Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Альтернативная история » Zima w Edenie [Winter in Eden - pl]
Zima w Edenie [Winter in Eden - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Zima w Edenie [Winter in Eden - pl]

Электронная книга - «Zima w Edenie [Winter in Eden - pl]». Краткое содержание книги:

Nadejście nowego lodowca zagraża istnieniu Ziemi i gatunkowi ludzkiemu. Stojąc w obliczu zagrożenia. dinozaury muszą wykorzystać swą znajomość biologii, aby zawładnąć terytorium ludzi i przetrwać.
Kerrick wraz ze swą żoną i synkiem wyrusza na pomoc ludzkości. Wśród jaszczurów żyje istota, której celem jest zniszczenie przeciwnej kultury. To właśnie knowania Vanite doprowadzają do nieustannych starć i tragedii. Kerrick zna jednak sposób na wymuszenie rozejmu.
1 ... 52 53 54 55 56 57 58 59 60 ... 90
Перейти на страницу:

Po kilku dniach Ambalasei wspomniała ze smutkiem te słowa. Okazało się bowiem, że było to najbardziej mylne przypuszczenie, jakie wysunęła w życiu.

Rana Efen goiła się szybko. Dzięki wypadkowi udało się schwytać wielkiego węgorza. Był gigantyczny i bardzo smaczny, wszystkie się nim najadły, a jeszcze wiele zostało. Teraz splotły silniejsze sieci, bardziej uważały przy połowach, miały natomiast zapewnione źródło pożywienia. Zmiękczone przez enzymy mięso stanowiło najlepsze jedzenie, jakie udało im się zdobyć od uwięzienia.

Po powrocie nakarmionego uruketo przepłynęły w nim rzekę na miejsce nowego miasta. Córy bardzo pragnęły je poznać i nie brakowało chętnych do udziału w wyprawie.

— Gdyby tylko zapał do pracy był lepiej rozłożony — mruknęła Ambalasei, wybierając jedynie najsilniejsze i odsyłając pozostałe. Na pokładzie uruketo, mimo sprzeciwów, skierowała wszystkie Yilanè do wnętrza, pozwalając zostać na płetwie jedynie Enge i Elem.

— Zauważcie — nakazała Ambalasei — że wasze siostry unikają prawdziwej pracy, ale zawsze chętnie wybierają się na wycieczkę. Może powinnyście rozważyć jakiś system nagradzania za pracę, skoro nie możecie do niej zmuszać.

— Jest w tym wiele prawdy, jak we wszystkim, co mówisz, i pomyślę nad tym — powiedziała Enge. — Rozumiem i podzielam ich uczucia, lecz wiem także, iż musimy wymyślić jakiś sposób dzielenia się pracą. Prześledzę bliżej myśli Ugunenapsy, bo może zajmowała się i takim problemem.

— Śledź szybko, bo padniemy z głodu. Zauważyłaś, jak sądzę, zmiany w waszej organizacji ochotniczych połowów? Pierwsze dziesiątki uważają się za oszukane, bo późniejsze zespoły, łapiące węgorze, nie muszą pracować tak ciężko jak tamte. Żądają już zmiany systemu.

— Wiem — i ubolewam. Poświęcam temu wiele uwagi.

Uruketo pod nimi zadrżało, gdy niezdarne zwierzę omijało płynące rzeką w ich kierunku drzewo. Puszczańskiego giganta podtopiła i obaliła powódź. Z ciągle zielonej korony zerwały się stada ptaków. Pod kierunkiem Elem uruketo skręciło ponowię i dobiło do cypla, na którym miało wyrosnąć miasto.

Ambalasei zeszła pierwsza na brzeg. Ziemię pokrywały pożółkłe, zeschłe krzaki, w górze sterczały nagie gałęzie martwego drzewa. Ambalasei wyraziła swe zadowolenie:

— Chrząszcze wkrótce zajmą się pniami i karczami. Każ swoim Córom zwalać niższe gałęzie i małe drzewka. Wrzucajcie wszystko do rzeki. Potem przyjrzymy się zaporze z cierni.

Ambalasei prowadziła, szła wolno w upale. Po drodze musiały zatrzymać się w łagodnym cieniu ogołoconego drzewa, by ochłonąć i iść dalej.

— Gorąco — powiedziała Enge z pewnym trudem, rozwierając szeroko szczęki.

— Niewątpliwie, bo jesteśmy dokładnie na równiku, ale na pewno nie znasz tego terminu geograficznego.

— Miejsce na powierzchni sfery równo oddalone od biegunów oznaczających oś obrotu. — Enge patrzyła na zaporę, tak iż nie zauważyła gestu irytacji Ambalasei. — Próbując zrozumieć dzieła Ugunenapsy przekonałam się, że jej filozofia opiera się częściowo na badaniach z dziedziny nauk przyrodniczych. Poszłam więc za jej wspaniałym przykładem…

— Pójdź za moim wspaniałym przykładem i ruszaj. Musimy mieć całkowitą pewność, że w zaporze nie ma żadnych przerw. Chodź.

Gdy szły wzdłuż ściany płaskich liści i ostrych cierni, Ambalasei sięgnęła między gałązki i zerwała dojrzały strąk, który podała Enge. Po dojściu do rzeki wskazała na przerwę między zaporą a wodą.

