Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне

Электронная книга - «Niebezpieczny Krok». Краткое содержание книги:

Różni ich wszystko. Christine Derrick i Wulfrick Bedwyn to dwa przeciwieństwa: ona żywiołowa i bezpośrednia, on chłodny i wyniosły. Lecz oboje czują, że nieodparta namiętność pcha ich ku sobie. Rozkwitające uczucie może jednak zniszczyć niegodna propozycja złożona przez Wulfricka. Co będzie musiał uczynić, żeby odzyskać utraconą miłość?
1 ... 48 49 50 51 52 53 54 55 56 ... 68
Перейти на страницу:

Hałas był ogłuszający.

– Phillip i Davy idą na samą górę! – wrzasnęła na całe gardło Pamela. Podbiegła do Christine i złapała ją za rękę. – Moja przyjaciółka Becky i ja też chcemy tam pójść. Chodź z nami, kuzynko Christine.

Becky chwyciła ją za drugą rękę. Christine nie przyszło nawet do głowy, aby odmówić, mimo że właśnie zbiegła ze zbocza. Dzielnie pomaszerowała z dziewczynkami pod górę. Zatrzymała się w połowie stoku, by popatrzeć na chłopców, którzy pędzili na dół z mrożącymi krew w żyłach okrzykami.

– Wiecie, o wiele przyjemniej byłoby się stąd sturlać, niż zbiec – powiedziała, gdy dotarły na szczyt.

– Turlać? – zachichotała Becky. – Jak?

– Trzeba się położyć na boku z wyprostowanymi nogami i złączyć ręce nad głową – wyjaśniła Christine. – A potem się sturlać aż na sam dół. Nigdy nie widziałam wspanialszego zbocza do turlania się.

– Pokaż nam – zażądała Pamela.

– Dobrze, pokażę wam, jak się do tego przymierzyć – zgodziła się Christine. – Ale sama tego nie zrobię. Dorosłej damie to nie wypada, prawda?

Dziewczynki zachichotały, a Christine im zawtórowała. Położyła się wyprostowana na trawie, by zademonstrować idealną postawę przy turlaniu.

– To bardzo proste – zapewniła. – Jeśli nie będziecie mogły zacząć, to ja was lekko popchnę. Jak już zaczniecie, nie trzeba będzie…

Krzyknęła. Cztery rączki przy wtórze chichotu popchnęły ją i zaczęła się turlać ze wzgórza. Przez chwilę myślała, by spróbować się zatrzymać. Wiedziała jednak z doświadczenia, że mogłaby sobie zrobić krzywdę, zwłaszcza na tak stromym zboczu. Poza tym wymachując rękami i nogami, wyglądałaby idiotycznie. A potem już nie miała szansy się zatrzymać. Krzycząc i śmiejąc się, stoczyła się z zatrważającą prędkością na sam dół.

Oszołomiona i kompletnie rozkojarzona usiadła. Dwoje silnych ramion uniosło ją do góry. Zajrzała w posępne srebrzyste oczy. Dopiero po chwili uświadomiła sobie, do kogo należą te ramiona i oczy. Zauważyła, że wszyscy oprócz niego się śmieją.

Rozległy się kolejne piski, gdy dziewczynki sturlały się ze wzgórza jej śladem. Teraz wszystkie dzieci chciały się turlać, zamiast zbiegać z górki. Phillip i Davy już pędzili na szczyt.

– Spełniło się pani pragnienie, pani Derrick – rzucił książę Bewcastle.

– Niezły popis! – pochwalił lord Rannulf i uśmiechnął się szeroko.

– Bardzo pani zazdroszczę – powiedziała lady Freyja. – Nie robiłam tego od lat. Ale dzisiaj zrobię. Davy, poczekaj na mnie!

Christine pospiesznie doprowadziła strój do porządku i energicznie otrzepała się z trawy.

– Wulf, pani Derrick pokazała już dzieciom, jak się naprawdę dobrze bawić i jeszcze postawiła poważne wyzwanie przed Free – odezwał się lord Alleyne. – Może teraz ty pokażesz jej jezioro?

– Tak zrobię, dziękuję, Alleyne – odparł szorstko książę. – Jeśli pani Derrick sobie tego życzy. Madame?

– Oczywiście, bardzo proszę – powiedziała ze śmiechem i ujęła podane jej ramię. – Chyba już dostatecznie wystawiłam się na pośmiewisko.

Hrabia Rosthorn mrugnął do niej.

Książę poprowadził Christine między drzewa. Zostawili śmiech i wrzawę za sobą.

– Chciałam tylko pokazać dziewczynkom, jak to się robi – wyjaśniła, gdy cisza zaczynała się krępująco dłużyć. – One mnie popchnęły.

Milczał.

– To musiał być okropny widok – ciągnęła. – Pańskie rodzeństwo uznało mnie chyba za dosyć żałosną istotę.

Nadal milczał.

– Pan też – dodała.

Nie wiedziała, co i jak zrobił, ale w mgnieniu oka znalazła się oparta plecami o drzewo, a książę Bewcastle pochylał się nad nią z posępną i groźną miną. Oparł dłoń o pień tuż przy jej głowie.

