Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Odnajdziesz się sam - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Odnajdziesz się sam

Электронная книга - «Odnajdziesz się sam». Краткое содержание книги:

Powieść ukraińskiego pisarza sf, wydana w oryginale w 1967 roku. Akcja rozgrywa się w środowisku cybernetyków, którzy wytwarzają ludzkie sobowtóry metodą powielania informacji w basenie z pierwotną materią organiczną. Mają z początku kłopoty, produkują martwe, identyczne ciała i pozbywają się ich, a milicja rozpoczyna śledztwo w sprawie morderstw w okolicy — no bo skoro są zwłoki?
Całość znakomicie napisana, sylwetki bohaterów wyraziste, nauka bez zarzutu. Czyta się wręcz jednym tchem i z przyjemnością.
1 ... 47 48 49 50 51 52 53 54 55 ... 85
Перейти на страницу:

Jak strateg zaczął wydawać rozkazy w toczącej się w jego ciele bitwie o życie. Krew, krew, krew szalała w naczyniach! W skroniach odbijało się echem gorączkowe bicie serca. W miliardach włośniczek krew wypłukiwała ze wszystkich komórek mięśni i narządów uszkodzone cząsteczki. Białe krwinki szybko i płynnie pochłaniały je, rozkładały i unosiły do śledziony, do płuc, do wątroby, do nerek, jelit, wyrzucały do gruczołów potowych… „Zamknąć naczynia kostne!” — myślą nakazał nerwom, w porę przypomniawszy sobie, że radioaktywność może osiąść w szpiku, fabryce krwinek.

Minęło kilka minut. Teraz wydychał radioaktywne powietrze zawierające słabo świecącą parę wodną. Odpluwał świecącą ślinę, w której gromadziły się radioaktywne cząsteczki z uszkodzonych komórek mózgu i mięśni głowy. Zmywał ze skóry zielonkawe krople potu i jednocześnie oddawał mocz piękną, szmaragdową strugą. Po godzinie wydaliny przestały świecić, ale pokłuwanie jeszcze nie ustąpiło.

W ten sposób spędził w łazience trzy godziny. Połykał wodę, obmywał się i wyrzucał z organizmu wszystko, co było uszkodzone promieniowaniem. Do pokoju wszedł po północy, słaniając się ze znużenia i wyczerpania fizycznego. Odepchnął w odległy kąt świecące strzępy odzieży i zwalił się na łóżko. Spać!…

Następnego dnia nieustannie chciało mu się pić. Wstąpił do pracowni pomiarów radioaktywności, wodził wokół siebie sondą licznika Geigera — aparat spokojnie potrzaskiwał rejestrując tylko nieliczne cząstki promieniowania kosmicznego.

— O, psiakrew, kiedy zdążyłeś tak schudnąć?! — zdumiał się spotkawszy go w sali wykładowej Nieczyporow…

„Tak, sądząc z wyników, był to duży eksperyment — uśmiechnął się doktorant. — Pokonać zabójczą dawkę promieniowania! Ale wykonanie… metodyka… Nie, takimi „doświadczeniami” chełpić się nie można. Lepiej już tak, jak ten tutaj.”

„27 lipca. Dubli i potworków mam mnóstwo — kontynuował czytanie dziennika. — Normalne króliki wypuszczam do parku, a potworki po jednym wynoszę z Instytutu w torbie turystycznej i wywożę za Dniepr do Czerwonego Gaju.

I to chyba wszystko. Euforia spowodowana nowością odkrycia minęła. Obrzydło mi już to natrząsanie się z przyrody. Chociaż to tylko króliki, ale przecież żywe stworzenia. Te głupio łypiące na siebie z ukosa oczy w dwóch głowach na jednej szyi… brr! A właściwie, o co mi chodzi, u diabła! Znalazłem sposób sterowania syntezą biologiczną, badałem i dopracowywałem go. W ostatecznym rozrachunku nauka stwarza metody — nie konstrukcje, nie rzeczy, nie przedmioty codziennego użytku, ale właśnie metody — sposób, jak to wszystko zrobić. I nikt, kto stworzył własną metodę, nie pominie możliwości wykorzystania jej do końca.

A wczoraj w stołówce Instytutu pojawiło się danie: „Królik pieczony z młodymi kartofelkami — cena 45 kopiejek” Hm! Przypuśćmy nawet, że to zbieg okoliczności. Ale możliwe jest i takie zastosowanie odkrycia: hodowla królików czy krów na mięso, ulepszanie ras… W produkcji wielkoprzemysłowej na pewno będzie to korzystniejsze od zwykłych metod hodowli…

Jutro wracam do doświadczeń nad syntezą człowieka. Metodyka jest jasna, nie ma co zwlekać. A jednak na myśl o tym ściska mnie w dołku. Powrót do syntezy człowieka… Pojawienie się mojego dubla, prawie przypadkowe, tak zresztą jak i w życiu bywa, to jedna sprawa, świadome tworzenie człowieka tak jak królika, to zupełnie co innego. W istocie, nie będę „powracał”, ale zaczynał od nowa…

Cóż to za stworzenie ten człowiek, że nie mogę pracować nad nim tak spokojnie jak nad królikami?!

