Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » The Lady of the Lake [Pani Jeziora]
The Lady of the Lake [Pani Jeziora] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

The Lady of the Lake [Pani Jeziora]

Электронная книга - «The Lady of the Lake [Pani Jeziora]». Краткое содержание книги:

After walking through a portal in the Tower of the Swallow, thus narrowly escaping death, the Witcher girl, Ciri, finds herself in a completely different world... a world of the Elves. She is trapped with no way out. Time does not seem to exist and there are no obvious borders or portals to cross back into her home world.
But this is Ciri, the child of prophecy, and she will not be defeated. She knows she must escape to finally rejoin the Witcher, Geralt, and his companions - and also to try to conquer her worst nightmare. Leo Bonhart, the man who chased, wounded and tortured Ciri, is still on her trail. And the world is still at war
1 ... 49 50 51 52 53 54 55 56 57 ... 128
Перейти на страницу:

— I wielebni dobrze — Szczupak odzyskał kontenans, wyszczerzył się szczerbato. - Wielebni, dobrze, waćpanowie, że jest na łotrzyków prawo i kara, słuszny to porządek. Ruszajmy tedy w drogę, do Wyzimy, do armii, bo paterotyczny obowiązek wzywa.

Lancknecht patrzył na niego długo i dość pogardliwie, potem wzruszył ramionami, poprawił mieczysko na plecach i pomaszerował drogą. Jego towarzysz, Jarre, tudzież handlarz ze swym osłem i wozem ruszyli za nim, a z tyłu, w małym oddaleniu, poczłapała Szczupacza hałastra.

— Dzięki wam — rzekł po jakimś czasie handlarz, popędzając osła witką — panowie rycerze. A i tobie dzięki młody paniczu.

— Noc to — machnął ręką lancknecht. - Przywyklim.

— Różni do wojska ciągną — jego towarzysz obejrzał się przez ramię. - Przyjdzie na wieś lub miasteczko przymus wybrańca z co dziesiątego łanu dać, to czasem korzystają, by tą modłą najsamprzód co najgorszej swołoczy się pozbyć. I pełne później trakty takich, o, jak ci tam, zawalidrogów. No, ale już tam w armii wyćwiczy ich w posłuchu gefrejterski kij, nauczą się gałgany moresu, gdy raz a drugi pójdą na praszczęta, w uliczkę z rózeg…

— Ja — pospieszył z wyjaśnieniem Jarre — idę zaciągnąć się na ochotnika, nie z przymusu.

— Chwali się, chwali — lancknecht spojrzał na niego, podkręcił nawoskowany koniuszek wąsa. - A to i widzę, żeś ty z deczko innej niż tamci ulepiony gliny. Czemuż to z nimi pospołu?

— Los nas zetknął.

— Widziałem już — głos żołnierza był poważny — takie losowe zetknięcia i zbratania, co zbratanych pod jedną wspólną przywiodły szubienicę. Wyciągnij z tego naukę, chłopcze.

— Wyciągnę.

*****

Nim przyćmione chmurami słońce stanęło w zenicie, dotarli do traktu. Tu czekała ich wymuszona przeprawa w podróży. Podobnie jak spora grupa wędrowców, którzy musieli się zatrzymać — trakt bowiem szczelnie wypełniony był maszerującym wojskiem.

— Na południe — znacząco skomentował kierunek marszu jeden z lancknechtów. - Na front. Ku Mariborowi i Mayenie.

— Znaki bacz — wskazał głową drugi.

— Redańczycy — powiedział Jarre. - Srebrne orły na karmazynie.

— Dobrześ zgadł — lancknecht poklepał go po ramieniu. - Iście łebski z ciebie młodzik. To jest redańskie wojsko, które królowa Hedwig w pomoc nam przysłała. My teraz jednością mocni, Temeria, Redania, Aedirn, Kaedwen, teraz my wszyscy alianci, jednej sprawy adherenci.

— Rychło w czas — odezwał się zza ich pleców Szczupak z wyraźnym przekąsem. Lancknecht obejrzał się, ale nic nie powiedział.

— Owóż siądźmy — zaproponował Melfi — i wytchnąć dajmy kulasom. Tego wojska końca nie widać, wiele czasu minie, nim się droga oswobodzi.

— Siędźmy — rzekł handlarz — tamój, na górce, stamtąd prospektum lepsze.

Redańska konnica przejechała, na nią, wzbijając pył, maszerowali kusznicy i pawężnicy. Za nimi widać już było kolumnę jadącej stępa pancernej jazdy.

— A tamci — wskazał pancernych Melfi — pod inszym idą znakiem. Czarną mają sztandartę, biało czymsiś upstrzoną.

— Ot, prowincja ciemna — lancknecht spojrzał na niego z pogardą. - Godła własnego króla nie poznają. To są srebrne lilije, tępa głowo…

— Pole czarne srebrnymi liliami usiane — powiedział Jarre i naraz zapragnął udowodnić, że kto jak kto, ale on nie jest ciemną prowincją.

