Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Tytan [Titan - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Tytan [Titan - pl]

Электронная книга - «Tytan [Titan - pl]». Краткое содержание книги:

Habitat Goddard — kosmiczna arka z dziesięciotysieczną załogą na pokładzie — wchodzi na orbitę Saturna. Naukowcy wysyłają sondę na Tytana, ale zaraz po wylądowaniu przestaje ona wysyłać sygnały. Jednocześnie doktor Wunderly robi wszystko, żeby doszło do jeszcze jednego lotu przez pierścienie planety; podejrzewa, że żyją w nich mikroorganizmy.
1 ... 66 67 68 69 70 71 72 73 74 ... 106
Перейти на страницу:

Gaeta wyglądał jak starożytna mumia, przesuwając się obok niego, poza jego zasięg. Wanamaker odczepił linę przypiętą do pasa i przywiązał ją do końca liny, którą trzymał w dłoniach. Trzymając się podwójnej liny tak mocno, jakby od tego zależało jego życie, poszybował w kierunku pokrytego lodem Gaety i złapał go za chwytaki manipulatora.

— Nie masz jakichś zaczepów w tym pieprzonym skafandrze? — mruknął Wanamaker, przekładając linę pod ramionami skafandra i zaczepiając ją.

Podwójna lina naprężyła się, ale wytrzymała.

— Pod lodem — mruknął Gaeta i zakaszlał.

Nie puszczając liny, Wanamaker owinął ją jeszcze raz wokół piersi Gaety i ponownie spiął; poczuł kliknięcie, w próżni nie słychać dźwięków. Rozejrzał się dookoła i zobaczył, że unoszą się w pustce, a obok lśni pasiasta tarcza Saturna i pierścienie. Wanamaker przełknął z wysiłkiem i poczuł ucisk w gardle.

— Dobrze — mruknął. — Do roboty. Zaczął ciągnąć ich obu w stronę śluzy.

— Za cholerę nic nie widzę — mruknął Gaeta.

— Wszystko gra, Manny. Trzymam cię. Zaraz będziemy w środku.

Chwilę to jeszcze potrwa, pomyślał.

— Masz go? — zawołała Pancho.

— Mam — odparł Wanamaker posapując z wysiłku. — Wracamy do śluzy.

— To się pośpieszcie. Lecimy z powrotem w stronę pierścienia.

12 KWIETNIA 2096: LOT PANCHO

Holly i Wunderly, siedząc obok siebie w ciemnym biurze, słyszały rozmowę Pancho i Wanamakera.

— Przechwycił Manny’ego! — krzyknęła Holly. Wunderly nacisnęła klawisz łączności.

— A próbki? — spytała. — Macie próbki z pierścieni?

— Nie wiem — prychnął Wanamaker.

— Jestem cały oblepiony tym cholernym lodem, więc nie wiem, co wpadło do pojemników podczas lotu przez pierścień — odparł Gaeta, najwyraźniej zirytowany. — Pojemniki na próbki były otwarte, tyle pamiętam.

— Sprawdź, czy pojemniki są zamknięte, zanim wejdziecie na pokład — prosiła Nadia. — Bo inaczej próbki się roztopią.

— Robimy, co możemy, Nadiu. A teraz wynoś się z kanału, bo musimy się jeszcze trochę postarać, żeby wrócić cało do domu.

W prowizorycznym centrum kontroli misji Kris Cardenas zgrzytała zębami ze złości, słuchając żądań Wunderly.

Manny mógł zginąć, a ona się martwi o te pieprzone próbki.

Tavalera stał przed ekranami jak statua, patrząc, co się dzieje w miejscu akcji, ale nie był w stanie nic zrobić. Timoshenko stał obok niego, patrząc na ekrany z grymasem na twarzy. Cardenas dostrzegła frustrację na ich pokrytych potem twarzach. Sama też się tak czuła. Nic nie można już zrobić. Wszystko w rękach Pancho.

— Jesteśmy w śluzie — to głos Wanamakera. — Zamykam zewnętrzną klapę.

Serce Cardenas niemal wyskoczyło jej z piersi. Złapali go!

Zanim zdołała cokolwiek powiedzieć, Tavalera wrzasnął z radości i podskoczył. Timoshenko odwrócił się i niemal zgniótł Cardenas w niedźwiedzim uścisku, wkładając w ten uścisk całą energię, która nagromadziła się w nim w ciągu ostatniej godziny.

— Mają go! — krzyknął jej do ucha. — Mają go!

Manny jest bezpieczny, pomyślała Cardenas. Przynajmniej na razie.

Wanamaker sprawdził, czy panel kontrolny śluzy świeci się w całości na zielono: w śluzie było powietrze pod odpowiednim ciśnieniem. Dopiero wtedy nacisnął przycisk otwierający wewnętrzną klapę.

Klapa otworzyła się do środka. Wanamaker dostrzegł, że lód pokrywający skafander Gaety prawie się już roztopił. A izolowane pojemniki na próbki znajdujące się na jego piersi były szczelnie zamknięte.