Ustalmy skalę. W czarnej przestrzeni pływa gwiezdna chmura metagalaktyki. W jej wnętrzu pyłek kształtu ziarna soczewicy, utworzony z gwiazd — nasza galaktyka. Gdzieś na jej peryferiach Słońce, a dookoła planety. Na jednej z nich — ani największej, ani najmniejszej — żyją ludzie. Wszystkiego trzy i pół miliarda, nie tak znów wiele. Gdyby wszystkich ustawić w czworobok, to z wieży Eiffla można by ogarnąć wzrokiem całą ludzkość. Gdyby ich odpowiednio poukładać, uzyskałoby się sześcian o jednokilometrowej krawędzi — i to wszystko. Kilometr sześcienny żywej i myślącej materii, drobinka w skali Wszechświata… No i co?

To właśnie, że ja sam jestem człowiekiem. Jednym z nich. Ani najwyższym, ani najniższym. Ani najmądrzejszym, ani najgłupszym, ani pierwszym, ani ostatnim. A wydaje się, że każdym z nich. I czuję ciężar odpowiedzialności za wszystko…”

Rozdział dziesiąty

W trosce o bliźniego najważniejsze jest, aby nie przedobrzyć.

K. Prutkow — inżynier, myśl nr 33

„29 lipca. Siedzę w kamerze informacyjnej w „czapce Monomacha” na głowie, otoczony czujnikami. Z braku lepszego zajęcia — piszę dziennik. Przez cały ten tydzień będę musiał także i nocować, w kamerze, na łóżku polowym.

Siedzę zatem i rozmyślam.

A więc człowiek. Najwyższa forma materii ożywionej.

Szkielet z rurowatych kości, podatne grudki białek, w których zamknięte jest to, co uczeni i inżynierowie próbują zanalizować i odtworzyć w układach logicznych i modelach elektronicznych — Życie. Złożony, nieustannie działający i nieustannie zmieniający się układ. W każdej sekundzie miliony bitów informacji wnikają do naszego ciała poprzez receptory oczu, uszu, skóry, nosa, języka i są przekształcane w impulsy elektryczne. Jeżeli się je wzmocni, w głośniku można usłyszeć charakterystyczny dźwięk: drrr… drrr… — demonstrowali mi to kiedyś bionicy. Serie impulsów jak z karabinu maszynowego biegną po nerwach, wchodzą we wszystkie ich rozgałęzienia, wzmacniają lub wygaszają się wzajemnie, sumują, toną w molekularnych elementach pamięciowych. Ogromna rozdzielnia — mózg — sortuje je, porównuje z chemicznymi zapisami programu wewnętrznego, w którym jest zawarte wszystko: marzenia i pragnienia, obowiązki i cele. instynkt samozachowawczy i głód, miłość i nienawiść, nawyki i wiedza, przesądy i ciekawość — a następnie wydaje polecenia narządom wykonawczym. I ludzie mówią, biegają, całują się, piszą wiersze i donosy, lecą w kosmos, drapią się w kark, strzelają, naciskają przyciski, wychowują dzieci, zamyślają się…

Cóż więc jest najważniejsze?

Opracowuję zarys metody sterowanej syntezy człowieka. Można będzie wprowadzać dodatkową informację i w ten sposób zmieniać kształt i treść człowieka. Tak będzie, wszystko ku temu zmierza. Ale jaką informację wprowadzać? Jakich poprawek dokonywać? Weźmy na przykład mnie. Przypuśćmy, że to właśnie mnie będzie maszyna syntetyzować (tak będzie zresztą w rzeczywistości): co chciałbym w sobie ulepszyć?

Trudno na to odpowiedzieć od razu. Przywykłem do siebie.

Otaczające mnie osoby interesują mnie znacznie bardziej niż ja sam.

Otóż to, doskonale wiemy, czego wymagać od ludzi otaczających nas: żeby nie zatruwali nam życia. Wszyscy jesteśmy tacy. Ale czego chcemy od samych siebie?

Wczoraj prowadziłem z Lenką taką rozmowę:

— Powiedz, Len, jakiego chciałabyś mieć syna?

— Bo… co?

— No, jakim na przykład chciałabyś go widzieć już jako człowieka dorosłego?

— Chciałabym, żeby był przystojny, zdrowy, mądry, a nawet utalentowany… uczciwy i dobry. Może być twojego wzrostu… nie, lepiej trochę wyższy! I żeby na przykład został skrzypkiem, a ja chodziłabym na jego koncerty. I żeby był podobny do… ale, mój Boże, dlaczego zacząłeś o tym mówić? Ach, rozumiem, zdecydowałeś się na oświadczyny! Tak? To ciekawe! Wobec tego zaczynaj zgodnie z wszystkimi regułami. Niewykluczone, że się zgodzę. No!

1 ... 47 48 49 50 51 52 53 54 55 ... 85
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)