Rozbuchana Wyobraźnia Olivii Joules
- Автор: Филдинг Хелен
- Язык: польский
- Жанр: Современные любовные романы
Электронная книга - «Rozbuchana Wyobraźnia Olivii Joules». Краткое содержание книги:
– Ty nie podobać się dywan? – Chłopak był wyraźnie zmartwiony.
– Nie, jest przepiękny, ale… Dobra. Dziękuję wam bardzo, bardzo serdecznie. A teraz już sobie idźcie.
Nie poszli. Wręczyła każdemu po pięciodolarowym banknocie. Wtedy odeszli.
Panienka za kontuarem zaczęła stukać w klawiaturę w taki sposób, w jaki personel naziemny zwykle to robi, kiedy klient spóźni się na lot – zupełnie jak gdyby pisali poemat, co chwila zerkając na ekran, zapewne po to, by znaleźć najbardziej odpowiednie słowo.
– Bardzo przepraszam – powiedziała Olivia. – Ja muszę zdążyć na ten samolot. W zasadzie nie chcę tego dywanu, więc nie musi go pani odprawiać.
– Proszę czekać – poleciła urzędniczka, odchodząc nagle od komputera i gdzieś znikając.
Olivia myślała, że połknie własną rękę. Było dziesięć po dziewiątej. Na tablicy odlotów widniał napis dotyczący opóźnionego lotu SA245 do Port Sudan: ODLOT 21.30. WYJŚCIE 4A. OSTATNIE WEZWANIE.
Już chciała puścić się biegiem i wedrzeć do samolotu bez karty pokładowej, gdy zjawiła się kobieta z nadętym wyrazem twarzy, w towarzystwie mężczyzny w garniturze.
– W porządku, panno Joules? – spytał z lekkim akcentem ze wschodniego Londynu. – Zaprowadzę panią do samolotu. To pani? – dodał, biorąc dywan.
Olivia zaczęła protestować, zrezygnowała jednak i tylko ze znużeniem skinęła głową. Mężczyzna przeprowadził Olivię wraz z dywanem wzdłuż kolejki, obok ochrony, i wprowadził do niewielkiego pokoiku tuż przy wejściu. Starannie zamknął za sobą drzwi.
– Nazywam się Brown. Pracuję w tutejszej ambasadzie. Profesor Widgett chce z panią rozmawiać.
Serce w niej zamarło. Dowiedział się. Padła na pierwszej przeszkodzie. Brown wykręcił numer i podał jej słuchawkę.
– Gdzieś ty się, do diabła ciężkiego, podziewała?! – ryknął Widgett. – Kupowałaś dywany?
– Bardzo przepraszam, proszę pana. To był wielki błąd.
– Teraz nie ma już o czym mówić. Nic się nie stało. Zapomnijmy o tym. Tylko ten, co nic nie robi, nie popełnia błędów.
– Obiecuję, że to się już nie powtórzy.
– W porządku. Jeśli to coś pomoże, to powiem ci, że czasem dobrze jest wykonać jakiś nieprzewidywalny ruch. Agent, który miał się z tobą skontaktować, właśnie został zastrzelony.
„O mój Boże. O mój Boże”.
– Chodzi o to ciało, które widziałam w drodze na lotnisko? Czy to przeze mnie? Chcieli dostać mnie?
Do pokoju zajrzał dyspozytor w odblaskowej żółtej kurtce.
– Nie, nie, to nie miało nic wspólnego z tobą – uspokoił ją Widgett.
– Proszę kończyć – szepnął Brown. – Zaraz zamkną drzwi.
– Panie profesorze, samolot zaraz odleci.
– W porządku, pysznie. Ruszaj więc – powiedział Widgett. – Szkoda, żebyś po tym wszystkim spóźniła się na samolot. Powodzenia i, och, hmm… co do Feramo… Myślę, że powinnaś najdłużej jak się da nie wyprowadzać go z błędu.
– To znaczy?
– Och, no wiesz… te typy idealizują dziewczynę, stawiają ją na piedestale, a kiedy dziewczyna nie odpowiada ich mrzonkom, mogą stać się niemili. Po prostu, hm, trzymaj go na dystans. Miej oczy i uszy otwarte. I pamiętaj, wystarczy, że krzykniesz, a Rich zaraz zjawi się z odsieczą.
Olivia pognała do samolotu. Ledwo drzwi się za nią zamknęły, ktoś podał jej dywan. Na próżno starała się go upchnąć w schowku nad głową, czemu złowrogo przyglądała się stewardesa. Dopiero kiedy kapitan wyłączył napis „ZAPIĄĆ PASY”, a światła Kairu powoli nikły w oddali, mogła spojrzeć w dół na bezkresną, pustą ciemność Sahary i zastanowić się nad słowami Widgetta. Uświadomiła sobie, że chyba byłoby o niebo mądrzej, gdyby w ogóle nie znalazła się na pokładzie tego samolotu.
