Jak najwięcej grobów [More Work for the Undertaker]
- Автор: Аллингем (Аллингхэм) Марджери (Марджори)
- Язык: польский
- Переводчик: Irena Dolezal-Nowicka
- Жанр: Классические детективы
Электронная книга - «Jak najwięcej grobów [More Work for the Undertaker]». Краткое содержание книги:
Bowels spojrzał na niego bystro.
– A więc zauważył pan starego Congreve'a wtedy wieczorem w mojej kuchni? Nie byłem pewien..Bardzo jest pan spostrzegawczy, muszę to przyznać. Congreve wpadł do mnie, żeby pomyszkować, zadawał przy tym dziwne pytania, a ja nie wiedziałem, czy to robi na polecenie Jamesa, czy nie; Krótko i węzłowato, tak się sprawa miała.
Campion oparł się wygodniej w krześle. Ostatnie supły w tym splątanym kłębku rozwiązywały się. gładko.
– Dlaczego uderzył pan-młodego Dunninga? – spytał nagle. – A może pański syn to zrobił?
– Ani on, ani ja, proszę pana. I doskonale pan o tym wie – Jas wymawiając literę „o" robi? z wąskich ust wyraźne kółko, tak że z dwoma sterczącymi zębami przypominał rybę głębinową. – To zrobił Greener rękojeścią rewolweru. Żeby uniknąć hałasu.
Wszyscy zebrani z ulgą przyjęli jego oświadczenie, a stary człowiek ciągnął dalej swoją opowieść:
– Greener przyszedł do mnie o zmroku, jak było umówione. Miałem go ukryć, aż do chwili kiedy Wilde, który bardzo się bał, będzie gotów. Ze strachu odchodził prawie od zmysłów. Widać to było po nim. Ale nie odważyłem się wpuścić Greenera do domu, bo nieoczekiwanie złożył mi wizytę Lugg i rozsiadł się na dłużej, a był przy tym bardzo wścibski. Odesłałem więc Greenera do szopy nie wiedząc, że Rowley, sam młodziak, wynajął ją temu smarkaczowi Dunningowi. Nie wiem dokładnie, co zaszło, ale potrafię się domyśleć. Greener to morderca i w dodatku ukrywał się. – Zamyślony cmoknął w.ząb. – Czasem mieliśmy dziwnych klientów.
Yeo powiedział coś do Luke'a, który z kolei zwrócił się do Dice'a.
– Powiedział pan, że to Raymond był pośrednikiem Jamesa i kto jeszcze?
– Steiner, proszę pana. To ten paser, w sprawie którego prowadziliśmy dochodzenie w zeszłam roku.
– Raymond? – Yeo powtórzył to nazwisko z zadowoleniem. – Jeśli uda nam się tego dowieść, to jedno już będzie warte tego całego zachodu. James miał dużych pośredników. Rzetelny człowiek interesu, nieprawdaż? – Wyprostował się na swoim krześle i zapalił następnego papierosa. – No cóż, robi się późno, szefie. Czy chcemy czegoś więcej od Bowelsa teraz? – Luke spojrzał na Campiona, który miał niezbyt zadowoloną minę.
– Jest jeszcze Ed Geddy – powiedział Campion niezręcznie i. po raz pierwszy Jas Bowels wyprostował się gwałtownie w swoim krześle.
– Ed Geddy – powtórzył Yeo z pogardą. – To on zabił tę biedną dziewczynę, która nawet nie zdołałaby mu podbić oka, gdyby miała szansę. On również uciekł w tym wspaniałym urządzeniu, co? To już poważne przestępstwo.
Campion milczał dłuższą chwilę.
– On uciekł, ale nie dotarł na miejsce przeznaczenia – mruknął wreszcie. – Właśnie z powodu Eda Geddy Apron Street cieszyła się złą sławą w świecie podziemnym. Albo narkotyk był zbyt silny, albo podróż trwała zbyt długo, dość że Ed umarł w trumnie. Zważywszy na to, jak postąpił Wilde, kiedy był pewien, że Luke właśnie poruszy ten temat, jestem przekonany, iż to on dał ten środek.
W głębokiej ciszy, jaka zapadła, spojrzenia wszystkich skierowały się na Jasa Bowelsa, który głęboko tylko westchnął. Jego przebiegłe oczy spotkały się ze wzrokiem Yeo. Był blady, spocony, ale ciągle wysoko trzymał głowę.
Wreszcie przemówił cicho i z szacunkiem jak zawsze:
– Tego jednak trzeba będzie dowieść, prawda, proszę pana?
W końcu odesłali go do celi nie obciążonego poważniejszą zbrodnią.
– Ciekaw jestem, ile wyciągnął z trumny, zanim ją zaśrubował – zauważył nadinspektor prawie wesoło, kiedy na korytarzu ścichły krok; Jasa. – Trzeba mu zapisać na plus, że pewno niewiele. Twoi chłopcy, Charlie, zajęli się teraz jego zakładem, prawda? Czyś to ty mi mówił, że znalazłeś te akcje, o których opowiadał tyle Campion? Miał je przy sobie?
