Arka odkupienia. Tom 1: Zdrada [Redemption Ark - pl]
- Автор: Рейнольдс Аластер
- Год: 2007
- Язык: польский
- Год: MAG
- ISBN: 978-83-7480-042-6
- Переводчик: Grazyna Grygiel
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Arka odkupienia. Tom 1: Zdrada [Redemption Ark - pl]». Краткое содержание книги:
— Dotarłby najwyżej tam.
— Znając Clavaina, nie byłabym taka pewna. Skade chciała mieć w nim sojusznika, bo on nie zwykł cofać się przed drobnymi trudnościami.
— Ale dlaczego nie powiedziała mu prawdy? To, że Ścisła Rada odebrała wiadomości z przyszłości nie jest wcale tak szokujące, jeśli się chwilę zastanowić. A z tego, co wiem, te przekazy były dość ogólnikowe, zaledwie jakieś mgliste ostrzeżenia.
— Jeśli się nie siedziało w środku, trudno jest opisać, co się stało. Ja brałam w tym udział tylko raz. Nie wiem, co się wydarzyło w innych doświadczeniach.
— Czy Skade miała związek z tym programem, gdy ty brałaś w nim udział?
— Tak — odparła Felka. — Ale to było po naszym powrocie z głębokiego kosmosu. Zakaz wydano znacznie wcześniej, długo przed zwerbowaniem Skade do Hybrydowców. Ścisła Rada musiała już zainicjować projekt Osnowa, zanim Skade do nas dołączyła.
Felka znów patrzyła w ścianę. Rozważania o Osnowie to rzecz całkiem naturalna, Skade nie mogła mieć tego za złe, tym bardziej że to była zasadnicza sprawa w bieżących wydarzeniach. Felka o tym wiedziała, a jednak czuła się tak, jakby się dopuszczali jakiejś nieopisanej zdrady.
Remontoire w dalszym ciągu niemal szeptał.
— Zatem Skade do nas dołączyła i dość szybko została członkiem Ścisłej Rady, po czym aktywnie zaangażowała się w Osnowę. Przynajmniej jeden z eksperymentów zbiegł się w czasie z edyktem, więc możemy założyć, że nadeszło bezpośrednie ostrzeżenie na temat efektu neutrin tau. Ale jakie ostrzeżenia pojawiły się w innych doświadczeniach? I czy w ogóle były to ostrzeżenia? — Remontoire wpatrywał się uporczywie w Felkę.
Już miała odpowiedzieć, gdy ławeczka pod nią ruszyła do góry tak gwałtownie, że Felce zaparło dech. Spodziewała się, że nacisk zaraz ustanie, ale nie ustał. Oceniała, że jej ciężar — już i tak dokuczliwy — podwoił się.
Remontoire wyjrzał na zewnątrz, w dół, tam gdzie poprzednio patrzyła Felka.
— Co to? Chyba mocniej przyśpieszyliśmy — powiedziała.
— Tak, na pewno — odparł Remontoire.
Felka spojrzała tam gdzie on, spodziewając się nowego widoku, ale zobaczyła to samo co przedtem. Nawet niebieska poświata za silnikami nie wydawała się jaśniejsza.
Stopniowo przyśpieszenie coraz mniej jej doskwierało, Felka wręcz skłonna byłaby je uznać za przyjemne. Postępując przezornie i oszczędzając siły, mogła wrócić do poprzednich zajęć. Statkowe serwitory starały się współpracować, pomagały wstawać ludziom z miejsc, zawsze gotowe do działania. Pozostali Hybrydowcy, lżejsi i chudsi od Felki, dostosowali się łatwo, choć i tak narzekali. Wewnętrzne powierzchnie statku twardniały i miękły na żądanie, by wspomóc ruchy człowieka i zapobiec ewentualnym obrażeniom.
Po godzinie przyśpieszenie znów się zwiększyło do dwóch i pół g. Wtedy Felka poprosiła o pozwolenie powrotu do własnych kwater, ale dowiedziała się, że nadal nie można przejść do tamtej części statku. Statek wydzielił jednak dla niej osobne pomieszczenie, w którym stworzył koję-wypraskę do spania. Remontoire pomógł jej wspiąć się na koję. On również nie miał pojęcia, co się dzieje.
— Nie rozumiem — stwierdziła Felka, świszcząc. — Właśnie przyśpieszaliśmy. Wiedzieliśmy, że musimy przyśpieszyć, jeśli mamy dogonić Clavaina.
Remontoire skinął głową.
