Boża maszyneria [The Engines of God - pl]
- Автор: Макдевит Джек
- Год: 1997
- Язык: польский
- Год: Pr
- ISBN: 83-7180-650-7
- Переводчик: Kinga Dobrowolska
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Boża maszyneria [The Engines of God - pl]». Краткое содержание книги:
A także uwaga, zaczerpnięta z eseju na temat Pinnacle, którą Hutch wolała, żeby on sam wziął sobie bardziej do serca.
Wszechświat z pewnością ma poczucie humoru. Dwa lata temu pewien mężczyzna w Chicago jechał właśnie na własny ślub, kiedy jakiś meteoryt zdemolował mu samochód. Przyszły pan młody pojął dyskretną aluzję i wyjechał z miasta. Zatem kiedy warunki zewnętrzne uniemożliwiają rozsądne prowadzenie wykopalisk, archeologowie też zrobiliby lepiej, gdyby pojęli aluzję.
Kiedy skończył ostatni z tych, co chcieli przemawiać, Dick spytał, czy ktoś jeszcze chciałby coś powiedzieć. Hutch zwykle instynktownie odrzucało od takich publicznych występów, jednak tym razem nie mogła inaczej. Sama nie wiedząc, o czym będzie mówić, podeszła szybko do platformy i stanęła twarzą do tłumu. Wielu ją znało; tu i ówdzie posłyszała oklaski. Po omacku szukała w głowie właściwych słów.
— Chciałam tylko powiedzieć — zaczęła — że zawsze się dla niego dobrze pracowało. — Zawahała się. Niebo nad głową było czyste, niebieskie i bardzo dalekie. — Umarł robiąc to, w co wierzył. Myślę, że takiej właśnie śmierci sam by sobie życzył. — Rozejrzała się rozpaczliwie dookoła i zapragnęła, by zdarzył się jakiś cud. W głowie miała kompletną pustkę. W zamyśleniu sięgnęła po talizman i wyciągnęła go ku słońcu. — Miłość i pomyślność — powiedziała. — Dostałam to od niego. Napis w jednym z quraquackich języków mówi, że póki będę go nosić, poty towarzyszyć mi będą miłość i pomyślność. A tak naprawdę, towarzyszyły mi zawsze, odkąd znałam jego.
Później przywitała się z Dickiem. Powiedział jej, że Richard często o niej mówił. Z bliska jego podobieństwo do kuzyna jeszcze bardziej uderzało. I była jeszcze taka cecha wymowy, którą dzielili: obaj na bostoński sposób lekko przeciągali „r”. Zamykając oczy, mogłaby uwierzyć, że znów ma przed sobą Richarda.
Akademia zjawiła się w pełnym składzie. Pokazał się nawet Henry — a akt ten wymagał od niego sporej odwagi, gdyż większość ludzi, nie wyłączając Hutch, jego właśnie winiła za śmierć Richarda. Od czasu ich powrotu bardzo się postarzał. W tym rozproszonym świetle twarz mu poszarzała, a chód miał niepewny.
— Jak się miewasz? — zaczepiła go Hutch, wyciągając ku niemu dłoń.
Uścisnął ją, lecz jakby od niechcenia.
— Nieźle — odparł. — Miło cię widzieć, Hutch. — Jego wzrok powędrował gdzieś za jej plecy, w kierunku platformy, która teraz była pusta. — Wolałbym, żebyśmy spotkali się w przyjemniejszych okolicznościach.
Nastąpiła chwila niezręcznej ciszy. Hutch wiedziała, że na górze szykuje się reprymenda dla Henry’ego. Wszyscy o tym wiedzieli. On sam ogłosił już, że odchodzi na emeryturę, a teraz stanął przed perspektywą stania się centralną postacią w ogólnoświatowej dyskusji na temat jurysdykcji sądowej poza systemem słonecznym.
— A przy okazji — dorzucił po chwili — jeszcze ci nie podziękowałem za to, co dla nas zrobiłaś.
— Cieszyłam się, że mogę pomóc — odparła.
— Szkoda, że wszystko tak się potoczyło — dodał i już się wycofywał, już zbierał się do ucieczki.
— Ja też żałuję — rzuciła za nim słabym głosem.
Princeton,
sobota, 27.11.2202
Droga Priscillo,
Chciałam tylko dać ci znać, że dziś ożenił się Cal Hartlett. Wiem, że już nie raz o tym rozmawiałyśmy, i mam nadzieję, że nie weźmiesz mi tego za złe, ale to kolejny dobry chłopak, który mógł być twój. Ten facet de uwielbiał. Poznałam jego żonę — jest ładna, ale gdzie jej tam do dębie. Proszę, pomyśl o swojej przyszłości. Nie stajemy się coraz młodsi.