Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Wielkie Polowanie
Wielkie Polowanie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wielkie Polowanie

Электронная книга - «Wielkie Polowanie». Краткое содержание книги:

Wielkie Polowanie
1 ... 55 56 57 58 59 60 61 62 63 ... 217
Перейти на страницу:

Jednooki mężczyzna zniknął już w otwartych drzwiach, a Ingtar donośnym głosem zawołał:

— Nie uczynimy ci krzywdy, dobra pani. Jesteśmy lennikami lorda Agelmara, z Fal Dara. Nie bój się. Nie wyrządzimy ci krzywdy.

Okno na szczycie dachu otworzyło się i Uno wystawił głowę na zewnątrz, rozglądając się dziko. Rzucił przekleństwo i zniknął na powrót we wnętrzu. Jego powrotowi towarzyszyło zamieszanie i głuche uderzenia, jakby kopniakami torował sobie drogę przez dom. Na koniec pojawił się w drzwiach.

— Uciekła, mój panie. Ale była tam. Kobieta w białej sukni, w oknie. Widziałem ją. Mam wrażenie, że przez chwilę widziałem ją w środku, ale potem uciekła i... — Wciągnął głęboko oddech. — Dom jest pusty, mój panie.

Miarą jego podniecenia mogło być to, że nie przeklinał.

— To franki! — wymruczał Mat. — Gonił przeklęte firanki.

Uno rzucił mu ostre spojrzenie, potem wrócił do konia.

— Gdzie oni zniknęli? — zapytał Rand Loiala. — Myślisz, że uciekli, kiedy nadeszli Sprzymierzeńcy Ciemności? „I trolloki, i Myrddraal. I to coś jeszcze gorszego, co wyczuwał Hurin. Sprytni ludzie, jeśli zmykali tak szybko, jak się dało”.

— Obawiam się, Rand, że Sprzymierzeńcy Ciemności zabrali ich ze sobą. — Powiedział wolno Loial. Warknął, na jego twarzy pojawił się grymas, który upodobnił jego szeroki nos do zwierzęcego pyska. — Dla trolloków.

Rand przełknął ślinę i pożałował, że w ogóle zapytał. Rozmyślania o tym, w jaki żywią się trolloki, nie należały do przyjemnych.

— Cokolwiek tutaj się stało — podsumował Ingtar — zrobili to nasi Sprzymierzeńcy Ciemności. Hurin, czujesz przemoc? Zabijanie? Hurin!

Węszyciel wyprostował się w siodle i dziko rozejrzał dookoła. Wpatrywał się w przeciwległy brzeg rzeki.

— Czy przemoc, mój panie? Tak. Lecz zabijanie, nie. Lub nie dokładnie. — Spojrzał z ukosa na Perrina. — Nigdy przedtem nie czułem czegoś takiego, mój panie. Na pewno jednak ktoś tutaj cierpiał.

— Czy na pewno przeprawili się przez rzekę? Może znowu zawrócili?

— Pokonali rzekę, mój panie. — Hurin niespokojnie wpatrywał się w drugi brzeg. — Przeprawili się. Ale co robili na drugim brzegu... — Wzruszył ramionami.

Ingtar pokiwał głową.

— Uno, chcę mieć ten prom tutaj. I zanim się nie przeprawimy, wyślij zwiadowców na drugi brzeg. To, że tutaj nie ma zasadzki, nie oznacza, że nie napadną nas, gdy będziemy rozdzieleni przez rzekę. Prom nie wygląda na wystarczająco duży, byśmy w nim wszyscy pomieścili się naraz. Dopilnuj tego.

Uno skłonił się i po chwili Ragan oraz Masema pomagali sobie ściągać zbroje. Rozebrani do przepasek, ze sztyletami wetkniętymi z tyłu na plecach, potruchtali do rzeki na krzywych nogach jeźdźców i już po chwili byli w wodzie, przesuwając się, dłoń za dłonią, wzdłuż grubej liny, po której kursował prom. Pośrodku rzeki przewód opuszczał się na tyle, że zamoczyli się po pas, a prąd był silny i ściągał ich do rzeki. Niemniej w krótkim czasie, szybciej niźli Rand się spodziewał, zaczęli wdrapywać się na żebrowane burty promu, pomagając sobie wzajemnie. Potem wyciągnęli sztylety i zniknęli w lesie.

Po jakimś czasie, który zdawał się trwać wieczność, pojawili się na powrót i wolno rozpoczęli przeciągać prom przez rzekę. Barka przybiła do brzegu poniżej wioski, a Masema przycumował ją do brzegu. Natomiast Ragan podbiegł do miejsca, w którym czekał Ingtar. Jego twarz była blada, blizna na policzku w kształcie strzały wyostrzyła się, głos drżał.

— Tamten brzeg... Nie ma zasadzki na tamtym brzegu, mój panie, ale... — Skłonił się głęboko, wciąż mokry i drżący po wyprawie. — Mój panie, sam musisz to zobaczyć. Wielki kamienny dąb, pięćdziesiąt kroków na południe od miejsca, w którym przybija prom. Nie mogę powiedzieć słowa. Musisz to sam zobaczyć.

