Młodość dla wybranych
- Автор: Герритсен Тесс
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Młodość dla wybranych». Краткое содержание книги:
Kilkanaście dni później do szpitala trafia mężczyzna z takimi samymi objawami, jak u nadal nie odnalezionego Harry’ego Slotkina. Obu wcześniej leczył doktor Carl Wallenberg. Pacjent umiera, a Toby, wbrew woli Wallenberga, aranżuje sekcję zwłok. Diagnoza nie pozostawia wątpliwości co do przyczyny śmierci: zarażenie chorobą szalonych krów.
Kilka innych tajemniczych zgonów, których wyjaśnieniem zajmuje się Toby, wskazuje coraz wyraźniej, że to nie epidemia, lecz rezultat czyjegoś świadomego działania. Tropy prowadzą do luksusowego domu opieki, w których Wallenberg i jego współpracownicy przeprowadzają eksperymenty medyczne na starcach, wszczepiając im hormony…
– Chyba już wiesz, że rozmawiała ze mną policja – powiedział.
– Podałam im twoje nazwisko. Pomyślałam sobie, że potwierdzisz moje zeznania. Uważają mnie za córkę z piekła rodem. – Odstawiła kieliszek. – Bryan, przecież wiesz, że nigdy jej nie skrzywdziłam.
– To właśnie im powiedziałem.
– Uwierzyli?
– Nie wiem.
– O co pytali?
Napił się wina – wyczuła, że chce w ten sposób zyskać na czasie.
– O lekarstwa – odrzekł w końcu. – Chcieli wiedzieć, czy Ellen brała coś na receptę. I o te oparzenia.
– Wyjaśniłeś im, jak to się stało?
– I to kilka razy. Odniosłem wrażenie, że moje odpowiedzi nie bardzo przypadły im do gustu. Co się dzieje, Toby?
Odchyliła się na kozetce i przesunęła rękami po włosach.
– To Jane Nolan. Nie wiem, dlaczego mi to robi…
– Co robi?
– Nie umiem tego inaczej wyjaśnić. Jane zjawia się u mnie niczym dar z niebios. Jest inteligentna, jest miła. Istna doskonałość. Przychodzi i ratuje mnie z opresji. Wkrótce wszystko zaczyna się walić. Dosłownie wszystko. A ona zrzuca winę na mnie. Wygląda to tak, jakby chciała zrujnować mi życie.
– Toby, to brzmi dość dziwacznie…
– Ludzie są dziwaczni. Potrafią robić przedziwne rzeczy, by zwrócić na siebie uwagę. Powtarzam policji, że powinni zainteresować się nie mną, lecz właśnie nią, że to ją powinni aresztować. A oni nic nie robią.
– Nie przypuszczam, żeby atakowanie tej Nolan leżało w twoim interesie.
– To ona atakuje mnie! Oskarża mnie o maltretowanie matki. Po co dzwoniła na policję? Oparzenia? Dlaczego nie zapytała o to mnie? Dlaczego wciągnęła w to Vickie? Nastawiła przeciwko mnie moją własną siostrę.
– Dlaczego miałaby to robić?
– Nie wiem dlaczego! To wariatka!
Bryan odwrócił wzrok; uświadomiła sobie, że to ona zachowuje się jak wariatka, jak osoba potrzebująca pomocy psychiatrycznej.
– Przemyślałam to na tysiące sposobów, próbując zrozumieć, jak to się stało. Jak mogłam do tego wszystkiego dopuścić. Powinnam była przyjrzeć się jej dokładniej.
– Nie bierz całej winy na siebie. To Vickie pomogła ci ją wybrać.
– Tak, ale Vickie jest powierzchowna. Za te sprawy ja odpowiadałam. Kiedy odszedłeś, wpadłam w panikę. Dałeś mi tak mało czasu na… – Nagle zaświtała jej pewna myśl. To dlatego Jane wkroczyła w moje życie: ponieważ Bryan zrezygnował.
– Uprzedziłbym cię wcześniej, ale chcieli, żebym natychmiast zaczął.
– Dlaczego wybrali akurat ciebie?
– Co?
– Przecież nie szukałeś pracy, tak mówiłeś. I nagle cię zatrudniają. Jakim cudem?
– Zadzwonili do mnie.
– Kto?
– Ci z domu opieki w Twin Pines. Szukali specjalisty od terapii artystyczno-rekreacyjnej. Wiedzieli, że jestem pielęgniarzem z prawem praktyki. Wiedzieli, że jestem artystą. Że sprzedaję obrazy w trzech galeriach.
– Ale skąd? Skąd o tym wiedzieli? Wzruszył ramionami.
– Pewnie ktoś podał im moje nazwisko.
– I natychmiast cię podkupili. A ja musiałam błyskawicznie kogoś znaleźć…
Żegnała się z nim jeszcze bardziej zagubiona niż przedtem.
Pojechała do szpitala zobaczyć, co z matką.
Dochodziła dziewiąta wieczorem, godziny odwiedzin już dawno minęły, ale nikt jej nie zatrzymywał.
