Młodość dla wybranych
- Автор: Герритсен Тесс
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Młodość dla wybranych». Краткое содержание книги:
Kilkanaście dni później do szpitala trafia mężczyzna z takimi samymi objawami, jak u nadal nie odnalezionego Harry’ego Slotkina. Obu wcześniej leczył doktor Carl Wallenberg. Pacjent umiera, a Toby, wbrew woli Wallenberga, aranżuje sekcję zwłok. Diagnoza nie pozostawia wątpliwości co do przyczyny śmierci: zarażenie chorobą szalonych krów.
Kilka innych tajemniczych zgonów, których wyjaśnieniem zajmuje się Toby, wskazuje coraz wyraźniej, że to nie epidemia, lecz rezultat czyjegoś świadomego działania. Tropy prowadzą do luksusowego domu opieki, w których Wallenberg i jego współpracownicy przeprowadzają eksperymenty medyczne na starcach, wszczepiając im hormony…
– To nie ona.
– Ależ tak, zapewniam panią, że to ona. Proszę spytać naszych pacjentów. To jest Jane Nolan.
– Zgarnęliśmy ją na North Endzie – powiedział policjant z patrolu. – Świadkowie widzieli, jak tłukł ją jakiś facet i próbował wciągnąć do samochodu. Wrzeszczała, jakby obdzierana ze skóry, więc ludzie rzucili się na pomoc. Przyjechaliśmy jako pierwsi. Dziewczyna siedziała na chodniku, miała podbite oko i rozciętą wargę. Mówi, że nazywa się Molly Picker.
– Kto ją pobił? – spytał Dvorak.
– Chyba jej alfons, nie chciała powiedzieć. A facet zwiał.
– Gdzie ona teraz jest?
– Siedzi w radiowozie. Nie chce tu przyjść, nie chce z nikim rozmawiać. Chce tylko wrócić na ulicę.
– Żeby ten alfons znowu ją pobił?
– Rozumem to ona nie grzeszy.
Dvorak westchnął. Wyszli na Albany Street. Nie miał wielkiej nadziei. Ponura nastolatka, w dodatku pewnie bez żadnego wykształcenia, będzie raczej kiepskim źródłem informacji. Nie aresztowano jej, więc mogła w każdej chwili odejść, ale prawdopodobnie o tym nie wiedziała. Oczywiście nie zamierzał jej pod tym względem oświecać, najpierw chciał ją przesłuchać. Jeśli w ogóle będzie czego słuchać.
Policjant wskazał radiowóz. Z przedniego siedzenia machał do nich jego partner, na tylnym zaś siedziała dziewczyna o brązowych włosach, zlepionych w strąki. Miała rozciętą wargę i kuliła się w bardzo obszernym płaszczu przeciwdeszczowym. Na kolanach ściskała tanią skórzaną torebkę. Policjant otworzył drzwi.
– Może teraz zechce pani wysiąść? To jest doktor Dvorak. Chciałby z panią porozmawiać.
– Nie potrzebuję lekarza.
– Doktor Dvorak jest z urzędu anatomopatologa stanowego.
– Urzędnik też mi niepotrzebny. Dvorak nachylił się z uśmiechem.
– Cześć, Molly. Wejdźmy do środka, pogadamy. Trochę tu zimno, nie uważasz?
– Gdyby zamknął pan drzwi, byłoby cieplej.
– Mogę tu czekać cały boży dzień. No więc jak, porozmawiamy teraz czy o północy? Wszystko zależy od ciebie. – Stał, patrząc na nią i zastanawiając się, ile czasu upłynie, zanim będzie miała dość. Nikt nie lubi, gdy się na niego gapią, a oni, dwóch policjantów i Dvorak, wpatrywali się w nią bez słowa.
Zdenerwowana Molly wzięła głęboki oddech i głośno prychnęła.
– Macie tam kibel? – spytała.
– Oczywiście.
– Bardzo mi się chce. Dvorak odstąpił od drzwi.
– Chodź, zaprowadzę cię.
Wysiadła z trudem, ponieważ zbyt obszerny płaszcz wlókł się za nią niby wielki tren. Kiedy się wyprostowała, Dvorak zerknął na jej brzuch. Dziewczyna była w ciąży. Na oko w szóstym miesiącu.
Natychmiast zauważyła, gdzie patrzy.
– Tak, któryś mnie przyłatwił – warknęła. – No i co z tego?
– Musisz usiąść. Dama w ciąży nie powinna dużo chodzić. Posłała mu spojrzenie z cyklu: „To taki żart, co?” i weszła do budynku.
– Grzeczna dziewczynka – mruknął jeden z policjantów. – Będzie pan nas jeszcze potrzebował?
– Nie, możecie jechać. Kiedy skończymy, wsadzę ją do taksówki.
Dziewczyna czekała tuż za drzwiami.
– Gdzie ten kibelek?
– Na górze, obok mojego biura.
– No to szybciej, muszę siusiu.
Milczała, gdy jechali windą na górę, ale po wyrazie skupienia na jej twarzy poznał, że myśli wyłącznie o swoim pęcherzu.