— Możesz poruszać nogami? — zwrócił się do Gaety. Skafander zatrzeszczał, serwomotory jęknęły słabo. Prawe ramię Gaety poruszyło się wolno, lód odpadał od niego i unosił się, jak pozbawione masy strzępki. Przetarł ręką wizjer.

— Jazda — rozległ się głos Pancho. — Lecimy prosto na pierścień. Właźcie i złapcie się czegoś.

Jak rzeźba, która powoli ożyła, Gaeta chwycił brzeg klapy i niezdarnie wszedł do ładowni. Wanamaker nie zadał sobie trudu zdejmowania swojego nanoskafandra. Szybko odpiął pojemniki na próbki i wsunął je ostrożnie do kriogenicznej zamrażarki stojącej pod grodzią. Usłyszał, jak wewnętrzny mechanizm zamrażarki przemieszcza pojemniki z otworu wlotowego do chłodzonej ciekłym helem komory.

— Trzymajcie się — zawołała Pancho. — Gotowi czy nie, musimy teraz walczyć.

Wanamaker odwrócił się do Gaety i dostrzegł, że ładownię wypełnia mgła z parującego lodu. Ale przynajmniej znów widział przez wizjer twarz Gaety.

— Stopił się lód ze skafandra — rzekł Gaeta. — Wszystkie moje systemy są znowu sprawne. Nie wiem, co je wyłączyło, ale znowu działają.

— Dobrze. Zostańcie w skafandrach. Tak będzie bezpieczniej. Potem możemy otworzyć ładownię i wyrzucić wodę, jak oddalimy się od pierścienia. Przypięliście się dobrze, chłopaki? Bo za jakieś pół minuty zacznie się niezła jazda.

— Mam stopy w pętlach — zameldował Wanamaker. — Ale buty Manny’ego są za duże.

Poniewczasie przypomniał sobie, że buty Gaety są magnetyczne.

— Złapcie się czegoś i mocno trzymajcie. Nie będzie fajnie.

Pancho wyłączyła łączność zewnętrzną, gdy tylko Wunderly zgłosiła się z żądaniami. Mam tu wystarczająco dużo roboty, żeby wysłuchiwać jej pytań o próbki. Zanim przypomniały jej o tym wyrzuty sumienia, dodała: tak, wiem, ta eskapada została zorganizowana właśnie z powodu próbek. Ale teraz muszę się martwić o życie trójki ludzi.

Chwytając mocno wolant prawą ręką, Pancho nie mogła powstrzymać uśmiechu. Już od dawna nie latałaś prawdziwym statkiem, powiedziała sobie. Zobaczymy teraz, czy jeszcze się do czegoś nadajesz.

W bulaju obserwacyjnym przed sobą dostrzegła pędzący w jej stronę pierścień B, przeplatające się pasma lodowych cząstek z ciemnymi pasmami przypominającymi sadzę z lewej strony. Wprawnymi ruchami dłoni ustawiła statek w kierunku, w którym obracały się lodowe cząstki. Im mniejsza różnica między ich prędkością a naszą, tym mniejsza szansa, że oberwiemy.

Wiedziała jednak, że statek zostanie nieźle zbombardowany. Jest tam mnóstwo odłamków lodu i będziemy się musieli przez nie przecisnąć, czy nam się to podoba, czy nie. Statek nie miał wystarczającego ciągu, żeby odwrócić kurs i uniknąć spotkania z pierścieniem. Pancho mogła teraz tylko prześliznąć się przez pierścień pod jak najmniejszym kątem, żeby spędzić w nim jak najmniej czasu.

Alarm zderzeniowy zapiszczał. Zaczęło się, pomyślała Pancho.

— Jedziemy — rzekła, bardziej do siebie, niż dwóch mężczyzn w ładowni.

Przypominało to wpadnięcie lotem nurkowym w lodowiec, spadanie na nieskończoną połać śniegu. Ale ten lodowiec nie był jedną bryłą, składał się z miriadów lodowych cząsteczek.

Pancho zwiększyła delikatnie ciąg głównych silników i poczuła, jak lekko odpycha ją od podłogi. Przypomniała sobie katastrofę na Księżycu, kiedy przyspieszenie wyrwało jedną z zamocowanych w pokładzie pętli, łamiąc jej nogę. Na razie nie jest tak źle, pomyślała. Na razie.

Alarm zderzeniowy brzmiał nieprzerwanie, jak oszalała szafa grająca, wydająca z siebie tylko jeden ton. Pancho walnęła w przycisk alarmu i wyłączyła go. Wiem, że obrywamy, zżymała się w duchu. Jak dotąd nic nie było na tyle duże, by przebić osłonę antymeteorytową.

Uświadomiła sobie, że nie włożyła skafandra. Co za idiotka! Jeśli rozwali kokpit, już po mnie.

1 ... 66 67 68 69 70 71 72 73 74 ... 106
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)