Magom wszystko wolno
- Автор: Дяченко Марина и Сергей
- Язык: польский
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Magom wszystko wolno». Краткое содержание книги:
Jeśli sowa jest zazdrosna o żonę, może to oznaczać, że poświęcasz małżonce więcej uwagi, niż ptaku. Zmień swoje postępowanie. Częściej zwracaj się do sowy w obecności żony, tę zaś ignoruj (Pod nieobecność ptaka bądź dla żony milszy; powinno to oddalić ewentualne niesnaski).
Sowy będące po pięćdziesiątce zwykle same rozmawiają z właścicielami. Ich mowa jest początkowo urywana i niezrozumiała, jednak po pewnym czasie leciwa zdrowa sowa, gdy się rozgada, jest w stanie wygłaszać dziesięciominutowe przemowy. Szczególny efekt wywołują wznoszone przez sowę toasty. Niekiedy sowa może dać jakąś radę, branie jej pod uwagę jest już jednak wyłącznie twoją sprawą. Tylko ktoś, kto przez całe życie sowy traktował ją jak członka najbliższej rodziny, może liczyć na naprawdę pożyteczną poradę.
Jeśli twoja sowa zmarła, twoim obowiązkiem jest pochowanie jej zgodnie z odpowiednim rytuałem. Po trzymiesięcznej żałobie możesz sprawić sobie nową sowę, możesz także pozostać wierny poprzedniemu ptakowi. Mag, który zachowuje wierność zmarłej sowie, nazywa się bezsowcem (bezsówką)”.
* * *
Milczenie stawało się zupełnie niezrozumiale, wręcz niepokojące.
Na pozór wszystko wyglądało bardzo przyzwoicie. Ora miała możliwość umycia się i doprowadzenia do porządku; ja mogłem spędzić godzinę przed kominkiem, tępo spoglądając w ogień. Moje bose stopy wyschły i nieprzyjemnie zaskorupiały.
Gorof milczał. Od chwili, gdy weszliśmy do zamku, nie wymówił ani jednego słowa.
Pojawiał się i znikał. Chodził z kąta w kąt i sowa na jego ramieniu z niezadowoleniem kręciła głową. Patrzył na mnie, w sufit, na swoją prawą rękę, na kominek, na dywan; miałem ochotę zapytać go, gdzie podział się smok. Miałem ochotę zapytać go, co wie o kolorowych kamykach otoczonych welonem cudzej woli. Chciałem też w końcu zapytać, gdzie w zamku znajduje się ustronne miejsce.
On jednak spacerował i sam jego wygląd odbierał ochotę do pytań; powoli uświadamiałem sobie, że moja opowieść wstrząsnęła magiem ponad rangą zi Gorofem znacznie bardziej, niż mogłem przypuszczać.
Pojawiła się Ora; umyta, zadowolona i pachnąca. Zagłębiła się w fotelu obok mnie.
Milczenie się przeciągało. Gorof przechadzał się po pokoju za naszymi plecami.
Z nudów spróbowałem wyobrazić sobie, gdzie znajdują się teraz moje spodnie, bluza, koszula, buty i reszta odzieży. Gdybym miał więcej czasu i sił, mógłbym zakpić sobie z łotrów, którzy mnie ograbili. Choć mój płaszcz niewątpliwie ucierpiał podczas pożaru lasu i był już niezdatny do użytku... Choć za żadne brylanty nie zgodziłbym się ubrać spodni, które zdążył przymierzyć brudny rozbójnik... Byłaby to czysta zemsta, drwina bez żadnej praktycznej korzyści; uśmiechnąłem się marzycielsko.
Jedyny problem polegał na tym, że w obecności pana Gorofa musiałem oszczędzać siły. Tym bardziej, że milczenie z nieuprzejmego stawało się po prostu niebezpiecznym.
Pierwsza nie wytrzymała Ora.
- Najdroższy panie Mart - rzekła łagodnie, niemal przypochlebnie. - Wydaje mi się, że możemy już rozpatrzyć... podzielić się ze sobą...
Gorof gwałtownie poruszył ramieniem, zrzucając drzemiącą na nim sowę. Magiczny ptak runął niczym worek z piaskiem i na sekundę przed zderzeniem z podłogą wszedł w wiraż, unikając hańbiącego upadku.
- Proszę mi wybaczyć - cicho odparł Gorof. - Chodzi o to, że... I znów zamilkł; cierpliwie - za oknami wstawał już świt! - czekaliśmy na jego dalsze słowa.
- Pani Szantalio - Gorof demonstracyjnie zwracał się tylko do Ory. - W rzeczywistości wie pani znacznie więcej, niż ja. Wszak to pani zebrała dwadzieścia jeden kamyków w jednej sakiewce. To pani zdobyła informacje na temat ich właścicieli...
