Wszystkie weyry Pern [All the Weyrs of Pern - pl]
- Автор: Маккефри Энн
- Год: 1998
- Язык: польский
- Год: Amber
- ISBN: 83-7169-635-6
- Переводчик: Zuzanna Galinska
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Wszystkie weyry Pern [All the Weyrs of Pern - pl]». Краткое содержание книги:
— Chyba by nie głosował na Blesserela! — Sharra była przerażona.
— To co dzieje się podczas Rady, nie powinno być podane do publicznej wiadomości — drażnił się z nią Jaxom, uśmiechając się do niej szczerze.
— A odkąd to twoja żona jest publicznością?
Utorowali sobie drogę przez tłum w spokojniejsze miejsce, gdzie już czekali Robinton i inni.
— Moi harfiarze także poinformowali mnie o niechęci tych Lordów — rzekł Sebell, kiedy Jaxom skończył streszczać obrady. — Powiedziałem o tym rano Mistrzowi Robintonowi i Lytolowi. I kazałem każdemu uczniowi z głową na karku trzymać dzisiaj oczy i uszy otwarte.
— Odczuwam niemal ulgę, gdy już wiem, kto jest przeciw nam — stwierdził Mistrz Robinton.
— Naprawdę? — spytał Jaxom sceptycznie. — Był przygnębiony. Mieli tyle nadziei na przyszłość. I ta nadzieja się spełni, jeśli przezwyciężą zasadzki i błahe intrygi teraźniejszości.
Wyczuwając jego nastrój, Sharra przytuliła się do swego wysokiego męża, a on pozwolił jej pocieszać się. Mimo całej opozycji, udało im się przegłosować wybór Ranrela. Przeciwnicy byli nieliczni i starzy.
Rozdział X
Podczas święta inwestytury Lorda Ranrela Mistrz Rybak Idarolan zwalił się z nóg wcześniej niż inni. Rzadko pił, ale ponieważ mógł stracić najwięcej gdyby Ranrel nie został wybrany, był bardzo zdenerwowany, dopóki nie ogłoszono wyniku wyborów. Jednak cieszył się ogromnym szacunkiem, więc wszyscy uprzejmie ignorowali jego niezwykły stan. Kiedy znalazł się w części podwórca, gdzie siedzieli Jaxom, Sharra, Robinton, Sebell, Menolly i Tagetarl, jego wesołość stanowiła miłą odmianę dla ich ponurych rozmów.
— My, rybacy — oznajmił Idarolan z pijacką radością — na pewno nie pozostawilibyśmy tutaj siedziby naszego Cechu, gdyby Blesserel został wybrany. Zaciągnąłby długi pod wszystko co posiadamy, każdą łódź, żagiel, czy kotwicę, jeślibyśmy nie uważali! — Jego wylewność była tak zaraźliwa, że Jaxom nie był jedynym, który zaczął się uśmiechać. — Przeniósłbym Cech, każdego Mistrza, czeladnika i ucznia do tej świetnej zatoki, którą stare mapy nazywają Monako! Tak jest, to właśnie bym zrobił, gdyby nie wybrali Ranrela.
— Ale Ranrel został Lordem Warowni, więc nie musisz się martwić — zapewnił Robinton Mistrza Rybaka. Harfiarz poprosił gestem Sebella i Jaxoma, żeby znaleźli stołek dla pijanego, zanim nogi odmówią mu posłuszeństwa. Menolly i Sharra podały mu delikatne kąski, by zjadł, chcąc zapobiec działaniu wina.
— Nie mam zamiaru marnować czasu na jedzenie, bo i tak zaraz je zwrócę — powiedział Idarolan odsuwając talerze. Beknął i przeprosił. — Nie zwracajcie na mnie uwagi, drogie panie. Ulżyło mi, i chyba lepiej będzie, jeżeli… Lordzie Jaxomie… — Pochylił się pod niebezpiecznym kątem w stronę młodego Lorda, jego wzrok stracił ostrość. — Zanim znów zacznę pić, czy byłbyś tak dobry i wskazał mi, gdzie mam się udać?
Jaxom skinął na Sebella i podtrzymując wspólnie Idarolana, skierowali się w stronę najbliższego ustępu za kuchniami.
— Strasznie się bałem, tak jest, moi przyjaciele, że wybrany zostanie ten Blesserel. Byłby to nasz koniec, tak, koniec nas wszystkich, ciężko harujących rybaków — mruczał dalej Idaloran. — Nie mogłem czekać o suchym pysku. Musiałem się pokrzepić raz, albo trzy albo cztery — dodał, świetnie zdając sobie sprawę ze swego stanu. — Ale znacie mnie chłopcy, nigdy nie piję na pokładzie. Nigdy. Ani żaden z moich Mistrzów. Z tych co są zarejestrowani w Cechu, znaczy się.
