The Lady of the Lake [Pani Jeziora]
- Автор: Сапковский Анджей
- Серия: Wiedźmin #7
- Год: 1999
- Язык: польский
- Год: SuperNOWA
- ISBN: 83-7054-129-1
- Переводчик: David French
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «The Lady of the Lake [Pani Jeziora]». Краткое содержание книги:
But this is Ciri, the child of prophecy, and she will not be defeated. She knows she must escape to finally rejoin the Witcher, Geralt, and his companions - and also to try to conquer her worst nightmare. Leo Bonhart, the man who chased, wounded and tortured Ciri, is still on her trail. And the world is still at war
W uszach szum.
Na twarzy wiatr. Chłodny wiatr. Kropelki deszczu. W nozdrzach zapach sosny.
Kelpie brykała, parskała, tupie. Szyję ma mokrą i gorącą.
Błyskawica. Krótko po niej grom. W świetle Ciri widzi Ihuarraquaxa potrząsającego łbem i rogiem, ostro grzebiącego ziemię kopytem.
— Koniku?
Jestem tutaj, Gwiazdooka.
Niebo pełne jest gwiazd. Pełne konstelacji. Smok. Zimowa panna. Siedem Kóz. Dzban.
A nad samym niemal horyzontem — Oko.
— Udało się — westchnęła. - Udało się nam, Koniku. To jest mój świat!
Jego sygnał był tak wyraźny, że Ciri zrozumie wszystko.
Nie, Gwiazdooka. Uciekliśmy z tamtego. Ale to wciąż nie to miejsce, nie ten czas. Jeszcze wiele przed nami.
— Nie zostawiaj mnie samej.
Nie zostawię. Mam wobec ciebie dług. Muszę go spłacić. Do końca.
Wraz ze zrywającym się wiatrem niebo ciemnieje od zachodu, napływające falami chmury po kolei gaszą konstelacje. Gaśnie smok, gaśnie Zimowa Panna, Siedem Kóz, Dzban. Gaśnie oko, świecące najsilniej i najdłużej.
Nieboskłon wzdłuż horyzontu rozbłysnął krótkotrwałą jasnością błyskawicy. Grom przetoczył się z głuchym hurkotem. Wichura wzmogła się raptownie, sypnęła w oczy kurzem i suchym liściem.
Jednorożec zarżał, wysłał mentalny sygnał.
Nie ma czasu do stracenia. Jedyna nasza nadzieja w szybkiej ucieczce. We właściwe miejsce, właściwy czas. Spieszmy się, Gwiazdooka.
Jestem Panią Światów. Jestem Starszą Krwią.
Jestem z krwi Lary Dorren, córki Shiadhal.
Ihuarraquax zarżał, ponaglił. Kelpie zawtórowała przeciągłym prychnięciem. Ciri naciągnęła rękawice.
— Jestem gotowa — powiedziała.
Szum w uszach. Błysk i jasność. A potem ciemność.
Rozdział szósty
Proces, wyrok i egzekucję Joachima de Wetta większość historyków zwykła przypisywać gwałtownej, okrutnej i tyrańskiej naturze cesarza Emhyra, nie brak też — zwłaszcza u autorów z ciągotami do beletrystyki — aluzyjnych hipotez o zemście i porachunkach najzupełniej prywatnych. Najwyższy czas powiedzieć prawdę — prawdę, która jest dla każdego uważnego badacza bardziej niż oczywista. Diuk de Wett dowodził grupą «Verden» w sposób, dla którego określenie «nieudolny» jest wybitnie za delikatne. Mając przeciw sobie dwakroć słabsze siły, ociągał się z ofensywą na północ, a całą aktywność obrócił na walkę z verdeńskimi gerylasami. Grupa «Verden» dopuszczała się wobec ludności niesłychanych okrucieństw. Skutek był łatwy do przewidzenia i nieunikniony: jeżeli w zimie siły insurgentów liczono na niecałe pół tysiąca ludzi, to wiosną powstał cały niemal kraj. Oddanego Cesarstwu króla Ervylla zgładzono, a na czele powstania stanął jego syn, królewicz Kistrin, sympatyzujący z Nordlingami. Mając na flance desanty piratów z Skellige, od czoła ofensywę Nordlingów z Cidaris, a na tyłach rebelię, de Wett zaplątał się w bezładne walki, ponosząc klęskę za klęską. Tym samym opóźniał ofensywę Grupy Armii "Środek" — miast, jak ustalono, wiązać skrzydło Nordlingów, grupa «Verden» wiązała Menno Coehoorna. Nordlingowie natychmiast wykorzystali sytuację i przeszli do kontruderzenia, rozrywając pierścień wokół Mayeny i Mariboru, niwecząc szanse na szybkie powtórne zdobycie tych ważnych fortec.
Nieudolność i głupota de Wetta miały też znaczenie psychologiczne. Prysł mit o niezwyciężonym Nilfgaardzie. Do armii Nordlingów zaczęli setkami napływać ochotnicy…