Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Альтернативная история » Zima w Edenie [Winter in Eden - pl]
Zima w Edenie [Winter in Eden - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Zima w Edenie [Winter in Eden - pl]

Электронная книга - «Zima w Edenie [Winter in Eden - pl]». Краткое содержание книги:

Nadejście nowego lodowca zagraża istnieniu Ziemi i gatunkowi ludzkiemu. Stojąc w obliczu zagrożenia. dinozaury muszą wykorzystać swą znajomość biologii, aby zawładnąć terytorium ludzi i przetrwać.
Kerrick wraz ze swą żoną i synkiem wyrusza na pomoc ludzkości. Wśród jaszczurów żyje istota, której celem jest zniszczenie przeciwnej kultury. To właśnie knowania Vanite doprowadzają do nieustannych starć i tragedii. Kerrick zna jednak sposób na wymuszenie rozejmu.
1 ... 50 51 52 53 54 55 56 57 58 ... 90
Перейти на страницу:

— Zobaczymy go lepiej z wierzchołka płetwy.

Ponieważ na niskim brzegu nie było żadnego basenu, uruketo nęcone świeżymi rybami swym uzębionym pyskiem wygrzebało kanał w błocie. Dobrze nakarmione trzymało teraz głowę wetkniętą w zrobiony przez siebie otwór. Weszły ostrożnie na śliski, zabłocony bok zwierzęcia i ruszyły ku płetwie grzbietowej. Okrągłe, wzmocnione kością oko uruketo poruszyło się lekko, gdy przechodziły, lecz nie spowodowało poza tym najmniejszego ruchu całego ciała. Zaczepiając kciuki i pazury stóp o nierówności skóry wspięły się na szczyt płetwy. Enge poruszała się bardzo wolno, by nie wyprzedzać starszej uczonej.

— Czasami… żałuję, że zdecydowałam się na opuszczenie Yebé-isku… — powiedziała Ambalasei, dysząc z wysiłku. — Ale dla zdobycia wiedzy żadne poświęcenie nie jest zbyt wielkie. Ty i ja wiemy o tym, ale ta prawda nie dociera do twoich naśladowczyń.

Enge nic nie odpowiedziała, wyraziła jedynie potwierdzenie. Szanowała wiek i mądrość Ambalasei, wiedziała też z doświadczenia, że nie mając nieodpartych argumentów, lepiej się z nią zgadzać niemal we wszystkim, inaczej niczego się nie osiągnie. Ambalasei ciężko łapała powietrze, rozejrzała się i wyraziła niezadowolenie, w końcu zdołała odezwać się zrozumiale.

— Spójrz tam, dostrzeżesz stąd zielony pasek na półwyspie.

Z tej odległości widać było wyraźnie długi wąski jęzor ziemi w zakolu rzeki, ich przyszłe miasto. Cała roślinność była żółta i uschnięta — z wyjątkiem zielonej linii na horyzoncie.

— Ściana cierni — powiedziała Amabalasei z zadowoleniem, okazując je tego dnia po raz pierwszy. — Zarażenie grzybem wyniszczyło resztę życia roślinnego — a zwierzęta uciekły lub padły z braku pożywienia. Nadeszła już pora, by nasza ekologia zastąpiła miejscową.

— Zasiejesz nasiono miasta, wyrośnie duże i silne. — Enge wyraziła wielkie zadowolenie, które zanikało wobec nagłego wybuchu gniewu Ambalasei.

— Koniec-rozumu, zamknięcie-umysłu. Próbowałam badać waszą absurdalną filozofię, czy nie wymagam od ciebie za wiele, gdy proszę cię, byś poświęciła swą uwagę zrozumieniu najważniejszych podstaw nauk biologicznych? Dlaczego przebywamy w niewygodzie na tej bagnistej wyspie? Robimy to, bo — jak wszystkie wyspy — otacza ją woda. Szybko-płynący nurt chroni nas przed pożarciem z kontynentu. Pozwala to także spać pod lichą osłoną, choć jemy jedynie niesmaczne ryby, które twoje siostry łowią z takimi oporami. Robimy to, czekając, aż wyrośnie ściana cierni, która osłoni nasze miasto. W tym czasie chronimy i karmimy młode hèsotsany, by szybko dorosły i mogły służyć nam za broń. Czekamy też, aż dojrzeją łodzie w sadzawce, byśmy mogły je wykorzystać zamiast uruketo nieprzydatnego na rzece. Czego nie robimy, to zasadzanie bardzo-cennego ziarna miasta!

— Pytanie wyrażone z pokornym pragnieniem wiedzy. Dlaczego?

— Dlaczego? Dlaczego? — Pomarszczona pierś Ambalasei płonęła czerwienią, podobnie jak wnętrza jej wysuniętych dłoni. — Bo gdybyśmy zasadziły je teraz, zostałoby zjedzone przez robaki, pożarte przez chrząszcze, zniszczone przez grzyby, zgniecione przez jedną z twych niezdarnych Cór!

— Teraz rozumiem — powiedziała Enge spokojnie. — Wielkie przeprosiny za niewiedzę.

Ambalasei odwróciła się, by spojrzeć na rzekę, mruczała coś gniewnie i wykręcała kończyny. Gdy ochłonęła, podjęła wykład.

