Tylko Chłód
- Автор: Спиндлер Эрика
- Язык: польский
- Жанр: Триллеры
Электронная книга - «Tylko Chłód». Краткое содержание книги:
Dwadzieścia trzy lata temu Harlow Grail porwał psychopata. By zmusić rodziców dziewczynki do zapłacenia okupu, obciął jej palec, jednak okaleczona i przerażona Harlow zdołała umknąć swemu prześladowcy. Kiedy dorosła, zmieniła imię, nazwisko oraz adres zamieszkania. Jako Anna North zaczęła robić karierę literacką.
Jednak najgorsze było dopiero przed nią…
Wokół Anny zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Mała wielbicielka przesyła niepokojące listy, w tajemniczych okolicznościach znika jej przyjaciółka, nieuchwytny morderca zabija rudowłose, tak jak Anna, kobiety. Kiedy pisarka w swojej lodówce znajduje ucięty palec, nie ma już wątpliwości: dawny prześladowca odnalazł ją i postanowił wyrównać rachunki. Policja jest bezradna; nawet detektyw Quentin Malone. który w trakcie śledztwa zakochał się w Annie i za wszelką cenę pragnie ją ocalić, zaczyna przegrywać wyścig ze śmiercią…
Ben mruknął, że rozumie, i spokojnie poddawał się kolejnym badaniom. Następnie odpowiadał na pytania, czy nie ma mdłości, czy dobrze widzi i czy potrafi utrzymać równowagę.
Ben kłamał tylko wtedy, kiedy było to absolutnie konieczne.
– Nic mi nie jest, panie doktorze – powiedział w końcu ze sztucznym uśmiechem. – Naprawdę. Czy mógłbym dziś wyjść ze szpitala?
Lekarz westchnął.
– Tak, jeśli ma pan kogoś, kto się panem zajmie. Chodzi o to, żeby się pan nie forsował.
– Ja się nim zajmę, panie doktorze.
Spojrzeli w stronę drzwi. Stał w nich śledczy Malone, opierając się barkiem o framugę. Wyglądał naprawdę świetnie. Ben poczuł, jak jeżą mu się włosy na szyi.
– Cześć, Ben – zwrócił się do niego familiarnie.
– Co cię tu sprowadza, Quentin? – nie pozostał mu dłużny.
Nie było to zwykłe, przyjazne przejście na ty, ale wymuszone i… jakby wrogie.
– Oczywiście, ty.
– Dobre wieści rozchodzą się szybko – mruknął sarkastycznie Ben.
Malone wszedł do środka i zatrzymał się przy łóżku.
– Jestem śledczy Quentin Malone z Siódmego Wydziału Nowoorleańskiej Policji – zwrócił się do lekarza. – Czy mogę zadać pacjentowi parę pytań?
– Nie widzę przeciwwskazań. – Doktor Wells odwiesił kartę na swoje miejsce. – Ale pewne rzeczy mogą mu się mylić, bo uderzenie w głowę było naprawdę mocne. – Zwrócił się do Bena: – Niech pan na siebie uważa przez najbliższe dni i nie forsuje się. Zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Proszę natychmiast się zgłosić, gdyby miał pan mdłości albo inne niepokojące objawy.
– Z całą pewnością. – Ben uścisnął jego dłoń. – Dziękuję, panie doktorze.
Lekarz pożegnał się z Malone’em i wyszedł. Zostali sami. Śledczy spojrzał uważnie na Bena.
– Dzwonił pan do mnie wczoraj do pracy. Byłem ciekaw, dlaczego.
– Naprawdę to zrobiłem?
– Powiedział pan tylko, kto dzwoni. Naprawdę pan tego nie pamięta?
Ben pomacał obolałą głowę.
– Muszę pana zmartwić, ale nie pamiętam zbyt wiele z ostatniej…
Nie dokończył. Przed oczami miał ciemną drogę. Wpadł w panikę. Jechał szybko, zbyt szybko, a jednocześnie nerwowo wciskał numery na podświetlonym telefonie.
– Dzwoniłem do Anny – szepnął po chwili. – Nikt nie odbierał. Zacząłem się bać.
– Bać?
Ben zamrugał oczami.
– Tak, o nią. Dlatego do pana zadzwoniłem.
Malone wziął krzesło i usiadł na nim okrakiem. Wciąż patrzył na Bena, a ten poczuł, że znowu podnoszą mu się włosy na szyi.
– A dlaczego się pan o nią bał? – spytał.
– Czy Annie nic się nie stało?
– Fizycznie nic.
Ben poczuł, że serce zaczyna mu bić coraz szybciej.
– Co chce pan przez to powiedzieć?
– Porozmawiajmy najpierw o panu, doktorze. – Malone wyjął z kieszeni niewielki notes. – Co mi pan chciał powiedzieć?
Ben podniósł dłoń do skroni i zaczął ją masować, chcąc zniwelować ból. Jednocześnie zaczął mówić:
– Wczoraj wieczorem byłem u mamy. Znajduje się teraz w domu opieki Crestwood przy Metairie Road. Ma Alzheimera.
– Bardzo mi przykro.
