Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Miasto i miasto [The City & The City - pl]
Miasto i miasto [The City & The City - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Miasto i miasto [The City & The City - pl]

Электронная книга - «Miasto i miasto [The City & The City - pl]». Краткое содержание книги:

China Miéville stworzył swą najdoskonalszą dotąd powieść — egzystencjalny thriller rozgrywający się w mieście najniezwyklejszym ze wszystkich, realnych czy wyimaginowanych…
Gdy w ponurym, chylącym się ku upadkowi mieście Besźel położonym gdzieś na skraju Europy znaleziono ciało zamordowanej kobiety, wydawało się, że inspektora Tyadora Borlú z Brygady Najpoważniejszych Zbrodni czeka kolejna rutynowa sprawa. W miarę postępów śledztwa Borlú odkrywa jednak dowody wskazujące na spiski znacznie dziwniejsze i groźniejsze niż wszystko, co mógłby sobie wyobrazić. Wkrótce inspektorowi i bliskim mu ludziom zaczyna grozić niebezpieczeostwo. Borlú musi przekroczyć granicę niepodobną do żadnej innej i wyruszyć do jedynego miasta na Ziemi, które jest równie dziwne jak to, w którym mieszka…

Powieść nagrodzona „Arthur C. Clarke Award 2010” oraz „Hugo Award 2010”.
1 ... 53 54 55 56 57 58 59 60 61 ... 85
Перейти на страницу:

— Częściej nie może. Jak pan mnie znalazł?

— On ci to wyjaśni. Dostał wiadomość, każącą mu tu przyjechać. To znaczy, że naprawdę dba o ciebie.

— To prawda.

— Rozumiem.

Na podwórku pogryzły się psy. Ich właściciele włączyli się do kłótni. Moja komórka zabrzęczała słyszalnie, nawet z wyłączonym dzwonkiem. Yolanda poderwała się nagle i odsunęła ode mnie, jakbym mógł ją zastrzelić z telefonu. To znowu był Dhatt.

— Popatrz — odezwałem się. — Wyłączę telefon. — Jeśli Dhatt przyglądał się uważnie, zorientował się, że połączenie przełączono na pocztę głosową, nim jeszcze dzwonki wybrzmiały. — Co się stało? Kogo się przestraszyłaś? Dlaczego uciekłaś?

— Nie chciałam dać im szansy. Widział pan, co zrobili Mahalii. Była moją przyjaciółką. Próbowałam sobie powtarzać, że nic się nie stanie, ale ona nie żyje. — W jej głosie pobrzmiewało coś bliskiego zdumieniu. Nagle wykrzywiła twarz w grymasie smutku i potrząsnęła głową. — Zabili ją.

— Rodzice nie wiedzą, co się z tobą dzieje.

— Nie mogę. Nie mogę. Muszę… — Przygryzła paznokcie i uniosła wzrok. — Kiedy się stąd wydostanę…

— Udasz się prosto do ambasady w sąsiednim kraju. Za górami? Dlaczego nie tutaj? Albo w Besźel?

— Wie pan, dlaczego.

— Przypuśćmy, że nie wiem.

— Dlatego, że oni tu są. I tam też. Kierują wszystkim. Szukają mnie. Nie znaleźli mnie tylko dzięki temu, że w porę zniknęłam. Są gotowi mnie zabić, tak samo jak zabili moją przyjaciółkę. Dlatego, że o nich wiem. Wiem, że istnieją naprawdę.

Brzmienie głosu Yolandy wystarczyło, by Aikam przytulił ją mocniej.

— Kto?

Pora powiedzieć to na głos.

— Ci, którzy żyją między miastem a miastem. Orciny.

* * *

Jeszcze przed jakimś tygodniem powiedziałbym jej, że gada głupoty albo ulega paranoi. Wahanie — gdy opowiadała mi o spisku, były krótkie chwile, gdy swym milczeniem próbowałem ją zachęcić, do przyznania, że się myli — przekonywało ją tylko, że się z nią zgadzam.

Patrzyła na mnie jak na współspiskowca, a ja nie wiedząc, co się dzieje, potwierdzałem tę opinię. Nie mogłem jej powiedzieć, że jej życiu nic nie zagraża. W przypadku Bowdena — który być może już nie żył — a także moim, groźba zapewne była realna. Nie byłem w stanie zapewnić jej bezpieczeństwa. Nie mogłem jej powiedzieć prawie nic.

Yolanda ukrywała się tutaj, w miejscu przygotowanym przez jej wiernego Aikama, w części miasta, której nigdy nie zamierzała odwiedzać i której nazwy nawet nie znała na dzień przed przybyciem tu po trudnej, potajemnej ucieczce okrężną drogą w środku nocy. Oboje zrobili, co tylko mogli, by dało się tu jakoś żyć, nadal jednak była to opuszczona nora w slumsach, a Yolanda nie mogła jej opuścić z obawy przed niedostrzegalnymi mocami pragnącymi jej śmierci.

