Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Wielkie Polowanie
Wielkie Polowanie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wielkie Polowanie

Электронная книга - «Wielkie Polowanie». Краткое содержание книги:

Wielkie Polowanie
1 ... 50 51 52 53 54 55 56 57 58 ... 217
Перейти на страницу:

„Tym razem jednak znowu nie udało mi się uzyskać żadnej wskazówki, która naprowadziłaby mnie na trop”.

Skąd mógł wiedzieć, kto jest Sprzymierzeńcem Ciemności. Miał jednak pewność, że od kiedy opuścił Marabon i popłynął w dół rzeki, podążali za nim Sprzymierzeńcy Ciemności. Sprzymierzeńcy Ciemności i trolloki. Tego był pewien. Prawdziwym pytaniem jednak, na które nie uzyskał nawet przebłysku odpowiedzi, było: dlaczego?

— Kłopoty Bayle? — zapytała Nieda. — Wyglądasz, jakbyś przed chwilą zobaczył trolloka.

Zachichotała, dźwięk pasował do kobiety o jej tuszy. Podobnie jak większość ludzi, którzy nigdy nie byli na Ziemiach Granicznych, Nieda nie wierzyła w trolloki. Domon próbował przekazać jej prawdę, bawiły ją te historie, uważała je jednak w całości za kłamstwa. W śnieg nie wierzyła również.

— Żadnych kłopotów, Nieda. — Rozwiązał sakiewkę, wyciągnął monetę i wręczył jej. — Stawiam wszystkim. Niech piją, dopóki wystarczy, później dam ci następną.

Nieda, zaskoczona, oglądała monetę.

— Marka z Tar Valon. Zacząłeś handlować z wiedźmami, Bayle?

— Nie! — powiedział ochryple. — Tego nie zrobię nigdy!

Sprawdziła monetę zębami, potem szybko wsunęła za szeroki pas.

— Cóż, przynajmniej jest z tego pożytek. Zresztą sądzę, że wiedźmy nie są takie złe, jak się o nich opowiada. O wielu mężczyznach nie mogłabym tego powiedzieć. Znam człowieka, który mi ją wymieni. Biorąc pod uwagę ilość gości dzisiejszego wieczoru, zapewne nie będziesz musiał mi dawać następnej. Jeszcze piwa, Bayle?

Skinął tępo głową, chociaż kufel był niemalże pełny. Ciężko odeszła od stołu. Była jego przyjaciółką, z pewnością więc nie rozpowie o tym, co widziała. Siedział, wpatrując się w skórzaną sakiewkę. Następny kufel wyrósł przed nim, zanim zdecydował się otworzyć sakiewkę na tyle, by obejrzeć monety. Rozgarnął je zrogowaciałym palcem. Złote marki zalśniły w świetle lamp, na każdej z nich wybity był Płomień Tar Valon. Pośpiesznie zawiązał rzemyk. Niebezpieczne monety. Jedna lub dwie przejdą nie zauważone, lecz taka ilość powie ludziom dokładnie to, co pomyślała sobie Niech. W mieście byli Synowie Światłości i chociaż prawa Illian nie zakazywały robienia interesów z Aes Sedai, nie mógłby udać się do magistratu, by szukać ochrony przed Białymi Płaszczami. Ludzie, którzy go wynajęli, upewnili się, że nie zatrzyma po prostu złota i nie zostanie w Illian.

Kiedy tak siedział, zamartwiając się, do „Borsuka” wszedł jego zastępca na „Sprayu”, Yarin Maeldan, wiecznie roztargniony, podobny do bociana. Stanął przed stołem, przy którym siedział Domon, brwi miał ściągnięte nad długim nosem.

— Carn nie żyje, kapitanie.

Domon popatrzył na niego, grymas wykrzywił mu twarz. Za każdym razem, kiedy odrzucał zlecenie mające go zaprowadzić na wschód, ginął jeden z jego ludzi. W ten sposób stracił już trzech. Magistrat nie zrobił nic w tej sprawie. Ulice są w nocy niebezpieczne, powiedzieli, a marynarze nadmiernie ostrzy w słowach i kłótliwi. Urzędnicy magistratu rzadko przejmowali się wypadkami w Pachnącej Dzielnicy, dopóki nie dotyczyły szanowanych obywateli.

— Tym razem się przecież zgodziłem — wymruczał.

— To nie wszystko, kapitanie — dodał Yarin. — Pocięli Carna nożami, jakby chcieli coś z niego wyciągnąć. A niecałą godzinę temu jacyś ludzie próbowali się zakraść na pokład „Spraya”. Przepędziły ich straże portu. Trzeci raz w ciągu dziesięciu dni, nawet szczury z nabrzeża nie są tak wytrwałe. Zawsze czekają, aż szum wokół jednej sprawy ucichnie, zanim spróbują znowu. I jeszcze zeszłej nocy ktoś przetrząsnął mój pokój pod „Srebrnym Delfinem”. Zabrali trochę srebra, więc sądziłem, że to złodzieje, ale zostawili moją sprzączkę od pasa wysadzaną granatami i kamieniami księżycowymi, która leżała na samym wierzchu. Co się dzieje, kapitanie? Ludzie się boją, zresztą ja też stałem się trochę niespokojny?

Domon poderwał się z krzesła.