- Wszystko to zrobił pan zi Tabor - poprawiła go ostrożnie Ora. - To wyłącznie jego zasługa.
Gorof bezgłośnie strząsnął z ramienia zaschnięte sowie odchody.
- Tym niemniej to z pani ust, pani Szantalio, po raz pierwszy usłyszałem słowo preparator...
Ora zmieszała się, jakby usłyszała niezasłużoną pochwałę.
- Samo nawinęło mi się na język... Wiadomo, jak lekarze badają budowę ludzkiego ciała. Preparują nieboszczyków, usuwają organy, klasyfikują je...
- Tak - przerwał jej niezbyt grzecznie Gorof. - Tak. A pani uznała, że ten mistrz kamieni preparuje ludzkie dusze?
Schowałem swe brudne, bose nogi głęboko pod fotel. Jeśli dotychczas czułem się niezręcznie, to teraz zrobiło mi się nieswojo.
- Coś” w tym guście - odparła Ora po chwili milczenia.
- Tak - rzekłem szybko, jakbym bał się, że nie zostanę dopuszczony do głosu. - Dokładnie tak to wygląda. Każdy, kto został porwany, kto dostał taki kamyk, stracił jednocześnie jedną z cech swego charakteru. Te cechy są nieraz tak subtelne, że ludzie sami nie zauważali od razu ich utraty. Bądź też w ogóle nie zdawali sobie z tego sprawy i jedynie otoczenie zauważało różnicę. I nie zawsze była to bolesna strata.
Rozwiązałem chusteczkę Ory. Wysypałem uwalane w piasku kamyki wprost na dywan.
- Na przykład ten agat. Rzemieślnik, który go dostał, miał wcześniej w zwyczaju tłuc swą żonę do siniaków. Zaś po porwaniu i preparacji zrobił się łagodny i dobry w stosunku do wszystkich, nie tylko żony. Ten szmaragd dostał się piętnastoletniemu chłopcu, który bał się ciemności, a po tym, jak został porwany i zwrócony, w ogóle przestał odczuwać strach.
Zaciąłem się. Oderwałem wzrok od rozsypanych po dywanie kamyków; Ora i Gorof patrzyli na mnie z napiętą uwagą.
- Albo to kocie oko - rzekłem powoli - i ten kamień księżycowy... Podobnie zresztą jak jaspis... należały do obłąkanych. Przed porwaniem byli to ludzie przy zdrowych zmysłach. Po powrocie stracili rozum. Czy to jakiś błąd preparatora?
Gorof podszedł bliżej. Pochylił się i wziął do ręki jaspisową paszczę nieznanego zwierzęcia. Kamień, od którego wszystko się zaczęło. Wisior barona Jatera starszego.
- Nie - rzekł Gorof, zapominając nawet o tym, że nie powinien ze mną rozmawiać. - To wcale nie musiał być błąd. Po prostu ludzka dusza posiada takie cechy, których usunięcie jest równoznaczne z jej zniszczeniem. To tak, jakby usunąć z „domu” ścianę nośną. Jeśli wybić okno, zdjąć drzwi z zawiasów, czy usunąć jakiś inny element, dom wciąż będzie stał. Jeśli usunie się jednak ścianę nośną, budynek runie.
Za oknami było już zupełnie jasno. W kominku wciąż się paliło i rozbłyski ognia odbijały się w rozsypanych kamieniach.
Patrzyłem na nie niemal z przerażeniem.
Wiedziałem, przypuszczałem coś podobnego... Jednak dopiero teraz, przed tym kominkiem, w pełni uświadomiłem sobie z kim, czy też z czym przyjdzie nam się zmierzyć.
Jeśli się oczywiście nie rozmyślę. Jeśli nie zrezygnuję z zamiaru ukarania właśnie tego, kto pozbawił rozumu i życia starego barona Jatera. Tego, kto patroszy ludzkie dusze.
„Im bardziej sprawiedliwa będzie Kara, im potężniejszy będzie ukarany i im więcej zbrodni będzie miał na sumieniu, tym więcej odkryje się przed panem możliwości...”
Wybacz, staruszku dmuchawcu stojący za kontuarem szatni.
Być może zgrzeszyłem pychą i porwałem się na zbyt... wielki wyczyn.
...A Iwa będzie można okłamać. Powiedzieć mu, że winowajca został ukarany. Nie będzie miał możliwości tego sprawdzić, nie będzie nawet chciał tego robić; jeśli Iw nie kochał ojca, za co ja mam go kochać, sobiepana, tyrana i niegodziwca?! Należy mu się...