Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Остросюжетные любовные романы » Śmiertelna ekstaza [На польском]
Śmiertelna ekstaza [На польском] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Śmiertelna ekstaza [На польском]

Электронная книга - «Śmiertelna ekstaza [На польском]». Краткое содержание книги:

Drew Mathias, zdolny elektronik i entuzjasta gier komputerowych, nie miał żadnego powodu, żeby odebrać sobie życie. Podobnie jak wzięty nowojorski adwokat S.T. Fitzhugh, wpływowy senator Peary czy Cerise Devane, przebojowa właścicielka popularnego brukowca. Tych czworga nie łączyło nic poza tym, że postanowili odejść z tego świata. Śledztwo nie przyniosło żadnego rezultatu, ale porucznik Eve Dallas z nowojorskiej policji nie chce uwierzyć, że były to samobójstwa. Kto jednak i dlaczego chciałby pozbawić życia czworo niezwiązanych ze sobą ludzi? I jak tego dokonał?
Porucznik Dallas postanawia mimo wszystko poszukać odpowiedzi na te pytania. Oczywiście może liczyć na pomoc świeżo poślubionego męża – superprzystojnego, superinteligentnego i bogatego Raorke’a – który kocha ją do szaleństwa i zrobi dla niej wszystko.
1 ... 56 57 58 59 60 61 62 63 64 ... 74
Перейти на страницу:

Nie musnęliśmy nawet powierzchni tego, co można zrobić, żeby kogoś ukarać albo sprawić mu przyjemność. To właśnie chciałem zrobić tłumaczył. – Dotknąć powierzchni i sięgnąć w głąb. Sny, Dallas. Potrzeby, lęki, fantazje. Całe życie. Dzięki muzyce mogłem czuć… wszystko: głód, namiętność, cierpienie, radość. Gdyby można było sięgnąć do środka, wykorzystać wszystkie zdolności umysłu do poszukiwań i poznania, o ile bardziej intensywnie można by wszystko odczuwać.

– A więc zacząłeś nad tym pracować – zachęciła go. – Poświęciłeś się temu celowi.

– Trzy lata. Właściwie więcej, ale na projekt, eksperymenty, doskonalenie, pełne trzy. Wkładałem w to każdy grosz. A teraz nie zostało mi prawie mc. Dlatego potrzebowałem wsparcia. I ciebie.

– Więc Mavis miała być łącznikiem między tobą a mną, a ja miałam zaprowadzić cię do Roarke”a.

– Posłuchaj. – Przetarł rękami twarz. – Lubię Mavis, bo ma w sobie tę iskrę. Wykorzystałbym ją, gdyby była bezwolna jak android, ale nie jest. Nie zrobiłem jej żadnej krzywdy. Jeżeli już, to naładowałem ją nową energią. Kiedy się poznaliśmy, była w cholernym dołku. Świetnie to maskowała, ale po tym, co się stało, zupełnie straciła wiarę w siebie. Dałem bodziec jej pewności siebie.

– Jak?

Zawahał się, ale uznał, że unik nic mu nie da.

– Dobra. Skierowałem jej podświadomość we właściwą stronę. Powinna mi być wdzięczna – upierał się. – Poza tym pracowałem nad nią, dałem jej dobry materiał i oszlifowałem ją, ale zostawiłem jej pazur. Sama ją słyszałaś. Jest lepsza niż kiedykolwiek.

– Eksperymentowałeś na niej – powiedziała Eye. To było już wystarczającym obciążeniem. – Bez jej wiedzy i zgody.

Przecież nie była żadnym doświadczalnym androidem. Chryste, udoskonaliłem cały system. – Wycelował palec w Feeneya. – Wiesz, że jest świetny.

– To prawda, jest cudowny – zgodził się Feeney. – Ale to nie znaczy, że jest legalny.

– Inżynieria genetyczna też była nielegalna, podobnie wszystkie operacje in vitro, prostytucja. I dokąd to nas zaprowadziło? Przeszliśmy długą drogę, jednak ciągle żyjemy w wieku ciemnoty. To jest prawdziwe dobrodziejstwo, to sposób, żeby popchnąć umysły w stronę snów i ucieleśnić sny.

– Nie wszyscy z nas życzyliby sobie, żeby ich sny się zmaterializowały. Kto ci dał prawo do decydowania w imieniu innych?

– W porządku. – Uniósł rękę. – Być może kilka razy wykazałem za dużo entuzjazmu. Udało mi się dobrać do ciebie. Jednak poszerzyłem po prostu to, co już było. Tamtego wieczoru w studiu wzmocniłem tylko pożądanie. Stała ci się jakaś krzywda? Innym razem popchnąłem lekko twoją pamięć, poruszyłem kilka blokad. Chciałem udowodnić, co można z tym zrobić, po to, żeby we właściwym czasie, móc przedstawić tobie i Roarke”owi propozycję współpracy. A ostatniego wieczoru…

Urwał, zorientowawszy się, że tu się przeliczył.

– W porządku, ostatniego wieczoru posunąłem się za daleko. Poniosło mnie – po takiej długiej przerwie występ przed prawdziwą publicznością jest jak narkotyk. Może rzeczywiście trochę przesadziłem. To był mój błąd. – Znów spróbował się uśmiechnąć. – Słuchaj, próbowałem tego na sobie, mnóstwo razy. Nie dzieje się nic złego, nie zostają żadne trwałe zmiany. Po prostu chwilowe wzmocnienie

– A ty wybierasz nastrój?

