Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Zielona Mila
Zielona Mila - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Zielona Mila

Электронная книга - «Zielona Mila». Краткое содержание книги:

Rok 1932. W USA trwa Wielki Kryzys; panuje głód i bezrobocie. Paul Edgecombe pracuje jako strażnik w więzieniu Cold Mountain, do którego trafiają ci, na których państwo postawiło już krzyżyk. To dla nich przeznaczone jest specjalne pomieszczenie przylegające do bloku E, gdzie na drewnianym podium stoi krzesło elektryczne zwane Starą Iskrówą. Ostatnia droga każdego z więźniów będzie prowadzić po zielonym linoleum.
Nikt nie wydaje się bardziej zasługiwać na śmierć niż John Coffey, czarny olbrzym, skazany za przerażającą zbrodnię, której dopuścił się na dwóch małych dziewczynkach. Nie mogłem nic pomóc, powtarzał, gdy go schwytano. Próbowałem to cofnąć, ale było już za późno… Ten, kto sądzi, że wymierzenie sprawiedliwości okaże się łatwe i proste, jest w wielkim błędzie – o czym przekona się podejmując z Johnem Coffeyem koszmarną podróż przez Zieloną Milę…
1 ... 55 56 57 58 59 60 61 62 63 ... 96
Перейти на страницу:

Brutal pokiwał głową.

– Dotyk i oddech. Zupełnie jak w opowieściach tych krzykaczy, którzy głoszą dobrą nowinę.

– Módlmy się do Jezusa, Pan jest naszą ostoją – powiedziałem.

– Nie wiem, czy Pan Jezus ma z tym coś wspólnego – stwierdził Brutal – ale John Coffey jest chyba obdarzony szczególną mocą.

– No dobrze – odezwał się Dean. – Skoro twierdzicie, że wszystko to się wydarzyło, chyba w to wierzę. Niezbadane są ścieżki opatrzności. Lecz co to ma wspólnego z nami?

To było zasadnicze pytanie, nieprawdaż? Wziąłem głęboki oddech i powiedziałem im, co chcę zrobić. Słuchali bez słowa. Nawet Brutal, który lubił czytać opowiadania o małych zielonych ludzikach z kosmosu, zupełnie oniemiał. Tym razem, kiedy skończyłem, zapadło jeszcze dłuższe milczenie i nikt nie sięgał po sandwicze.

– Jeśli nas złapią, Paul, stracimy robotę – odezwał się w końcu łagodnym i rozsądnym tonem Brutus Howell – i będziemy mieli cholerne szczęście, jeśli na tym się skończy. Wylądujemy najprawdopodobniej na państwowym wikcie w bloku A. Będziemy szyli portfele i chodzili parami do łaźni.

– To całkiem możliwe – zgodziłem się.

– Rozumiem w pewnym stopniu, co czujesz – kontynuował Brutus. – Znasz Mooresa lepiej od nas… jest nie tylko twoim szefem, ale przyjacielem… i znasz chyba bardzo dobrze jego żonę.

– Jest najsłodszą kobietą na tej ziemi – powiedziałem. – On nie widzi za nią świata.

– My nie znamy jej tak dobrze jak ty i Janice – odparł Brutal.

– Na pewno byście ją polubili – stwierdziłem. – Gdybyście znali tę kobietę, nim ta rzecz chwyciła ją w swoje szpony, na pewno byście ją polubili. Melinda udziela się społecznie, jest pobożna i życzliwa. A co więcej, jest wesoła. W każdym razie była. Słuchając jej człowiek czasami zaśmiewał się, aż łzy płynęły mu po policzkach. Ale nie dlatego chcę ją uratować, jeśli to w ogóle możliwe. Chcę to zrobić, bo wszystkie okropności, które się jej przytrafiły, to po prostu hańba. Hańba dla oczu, dla uszu i dla duszy.

– To bardzo szlachetnie z twojej strony – mruknął Brutal – lecz nie wierzę, że akurat tak cię to poruszyło. Myślę, że prawdziwym powodem jest to, co przydarzyło się Delowi. Chcesz jakoś wyrównać rachunek.

Miał rację. Jasne, że miał. Znałem Melindę Moores lepiej niż oni, chyba jednak nie aż tak bardzo, żeby narażać ich na utratę pracy… a być może nawet wolności. Ich i oczywiście siebie. Miałem dwoje dorosłych dzieci i nie chciałem, żeby pewnego pięknego dnia moja żona musiała zawiadomić je, że ojciec stanie przed sądem oskarżony… no właśnie, o co dokładnie? Nie bardzo wiedziałem. Najprawdopodobniej o pomoc w ucieczce.

Śmierć Eduarda Delacroix była najszkaradniejszą, najpodlejszą rzeczą, jaką widziałem w życiu – nie tylko w mojej pracy, ale w całym swoim życiu – i ponosiłem za nią część winy. Wszyscy byliśmy winni, ponieważ pozwoliliśmy Percy’emu Wetmore’owi kierować egzekucją wiedząc, że zupełnie nie nadaje się do pracy na bloku E. Podporządkowaliśmy się regułom gry. Współwinny był nawet dyrektor Moores. “Ugotujecie mu jaja, bez względu na to, czy Wetmore będzie, czy nie będzie wchodził w skład zespołu”, powiedział i być może było to słuszne, biorąc pod uwagę to, co zrobił mały Francuz, w rezultacie jednak Percy ugotował mu nie tylko jaja; w rezultacie wywalił mu gałki oczne z oczodołów i spalił całą cholerną twarz. I dlaczego? Dlatego że Del był sześciokrotnym mordercą? Nie. Dlatego że Percy zlał się w portki, a mały Francuz miał czelność się z niego śmiać. Byliśmy współwinni potwornego czynu, a Percy’emu miało to ujść na sucho. Czysty jak lilia odchodził do Briar Ridge, gdzie czekał na niego cały dom wariatów, na których mógł się wyżywać. Nie potrafiliśmy na to nic poradzić, ale nie było być może za późno, aby zmyć trochę brudu z własnych rąk.

