Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Zielona Mila
Zielona Mila - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Zielona Mila

Электронная книга - «Zielona Mila». Краткое содержание книги:

Rok 1932. W USA trwa Wielki Kryzys; panuje głód i bezrobocie. Paul Edgecombe pracuje jako strażnik w więzieniu Cold Mountain, do którego trafiają ci, na których państwo postawiło już krzyżyk. To dla nich przeznaczone jest specjalne pomieszczenie przylegające do bloku E, gdzie na drewnianym podium stoi krzesło elektryczne zwane Starą Iskrówą. Ostatnia droga każdego z więźniów będzie prowadzić po zielonym linoleum.
Nikt nie wydaje się bardziej zasługiwać na śmierć niż John Coffey, czarny olbrzym, skazany za przerażającą zbrodnię, której dopuścił się na dwóch małych dziewczynkach. Nie mogłem nic pomóc, powtarzał, gdy go schwytano. Próbowałem to cofnąć, ale było już za późno… Ten, kto sądzi, że wymierzenie sprawiedliwości okaże się łatwe i proste, jest w wielkim błędzie – o czym przekona się podejmując z Johnem Coffeyem koszmarną podróż przez Zieloną Milę…
1 ... 58 59 60 61 62 63 64 65 66 ... 96
Перейти на страницу:

Za drzwiami kuchni obejrzałem się uważnie i nie widząc nic, co mogłoby mnie zaniepokoić, ruszyłem przez tor do krokieta i zielone pole, zajadając jedną z grzanek, które dostałem od George’a. Znalazłszy się za osłoną drzew, trochę zwolniłem i idąc ścieżką zorientowałem się, że mój umysł wraca do dnia, który nastąpił po strasznej egzekucji Eduarda Delacroix.

Tamtego ranka rozmawiałem z Halem Mooresem. Powiedział mi, że guz mózgu sprawił, iż Melinda zupełnie niespodziewanie zaczyna przeklinać i używać brzydkich wyrazów… co moja żona określiła potem (zastrzegając się, że nie wie, czy to na pewno to samo) jako syndrom Tourette’a. Ton jego głosu oraz świeża pamięć tego, jak John Coffey wyleczył moją infekcję dróg moczowych i złamany kręgosłup oswojonej myszy Dela, skłoniły mnie w końcu do przekroczenia granicy, która biegnie między myśleniem o zrobieniu czegoś i zrobieniem tego.

I było coś jeszcze. Coś, co wiązało się z rękoma Johna Coffeya i z moim butem.

Zadzwoniłem więc do ludzi, z którymi pracowałem – ludzi, którym po wszystkich tych latach powierzyłbym własne życie – do Deana Stantona, Harry’ego Terwilligera i Brutusa Howella. Przyszli do mnie na lunch dzień po egzekucji Delacroix i wysłuchali cierpliwie mojego planu. Wiedzieli oczywiście wszyscy, że Coffey uzdrowił mysz; Brutal widział to na własne oczy. I dlatego, kiedy oznajmiłem, że cud może się powtórzyć, jeśli zabierzemy Johna Coffeya do Melindy Moores, nie zaśmiali mi się w twarz. To Dean Stanton zadał najbardziej kłopotliwe pytanie: co będzie, jeśli John Coffey ucieknie nam podczas tej nocnej eskapady?

– I co będzie, jeśli zabije kogoś jeszcze? – dodał. – Nie chciałbym stracić roboty i nie chciałbym za nic wylądować w kryminale; mam żonę i dzieciaki, których byt zależy ode mnie… ale chyba najbardziej nie chciałbym mieć na sumieniu kolejnej małej dziewczynki.

W tym momencie zapadła cisza. Cała trójka wlepiła we mnie wzrok czekając, jak na to zareaguję. Wiedziałem, że wszystko się zmieni, kiedy powiem im to, co miałem na końcu języka; doszliśmy do punktu, po przekroczeniu którego wycofanie się wydawało się prawie niemożliwe.

Tyle że ja już go chyba przekroczyłem. Otworzyłem usta i powiedziałem…

2

– To się nie zdarzy.

– Jak, na litość boską, możesz tego być taki pewien?

Milczałem. Nie wiedziałem, od czego zacząć. Zdawałem sobie oczywiście sprawę, że do tego dojdzie, ale nie miałem pojęcia, jak powiedzieć im to, co tkwiło w mojej głowie i sercu. Pomógł mi Brutal.

– Nie wierzysz, że on to zrobił, prawda, Paul? – zapytał z niedowierzaniem. – Uważasz, że ten wielki głupol jest niewinny.

– Jestem tego pewien – oznajmiłem.

– Jak to?

– Świadczą o tym dwie rzeczy – odparłem. – Jedną z nich jest mój but.

– Twój but? – zawołał Brutal. – Jaki związek może mieć twój but z tym, czy John Coffey zamordował, czy też nie zamordował tych dwóch dziewczynek?

– Zeszłej nocy zdjąłem z nogi but i dałem mu go – powiedziałem. – To było już po egzekucji, kiedy sytuacja na bloku trochę się uspokoiła. Wsunąłem but przez kraty, a on wziął go w te swoje wielkie dłonie. Kazałem mu zawiązać sznurowadła. Musiałem mieć pewność, rozumiecie, ponieważ wszystkie nasze trudne dzieci noszą normalnie kapcie. Facet, który chce naprawdę popełnić samobójstwo, może, jeśli się uprze, zrobić to za pomocą sznurowadeł. Wszyscy o tym dobrze wiemy.

Dean, Harry i Brutal pokiwali głowami.