Światła były przygaszone, Ellen leżała w półmroku. Toby usiadła przy łóżku, wsłuchując się w pojękiwanie respiratora. Jaskrawozielona linia na ekranie monitora wykreślała rytm pracy serca matki. W nogach łóżka wisiały na sztywnej podkładce kartki z notatkami pielęgniarek. Toby zaświeciła lampkę.
15:45 Skóra ciepła i sucha; brak reakcji na ból.
17:15 Córka Vickie.
19:30 Pacjentka stabilna. Nadal nie reaguje na bodźce.
Odwróciła kartkę i spojrzała na ostatni wpis.
20:30 Krew na obecność hydroksywarfaryny.
Natychmiast opuściła salę i poszła do stanowiska pielęgniarek.
– Kto zlecił to badanie? – spytała, podając notatki pielęgniarce dyżurnej. – Na hydroksywarfarynę.
– Chodzi o panią Harper, tak?
– Tak, o moją matkę.
Pielęgniarka zdjęła z półki kartę choroby Ellen i zajrzała do zestawienia zleceń.
– Doktor Steinglass.
Toby podniosła słuchawkę telefonu i wystukała numer. Steinglass odebrał po drugim sygnale i ledwo zdążył powiedzieć „halo”.
– Bob? – warknęła. – Ja w sprawie matki. Dlaczego zleciłeś badanie na warfarynę? Uważasz, że ktoś podał jej coumadin? Albo truciznę na szczury?
– To przez te… sińce. No i krwotok domózgowy. Mówiłem ci, że miała kiepski czas protrombinowy…
– Twierdziłeś, że to zapalenie wątroby.
– Czas protrombinowy był za długi, to nie żółtaczka.
– Ale dlaczego akurat warfaryna? Przecież ona nie dostawała warfaryny.
Steinglass długo milczał.
– Kazali mi – odrzekł w końcu.
– Kto ci kazał?
– Policja. Kazali mi zadzwonić do anatomopatologa. Zasugerował test na obecność warfaryny.
– Z kim rozmawiałeś? Z którym lekarzem?
– Z doktorem Dvorakiem.
Rozespany Dvorak pomacał nieprzytomnie w ciemności i po czwartym sygnale trafił na słuchawkę.
– Tak?
– Dlaczego, Dan? Dlaczego mi to robisz?
– Toby?
– Myślałam, że jesteśmy przyjaciółmi, ale teraz widzę, że trzymasz ich stronę. Nie rozumiem, jak mogłam tak bardzo się co do ciebie pomylić.
– Posłuchaj, Toby…
– Nie, to ty mnie posłuchaj! – Załamał jej się głos, ale z determinacją stłumiła szloch. – Nie skrzywdziłam matki. Nie otrułam jej. Jeśli ktokolwiek ją skrzywdził, to na pewno Jane Nolan.
– Nikt nie twierdzi, że zrobiłaś coś złego. Nikt, a najmniej ja.
– W takim razie dlaczego nie powiedziałeś mi nic o tym badaniu? Dlaczego robisz to za moimi plecami? Jeśli podejrzewasz, że ją otruto, powinieneś był porozmawiać ze mną! Powinieneś mi powiedzieć! A nie zlecać badanie, kiedy się tylko odwróciłam.
– Próbowałem się do ciebie dodzwonić, chciałem ci wszystko wyjaśnić, ale nie było cię w domu.
– Byłam w szpitalu. Gdzie indziej mogłabym być?
– Dobra, powinienem przekręcić do szpitala. Przepraszam.
– Przeprosiny niczego nie załatwiają, wbijasz mi nóż w plecy.
– Nie, Toby, to nie tak. Zadzwonił do mnie Alpren. Powiedział, że twoja matka ma złe wyniki badań układu krzepnięcia. Pytał, co mogło być tego powodem, prosił, żebym porozmawiał z jej lekarzem. Badanie na obecność warfaryny jest tylko następnym logicznym krokiem.
– Następnym logicznym krokiem! – Roześmiała się gorzko. – Tak, to do ciebie pasuje.
– Toby, jest mnóstwo innych przyczyn, które mogą dawać złe wyniki badań w przypadku twojej matki. Test na obecność warfaryny to zaledwie jedna z wielu możliwości. Policja prosiła mnie o radę, więc jej udzieliłem. Na tym polega moja praca. Toby milczała, ale słyszał jej urywany oddech i wiedział, że z trudem powstrzymuje łzy.
– Toby?
– Twoja praca polega również na tym, że będziesz zeznawał przeciwko mnie w sądzie, tak?
– Do tego nie dojdzie.
– A gdyby doszło. Gdyby do tego doszło?
– O Chryste, Toby… – westchnął z irytacją. – Nie odpowiem na to pytanie.
– Nie musisz. Już na nie odpowiedziałeś. – I odłożyła słuchawkę.
Detektyw Alpren miał oczy jak małpa: żywe, wścibskie i bystre. Nie potrafił ustać w jednym miejscu dłużej niż minutę, wciąż krążył po sali, a kiedy przestawał krążyć, kiwał się to w lewo, to w prawo, przestępując z nogi na nogę. Zwłoki na stole zupełnie go nie interesowały – przyszedł zobaczyć się z Dvorakiem i od dziesięciu minut niecierpliwie czekał, aż sekcja dobiegnie końca.