Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Śpiąca Laleczka
Śpiąca Laleczka - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Śpiąca Laleczka

Электронная книга - «Śpiąca Laleczka». Краткое содержание книги:

Z kalifornijskiego więzienia ucieka Daniel Pell, skazany na dożywocie za wymordowanie rodziny zamożnego biznesmena. Zbieg przystępuje do realizacji swojego planu, zabijając kolejne ofiary i manipulując ludźmi, z których czyni posłuszne sobie marionetki. Na czele pościgu staje Kathryn Dance, agentka Biura Śledczego Kalifornii. Aby odkryć zamiary psychopatycznego mordercy, zwraca się o pomoc do kobiet należących niegdyś do założonej przez Pella grupy fanatycznie oddanych mu wyznawców. Odpowiedź może także znać Śpiąca Laleczka, dziewczynka, która jako jedyna przeżyła zbrodnię popełnioną przez Pella przed siedmiu laty. Żeby wygrać pojedynek z bezwzględnym zbrodniarzem, Kathryn Dance musi przedrzeć się przez labirynt kłamstw i przemilczeń i dotrzeć do prawdy o przeszłości
1 ... 54 55 56 57 58 59 60 61 62 ... 142
Перейти на страницу:

– Niczego nie wiem. Naprawdę. Daniel Pell nie jest żadnym mężem, bratem ani przyjacielem. To potwór. Wykorzysta! nas. To wszystko. Mieszkałam z nim przez dwa lata i nie umiem powiedzieć nic o tym, co się działo w jego głowie. Musi mi pani uwierzyć. Przysięgam.

Klasyczne sygnały zaprzeczenia świadczące nie o fałszu, ale stresie z przeszłości, z którym nie mogła sobie poradzić.

– Będzie pani doskonale chroniona, jeżeli o to…

– Nie. Przykro mi. Chciałabym pomóc. Musi pani zrozumieć. Zbudowałam sobie nowe życie. Ale kosztowało mnie to mnóstwo pracy i jest takie kruche.

Wystarczyło spojrzeć na jej twarz, przerażone oczy i drżące wargi, by wiedzieć, że kobieta nigdy się nie zgodzi.

– Rozumiem.

– Przykro mi. Po prostu nie mogę.

Samantha odwróciła się i podeszła do domu. W drzwiach obejrzała się i nagle rozpromieniła w uśmiechu.

Czyżby zmieniła zdanie? W Dance wstąpiła nowa nadzieja. Kobieta pomachała do niej.

– Do zobaczenia! – zawołała. – Miło było znów panią widzieć.

Samantha McCoy i jej kłamstwo zniknęły za drzwiami domu.

Rozdział 24

Słyszałeś o tym? – zapytała Susan Pemberton Cesara Gutierreza siedzącego naprzeciw niej w hotelowym barze. Słodząc kawę latte, wskazała na telewizor, gdzie pod sylwetką spikera czytającego wiadomości wyświetlano miejscowy numer telefonu. Gorąca linia w sprawie zbiega.

– Nie powinno być „linia specjalna”? – spytał z powątpiewaniem Gutierrez.

Susan spojrzała na niego zaskoczona.

– Nie mam pojęcia.

Biznesmen ciągnął:

– Nie chcę tego broń Boże lekceważyć. To straszne. Podobno za bił dwie osoby. – Przystojny Latynos wsypał do cappuccino odrobinę cynamonu, brudząc sobie przyprawą spodnie. – No nie, popatrz tylko. Ależ ze mnie niezdara. – Roześmiał się. – Nie można mnie nigdzie zabrać.

Potarł plamę, co tylko pogorszyło sprawę.

– Trudno.

Było to spotkanie w interesach – Susan jako przedstawicielka firmy zajmującej się organizacją imprez miała urządzić przyjęcie z okazji rocznicy ślubu jego rodziców – ale ponieważ trzydziestodziewięcioletnia kobieta była obecnie samotna, mimowolnie otaksowała Gutierreza z osobistego punktu widzenia, zauważając, że jest tylko kilka lat starszy od niej i nie nosi obrączki.