– To część procesu. W standardowym sprzęcie nie ma takiej kontroli, nie ma nawet cienia podobnych możliwości. Przy pomocy tego, co mi się udało zbudować, można włączać i wyłączać emocje, jak światło w pokoju. Żądza albo zaspokojenie, euforia, melancholia, przypływ energii, odprężenie. Wystarczy zapragnąć i już to masz.

– Pragnienie śmierci?

– Nie. – Szybko potrząsnął głową. – W to się nie bawię.

– Ale wszystko to dla ciebie zabawa, tak? Wciskasz guziczki, a ludzie tańczą jak im zagrasz. Elektroniczny Bóg.

– Zapominasz o jednym. – Nie poddawał się. – Wiesz, ile ludzie by zapłacili za podobne możliwości? Można czuć, co sobie tylko życzysz.

Eye otworzyła teczkę, którą przyniósł Feeney. Wysypała z niej fotografie.

– Co oni czuli, Jess? – Popchnęła w jego stronę cztery zdjęcia prosektorium. – Coś ty im kazał czuć na koniec, że zginęli uśmiechem na ustach?

Pobladł jak śmierć, a jego oczy stały się szkliste. Z trudem je zamknął.

– Nie. 0, nie. – Zgiął się wpół i zwymiotował.

– Przesłuchiwany ma chwilową niedyspozycję – powiedziała beznamiętnie Peabody. – Mam wezwać pielęgniarza i kogoś do posprzątania, poruczniku?

– O Boże, tak – mruknęła Eye, podczas gdy Jessem wstrząsały dalsze skurcze. – Przerywamy przesłuchanie o dziesiątej piętnaście. Porucznik Eye Dallas. Wyłączyć zapis.

– Świetny mózg, słaby żołądek, – Feeney podszedł do pojemnika w rogu pokoju i nalał kubek wody. – Masz, chłopcze. Może uda ci się to przełknąć.

Oczy Jessa zaszły łzami. Drżały mu ręce, więc Feeney musiał mu pomóc zbliżyć kubek do ust, by się nie pochlapał.

– Nie możecie mnie o to oskarżyć – zdołał wykrztusić Jess. – Nie możecie.

– Zobaczymy. – Eye cofnęła się, robiąc miejsce pielęgniarzowi, który zabrał go do infirmerii. – Muszę odetchnąć świeżym powietrzem – powiedziała i wyszła.

– Zaczekaj, Dallas. – Feeney wybiegł za nią, zostawiając na głowie Peabody nadzorowanie sprzątania i zapakowanie teczki.

Musimy porozmawiać.

– Moje biuro jest bliżej. – Zaklęła cicho, ponieważ odezwało się zranione kolano. Lodowy bandaż trzeba było już dawno zmienić, a na dodatek zaczęło jej dokuczać stłoczone biodro.

– Widzę że oberwałaś wczoraj w tym napadzie na Centrum kredytowe, co? – rzekł ze współczuciem zauważywszy, że Eye utyka. – Dałaś się opatrzyć?

– Później. Nie miałam czasu. Damy tej gnidzie godzinę na poskładanie żołądka do kupy, a potem znowu weźmiemy go w obroty. Jeszcze nie wołał o adwokata, ale chyba to zrobi. Zresztą nie będzie to miało znaczenia, jeżeli połączymy schematy mózgów z ofiarami.

– Z tym właśnie jest problem. Usiądź – poradził jej, kiedy weszli do jej biura. – Pozwól odpocząć nodze.

– To kolano – od siedzenia tylko sztywnieje. Co to za problem? – spytała, idąc po kawę.

– Nic nie pasuje. – Przyglądał się jej ponuro, gdy się odwróciła.

– Ani jeden nie pasuje do żadnego schematu z dysku. Mam dużo jeszcze nie zidentyfikowanych, ale mam też dane wszystkich ofiar. Brakuje tylko wyników z sekcji Devane, za to są z jej ostatnich badań lekarskich. Dallas, to nie pasuje.

Usiadła ciężko. Nie trzeba było pytać, czy był absolutnie pewien.

Feeney był dokładny jak domowy android, szperający we wszystkich zakamarkach w poszukiwaniu kurzu.

– W porządku, może ukrył to gdzie indziej. Mamy nakaz przeszukania studia i mieszkania?

– Właśnie to robią. Jeszcze nie dostałem meldunku.

– Mógł mieć jakiś schowek, jakąś bezpieczną skrytkę. – Zamknęła oczy. – Cholera, Feeney, po co miałby je trzymać, kiedy już z nimi skończył? Prawdopodobnie je zniszczył. Jest bezczelny, ale nie głupi. Wiedział, że to by był niezbity dowód.

– Rzeczywiście, to dość prawdopodobne. Jednak mógł je też zachować na pamiątkę. Ciągle się dziwię, jakie pamiątki ludzie zachowują. Pamiętasz tego gościa, który w zeszłym roku poćwiartował własną żonę? Zostawił sobie jej oczy, pamiętasz? W wieży stereo.

– Tak, pamiętam. – Skąd się wziął ten ból głowy? – zastanawiała się, odruchowo trąc skronie, by go usunąć. – Może więc będziemy mieli szczęście. Jeżeli nie, i tak już się nam udało. Złamaliśmy go.

1 ... 56 57 58 59 60 61 62 63 64 ... 74
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)