– Czy panią to obchodzi, pani Derrick? – spytał. – Czy panią obchodzi, co ja myślę?

Wiedziała, co myśli. Najwyraźniej był na nią wściekły. Uważał ją za prostaczkę, niezachowującą się, jak przystało damie. Właśnie urządziła na oczach jego rodziny widowisko, które w pełni to zilustrowało. A przecież była jego gościem. Jej zachowanie przynosiło mu ujmę. Nagle przypomniała sobie uwagi Hermione z wczorajszego wieczoru.

– Nie – odparła. Wiedziała jednak, że to nieprawda. Obchodziło ją, i to bardzo.

– Tak myślałem. – Spojrzał na nią lodowato.

– Pan po prostu nie lubi dzieci, prawda? – powiedziała.

– I wszystkiego, co przypomina o dzieciństwie, swobodzie i nieskrępowanej radości. Chłód, powaga i dostojeństwo, tylko to się dla pana liczy. Tylko to. Oczywiście, że nie obchodzi mnie, co pan o mnie myśli.

– Tak czy inaczej, powiem pani – rzucił. Oczy płonęły mu dziwnym zimnym blaskiem, który uznała za gniew. – Myślę, że została pani zesłana na ziemię, by nieść ludziom światło. I że powinna pani porzucić przekonanie, iż mnie zna i rozumie.

– Och! – Oparła się mocniej o pień. – Nienawidzę, gdy pan to robi. Już mi się wydawało, że zaczynamy się porządnie kłócić. I akurat wtedy pan zbija mnie z pantałyku. Co pan powiedział?

– Że pani mnie wcale nie zna – odparł.

– Nie, nie to – szepnęła. – O tym, że niosę światło.

Zbliżył do niej twarz. Oczy nadal miał jak sople lodu. Zdumiewająca anomalia!

– Postępuje pani impulsywnie, w sposób, który nie przystoi damie, jest pani niezręczna i czasem wręcz prostacka – powiedział.

– Za dużo pani mówi, za często się śmieje i zapala się do wszystkiego w mało wytworny sposób. A jednak przyciąga pani do siebie niemal wszystkich ze swego otoczenia niczym płomień świecy ćmy. Myśli pani, że wytworne towarzystwo panią gardzi, szydzi z niej i patrzy z góry, lecz prawda jest całkiem inna. Twierdzi pani, że nie spodobała się w towarzystwie. Nie wierzę w to. Sądzę, że zdobyła pani towarzystwo przebojem. Albo tak by się stało, gdyby tylko pani na to pozwolono. Nie wiem, kto wpoił pani przekonanie, że pani nie pasuje do wyższych sfer, ale ta osoba jest w błędzie. Może nie była w stanie znieść blasku pani światła, może nie chciała się nim dzielić z innymi. Może pomyliła wewnętrzny blask z kokieterią. Tak właśnie myślę, pani Derrick. Napawałem się cudownym faktem, że Lindsey Hall znów jest pełne życia i śmiechu dzieci, w dużej mierze dzieci mojego rodzeństwa. A potem pani sturlała się ze wzgórza, prosto w moje ramiona. Niech się pani nie waży mówić mi, że nie lubię dzieci, swobody i nieskrępowanej radości. Była do głębi wstrząśnięta. A równocześnie ogarnęła ją radość. Zdołała go rozgniewać. Był na nią najwyraźniej wściekły. I stracił panowanie nad sobą. Od chwili, gdy go poznała, nigdy nie słyszała, by wypowiedział tyle słów naraz.

– A pan niech się nie waży mi nakazywać, co mi wolno mówić, a czego nie – odparła. – Być może w swoim świecie ma pan absolutną władzę, Wasza Wysokość, aleja do niego nie należę. Nie ma pan władzy nade mną. I oboje powinniśmy się z tego cieszyć, teraz, gdy wiemy, jak mnie pan ocenia. Każdego dnia przynosiłabym panu wstyd, tak jak to się stało w Hyde Parku i dzisiejszego popołudnia.

– W przeciwieństwie do pani zmarłego męża i jego brata czy kogokolwiek, kto przekonał panią, że jest wieczną kokietką, ja wytrzymałbym blask pani światła. W niczym nie umniejszyłoby ono mojej osoby. Powiedziała mi pani kiedyś, że wyssałbym z niej całą radość, ale pani nie docenia samej siebie, jeśli w to wierzy. Tylko słaby charakter może zdławić radość. A ja nie należę do słabych ludzi.

– Cóż za nonsensy pan opowiada! – odparła, gdy w końcu odsunął się od niej i cofnął rękę z pnia. – Dla pana nikt się nie liczy, chyba że jako sługa, by biegać dla pana na posyłki i spełniać każdy jego rozkaz. Rządzi pan, unosząc palec czy brew. Oczywiście, że mnie też chciałby pan kontrolować, gdybym tylko była na tyle niemądra, by się panu podporządkować. Nie zna pan innej relacji z drugim człowiekiem.

1 ... 48 49 50 51 52 53 54 55 56 ... 68
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)