– Położył but na kolanach i przeplótł prawidłowo sznurowadło, ale potem kompletnie zgłupiał. Stwierdził, że ktoś na pewno pokazał mu, jak to się robi, kiedy był małym chłopcem… może ojciec, a może jeden z przyjaciół, których matka miała po odejściu ojca… lecz teraz zapomniał tej sztuczki.

– Zgadzam się z Brutalem – przerwał mi Dean. – Wciąż nie wiem, jaki związek ma twój but z tym, czy Coffey zabił, czy nie zabił bliźniaczek Dettericków.

Opowiedziałem im więc na nowo historię porwania i morderstwa: to, co przeczytałem, siedząc tamtego upalnego dnia w więziennej bibliotece, z palącym bólem w kroczu i chrapiącym w kącie Gibbonsem, a także to, czego dowiedziałem się później od reportera o nazwisku Hammersmith.

– Pies Dettericków nie był zbyt agresywny, ale potrafił szczekać zajadle – wyjaśniłem. – Mężczyzna, który porwał dziewczynki, uciszył go, karmiąc kiełbasą. Myślę, że podając mu kolejne kawałki, podkradał się coraz bliżej i kiedy kundel wcinał ostatni, złapał go za łeb i ukręcił kark. Później, kiedy dogonili Coffeya, zastępca szeryfa, facet, który dowodził pogonią… nazywał się Rob McGee… zauważył, że coś wypycha kieszeń kombinezonu Coffeya. McGee pomyślał, że to może być pistolet. Coffey powiedział, że to drugie śniadanie, i okazało się, że nie kłamał; w kieszeni miał kilka sandwiczy i pikle, opakowane w gazetę i obwiązane sznurkiem. Coffey pamiętał tylko, że dała mu je kobieta w fartuchu.

– Sandwicze i pikle, ale ani kawałka kiełbasy – powiedział Brutal.

– Ani kawałka – potwierdziłem.

– Oczywiście – mruknął Dean. – Nakarmił nią tego psa.

– Tak przynajmniej utrzymywał prokurator podczas procesu – podjąłem. – Jeśli jednak Coffey rozpakował drugie śniadanie i dał kiełbasę psu, jak udało mu się z powrotem związać sznurkiem gazetę? Nie wiem, kiedy miałby w ogóle to zrobić, ale na razie w to nie wnikajmy. Facet nie potrafi nawet zawiązać kokardki.

Przez chwilę wszyscy milczeli, porażeni moim odkryciem.

– Niech mnie kule – odezwał się w końcu cichym głosem Brutus. – Jak to się stało, że nikt nie zwrócił na to uwagi podczas procesu?

– Nikt o tym nie pomyślał – odparłem i znowu przypomniał mi się ten reporter, Hammersmith, który studiował w Bowling Green i lubił uważać się za oświeconego, Hammersmith, który powiedział mi, że Murzyn jest podobny do kundla, że jeden i drugi potrafią znienacka i bez żadnego powodu capnąć człowieka. Tyle że on mówił “pańscy Murzyni”, tak jakby wciąż do kogoś należeli… ale nie do niego. Nie, nie do niego. Nigdy w życiu. W tym czasie na Południu pełno było takich Hammersmithów. – Tak naprawdę nikt nie był przygotowany, żeby o tym pomyśleć. Łącznie z adwokatem Coffeya.

– Lecz ty na to wpadłeś – stwierdził Harry. – Do diabła, chłopcy, mamy wśród nas prawdziwego Sherlocka Holmesa.

W jego głosie brzmiała zarówno kpina, jak i podziw.

– Odpuśćcie sobie – mruknąłem. – Ja też bym o tym nie pomyślał, gdybym nie porównał tego, co Coffey powiedział Robowi McGee, z tym, co usłyszałem od niego, kiedy wyleczył moją infekcję i kiedy uzdrowił tę mysz.

– Co to takiego? – zapytał Dean.

– Gdy wchodziłem do jego celi, czułem się jak zahipnotyzowany. Miałem wrażenie, że nie zdołam oprzeć się jego woli, jeśli nawet będę próbował.

– Nie bardzo mi się to podoba – stwierdził Harry, wiercąc się nerwowo na krześle.

– Zapytałem, czego chce, a on odpowiedział: “Tylko pomóc”. Pamiętam to bardzo wyraźnie. A kiedy było już po wszystkim i poczułem się lepiej, on o tym dobrze wiedział. “Pomogłem”, stwierdził. “Pomogłem, prawda?”.

Brutal pokiwał głową.

– Tak samo było z tą myszą. “Pomogłeś”, powiedziałeś mu, a Coffey powtórzył za tobą jak papuga: “Pomogłem myszy Dela”. Czy wtedy już się domyśliłeś? To było wtedy, prawda?

– Tak, chyba wtedy. Pamiętałem, co oświadczył zastępcy McGee, kiedy ten spytał go, co się stało. Przytaczali to prawie w każdej relacji o morderstwie. “Nie mogłem nic pomóc. Próbowałem to cofnąć, ale było za późno”. Facet wielki jak dom mówi to, trzymając w rękach dwie martwe dziewczynki, białe i jasnowłose. Nic dziwnego, że opacznie to sobie wytłumaczyli. Zrozumieli to w sposób, który zgadzał się z tym, co widzieli, a to, co widzieli, było czarne. Myśleli, że Coffey przyznaje się do winy, że mówi o wewnętrznym przymusie, który kazał mu porwać te dziewczynki, zgwałcić je i zabić. I o tym, że w pewnym momencie oprzytomniał i próbował się opanować…

1 ... 58 59 60 61 62 63 64 65 66 ... 96
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)