Zaczekał na nią w korytarzu. Nie spieszyło się jej, wyszła dopiero po dziesięciu minutach, pachnąca mydłem. Szkarłatna, obrzęknięta warga niepokojąco kontrastowała z jej białą jak papier twarzą.
Zaprowadził ją do biura i zamknął drzwi.
– Siadaj, Molly.
– Długo to potrwa?
– To zależy, czy zechcesz mi pomóc. Czy coś wiesz. – Ponownie wskazał jej krzesło.
Usiadła markotnie, otulając się płaszczem jak kolczugą i zadziornie odymając rozciętą wargę. Dvorak oparł się o biurko.
– Dwa dni temu wezwałaś karetkę. Telefonistka nagrała twój głos.
– Nie wiedziałam, że wezwanie karetki to przestępstwo.
– Kiedy sanitariusze przyjechali na miejsce, znaleźli w mieszkaniu kobietę, która wykrwawiła się na śmierć. Ty też tam byłaś. Co się wtedy stało, Molly?
Molly milczała. Spuściła głowę, włosy przesłoniły jej twarz.
– Nie twierdzę, że zrobiłaś coś złego. Po prostu muszę wiedzieć.
Dziewczyna nie chciała na niego spojrzeć. Objęła się wpół i zaczęła kiwać się na krześle.
– To nie moja wina – wyszeptała.
– Wiem.
– Chcę iść. Nie mogę sobie pójść?
– Nie, Molly. Najpierw musimy porozmawiać. Możesz na mnie popatrzeć?
Nie popatrzyła. Wbiła wzrok w podłogę, jakby uległość oznaczała przegraną.
– Dlaczego nie chcesz ze mną rozmawiać?
– A po co? Nie znam pana.
– Nie musisz się mnie bać. Nie jestem policjantem. Jestem lekarzem.
Jego słowa odniosły efekt przeciwny do zamierzonego. Molly skuliła się na krześle jeszcze bardziej i zadrżała. Nie potrafił tej dziewczyny rozszyfrować. Była niczym przybysz z obcej planety. Jak wszystkie nastolatki. Nie wiedział, jak do niej dotrzeć.
Zaterkotał telefon.
– Jest tu Toby Harper – oznajmiła sekretarka.
– Nie ma mnie.
– Nie dam rady jej spławić, chce wejść na górę.
– Posłuchaj, naprawdę nie mogę z nią teraz rozmawiać.
– Ma czekać? Dvorak westchnął.
– Dobrze. Niech czeka. Ale to może trochę potrwać.
Jeszcze bardziej poirytowany spojrzał na Molly. Jedna domagała się natychmiastowej rozmowy, druga nie chciała z nim gadać.
– Molly. Musisz opowiedzieć mi o swojej przyjaciółce, o Annie. O tej kobiecie, która zmarła. Czy brała jakieś narkotyki? Albo lekarstwa?
Dziewczyna znów zadrżała i zwinęła się w kłębek.
– To bardzo ważne, Molly. Twoja przyjaciółka urodziła bardzo zdeformowany płód. Muszę wiedzieć dlaczego, jest to niezmiernie ważne dla innych kobiet w ciąży. Molly?
Dziewczyna zaczęła się trząść. Początkowo nie wiedział, co się z nią dzieje. Myślał, że drży z zimna, lecz nagle pochyliła się do przodu i runęła na podłogę. Podrygiwały jej ręce i nogi, ciałem wstrząsały konwulsje.
Dvorak ukląkł przy niej i gorączkowo próbował rozpiąć zamotany pod szyją płaszcz, lecz wymachiwała rękami z nadludzką siłą. W końcu zdołał rozpiąć jej kołnierzyk. Drgawki nie ustępowały, twarz Molly poczerwieniała, oczy uciekały do tyłu. Co robić?! Jestem patologiem, a nie…
Zerwał się na równe nogi i wcisnął guzik telefonu wewnętrznego.
– Przyślij tu doktor Harper! Natychmiast!
– Przecież…
– Szybko! Mam tu nagły wypadek!
Spojrzał na Molly. Drgawki ustały, ale twarz nadal miała mocno zaczerwienioną, na czole zaś wyskoczył jej wielki guz; musiała się uderzyć przy upadku na podłogę.
Może się udusić, trzeba ją odwrócić na bok.
Panika z wolna ustępowała i zaczął przypominać sobie to, czego nauczył się przed laty na medycynie. Ukląkł, szybko odwrócił Molly na lewy bok i lekko pochylił jej głowę. Gdyby zwymiotowała, przynajmniej się nie zadławi. Zbadał puls. Był przyspieszony, ale silny. No i oddychała, to najważniejsze.
Dobra. Tchawica czysta. Jest oddech. Jest tętno. O czym zapomniałem?
Otworzyły się drzwi i do pokoju weszła Toby Harper. Spojrzała na Molly i uklękła.
– Co się stało?
– Dostała drgawek…
– Co o niej wiesz? To epileptyczka?
– Nie mam pojęcia. Oddycha, tętno w normie. Toby spojrzała na jej czoło.
– Kiedy się uderzyła?
– Przed chwilą. Dostała drgawek i upadła.