Szminka w wielkim mieście
- Автор: Бушнелл Кэндес
- Язык: польский
- Жанр: Романы для взрослых
Электронная книга - «Szminka w wielkim mieście». Краткое содержание книги:
To się nie mogło wydarzyć. Nie po dwudziestu pięciu latach ciężkiej pracy.
Nie bała się jeszcze kilku lat harówki. Taka praca, i tyle. Kochała ją, była do niej stworzona.
Pracowała przez całą noc, w ciemnościach nad Atlantykiem, i różowym świtem nad Paryżem. Jej samolot wylądował o piątej dwadzieścia czasu miejscowego. Wendy włączyła komórkę, zmieniając częstotliwość fal na europejską. Aparat natychmiast zaczął brzęczeć. Nacisnęła guzik poczty głosowej.
– Masz… trzydzieści dwie nowe wiadomości – oznajmił miły głos z taśmy.
Rozdział 9
Nadszedł koniec marca, znowu padał śnieg, piąty raz w ciągu dziesięciu dni.
Ulica pełna była autobusów i błota pośniegowego, trąbiły klaksony, wszyscy mieli dość śniegu (i nadzieję, że to już ostatni w tym roku). W taksówce było duszno i parno, na podłodze zebrały się kałuże wody, więc Victory jechała z podkulonymi kolanami, opierając czubki zamszowych butów na tylnej części przedniego fotela, żeby zbytnio nie przemokły.
Nico ciągle pytała ją, dlaczego nie sprawi sobie auta z szoferem. Pewnie byłoby ją stać, ale Victory nie lubiła zbędnych wydatków. Uważała, że niezależnie od swoich osiągnięć, nie wolno zapominać o korzeniach. Teraz jednak, kiedy wyglądało na to, że B et C złoży jej ofertę kupna, doszła do wniosku, że być może rzeczywiście załatwi auto z kierowcą. Chętnie coś naprawdę luksusowego – mercedesa, takiego jakim jeździła Muffie Williams.
Nie mogła jednak wyprzedzać faktów. Nic nie zostało ustalone… Jeszcze nie.
Plim. Jej telefon ćwierknął przyjemnie, sprawdziła esemesa.
„Miasto jest twoje, pamiętaj. Powodzenia". Nico.
„Dzięki!".
„Zdenerwowana?"
„Nie. Bulka z masłem"
„Dzwon później. Zerkniemy na klejnoty".
Victory lekko uśmiechnęła się do telefonu. Pomyślała, że Nico jest chyba bardziej podekscytowana jej widokami na przyszłość niż ona sama. Odkąd Nico dowiedziała się o pierwszym spotkaniu z B et C w Paryżu, w zasadzie nie rozmawiały o niczym innym. Nico pouczała ją i zachęcała, niczym dumna kwoka.
– Dasz sobie radę, Vic – mówiła jej bez przerwy. – A poza tym należy ci się to. Nikt bardziej nie zasłużył na trzydzieści milionów dolarów, biorąc pod uwagę, jak ciężko pracowałaś…
– Ale to pewnie mniej niż trzydzieści milionów. Poza tym być może będę musiała wyjechać z Nowego Jorku i przenieść się do Paryża…
– No to się przeniesiesz – oświadczyła Nico lekceważąco. – Przecież zawsze możesz wrócić.
Przyszła do różowej sali do prezentacji Victory, żeby kupić nowe ubrania na jesień. Wymaszerowała z niewielkiej przebieralni w granatowym kostiumie o męskim kroju.
– Wspaniale – oznajmiła Victory.
– Wszyscy będą to nosić?
– Pewnie tak. Sklepy oszalały…
– No widzisz? – Nico włożyła ręce do kieszeni i podeszła do lustra. – Jesteśmy nowoczesnymi kobietami. Jeśli będziemy zmuszone przenieść się dla kariery do Paryża, to się przeniesiemy. To podniecające. Ilu ludzi ma takie możliwości? Chodzi mi o to…
Nico chyba zapragnęła wyznać coś ważnego, ale najwyraźniej zmieniła zdanie i zaczęła się bawić krezką zdobiącą bluzkę.
– Ty byś się przeniosła? – zapytała Victory.
– W mgnieniu oka.
– I zostawiła Seymoura?