50
Scott Rich stał na pokładzie jednostki CIA, USS Ardeche i czekał, aż na nocnym niebie zabłysną światła nadlatującego samolotu Olivii. Wybrzeże Sudanu, z czerwonymi punkcikami płonących na pustyni ognisk odcinało się ciemnym zarysem na tle nieba. Morze było całkowicie spokojne. Choć noc była bezksiężycowa, na niebie płonęły miliardy gwiazd.
Usłyszał ryk zbliżającego się odrzutowca, jeszcze zanim pojawiły się jego światła. Samolot podchodził do lądowania w Port Sudan. Scott zbiegł pod pokład i naciskając przełączniki, pobudził panel kontrolny do życia. Za kilka minut GPS przechwyci sygnał emitowany z kolczyka Olivii. Abdul Obeid, agent CIA, noszący identyfikator Hiltona, odbierze ją z hali przylotów i przewiezie do portu, gdzie już czekała na nich łódź motorowa. Jeszcze przed świtem dowiezie Olivię na pokład USS Ardeche, gdzie Feramo już jej nie dosięgnie.
Rzadki uśmiech rozjaśnił twarz Scotta Richa, gdy na ekranie pojawiło się migające czerwone światełko. Nacisnął przycisk.
– Mamy ją – powiedział. – Jest na lotnisku.
Idąc w ślad za sennymi pasażerami w stronę obskurnej komory celnej, Olivia stwierdziła, że ogarniają nastrój pogrążonego w hibernacji żółwia, jaki zwykle towarzyszyła'ej na afrykańskich lotniskach. Ujrzała facetów z kontroli paszportowej w brązowych butach z laminatu, tonących w stosach papierzysk. Nigdy nie mogła pojąć, jak sobie radzą bez pomocy komputerów, ale jakoś im się to udawało. Kiedyś wybrała się do Chartumu bez odpowiedniej wizy i przyszło jej spędzić na lotnisku dwanaście godzin. A gdy przyjechała tam po raz kolejny, nie wiadomo jakim cudem pamiętali tamto zdarzenie i znowu ją zapuszkowali. Nadeszła jej kolej, więc podała urzędnikowi swoje dokumenty. Facet przyjrzał im się pozornie obojętnie, po czym powiedział:
– Jedną chwileczkę.
„Niech to szlag”, przemknęło jej przez myśl, starała się jednak zachować miły wyraz twarzy, świadczący, że niczego nie podejrzewa. Najgłupsze, co można było zrobić, to dać się ponieść nerwom w obecności afrykańskiego urzędnika. Po kilku minutach gość wrócił w towarzystwie postawnego mężczyzny w wojskowym mundurze khaki, ze zbyt mocno zaciśniętym pasem na pokaźnym brzuchu.
– Pozwoli pani ze mną, panno Joules – rzekł wojskowy, prezentując w uśmiechu bieluteńkie zęby. – Witamy w Sudanie. Nasz wielce szanowny przyjaciel oczekuje pani.
„Kochane stare MI6”, pomyślała, wchodząc za urzędnikiem do prywatnego biura.
W drzwiach pojawił się człowiek ubrany w białą galabiję i turban i przedstawił się jako Abdul Obeid. Porozumiewawczo kiwnęła mu nieznacznie głową. Wszystko szło zgodnie z planem. Miała przed sobą miejscowego agenta CIA. Zabierze ją do Hiltona, po drodze wręczając broń (którą miała zamiar zgubić najszybciej, jak to tylko możliwe) i zapoznając z najnowszą sytuacją i zmianą planów, jeżeli takowa nastąpiła. Olivia zadzwoni do Feramo, przez noc odpocznie w Hiltonie, przygotuje się i rano się z nim spotka. Abdul Obeid zaprowadził ją na parking przy biurze, gdzie czekał na nich elegancki samochód z napędem na cztery koła. Kierowca usłużnie czekał przy otwartych drzwiach.
– Słyszał pan, że Manchester wygrał puchar? – spytała, sadowiąc się na tylnym siedzeniu.
Gdy samochód wyjeżdżał z parkingu, czekała, aż zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami Abdul odpowie: „Proszę mi o tym nie wspominać, bo ja kibicuję Arsenałowi”. On jednak milczał.
Odrobinę się zaniepokoiła.
– Jak daleko jest do hotelu? – spytała.
Wciąż jeszcze było ciemno. Przejeżdżali obok pordzewiałych bud. Na poboczach widziała śpiących ludzi, grzebiące w śmieciach bezdomne psy i koty. Hilton znajdował się w pobliżu morza i portu, lecz oni najwyraźniej zmierzali w stronę wzgórz.