– Wszystkie i to w największym porządku. – Luke poklepał dłonią kopertę leżącą przed nim na biurku i podniósł głowę, gdyż właśnie wszedł umundurowany policjant.
– Wiadomość od lekarza, panie inspektorze. Mam panu powiedzieć, że to był zapewne chloral hydratu.
– Nic więcej?
– Chodzi o reporterów. Nacierają od frontu, a nas w biurze jest niewielu, panie inspektorze.
– Gdzie jest inspektor Eowden?
– W banku, panie inspektorze. Przedstawiciele centrali przybyli chyba w komplecie, nie widziałem równie wzburzonych dżentelmenów.
– Doprawdy? Czym przyjechali… Dorożkami?
– Wynajętymi rolls-royce'ami, panie inspektorze.
– Sądziłem, że inspektor Gage już wrócił z Fowler Street.
– Jest w zakładzie pogrzebowym. Właśnie przyprowadzone młodego Bowelsa i sformułowano oskarżenie. Pan Pollit pojechał po Jelfa wraz z dwoma ludźmi, a sierżant. Glover poszedł zobaczyć, czy nie uda mu się obudzić tych z wydziału koronera.
Luke roześmiał się.
– Powiedz im, że nie będziemy ich trzymać dłużej niż trzeba i że nadinspektor Yeo zwięźle zreferuje zarzuty.
– Co znowu, Charlie? – spytał Yeo wyraźnie w świetnym humorze. – Masz aż takie do mnie zaufanie?
Luke uśmiechnął się do niego.
.- Wierzę panu, szefie, bez zastrzeżeń – powiedział z przekonaniem.
… Yeo gwałtownie obrócił się w krześle.
– Campion, zawsze uważałem, że mądry z pana jegomość – zaczął z błyskiem w oczach. – Wiadomo mi tylko, że zatrzymany zabił z chęci zysku starą kobietę. To jest najbardziej przekonująca teoria, jaką kiedykolwiek wysunął pan w ciągu tych wszystkich lat, od kiedy pana znam. Ale zajęło to panu sporo czasu, hę? Motyw zbyt klasyczny. i dlatego pewno umknął pańskiej uwadze.
Campion spojrzał na niego serdecznie.
– Jeśli poczęstuje mnie pan papierosem, powiem wszystko, co mi wiadomo.
Wziął ognia od Luke'a i usiadł wygodniej.
– W mojej relacji będą luki, które uzupełnicie. Pierwsza to skąd James dowiedział. się, że „Brownie Mines" będzie produkować składnik A w dużych ilościach i to bardzo szybko. Oto jeden z największych sekretów z serii „spal przed przeczytaniem", które w dzisiejszych czasach mają przedziwne zdolności do przeciekania…
W każdym razie dowiedział się o tym i to go zainteresowało, ponieważ panna Ruth, hazardzistka i rodzinne utrapienie, nie tylko posiadała osiem tysięcy akcji tego towarzystwa, ale przekonana o tym, że są bezwartościowe, zapisała mu je w swoim testamencie.
Luke położył nogi na biurku.
– Trudno się dziwić, że uległ pokusie – zauważył poważnie.
– Właściwie codziennie miał okazję, żeby ją zabić. Stale wpadała do jego biura pod byle pretekstem i – to jest bardzo ważny punkt – wierzcie moi panowie, albo nie, ale ilekroć ktoś z Palinod'eów widział się z dyrektorem banku, czy to w domu, czy w jego biurze, o c z e k i w a l i z a w s z e, że ich poczęstuje szklaneczką sherry.
– Niemożliwe! – Yeo był zupełnie tym zaskoczony.- Żaden bank nie robi tego od pięćdziesięciu lat.
– Z wyjątkiem tego jednego. Zna pan stylowe rysunki Emeta? Bank Clougha byłby świetnym tematem do takiego rysunku. Dlatego właśnie błądziłem zupełnie po omacku aż do dziś po południu.
– I dlatego ta zielona szklaneczka do sherry była taka ważna – wtrącił się Luke.
Campion przytaknął.
– Cała sprawa została mi wyłożona na półmisku albo raczej na tacy tego dnia, kiedy pierwszy raz spotkałem pannę Evadne. Ona i pan James naradzali się, kiedy wszedłem do jej pokoju, ona wtedy ukryła szklanki i schowała pustą butelkę, pewno dlatego właśnie, że była pusta. Zapomniałem zupełnie o tym zdarzeniu aż do dzisiejszego wieczoru, kiedy kochana panna Jessica powiedziała o zielonych szklaneczkach. Poszedłem natychmiast do Lawrence'a i spytałem go, czy członkowie rodziny byli w banku czymś częstowani, kiedy tam przychodzili. Odparł, że tak. Nie przyszło mu nawet do głowy, że to coś niezwykłego.