Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Классические детективы » Jak najwięcej grobów [More Work for the Undertaker]
Jak najwięcej grobów [More Work for the Undertaker] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Jak najwięcej grobów [More Work for the Undertaker]

Электронная книга - «Jak najwięcej grobów [More Work for the Undertaker]». Краткое содержание книги:

Wszyscy miłośnicy Herkulesa Piorota z pewnością pokochają także Alberta Campiona. Ten niezwykłe inteligentny i błyskotliwy detektyw amator, bohater siedemnastu powieści Margery Allingham, z pomocą służącego, Lugga – zresztą byłego włamywacza – rozwiązuje równie skomplikowane zagadki jak te, z którymi przyszło się zmierzyć słynnemu Belgowi…
1 ... 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57
Перейти на страницу:

Jego ojciec uważał to za oczywiste i ojciec dyrektora banku też. Tak było i z dziećmi. Palinode'owie należą do takiego właśnie gatunku ludzi. Ilekroć świat przeżywa wstrząs, oni chowają głowy w książki.

– Tam do licha. – Yeo robił wrażenie bardziej poruszonego tym przeżytkiem dawnej wytworności niż samą zbrodnią. – I tak pewnego pięknego poranku wlał truciznę do szklanki starej damy. Nie wiedziałem, że to on, odziedziczył akcje.

– Bo nie odziedziczył. Panna Ruth zmieniła swój testament i zrobiła irytujący zapis na rzecz czarnej owcy w domu, kapitana Setona, z którym stale się sprzeczała z powodu pokoju. Wiadomość nie od razu przeciekła, ale wkrótce po tym, jak zaczęły się pojawiać anonimowe listy, policja spadła na ulicę jak stado bawołów i zaczął się mętlik.

Yeo, korzystając z przywileju starego człowieka, zachichotał.

– Ale wy dwaj nie mogliście poradzić sobie z tym przerzucaniem ludzi.

– Właśnie. Plątaliśmy się stale. Dlatego Jas tak to przeżywał. Bowelsowie musieli wziąć trumnę z piwnicy w Portminster Lodge, żeby uniknąć Lugga. Greener miał być przeszmuglowany w ostatniej chwili w skrzyni do pakowania, włożonej do trumny, i tak dalej, a Bella miała z nim jechać ciężarówką, we wdowim stroju.

– Jak Eowels to zrobił?- spytał Luke. – Czy fałszował akty zgonu, żeby uzyskać zezwolenie koronera na wywóz zwłok?

– Znacznie chytrzej. Po prostu robił duplikat. Większą część dnia spędziłem wczoraj obchodząc adresy, które dostałem od koronera. W ostatnich trzech latach w siedmiu na dziesięć przypadkach, w których Bowels składał podanie na zezwolenie wywozu zwłok, działo się to bez wiedzy rodzin, a zmarły był chowany w Londynie. Bandyta z Brighton wyjechał stąd z nazwiskiem zmarłego na trumnie. Tabliczka z nazwiskiem Edwarda Palinode została chyba tylko dlatego zrobiona, że Eowels naprawdę sądził, że dostanie to zamówienie. Tym razem żaden przestępca nie mógł dostać zezwolenia na jego nazwisko. Pomiędzy Jacksonem a Greenerem była duża przerwa. Zapewne nie było żadnego poważnego klienta. Ludzie nie umierają na zamówienia.

– Bardzo to ładnie – stwierdził Yeo. – Śmieszne, że James był tak dokładny w jednej dziedzinie swoich interesów, a tak niedbały w innej. Zawsze powtarzam, że morderca nie jest oszustem, chyba, że jest i jednym, i drugim. On koniecznie chciał mieć jeszcze akcje, i to jest znamienne.

– Och tak, skłonił Lawrence'a, żeby je odkupił, a sam przejął je jako zabezpieczenie małej prywatnej pożyczki. Tak mi się wydaje, sądząc z napomknięć Lawrence'a. Z kolei morderstwo Ruth wygląda na przypadkowe. Bo dlaczego od razu tego nie zrobił? W każdym razie motywy są dwojakie. Zamieszanie, jakie tu wywołaliśmy, zaniepokoiło go i jego dzisiejsze prawie wariackie przedstawienie miało na celu usunięcie Lawrence'a, wyjaśnienie tajemnicy i przywrócenie spokoju na ulicy przez zwalenie winy na pannę Jessikę. Był to szalony, abstrakcyjny plan, zupełnie pozbawiony logiki.

– Nie bądź, chłopcze, taki tego pewny – wtrącił się z powagą Yeo. – Nie bardzo byś wiedział, co dalej robić, gdyby nagie nie przeraził się i nie uciekł. Dlaczego jednak on tak postąpił?

– Ponieważ w trakcie przyjęcia, kiedy JUŻ podał szklankę z płynem Lawrence'owi, panna Evadne nagle powiedziała, że w domu u nich był sir Glossop. Zebrał razem fakty i domyślił się, że chodziło o „Brownie Mines". A ponieważ wiedział, że kogoś gwałtownie się poszukuje, przyjął najgorszą dla siebie ewentualność i postanowić „pojechać Apron Street".