Ben skinął głową i ciągnął swoją opowieść:
– Wyszedłem później niż zwykle, bo mama była bardzo niespokojna. Wydawało jej się, że ktoś przyszedł, żeby ją przestraszyć. Uspokojenie jej zajęło trochę czasu.
Quentin spojrzał na niego ostro.
– Wydawało jej się?
Ben zaprzestał masażu i spojrzał na swoje podrapane dłonie.
– Moja mama… myli osoby i zdarzenia. Ogląda telewizję, a potem wydaje jej się, że przeżyła to naprawdę.
– Dobrze. Proszę dalej.
– Kiedy podszedłem do samochodu, zauważyłem kartkę za wycieraczką mojego wozu. Przypuszczam, że pochodziła od tej samej osoby, która wysłała mi książkę i zostawiła kopertę ze zdjęciem.
– Co tam było napisane?
Ben odwrócił wzrok, czując, że zaczynają mu płonąć policzki.
– Że zakochałem się w Annie i że ona zginie jeszcze tego wieczoru. Właśnie to.
Malone wyprostował się.
– Że zginie poprzedniego wieczoru?
– Tak. Dlatego wpadłem w panikę. Dzwoniłem do niej, ale nie odbierała, więc postanowiłem dojechać do niej jak najszybciej…
– A nie wpadło panu do głowy, żeby zadzwonić na miejscowy posterunek?
– Nie. Byłem w za dużym stresie, żeby normalnie myśleć.
Malone spojrzał na notes, a potem podniósł wzrok.
– Czy naprawdę się pan w niej zakochał?
Ben zesztywniał.
– To nie ma nic wspólnego z tą sprawą. – Spojrzał mu odważnie w oczy. – Ale… rzeczywiście się zakochałem.
Lekki skurcz przebiegł po twarzy śledczego i Ben uświadomił sobie, że nie jest jedyną osobą, która czuje coś do Anny. Taki chłystek, pomyślał z zazdrością. Nie może go wybrać!
– Jestem wytrwały, panie Malone. Nie poddaję się tak łatwo.
– Jak każdy trudny przeciwnik. – Cień uśmiechu pojawił się na ustach policjanta. – Ma pan jeszcze tamtą kartkę?
– Była w samochodzie. Pewnie wciąż tam jest. – Zaśmiał się ponuro. – Może ją pan spróbować odszukać.
– Nie domyśla się pan, kto ją zostawił?
– Ta sama osoba, która zostawiła poprzednie rzeczy. Prawdopodobnie któryś z moich pacjentów.
– Czy słyszał pan nazwisko Adam Furst?
– Nie, nigdy.
– Jest pan pewien? Nie leczył go pan kiedyś?
– Z całą pewnością. Kto to taki?
Malone nie odpowiedział na to pytanie.
– Wspominał pan, że próbuje zawęzić jakoś krąg podejrzanych pacjentów. Jak rozumiem, albo pan tego nie zrobił, albo się nie udało.
Ben znowu zesztywniał.
– Potrzebuję trochę czasu. Zacząłem to robić, ale nie mogę, ot, tak sobie, kogoś oskarżyć. Udało mi się tylko wyeliminować obecnych pacjentów, co znaczy, że będę musiał pogrzebać w przeszłości. Poddać testowi innych pacjentów…
– Testowi? – powtórzył Quentin. – Może mi pan powiedzieć, na czym on polega?
Psycholog wyjaśnił mu wszystko. Opowiedział o sprawdzianie z książką i jego wynikach.
– Jeśli zabiorę się szybko do pracy, to powinienem w ciągu tygodnia znaleźć tę osobę – zakończył.
– Do tego czasu może zginąć następna kobieta. Nie mógłby pan tego przyspieszyć? Albo dać nam tę listę?
– Wie pan, że nie mogę tego zrobić. To nieetyczne i nieprofesjonalne.
– A czy uważa pan, że ukrywanie mordercy jest etyczne?
– Mordercy? Chyba za daleko się pan posunął. Ten człowiek tylko straszy…
– Ten człowiek napadł wczoraj na Annę! – przerwał mu Quentin. – Włamał się do jej mieszkania!
Te słowa podziałały jak uderzenie. Ben opadł bezsilnie na poduszkę. Przez moment nie mógł z siebie wydusić niczego.
– Ale… ale mówił pan, że nic jej nie jest?
– Wystraszyła go, zanim zdążył ją zgwałcić. Anna jest w szoku.
Ben odwrócił się, nie chcąc pokazywać, co się z nim dzieje. Przez moment walczył ze swoją słabością, czując, że to wszystko jego wina. Gdyby dotarł na czas, Annie nic by się nie stało.
– Jest coś jeszcze – ciągnął Malone. – Wczoraj w nocy zgwałcono i zamordowano kolejną kobietę.
– Wiem, we Francuskiej Dzielnicy. Widziałem w telewizji. – Ben chrząknął. – Nie sądzi pan chyba, że miało to jakikolwiek związek z…
– Ta kobieta była ruda, doktorze. Jeszcze jedna marchewkowa piękność. Morderca odciął jej mały palec. – Śledczy zrobił przerwę, jakby chciał, żeby do Bena w pełni dotarło znaczenie tych słów. – Czy ciągle odmawia pan udostępnienia listy swoich pacjentów?