– W moim kościele nie nazywają tego wyrównaniem rachunku, lecz pokutą – powiedziałem. – W gruncie rzeczy chodzi o to samo.

– Naprawdę sądzisz, że Coffey potrafi ją uratować? – zapytał cichym przestraszonym głosem Dean. – Że… niby co? Wyssie jej po prostu guza z głowy? Jakby to była pestka brzoskwini?

– Sądzę, że potrafi. Nie można mieć oczywiście stuprocentowej pewności, ale po tym, co zrobił ze mną… i z Panem Dzwoneczkiem…

– Ta mysz była naprawdę ciężko poharatana – mruknął Brutal.

– Ale czy on to zrobi? – zastanawiał się na głos Harry. – Czy on to zrobi?

– Jeśli tylko potrafi, na pewno to zrobi – odparłem.

– Dlaczego? Przecież nawet jej nie zna!

– Ponieważ tym właśnie się zajmuje. Do tego powołał go Bóg.

Brutal udał, że rozgląda się dookoła, przypominając nam w ten sposób, że o kimś zapomnieliśmy.

– A co z Percym? Myślicie, że nam na to pozwoli? – zapytał, a ja wyjaśniłem im wtedy, co mam zamiar zrobić z Percym. Kiedy skończyłem, Harry i Dean spojrzeli na mnie z osłupieniem. Brutal nie mógł powstrzymać niechętnego uśmiechu.

– To szczyt bezczelności, bracie Paulu – stwierdził z podziwem. – Z wrażenia zapiera mi dech.

– Ale czy to nie jest coś kapitalnego! – szepnął Dean, a potem roześmiał się głośno i klasnął w dłonie niczym dziecko. – Hip hip hura i czuj czuj czuwaj!

Musicie zrozumieć, że Deana szczególnie zainteresowała ta część mojego planu, która dotyczyła Wetmore’a; o mało nie przejechał się na tamten świat, kiedy Percy nie ruszył małym palcem w trakcie awantury z Whartonem.

– Bardzo ładnie, ale co będzie potem? – zapytał Harry. Powiedział to ponurym tonem, lecz zdradzały go oczy; oczy człowieka, który chce, aby przekonano go, że się myli. – Co będzie potem?

– Powiadają, że trup nie opowie już nikomu żadnej historii – mruknął Brutal i rzuciłem mu szybkie spojrzenie, żeby upewnić się, że żartuje.

– Moim zdaniem Percy będzie trzymał gębę na kłódkę – powiedziałem.

– Na pewno? – zapytał z powątpiewaniem Dean, po czym zdjął okulary i zaczął je czyścić. – Dlaczego tak sądzisz?

– Po pierwsze, nie będzie wiedział, co się naprawdę stało… osądzi nas po sobie i uzna, że to był tylko głupi żart. Po drugie, będzie się bał cokolwiek powiedzieć. Na to najbardziej liczę. Uprzedzimy go, że jeśli zacznie pisać listy i dzwonić do różnych ludzi, my też zaczniemy dzwonić i pisać listy.

– Na temat egzekucji – mruknął Harry.

– Na temat egzekucji i tego, jak stał w miejscu, kiedy Wharton dusił Deana – wyjaśnił Brutal. – Wydaje mi się, że ujawnienia tej historii Percy boi się najbardziej. – Pokiwał w zamyśleniu głową. – To może się udać, Paul. Czy nie prościej byłoby jednak przywieźć panią Moores do Coffeya, zamiast wozić Coffeya do pani Moores? Moglibyśmy zaopiekować się Percym tak, jak zaproponowałeś, a potem przywieźć ją tunelem, zamiast wyprowadzać tamtędy Coffeya.

Potrząsnąłem głową.

– Nie ma mowy.

– Z powodu dyrektora Mooresa?

– Zgadza się. To zatwardziały sceptyk. Przy nim niewierny Tomasz wygląda jak Joanna d’Arc. Pojawiając się w jego domu, zaskoczymy go i może pozwoli Coffeyowi przynajmniej spróbować. W innym wypadku…

– Jakiego zamierzałeś użyć pojazdu? – przerwał mi Brutal.

– Z początku pomyślałem o karetce – odparłem – ale nie udałoby nam się chyba wyjechać nią niepostrzeżenie z więzienia, a poza tym w promieniu dwudziestu mil wszyscy wiedzą, jak wygląda. Pojedziemy chyba moim fordem.

– Zastanów się – powiedział Dean, zakładając z powrotem okulary. – Nie zdołałbyś zapakować Johna Coffeya do swojego samochodu, gdybyś nawet rozebrał go do naga, wysmarował smalcem i użył łyżki do butów. Od tak dawna mu się przyglądasz, że zapomniałeś, jaki jest duży.

1 ... 55 56 57 58 59 60 61 62 63 ... 96
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)