— W dawnym herbie królestwa Temerii — zaczął — widniał lew kroczący. Ale tamerscy koronni książęta odmiennego herbu używali, a to mianowicie tym sposobem, że do tarczy dodawali dodatkowe pole, w którym były trzy lilie. Albowiem w symbolice heraldycznej jest kwiat lilii znakiem następcy tronu, królewskiego syna, dziedzica tronu i berła…

— Mądruś zasrany — szczeknął Klaproth.

— Niechaj go i zawrzyj gębę, koński łbie — rzekł groźnie lancknecht. - A ty, chłopcze praw dalej. Ciekawe to.

— A gdy królewicz Goidemar, syn starego króla Gardika, szedł do boju przeciw insurgentom diablicy Falki, wojsko temerskie właśnie pod jego znakiem, pod godłem linii walczyło i walne odnosiło przewagi. I gdy Goidemar tron po ojcu odziedziczył, na pamiątkę owych przewag i dla cudownego ocalenia żony i dziatek z rąk wrażych herbem królestwa ustanowił trzy lilie srebrne w polu czarnym. A później król Cedric specjalnym dekretem herb państwowy tym sposobem odmienił, że jest czarna tarcza srebrnymi liliami usiana. I taki jest Temerii herb po dziś dzień. Co łacno możecie wszyscy naocznie stwierdzić, albowiem traktem właśnie tameryjscy kopijnicy jadą.

— Bardzoś zgrabnie — rzekł handlarz — nam to wykoncypował, paniczu.

— Nie ja — westchnął — lecz Jan z Attre, uczony heraldyk.

— I tyś nie gorzej, widno, wyuczony.

— W sam raz — dorzucił półgłosem Szczupak — na rekruta. By dać się utłuc pod tych srebrnych liliji znakiem, za króla i Temerię.

Usłyszeli śpiew. Groźny, wojacki, huczący jak sztormowa fala, jak pomruk zbliżającej się burzy. Śladem za Temeryczykami szło równym i zwartym szykiem inne wojsko. Szara, niemal bezbarwna kawaleria, nad którą nie powiewały chorągwie ani proporce. Przed jadącymi na czele kolumny dowódcami niesiono ozdobioną końskimi ogonami tykę z poziomą poprzeczką, do której przybite były trzy ludzkie czaszki.

— Wolna Kompania — wskazał szarych jeźdźców lancknecht. - Kondotierzy. Najemne wojsko.

— Zrazu widać — westchnął Melfi — że bitni. Chłop w chłopa! A równo idą, by na paradzie…

— Wolna kompania — powtórzył lancknecht. - Przypatrzcie się, kmiotki i gołowąsy, prawdziwemu żołnierzowi. Owi już w boju byli, oni to, kondotierzy właśnie, banderie Adama Pangratta, Molli, Frontina i Abatemarco, one szalę przeważyły pod Mayeną, dzięki nim pękł nilfgaardzki pierścień, im to zawdzięczać, że twierdza oswobodzona.

— Wierę — dodał drugi — waleczny i mężny to naród, owi kondotierzy, w bitwie nieustępliwy jak ta skała. Choć za pieniądze Wolna Kompania służy, jak z ich piosenki łacno wymiarkujesz.

Oddział zbliżał się stępa, śpiew grzmiał mocną i gromką, lecz dziwnie ponurą, złą nutą.

Żadne nas berło ni tron nie pozyszczy Nigdy z królami nie będziem w aliansach My u dukata, co jak słońce błyszczy Na ordynansach!
Niczym są dla nas waszych przysiąg roty Sztandarów waszych ni rąk nie całujem My dukatowi, co jak słońce świeci Wierność ślubujem!

— Ech, u takich służyć — westchnął znowu Melfi. - Z takimi pospołu wojować… Zaznałby człek sławy a łupu…

— Wzrok mnie myli abo jak? — Okultich zmarszczył twarz. - Na czele drugiego hufu… Baba? To oni pod babską wojują komendą, owe najemniki?

— Baba to — potwierdził lancknecht. - Ale nie byle jaka baba. To Julia Abatemarco, co na nią wołają Słodka Trzpiotka. Wojowniczka, że ho, ho! Pod jej to komendą roznieśli kondotierzy zagon Czarnych i elfów pod Mayeną, choć jeno w dwakroć po pięć setek na trzy tysiące uderzyli.

— Owociem słyszał — odezwał się Szczupak dziwnym, obleśnie służalczym, a zarazem złośliwym tonem — że nie na wiele się ta wiktoria zdała, w błoto poszły wydane na najmitów dukaty. Pozbierał się Nilfgaard i znowu zadał naszym bobu, a tęgiego. I Mayenę znów opasał. A może już i dobył twierdzy? A może już tu zmierza? Może lada dzień tutaj będzie? Może już ci przekupni kondotierzy dawno nilfgaardzkim złotem przekupieni?

1 ... 49 50 51 52 53 54 55 56 57 ... 128
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)