszyło osuwisko, wystartowała, pęczniejąc po drodze, lawina. Huk, toczące się kamienie pękają jak pieczone ziemniaki, niczym krzyczące usta rozwierają się szczeliny i po kilku sekundach pejzaż zmienia się nie do poznania. Nie ma już zielonego stoku, nie ma już rzeczki; góra przeniosła się z miejsca na miejsce, pozostawiając jedynie pył, potrzaskane kamienne i popiół.

Na okrągłym, betonowym placu tanecznym zebrała się masa dzieci i trochę starszej młodzieży; sprzedawano baloniki i wypożyczano rolki; Alik rozsmakował się w tańcu i podskakiwał w tłumie w rytm kolorowych błysków. Julia siedziała na ławce dla rodziców, ukryta za czyimiś plecami, i wszystkie jej siły uchodziły na to, by w tym hałasie nie wydać z siebie żadnego dźwięku.

Jej twarz w tej ciemności i tak była niewidoczna.

Oby tylko puścili jeszcze jedną piosenkę, jak najbardziej wesołą. Żeby Alikowi nie przyszło do głowy przybiec po coś do mamy.

- Czy ty nie rozumiesz, Że po tym, co powiedziałaś, niczego już między nami być nie może? Ze nigdy nie uda mi się pogodzić Z tym, co powiedziałaś? Ze to koniec?

- A co ja takiego powiedziałam?

(Nie usprawiedliwiać się! Tylko się nie usprawiedliwiać. To... Żałosne).

Co by było, gdyby cały ten park, z jego wodospadami, platanami, świerkami, magnoliami i samotnym drzewem araukarii zamkniętym w żelaznej klatce... Co by było, gdyby cały ten park w jednym momencie odwrócił się korzeniami do słońca?

Nie strasznego by się nie stało. To, co dzieje się teraz, jest znacznie straszniejsze; tyle że nikt tego nie widzi. Nawet Alik. To, co się stało, jeszcze do niego nie dotarło; ale dotrze, na pewno dotrze, jeśli nie dziś, to jutro... W najlepszym razie za tydzień, kiedy wrócą do domu...

Trzask rwących się nici.

Trzeba się przyzwyczajać.

Gnom wrócił. Ten, w którego istnienie Julia nie chciała wierzyć; ten, który podczas jej wspólnego życia ze Stasem, tylko kilka razy dal znać o swoim istnieniu.

Niewątpliwie właśnie tak, nie do poznania, zmienia się stok góry po przejściu lawiny i tam, gdzie wcześniej był las, pozostają tylko kamienie i wyrwy. Tam, gdzie było jezioro i trawa... nie ma już niczego; przeszła lawina, będąca w stanie zmieść z powierzchni ziemi nie tylko ludzki los, ale trzy losy naraz, jak trzy muchy pod packą, zetrzeć w proch, na zawsze.

Człowiek, którego Julia znała dziewięć lat, już nie istniał.

Trzęsienie ziemi, jak potwornym by było, można przewidzieć. A co najważniejsze, można zrozumieć, co się stało. Skąd wziął się ten koszmarny pejzaż, dlaczego ziemia jest wypalona i potrzaskana, i gdzie się podział las i pole.

1 ... 69 70 71 72 73 74 75 76 77 ... 90
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)