— Tu chodzi o jakieś inne zjawisko. Silniki już pracowały z maksymalną wydajnością, gdy osiągnęliśmy jedno g. „Nocny Cień” jest może mniejszy i lżejszy od innych światłowców, ale ma również mniejsze silniki. Tamte statki miały według założeń projektowych wytrzymać lot z nie więcej niż jednym g, aż do osiągnięcia prędkości podświetlnej. Zgoda, na krótkich odległościach możliwe jest większe przyśpieszenie, ale tu mamy do czynienia z czymś innym.
— Mianowicie?
— Aż tak duże zwiększenie przyśpieszenia nie jest możliwe. A już na pewno nie trzykrotnie. Nie widzę żadnych pomocniczych napędów podczepionych do kadłuba. Innym sposobem osiągnięcia tego efektu byłoby zrzucenie dwóch trzecich masyz tej, którą zabraliśmy z Matczynego Gniazda.
Felka z pewnym trudem wzruszyła ramionami. Zupełnie nie interesowała się mechaniką lotów kosmicznych — dla niej statki były tylko środkiem do celu — ale bez problemu zrozumiała wywód Remontoire’a.
— Czyli silniki potrafią osiągnąć większą moc, niż zakładałeś?
— Tak, tak sądzę.
— A wnioski?
— To niemożliwe. Oboje wyglądaliśmy przez okno. Widziałaś to żarzenie? Rozproszone światło z promienia odrzutu. Powinno być znacznie intensywniejsze. Felko, powinniśmy byli zauważyć wzrost jasności. Ale go nie było. — Remontoire zamilkł na chwilę. — Światło nawet osłabło, jakby silniki zostały nieco przygaszone. Jakby pracowały mniej intensywnie niż wcześniej.
— To jest bez sensu.
— Właśnie — przyznał Remontoire. — Zupełnie. Chyba że ma z tym coś wspólnego tajna maszyneria Skade.
CZTERNAŚCIE
Triumwir Ilia Volyova patrzyła w przepaść zbrojowni, zastanawiając się, czy za chwilę nie popełni przerażającego błędu, który mógł zakończyć jej życie.
W hełmie słyszała brzęczenie głosu Khouri.
— Ilia, naprawdę powinnyśmy się nad tym jeszcze trochę zastanowić.
— Dziękuję. — Ponownie sprawdziła hermetyczne zamknięcia skafandra i przejrzała wskaźniki statusu broni.
— Mówiłam serio.
— Wiem. Niestety, myślałam już o tym bardzo długo. Jeśli będę to dłużej analizować, dojdę do wniosku, żeby tego nie robić. A patrząc z szerszej perspektywy, byłoby to samobójcze, głupsze i bardziej niebezpieczne niż podjęcie działania.
— Nie mam zastrzeżeń do twojej logiki, ale odnoszę wrażenie, że statkowi… kapitanowi… to się nie spodoba.
— Nie? — Volyova stwierdziła, że to jest dość prawdopodobne. — Więc może zechce z nami współpracować.
— Albo zabić nas. Brałaś to pod uwagę?
— Khouri?
— Tak, Ilia?
— Zamknij się, proszę.
Unosiły się w śluzie przy wejściu do zbrojowni. Śluza była obszerna, ale teraz nieco ciasnawa — obie zajmowały sporo miejsca: do skafandrów przymocowały wielkie stelaże silnikowe, miały również ze sobą sprzęt, dodatkowe zbroje i trochę pół-autonomicznej broni, przyczepionej do stelaży w strategicznych punktach.
— Dobrze, niech to już będzie za nami — powiedziała Khouri. — Nie lubiłam tego miejsca od samego początku i nadal czuję to samo.
Wyleciały ze śluzy do komory, pchane staccatem mikroprzyśpieszeń silników.
Znalazły się w jednym z pięciu podobnych pomieszczeń „Nostalgii”, wielkiej komorze, zdolnej pomieścić flotę promów pasażerskich lub w razie potrzeby megatony zaopatrzenia planetarnej kolonii. Statek woził kolonistów tak dawno temu, że z tamtych starych funkcji pozostały nikłe ślady, zatarte wiekami przeróbek i zniszczeń. Przez całe lata statek transportował kilkanaście osób, które przemierzały jego opustoszałe wnętrza, jak szabrownicy przemierzają wyludnione miasto. Pod warstwami kolejnych adaptacji wszystko pozostało w zasadzie nietknięte, mimo zmian, które zaszły od czasów transformacji kapitana.
Gładkie, rozległe ściany komory znikały w ciemności. Błądzące światło latarek tylko przelotnie rozjaśniało mrok. Volyovej nie udało się naprawić głównego oświetlenia komory — ten system kontrolował kapitan, a on z pewnością nie życzył sobie, by wkraczały na jego terytorium.