– W dwie sekundy. – Nico odwróciła się do niej. Victory pomyślała, że mina przyjaciółki nie do końca świadczy o tym, że to żart. – Naturalnie, zabrałabym ze sobą Katrinc… Bo widzisz, Vic, trzeba korzystać z okazji…
I wtedy Nico wbiła sobie do głowy, że jeśli Victory dostanie ofertę kupna od B et C, ma iść do Sotheby'ego i kupić sobie „ważną" biżuterię, za co najmniej dwadzieścia pięć tysięcy, by uczcić okazję. Stąd wzmianka o klejnotach.
Taksówka gwałtownie skręciła za róg na Pięćdziesiątej Siódmej, a Victory jeszcze mocniej wcisnęła czubki butów w tył fotela, żeby nie stracić równowagi. Ostatnio Nico zachowywała się dziwnie, ale Victory sądziła, że to ze względu na trzymaną w tajemnicy sytuację w pracy. Byłoby niewiarygodne, gdyby za kilka tygodni i ona, i Nico nagle niesłychanie się wzbogaciły i odniosły jeszcze większy sukces niż dotychczas. Nico właśnie przejmowała stanowisko Mike'a Harnessa w Splatch-Verner, co wiązało się nie tylko z wyższą pensją (zapewne dwumilionową!), ale i prawem poboru nowych akcji oraz premiami, również sięgającymi kilku milionów. Naturalnie wszystko było objęte ścisłą tajemnicą, podczas gdy każdy w mieście zdawał się znać sytuację Victory. Tego ranka w „Women's Wear Daily" ukazała się wzmianka o sekretnych negocjacjach Victory Ford z B et C w sprawie zakupu jej firmy. Tę historię podchwyciły również „Post" i „Daily News". Victory nikomu nic nie mówiła, to znaczy nikomu poza Nico, Wendy i kilkoma istotnymi osobami, na przykład swoją księgową Marcia. Jednak fachowa prasa zwietrzyła trop, łącznie z ostatnimi szczegółami. Nawet wiedzieli, że Victory prowadzi negocjacje z B et C od dwóch tygodni i dwukrotnie poleciała do Paryża na spotkanie.
No cóż, w świecie mody nic się nie ukryje, zresztą nie miało to znaczenia. Cały ten przemysł uwielbiał plotki i do pewnego stopnia jak cię widzieli, tak cię pisali. W tej branży Victory znów była na topie. Najpierw w „Women's Wear Daily" ukazał się artykuł o jej dodatkach, parasolkach i kaloszach, które dosłownie znikały z półek. Później jej pokaz okrzyknięto sukcesem, jako że według prasy wyznaczył nowy trend na jesień. Tuż po tym odbyła się gorączkowa seria spotkań z B et C, zorganizowanych przez Muffie Williams. Bogu dzięki za Muffie, a zwłaszcza za Nico! Niewiele było osób, z którymi mogłaby omówić możliwość zarobienia milionów dolarów, a Lyne nieszczególnie się przydał.
– Nie cierpię zasranych żabojadów – narzekał bezustannie.
– Niezbyt mi pomagasz – odparła.
– Sama musisz podjąć decyzję, mała.
– Zdaję sobie z tego sprawę.
– W takich sytuacjach najpierw dostajesz propozycję, a dopiero potem decydujesz – spokojnie oświadczyła Nico.
A Victory przypomniała sobie, że tylko przyjaciółki rozumieją ważne sprawy, czyli seks i interesy.
Taksówka zahamowała przed lśniącym wieżowcem B et C, który wyglądał w śniegu jak współczesny zamek z bajki. Victory wysiadła. Pod pachą trzymała teczki pełne szkiców. Szefostwo chciało zobaczyć opcje na następne dwa sezony, a ona harowała jak wół, żeby ukończyć je między lotami do Paryża a prowadzeniem firmy. Rzeczywiście, im większy sukces się odnosi, tym ciężej trzeba pracować, a ona pracowała od dwunastu do szesnastu godzin na dobę przez siedem dni w tygodniu. Gdyby jednak B et C złożyło jej ofertę, a Victory by ją przyjęła, życie mogłoby stać się łatwiejsze. Miałaby więcej pracowników i nie musiałaby się martwić o obrót pieniędzmi na pokrycie kosztów produkcji. Teraz, kiedy sklepy składały olbrzymie zamówienia na jesienną kolekcje, potrzebowała każdego grosza dodatkowego kapitału.