Jaxom wepchnął go do ustępu, a Sebell zręcznie rozluźnił jego ubranie, i obaj uprzejmie się odwrócili. Idarolan zaczął śpiewać jakąś szantę, ale, choć jego mowa była całkiem wyraźna jak na kogoś, kto tyle wypił, mógł tylko mamrotać słowa pieśni chrapliwym basem. Folgował sobie przez tak długi czas, że przyjaciele wymienili spojrzenia dziwiąc się pojemności jego pęcherza. Uśmiech Jaxoma zmienił się w chichot, a potem Sebell zaczął się śmiać. Nieświadom niczego, Idarolan dalej sobie podśpiewywał. Nagle skończył swoje dzieło i zaczął się osuwać na ziemię.
— Och! Trzymaj go — polecił Jaxom pospiesznie Sebellowi i zarzucił sobie bezwładne ramię Idarolana przez plecy.
— Odpłynął, Jaxomie — odrzekł Sebell, uśmiechając się szeroko i potrząsnął głową. — Może lepiej zostawmy go tutaj, niech się prześpi.
— Mistrz Robinton nigdy nam tego nie wybaczy. Wśliźnij się do kuchni, Sebellu, i przynieś dzbanek klahu. Otrzeźwimy go. Dlaczego ma świętować tylko przez połowę dnia? Najlepsze dopiero nadchodzi.
— Zaraz wracam. — Sebell wysunął się z ustępu uważnie zamykając za sobą drzwi. Jaxom ustawił Idarolana w wygodniejszej, a przynajmniej w łatwiejszej do utrzymania pozycji, ale mężczyzna był śliski jak ryba na pokładzie. Starał się ułożyć mu ręce na kolanach, jednocześnie podtrzymując go dłonią. Jaxom zauważył po raz pierwszy jak niewielkie były stopy Idarolana, nawet w miękkich paradnych pantoflach ze skórki.
Ktoś otworzył i zatrzasnął zewnętrzne drzwi. Odgłos stóp na kamiennej podłodze oznajmił nadejście kilku mężczyzn w skórzanym obuwiu, nie w twardych buciorach, zadecydował Jaxom, zadowolony ze swych zdolności obserwacyjnych. Chcąc oszczędzić Idarolanowi zakłopotania, szybko pochylił się do przodu i zamknął drzwi na zasuwę.
— Cóż, nie jest jedynym spadkobiercą. Nie jest nawet bezpośrednim dziedzicem — mówił jeden z mężczyzn.
— Wiemy o tym — odrzekł drugi chrapliwym głosem. — Jego matka była tylko kuzynką Rodu w trzeciej linii, a Ród się jej wyparł. Ale druga kuzynka żyje, wszyscy wiedzą, że należy do Rodu, i to jej syna poprzemy na jego miejsce. Chłopakiem będzie łatwo kierować. Wyobraża sobie, że naprawdę należy do Rodu.
— I tak jest — powiedział pierwszy głos.
— Nie zapominaj, że ma synów, którzy są krewnymi w pierwszej linii, nawet jeśli z powodu matki został pozbawiony prawa do dziedzictwa — powiedział chrapliwy.
Jaxom nie mógł odgadnąć o kim mówili, gdyż nie było wątpliwości co do pochodzenia Ranrela. Miał jasne oczy ojca i nieregularne rysy dziada ze strony matki. Ale ton rozmowy o tej łatwej zamianie synów i prawdziwej krwi Rodów był niepokojący.
— To nie odbiera mu prawa — powiedział pierwszy mężczyzna z niechęcią.
— Wychował się w Weyrze, nie w Warowni, i jest jeźdźcem, więc nie może być Lordem.
— Jego synowie są zbyt młodzi, żeby brać ich pod uwagę, nawet gdyby wyznaczyć opiekuna. Nie, ten miejscowy chłopak będzie odpowiedni. Trzeba go tylko zachęcić.
— A więc wszystko czego potrzebujemy, to wygodny wypadek. Wtedy na porządku dziennym stanie sprawa sukcesji Warowni.
— Owszem, nic więcej nie potrzebujemy — przyznał chrapliwy głos.
— Ale jak… — spytał niższy głos.
— Lata przeciw Niciom, prawda? I lata do Sióstr Świtu. To niebezpieczne. Zaczekajmy na odpowiedni moment i… — Nie musiał dalej wyjaśniać swego haniebnego planu.
Nie wierząc własnym uszom, Jaxom potrząsnął głową. Paraliżujący chłód rozszedł mu się po ciele i przeniknął krew, gdy zdał sobie sprawę, że mężczyźni mówili o nim, Lessie i F’lessanie. „Miejscowy chłopak” to mógł być tylko Pell, gdyż jego matka, Barla, pochodziła z Rodu Ruathy.
— Nie ruszę się z ziemi, o nie, — wykrzyknął drugi z mężczyzn. Już odchodzili.
— Nie będziesz musiał — powiedział pierwszy mężczyzna z nieprzyjemnym chichotem. — My… — zamykające się drzwi przerwały zaczęte zdanie.
Jaxom zdał sobie sprawę, że przestał oddychać, więc wciągnął głęboko powietrze. Cały się trząsł. Brak tlenu, powiedział sobie, zmuszając się do oddychania. Idarolan jęknął i zaczął wysuwać się z chwytu, który Jaxom niechcący rozluźnił.