— Uważam, że ściana cierni jest już dostatecznie wysoka dla ochrony. Potrzebuję dużej grupy, przynajmniej połowy was, by przeprawiły się ze mną rano. Jeśli będą osłonięte nasze boki, zaczniemy niezbędne prace nad uprzątaniem terenu, rozsiewaniem starannie wyhodowanych larw, które oczyszczą glebę. Potem dodamy bakterie wiążące azot, po nich krzewy szybko rosnące i szybko więdnące, które użyźnią ziemię. Następnie, jeśli wszystko pójdzie dobrze, a ja stwierdzę, że czas już dojrzał, zasadzimy ziarno miasta. Czy to możliwe, byś choćby w drobnej części mnie zrozumiała?

— W ogromnej — powiedziała Enge, majestatycznie nieczuła na sarkazm pytania. — Dziękuję ci też za szczegółowe wyjaśnienia. Czekam teraz na twe polecenia.

— Chciałabym, by i inne to zrozumiały. To następny problem. Potrzebna jest tu wam jakaś władza, ktoś kto powie tym bezwartościowym istotom, co mają robić.

— To rzeczywiście tylko nasz problem — przyznała entuzjastycznie Enge. — To on nas tu przywiódł. Moje siostry, gotowe umrzeć za swą wiarę, przybyły tu, bo zrozumiały, że eistaa nie jest w stanie ich zabić, potem cieszyły się z uzyskanej wolności. Będą pracować wspólnie, nie muszą otrzymywać rozkazów.

— Skoro nie będą prowadzone — co skłoni je do posłuszeństwa?

— Bardzo poważne pytanie — zastanawiałam się nad nim głęboko.

— Lepiej zastanawiaj się płytko, ale za to szybciej — powiedziała gniewnie Ambalasei — bo możemy zginąć, nim znajdziesz odpowiedź. Wszystkie istoty żyjące stadnie mają przywódców, osobników podejmujących decyzje. Spójrz tam — wskazała na ławicę jasnych, małych rybek. Coś je zaniepokoiło i natychmiast zmieniły kierunek.

— Jedna zawsze przewodzi. Gdy roją się pszczoły, idą za nową królową. Mrówki mają królowe, z których płodnego łona rodzą się wszystkie inne. Siostry są jak mrówki. Muszą być prowadzone.

— Rozumiem ten problem…

— Nie rozumiesz. Gdyby tak było, stawiałbyś go przed inne, poświęciła mu najwięcej uwagi. Przerwałabyś zabawy i dyskusje i zajęłabyś się tym problemem, wyłącznie nim, póki byś go nie rozwiązała. Musi być przywództwo, władza na różnych szczeblach, współpraca.

— Opisałaś właśnie eistaę i jej wszystkie zastępczynie — stwierdziła zimno Enge. — To właśnie odrzuciłyśmy.

— To znajdź coś w zamian, nim wszystkie zginiemy z głodu lub zostaniemy pożarte przez mocne stworzenia. — Ambalasei zauważyła ruch prośby o uwagę i odwróciła się ku Elem, która weszła na płetwę. — Mów.

— Przeprosiny za przerwanie; sprawa wielkiej wagi. Uruketo za długo przebywa na brzegu. Musimy wypłynąć na morze, poza ujście rzeki.

— To niemożliwe! — Ambalasei dodała ruchy odprawy-sprzed-oczu, zlekceważone przez Elem.

— Błagam o zezwolenie na podanie przyczyn. Dowódczym uruketo wytłumaczyła mi to dawno temu, kiedy służyłam w jej załodze. Gdy obserwuję teraz zwierzę, wraca mi pamięć. I enteesenaty nurkujące w wodzie i wydające ostre krzyki. Pora wypływać na morze, z dala od tych mulistych wód, bo to stworzenie musi jeść.

— Jutro. Gdy przeprawimy się na miejsce przyszłego miasta.

— Nie. To za późno. Wypłyniemy teraz z przypływem. Musimy spędzić na morzu dzień czy dwa. To bardzo ważne.

Enge naprężyła mięśnie w oczekiwaniu na moment, w którym Ambalasei rozprawi się siłą z tą nędzniczką sprzeciwiającą się jej woli. Zapomniała jednak, że Ambalasei jest przede wszystkim uczoną.

— Masz oczywiście rację. Upewnij się, czy dobrze sobie podjadło, nim tu z nim wrócisz, bo jest nam potrzebne. A w przyszłości uprzedzaj mnie zawczasu o tych wyprawach po pokarm.

— Rozkazujesz tak, więc posłucham.

— Nasza wyprawa poczeka. Może ta zwłoka będzie pożyteczna. Masz dwa dni na załatwienie tej sprawy. Zejdźmy na brzeg.

— Mam nadzieję, że w tym czasie znajdę odpowiedź. Nie będzie to łatwe, bo uderza w samo sedno naszej wiary.

Gdy zeszły na ląd, Ambalasei stanęła i opadła na swój ogon, poczuła nagle wielkie zmęczenie. Miała teraz za dużo pracy fizycznej, do której nie była przyzwyczajona. Czekając cierpliwie na uczoną, Enge pogrążyła się w rozmyślaniach. Patrzyła na wodę, lecz o mało nie przegapiła ruchów uruketo. Wśród plusków i szarpnięć wyswobodziło się z mułu, potem zawróciło i ruszyło w dół rzeki w ślad za podnieconymi enteesenatami. Ambalasei zamknęła na długo swe oczy, potem je otworzyła i spojrzała jednym na czekającą w milczeniu Enge.

1 ... 50 51 52 53 54 55 56 57 58 ... 90
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)