— Zbieraj załogę, Yarin. Znajdź ich i powiedz, że “Spray” wyrusza, gdy tylko na pokładzie będzie dosyć rąk do refowania żagli.

Wepchnął pergamin do kieszeni, chwycił sakiewkę ze złotem i, popychając przed sobą zastępcę, wyszedł z gospody.

— Zbieraj ich, Yarin, odpłynę bowiem bez wszystkich, którzy nie zdążą, nawet gdyby właśnie wbiegali na molo.

Domon klepnął Yarina w ramię, przynaglając do biegu, po czym twardym krokiem poszedł w kierunku doków. Nawet ci rabusie, którzy słyszeli pobrzękujące w sakiewce monety, nie próbowali szukać z nim zwady, wyglądał bowiem jak człowiek zamierzający dokonać morderstwa.

Kiedy dotarł do „Spraya”, niektórzy członkowie załogi przepychając się już wbiegali na pokład, a po kamiennym molo rozbrzmiewały odgłosy kroków reszty. Nie wiedzieli, że boi się tego, co go ściga, nie zdawali sobie nawet sprawy, że w ogóle coś go ściga, ale wiedzieli przecież, iż jego łódź przynosi duże zyski, a wedle Illiańskich zwyczajów dzielił się nimi z załogą.

„Spray” miał osiem stóp długości, dwa maszty i szeroką pokładnicę, z miejscem do przymocowania towarów, które nie zmieściłyby się w pokaźnych skądinąd ładowniach. Wbrew temu co Domon powiedział Cairhieńczykom — o ile byli to Cairhieńczycy — uważał, że statek dałby sobie radę na otwartym morzu. Morze Sztormów w okresie lata było spokojniejsze.

— Musi dać sobie radę — wymruczał, schodząc do swej kabiny pod pokładem.

Rzucił mieszek ze złotem na łóżko wbudowane starannie w zrąb kadłuba, jak zresztą wszystko w rufowej kabinie, i wyciągnął z kieszeni pergamin. Zapalił latarnię, zawiesił ją na czopie nad głową i uważnie obejrzał zapieczętowany dokument, obracając go na wszystkie strony, jakby mógł przeczytać jego zawartość bez otwierania. Na dźwięk stukania do drzwi zmarszczył brwi.

— Wejść.

Yarin wsunął głowę do środka.

— Wszyscy na pokładzie, ale trzech nie mogę się doliczyć, kapitanie. Cóż, zostawiłem im wiadomość w każdej tawernie, szulerni i melinie dzielnicy. Zdążą na pokład, zanim będziemy mieli dość światła, by popłynąć w górę rzeki.

— "Spray” wypływa zaraz. Na morze. — Domon uciął protesty Yarina dotyczące światła, przypływów i niedostosowania „Spraya” do żeglugi po otwartym morzu. — Zaraz! „Spray” może pokonać piaszczyste łachy nawet przy najniższym poziomie wody. Zapomniałeś już pewnie, jak żeglować podług gwiazd? Wyprowadź go stąd, Yarin. Wyprowadź go zaraz i przyjdź do mnie, kiedy znajdziemy się już poza falochronem.

Jego zastępca zawahał się, Domon nigdy nie pozwalał, aby bardziej niebezpieczne manewry wykonywać bez niego. Zawsze stał na pokładzie i wydawał rozkazy. Wyprowadzenie „Spraya” z portu w nocy na pewno nie było manewrem bezpiecznym, niezależnie od płytkiego zanurzenia statku, potem jednak kiwnął głową i zniknął. Chwilę później kabinę kapitana wypełniły dźwięki wykrzykiwanych przez Yarina rozkazów i tupot bosych stóp po pokładzie. Nie zwracał na nic uwagi, nawet gdy statek zakołysał się, łapiąc przypływ.

Na koniec podniósł osłonę lampy i wsunął w płomień ostrze noża. Z lampy wydobył się dym, kiedy olej opalił metal i nim nóż zdążył rozżarzyć się do czerwoności. Domon odsunął mapy i rozpostarł pergamin płasko na stole. Potem przesunął rozgrzaną stal powoli pod woskową pieczęcią, w taki sposób, że jej wierzch pozostał nienaruszony.

Dokument był prosty, bez preambuły i zwyczajowych pozdrowień. Jego treść zaś spowodowała, że Domonowi po czole spłynęły grube krople potu.

Okaziciel niniejszego listu jest Sprzymierzeńcem Ciemności, ściganym w Cairhien za morderstwa i inne okropne zbrodnie, z których wymienić należy kradzież wymierzoną przeciwko Naszej Osobie. Wzywamy więc was, abyście zaaresztowali tego człowieka oraz przejęli wszystkie rzeczy pozostające w jego posiadaniu, włącznie z najdrobniejszymi. Nasz wysłannik pojawi się, aby odebrać rzecz Nam skradzioną. Niech więc wszystko, co człowiek ów posiada, wyjąwszy rzecz nadmienioną przypadnie wam jako nagroda za jego schwytanie. Sam zaś podły niegodziwiec winien być powieszony niezwłocznie, aby jego skażone Cieniem łotrostwo nie zatruwało dłużej Światłości.

1 ... 50 51 52 53 54 55 56 57 58 ... 217
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)