Prawiek i inne czasy
- Автор: Tokarczuk Olga
- Язык: польский
- Жанр: Современная русская и зарубежная проза
Электронная книга - «Prawiek i inne czasy». Краткое содержание книги:
Michał wymiotował w krzaki bzu. Nigdy więcej nie wziął już do ust kurzego jajka.
Czas Genowefy
Ciało Genowefy zastygło w bezruchu jak wypalony w żarze gliniany garnek. Sadzano je w fotelu na kółkach. Było teraz zdane na łaskę innych. Kładziono je do łóżka, myto, wysadzano, wynoszono na ganek.
Ciało Genowefy było jednym, a Genowefa drugim. Tkwiła zamknięta w nim, zatrzaśnięta, ogłuszona. Mogła poruszyć tylko koniuszkami palców i twarzą, choć nie do końca. Nie umiała już ani uśmiechnąć się, ani zapłakać. Słowa, kanciaste i chropawe, wypadały z jej ust jak kamyki. Takie słowa nie miały władzy. Czasami próbowała skarcić Adelkę, która biła Antka, ale wnuczka niewiele sobie robiła z jej gróźb. Antek chował się w spódnice babci i Genowefa nie mogła nic zrobić, żeby go ukryć lub choć przytulić. Patrzyła bezradnie, jak większa i silniejsza Adelka szarpie brata za włosy, i rozpierała ją złość, która jednak zaraz obumierała, ponieważ nie miała szans w żaden sposób znaleźć ujścia.
Misia dużo mówiła do matki. Przysuwała jej fotel spod drzwi do ciepłych kafli kuchni i paplała. Genowefa słuchała nieuważnie. To, o czym mówiła córka, nudziło ją. Coraz mniej była ciekawa, kto został, a kto zginął, nie obchodziły jej msze, koleżanki Misi z Jeszkotli, nowe sposoby wekowania groszku, wiadomości radiowe, które Misia zawsze komentowała, jej niedorzeczne wątpliwości i pytania. Genowefa wolała się skupić na tym, co Misia robi i co się dzieje w domu. Widziała więc rosnący po raz trzeci brzuch córki, maleńki śnieg mąki, która opada ze stolnicy na podłogę, kiedy Misia zagniata ciasto na makaron, muchę topiącą się w mleku, zostawiony na blasze pogrzebacz, rozgrzany do czerwoności, kury próbujące w sieni wyciągnąć sznurówki z butów. To było konkretne, namacalne życie, które odpływało od niej dzień po dniu. Genowefa widziała, że Misia nie radzi sobie z tym wielkim domem, którym ją obdarowali. Wysupłała więc z siebie kilka zdań i namówiła córkę, żeby wzięła dziewczynę do pomocy. Misia przyprowadziła Rutę.
Ruta wyrosła na piękną dziewczynę. Genowefie ściskało się serce, kiedy na nią patrzyła. Czyhała na te chwile, gdy obie, Misia i Ruta, stawały obok siebie -wtedy porównywała je ze sobą. I – czy nikt tego nie dostrzegł? – były tak do siebie podobne. Dwie odmiany tego samego. Jedna była drobniejsza i ciemniejsza, druga wyższa i pełniejsza. Oczy i włosy jednej były kasztanowe, drugiej miodowe. Poza tym wszystko byfo takie samo. Tak przynajmniej wydawało się Genowefie.
Patrzyła, jak Ruta zmywa podłogi, jak szatkuje wielkie głowy kapusty, jak uciera w makutrze ser. A im dłużej na nią patrzyła, tym bardziej była pewna. Czasami, gdy w domu prano albo sprzątano, a Michał był zajęty, Misia kazała dzieciom zawozić babcię do lasu. Dzieci ostrożnie znosiły fotel, a potem za bzem, niewidoczne już z domu, pędziły Gościńcem, pchając przed sobą fotel ze sztywnym, majestatycznym ciałem Genowefy. Zostawiały ją z rozwianymi włosami i ręką opadłą bezradnie za poręcz, a same biegły w zagajniki po grzyby albo poziomki.
Jednego z takich dni Genowefa zobaczyła kątem oka, że z lasu na Gościniec wyszła Kłoska. Genowefa nie mogła poruszyć głową, więc czekała. Kłoska zbliżyła się do niej i ciekawie obeszła fotel dookoła. Kucnęła przed Genowefą i zajrzała jej w twarz. Obie mierzyły się chwilę wzrokiem. Kłoska nie przypominała już tamtej dziewczyny, która boso chodziła po śniegu. Zrobiła się tęga i jeszcze większa. Jej grube warkocze były teraz białe.
– Zamieniłaś mi dziecko – powiedziała Genowefa. Kłoska roześmiała się i wzięła w swoją ciepłą
dłoń jej bezwładną rękę.
– Zabrałaś dziewczynkę, a zostawiłaś mi chłopca. Ruta jest moją córką.
– Wszystkie młode kobiety są córkami starszych kobiet. Zresztą tobie nie są już potrzebne córki ani synowie.
– Zostałam sparaliżowana. Nie mogę się ruszyć. Kłoska ujęła bezwładną dłoń Genowefy i pocałowała ją.
– Wstań i idź – powiedziała.
– Nie – szepnęła Genowefa i, nieświadoma ruchu, pokręciła głową.
Kłoska zaśmiała się i ruszyła w stronę Prawieku.
Po tym spotkaniu Genowefie odechciało się odzywać. Mówiła tylko „tak" lub „nie". Słyszała kiedyś, jak Paweł szeptał Misi, że paraliż atakuje także umysł. „Niech im będzie – myślała – paraliż atakuje mój umysł, ale ja i tak wciąż gdzieś jeszcze jestem."