Najpierw omówili szczegóły przyjęcia – drinki na koszt własny, menu złożone z kurczaka i ryby, otwarcie wina, piętnaście minut na odnowienie przysięgi małżeńskiej, a potem tańce przy muzyce serwowanej przez DJ-a.

Teraz gawędzili przy kawie przed jej powrotem do biura, gdzie miała przygotować kosztorys imprezy.

– Może już go złapali. – Gutierrez wyjrzał na zewnątrz, marszcząc brwi.

– Coś nie tak? – spytała Susan.

– Wiem, że to zabawne. Ale kiedy tu wchodziłem, widziałem, jak przed hotelem zatrzymał się jakiś samochód. I wysiadł z niego ktoś trochę podobny do Pella. – Pokazał na telewizor.

– Do kogo? Do mordercy?

Skinął głową.

– A za kierownicą siedziała kobieta.

Spiker właśnie powtórzył, że zbiegowi pomaga młoda kobieta.

– Dokąd poszedł?

– Nie zwróciłem uwagi. Chyba w stronę podziemnego parkingu, obok banku.

Spojrzała w tę stronę. Biznesmen nagle się uśmiechnął.

– Ale to przecież szaleństwo. Niemożliwe, żeby tu był. – Ruchem głowy wskazał jakieś miejsce za bankiem. – Co to za banner? Widziałem go już wcześniej.

– Ach, koncert w piątek. W ramach festiwalu Johna Steinbecka. Czytałeś jego książki?

– Oczywiście – odparł biznesmen. – „Na wschód od Edenu”. „Długa dolina”. Byłaś kiedyś w King City? Cudowne miejsce. Dziadek Steinbecka miał tam ranczo.

Nabożnym gestem położyła dłoń na piersi.

– „Grona gniewu”… najlepsza powieść wszech czasów.

– I w piątek jest koncert? Jaki?

– Jazzowy. Wiesz, w związku z Monterey Jazz Festival. Moim ulubionym.

– Ja też uwielbiam jazz – odrzekł Gutierrez. – Kiedy tylko mogę, przyjeżdżam na festiwal.

– Naprawdę? – Susan powstrzymała chęć, by dotknąć jego ramienia.

– Może spotkamy się na następnym.

– Czasem się martwię… Chciałabym, żeby więcej ludzi słuchało takiej muzyki. Prawdziwej. Dzieciaki chyba w ogóle się nią nie interesują.

– Wypijmy za to. – Gutierrez stuknął swoim cappuccino w jej filiżankę. – Moja była żona… pozwala naszemu synowi słuchać rapu. Słyszałaś kiedyś te ich teksty? Obrzydlistwo. A chłopak ma dopiero dwa naście lat.

– To w ogóle nie jest muzyka – orzekła Susan, myśląc: a więc ma byłą żonę. Świetnie. Przyrzekła sobie nie spotykać się nigdy więcej z kimś, kto przekroczył czterdziestkę, a nie był wcześniej żonaty.

Po chwili wahania Gutierrez spytał:

– Nie zamierzasz tam przypadkiem iść? Na koncert w piątek?

– Tak, zamierzam.

– Właściwie nie wiem, jaką masz sytuację, ale gdybyś szła, może się podłączę?

– Och, Cesar, byłoby przyjemnie.

Podłączę…

Dziś było to równoznaczne z oficjalnym zaproszeniem.

Gutierrez przeciągnął się i oświadczył, że chce ruszać w drogę. Dodał, że miło mu było ją poznać i bez wahania podał jej świętą trójcę telefonów: numer do pracy, do domu i numer komórki. Wziął aktówkę i razem ruszyli do wyjścia. Zauważyła jednak, że Gutierrez przystaje i zza okularów w ciemnych oprawkach podejrzliwie rozgląda się po holu. Znów zmarszczył brwi.

– Coś nie tak?

– To chyba on – szepnął. – Ten, którego widziałem wcześniej. Tam, widzisz? Był tu, w hotelu. Patrzy w naszą stronę.

W holu stało mnóstwo tropikalnych roślin. Susan mignęła jakaś postać, która odwróciła się i szybko wyszła z budynku.

1 ... 54 55 56 57 58 59 60 61 62 ... 142
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)