— Zawsze tak jest na styku — powiedziała. — Zasadzę tu więcej nasion, a także nasiona gęstych zarośli ukorzeniających się w wodzie. Przytrzymajcie je.

Stara uczona wyćwiczonym ruchem pazurów jednej nogi wyryła bruzdy w błocie, potem pochyliła się, by sapiąc i narzekając posadzić nasiona.

Enge spojrzała na rzekę, gdzie do głównego nurtu wpadała mała odnoga. Coś się tam ruszało, jakaś wielka ryba. Obserwowała z ciekawością następną, która na chwilę wychyliła się z wody.

— Więcej nasion — powiedziała Ambalasei. — Nagły atak głuchoty — dodała z rozdrażnieniem, gdy obejrzawszy się na Enge zobaczyła, że ta w milczeniu wpatruje się w rzekę. — Co się dzieje? — spytała, gdy ciągle nie otrzymywała odpowiedzi.

— Tam w wodzie, widziałam, teraz zniknęło — Enge powiedziała to z kontrolerami takiej wagi, że Ambalasei natychmiast skierowała wzrok na rzekę, lecz niczego nie dostrzegła.

— Co to było?

Enge odwróciła się ku uczonej z ruchami na wagę życia i śmierci. Zawahała się, nim zaczęła mówić:

— Zamyśliłam się teraz głęboko na widok stworzenia, które zobaczyłam w wodzie. Z żadnym nie można go pomylić. Pierwsze widziałam niewyraźnie, mogło to być coś innego. Ale drugie wystawiło łeb nad wodę. Widziałam je dokładnie, nie popełniłam błędu. To było to.

— Pragnę wyjaśnienia — Ambalasei przerwała gniewnie zapadłe milczenie. Enge pozostawała w milczeniu i bezruchu, wreszcie spojrzała jej głęboko w oczy, po czym powiedziała:

— Doceniam nieprawdopodobieństwo tego, co zaraz powiem, ale się nie pomyliłam. Tam, w nurcie, widziałam młode elininyil.

— To niemożliwe. Jesteśmy pierwszymi Yilanè, które tu dotarły; nie wzięłyśmy samców, brak więc jaj do składania, żadne młode nie weszły do morza, nie ma żadnych elininyil, które by wyrosły na fargi. Chyba że…

Teraz z kolei Ambalasei zamilkła i zesztywniała, jej mięśnie wyrażały jedynie zarys przypuszczenia. Odezwała się dopiero po dłuższym czasie.

— To nie jest niemożliwe. Mówiąc to myślałam z właściwą każdemu gatunkowi etnocentrycznością. Ponieważ Yilanè zajmują wierzchołek piramidy ekologicznej, zakładamy automatycznie — sama to uczyniłam — że jesteśmy na nim same, że stanowimy specjalny, wyjątkowy przypadek. Czy wiesz, o czym mówię?

— Nie. Osobista nieznajomość pojęć technicznych.

— To zrozumiałe. Wyjaśnię ci. Odległe Entoban* jak i pozostałe nasze miasta zajmują wszystkie nadające się do zamieszkania tereny między oceanami. Teraz jednak jesteśmy w nowym świecie, w którym rozwijały się i zmieniały formy życia. Nie ma podstaw do przyjmowania, iż nasz gatunek zajmuje wyłącznie Entoban*. Może być i tutaj.

— A więc — widziałam elininyil?

— Niewykluczone. To jedno z możliwych wyjaśnień. Musimy teraz prowadzić obserwacje, by stwierdzić, czy miałaś rację. Jeśli je widziałaś — to według mnie będzie to najważniejsze wydarzenie od rozbicia się jaja czasu. Chodź!

Ambalasei potoczyła się w stronę brzegu i wpadła do rzeki w nadmiarze naukowego zapału. Enge szybko ruszłya za nią, bojąc się, że w mulistych wodach kryć się może coś niebezpiecznego. Prąd był tu wolny, Ambalasei szybko dotarła do odnogi i weszła w jej głąb. Woda sięgała tylko do pasa i stwierdziła, że łatwiej jest iść niż płynąć.

Enge pośpieszyła w jej ślady, wyprzedziła starą uczoną. Nad nurtem zwieszały się niskie gałęzie, a powietrze było gęste i wilgotne, pełne gryzących owadów. Płynąca woda chłodziła je, ale gdy odnoga się rozszerzyła, zanurzyły się pod powierzchnię w ucieczce przed owadami. Brnęły tak w wodzie rozglądając się, mogły sobie przekazywać wyłącznie najprostsze pojęcia, aż wreszcie wyszły na trawiasty brzeg.

— Jesteśmy najwyraźniej na innej wyspie, oddzielonej od naszej odnogą rzeki. Ciepła woda o stałej temperaturze, ale na tyle głęboka, by powstrzymać większe drapieżniki. Jeśli — podkreślam, jeśli — są tu Yilanè, to mają wspaniałe miejsce na plaże narodzin. Woda chroni przed większymi formami życia w nurcie, młode mają też wiele ryb do jedzenia. Łatwy dostęp do rzeki i morza, gdy dorosną i staną się elininyil.

1 ... 52 53 54 55 56 57 58 59 60 ... 90
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)