– Podczas gdy oczywiście – powiedział Luke – cała nagonka skierowana była na Wargacza. Ukrywał się, biedaczysko, w banku, o którego przeszukaniu nie pomyśleliśmy, ponieważ staramy się zawsze unikać tego rodzaju akcji.

– Wargacz? On chciał szantażować – ciągnął swe wyjaśnienia Campion. – Ale nie popróbował tego aż do wczoraj, po przyjęciu, kiedy dostał to, na co zasłużył: porządny cios w głowę. Od kiedy pojawia się na scenie, marnuje tylko czas, szuka jakichś wiadomości. Nie mam pojęcia, co go skłoniło do tego.

Dyskretne kaszlnięcie z końca stołu zwróciło uwagę wszystkich na Dice'a. Sierżant był niezwykle ożywiony.

– Powiedział pan, że James zdobył gdzieś hioscyjaminę. On jej wcale nie zdobył. On ją miał. I Congreve o tym wiedział. Tak zeznał w szpitalu; mam to na piśmie.

Yeo spojrzał uważnie na sierżanta, jak gdyby był ulubionym zwierzątkiem domowym, które nagle przemówiło.

– Co macie, sierżancie, na myśli, mówiąc, że miał hioscyjaminę. Gdzie ją miał?

– W swoim gabinecie, w narożnej szafie, razem- z karafką do sherry, szklaneczkami i innymi rzeczami.

– H i os c y j a m i n ę?

– Tak, proszę pana. Congreve tak powiedział. Wtedy, jak zauważył, że zniknęła, zajrzeli z siostrą do rodzinnej książki lekarskiej, a on sobie przypomniał, jakie objawy towarzyszyły śmierci panny Ruth, ponieważ jego siostra dowiedziała się o tym od kapitana.

Cisza, jaka zapanowała po tym oświadczeniu, była tak dojmująca, że szybko postanowił poprzeć swoje słowa:

– Congreve pracował w banku przez całe życie. Był tam za czasów ojca podsądnego Jamesa. Ów dżentelmen trzymał hioscyjaminę w zalakowanej buteleczce. Oczywiście miała nalepkę z trupią czaszką i piszczelami oraz napis „trucizna". Naprawdę dziwaczny pomysł.

– Zdumiewający -wręcz – powiedział sucho Campion. – Ale po co?

Sierżant przełknął ślinę. W jego niezbyt bystrych oczach zapalił się jakiś błysk.

– Jako ciekawostkę, proszę pana. To jest trucizna, której używał doktor Crippen.

– Na zbawienie mojej duszy, on ma rację! – zawołał z przejęciem Yeo. – Pamiętam dobrze, jak podczas procesu Crippena najbardziej nawet szanowani ludzie tak robili. Hioscyjamina była wtedy nowością. Każdy sędzia temu uwierzy. Doskonale, Dice.

Luke przerwał ten nastrój; nadal nie dowierzał.

– Czyż ta szafa nigdy nie była sprzątana? Od czasów, kiedy Crippen został powieszony, mieliśmy dwie wojny.

– Sprzątana, ale nie wyprzątana. – Dice był wyszukanie grzeczny. – Podobnie trzyma się w salonie jakiś cenny drobiazg. Tam w ogóle pełno było pamiątek. W sypialni Jamesa, w schowku na wino, znaleźliśmy bardzo ważne papiery. Dzięki nim wytropimy wszystkich jego wspólników.

– Doskonale, sierżancie, rzeczywiście doskonale. Dobrze zreferowane, odwaliliście porządny kawał roboty. – Yeo wstał i obciągnął kamizelkę, – No a teraz – zwrócił się do pozostałych – nie za skromne oświadczenie dla prasy. Sierżancie, idźcie i obudźcie ich.

Deszcz przestał padać i wstawał czysty, promienny świt, kiedy Luke i jego przyjaciel Campion szli Apron

Street. Na twarzy inspektora malowała się radość. Kroczył,- zdaniem Campiona – jak dumny z siebie kot. Był raczej wzruszony niż wdzięczny, a kiedy zatrzymali się na rogu, przed zniszczonym domostwem, głośno roześmiał się.

– Pomyślałem sobie właśnie – rzekł – że gdyby dyrektor mojego banku poczęstował mnie sherry w swoim gabinecie, spodziewałbym się hioscyjaminy. A teraz do widzenia. Następnym razem, jak będę miał kłopoty, zatelefonuję do pana, może nawet przyślę eskortę. – Zawahał się i popatrzył zamyślony na dom. – Jak pan myśli, pobiorą się? – spytał.

– Kłytia i Mikę? – Campiona zaskoczyło to pytanie. – Nie wiem. Być może.

Charlie Luke nieco głębiej nasunął kapelusz na czoło i wciągnął brzuch.

– Będę jej pilnował – stwierdził. – To mój teren. Ona nie wie o niczym, biedny dzieciak. Ale moim zdaniem, on ją uczy wielu pożytecznych rzeczy.

Campion długo patrzył za uszczęśliwionym- inspektorem, dopóki nie zniknął za rogiem.

1 ... 48 49 50 51 52 53 54 55 56 57
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)