Ingtar zmarszczył brwi. Patrzył to na Ragana, to na brzeg. Ostatecznie powiedział.

— Dobrze się spisałeś, Ragan. Obaj dobrze się spisaliście. — Głos mu się nieco ożywił. — Znajdź w domach coś, żeby mogli się osuszyć, Uno. I sprawdź, czy ktoś nastawił wodę na herbatę. Wlej w nich coś gorącego, jeśli możesz. Potem przepraw drugą rotę i juczne zwierzęta. — Odwrócił się do Randa. — Cóż, jesteś gotowy zobaczyć drugi brzeg Erinin?

Nie czekając na odpowiedź pojechał w dół, do promu, wiodąc Hurina i połowę lansjerów.

Rand wahał się jedynie przez chwilę, po czym ruszył za nim. Ku jego zaskoczeniu okazało się, że Perrin pojechał jako pierwszy, na jego twarzy gościł ponury grymas zawziętości. Kilku lansjerów, wśród gburowatych żartów, zsiadło z koni, by chwycić linę i przeciągnąć prom na drugą stronę.

Mat czekał do ostatniej chwili i dopiero kiedy jeden z Shienaran odcumowywał prom, spiął konia i wepchnął się na pokład.

— Wcześniej czy później i tak muszę to zrobić — powiedział zadyszany, nie zwracając się do nikogo w szczególności. — Muszę go znaleźć.

Rand potrząsnął głową. Ponieważ Mat wyglądał tak zdrowo jak zawsze, niemal zapomniał, po co wyruszył w drogę.

„Znaleźć sztylet. Niech Ingtar zdobędzie Róg. Ja chcę tylko sztyletu dla Mata”.

— Znajdziemy go, Mat.

Mat popatrzył spode łba, okraszając ponure spojrzenie szyderczym grymasem adresowanym do jego płaszcza, i odwrócił się. Rand westchnął.

— Wszystko wróci do normy, Rand — powiedział cicho Loial. — Jakoś się ułoży.

Kiedy odbili od brzegu, prąd szarpnął promem, naciągnięta lina wydała ostry trzask. Lansjerzy dziwnie wyglądali jako przewoźnicy, spacerując po pokładzie w hełmach i zbrojach, z mieczami przytroczonymi na plecach, lecz stosunkowo dobrze dawali sobie radę.

— W taki sposób opuściliśmy dom — powiedział nagle Perrin. — W Taren Ferry. Buty przewoźników łomotały po pokładzie, woda gulgotała przy burtach. Tak opuściliśmy dom. Tym razem będzie gorzej.

— Jak może być jeszcze gorzej? — zapytał Rand.

Perrin nie odpowiedział. Wpatrywał się w drugi brzeg, a jego złote oczy niemal świeciły własnym blaskiem. Nie było w nich jednak entuzjazmu.

Po chwili Mat zapytał:

— Jak może być jeszcze gorzej?

— Będzie. Czuję to.

To było wszystko, co Perrin powiedział. Hurin spojrzał na niego nerwowo, ale przecież Hurin wydawał się nieustannie popatrywać nerwowo, od chwili kiedy opuścili Fal Dara.

Prom przybił do południowego brzegu z głuchym, pustym odgłosem mocnych desek ocierających się o twardą glinę, niemalże wślizgując się pod zwisające gałęzie drzew, a Shienaranie ciągnący linę na powrót dosiedli koni, wyjąwszy dwóch, którym Ingtar kazał wrócić promem po resztę. Pozostali ruszyli za lordem na brzeg.

— Pięćdziesiąt kroków do wielkiego kamiennego dębu — powiedział Ingtar, gdy wjechali między drzewa.

Jego głos brzmiał nad wyraz rzeczowo. Jeśli Ragan nawet mówić o tym nie mógł... Niektórzy żołnierze poprawili miecze na plecach i trzymali lance gotowe do boju.

Początkowo Rand pomyślał, że postacie, zwisające na ramionach z grubych gałęzi kamiennego dębu, to strachy na wróble. Szkarłatne strachy na wróble. Potem rozpoznał twarze. Changu i ten drugi człowiek, który stał z nim na warcie. Nidao. Oczy wytrzeszczone, zęby wyszczerzone bólem rozwierającym usta. Żyli długo jeszcze po tym, jak wszystko się zaczęło.

W gardle Perrina odezwał się głos, niemalże warczenie.

— Najgorsze, co w życiu widziałem — powiedział Hurin słabym głosem. — Najgorsze, co w życiu czułem, wyjąwszy lochy Fal Dara tamtej nocy.

Rand szaleńczo poszukiwał pustki. Płomień jakby się pojawił, coś jak mdłe światło pełgające w rytm konwulsyjnego przełykania śliny, ale odszedł, zanim zdążył owinąć się pustką. Mdłości pulsowały jednak w pustce wraz z nim. Przynajmniej raz nie na zewnątrz, lecz w środku.

1 ... 55 56 57 58 59 60 61 62 63 ... 217
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)