Powiedziałbym, że nigdy przedtem nie widziała podobnego miejsca, ale to mogło nie być prawdą. Niewykluczone, że oglądała parę filmów dokumentalnych o tytułach takich, jak Ciemna strona ulqomańskiego marzenia albo Choroba Nowego Wilka, czy coś w tym rodzaju. Filmy o naszym sąsiedzie z reguły nie są w Besźel zbyt popularne i rzadko się je pokazuje w kinach, nie miałem więc pewności, czy nie nakręcono jakiejś superprodukcji o akcji dziejącej się wśród gangsterów z ulqomańskich slumsów. Historii, w której jakiś handlarz narkotyków na niezbyt dużą skalę schodzi ze złej drogi, a kilku innych ginie spektakularną śmiercią. Niewykluczone, że Yolanda widziała na filmie ulqomańskie slumsy, z pewnością jednak nie zamierzała ich odwiedzać.

— Znasz swoich sąsiadów?

— Z głosu — odparła bez śladu uśmiechu.

— Yolando, wiem, że się boisz.

— Załatwili Mahalię i doktora Bowdena, a teraz chcą zrobić to samo ze mną.

— Wiem, że się boisz, ale potrzebuję twojej pomocy. Jeśli mam cię stąd wydostać, muszę się dowiedzieć, co się wydarzyło. W przeciwnym razie nie będę w stanie ci pomóc.

— Pomóc? — Rozejrzała się po pokoju. — Mam panu opowiedzieć, co się dzieje? Jasne. Jest pan gotowy ukryć się tu ze mną? Będzie pan musiał to zrobić, bo jeśli dowie się pan wszystkiego, pana również będą chcieli wykończyć.

— Niech i tak będzie.

Opuściła wzrok z westchnieniem.

— Wszystko w porządku? — zapytał ją Aikam po illitańsku. Wzruszyła ramionami. „Być może”.

* * *

— Jak Mahalia odkryła Orciny?

— Nie mam pojęcia.

— Gdzie się ono znajduje?

— Nie wiem i nie chcę wiedzieć. Twierdziła, że istnieją punkty wejścia. Nie mówiła nic więcej, a ja nie nalegałam.

— Dlaczego nie powiedziała nikomu więcej?

Najwyraźniej Yolanda nie wiedziała o istnieniu Jarisa.

— Nie była szalona. Widział pan, co się stało z doktorem Bowdenem? Do zainteresowania Orciny lepiej się nie przyznawać. Przyjechała tu tylko w tym celu, ale nie chciała nikomu o tym mówić. Tego właśnie chcą orcinianie. Żeby nikt nie wierzył w ich istnienie. To dla nich idealna sytuacja. Dzięki temu mogą sprawować rządy.

— Jej praca doktorska…

— Mahalia o nią nie dbała. Pisała pracę tylko po to, żeby profesor Nancy się jej nie czepiała. Przybyła tu z powodu Orciny. Wie pan, że orcinianie skontaktowali się z nią? — Wlepiła we mnie spojrzenie. — Mówię poważnie. Mahalia była trochę… Kiedy przyleciała tu po raz pierwszy, na tę konferencję w Besźel, wygadywała różne rzeczy. Było tam mnóstwo polityków i uczonych i wywołała spory…

— Narobiła sobie wrogów. Słyszałem o tym.

— Och, wszyscy wiedzieliśmy, że nacjonaliści po obu stronach mają na nią oko, ale nie na tym polegał problem. To orcinianie się wtedy z nią skontaktowali. Są wszędzie. — Mahalia z pewnością przyciągnęła wiele spojrzeń. Shura Katrinya ją zauważyła. Pamiętałem minę, jaką zrobiła na spotkaniu Komisji Nadzoru, gdy wspomniałem o incydencie. Mikhel Buric i paru innych również. Być może Syedr także ją wtedy dostrzegł. Mogli się nią też zainteresować inni, o których nic nie wiedzieliśmy. — Zaczęła o nich pisać, po tym, jak przeczytała Między miastem a miastem — podjęła Yolanda. — Zaczęła badać sprawę i robić te swoje szalone notatki. — Poruszyła ręką, naśladując bazgranie. — A potem dostała list.

— Pokazała ci go?

Yolanda skinęła głową.

— Nic wtedy z niego nie zrozumiałam. Napisano go w języku wyjściowym. Pismem poprzedników, starszym od besźańskiego i illitańskiego.

— I co w nim było?

— Mahalia mi powiedziała, że to było coś w rodzaju: „Obserwujemy cię. Rozumiesz prawdę. Czy chcesz się dowiedzieć więcej?”. Były też dalsze listy.

— Pokazała ci je?

— Nie od razu.

— Co jej mówili? I dlaczego?

— Dlatego, że poznała ich tajemnicę. Zrozumieli, że pragnie stać się jej częścią, więc ją zwerbowali. Musiała wykonywać dla nich różne zadania. To było coś w rodzaju inicjacji. Zdobywała dla nich różne informacje, przekazywała przesyłki. — To brzmiało zupełnie niewiarygodnie. Yolanda spojrzała na mnie, jakby chciała mnie sprowokować do drwiny. Zachowałem milczenie. — Dawali jej adresy, pod którymi miała zostawiać listy i inne rzeczy. W dissensi. Przenosiła wiadomości w obie strony. Pisała do nich listy. Opowiadali jej o Orciny. Powtórzyła mi część z tego i to było… Miejsca, których nikt nie widzi, ponieważ wszyscy myślą, że one leżą w drugim mieście. Besźanie uważają, że to część Ul Qomy, a ulqomanie myślą, że to Besźel. Orcinianie nie są tacy jak my. Widzą rzeczy, które…

1 ... 53 54 55 56 57 58 59 60 61 ... 85
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)