Odnajdziesz się sam
- Автор: Савченко Владимир Иванович
- Год: 1975
- Язык: польский
- Год: Czytelnik
- Переводчик: Grzegorz Abgarowicz
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Odnajdziesz się sam». Краткое содержание книги:
Całość znakomicie napisana, sylwetki bohaterów wyraziste, nauka bez zarzutu. Czyta się wręcz jednym tchem i z przyjemnością.
..Nowotwór rozrastał się i twardniał. Zaczął się rozgałęziać przybierając dziwaczne kształty barwy czerwonej kapusty. Ból wgryzał się w bok i w ramię. W przychodni studenckiej, dokąd udał się na badanie, chciano go prawie zatrzymać siłą, aby natychmiast operować. Wykręcił się kłamiąc, że chce najpierw spróbować leczenia promieniami gamma…
Doktorant zapalił papierosa i wyszedł na balkon. Była ciepła noc.
Podmiejską szosą, wodząc światłami reflektorów, przemknął samochód. Od gwiazdozbioru Łabędzia ku konstelacji Liry pośpiesznie sunęły dwa światełka — czerwone i zielone. Za nimi ciągnął się ryk silników odrzutowych. Po niebie, jak zapalona zapałka, przemknął meteor.
…Kiedy jednak w swoim pokoju stojąc przed lustrem wytężył wolę, nowotwór znikł w ciągu piętnastu minut. Po dwudziestu minutach pozostała tylko purpurowa plama wielkości spodka. Po dalszych dziesięciu skóra była czysta, pokryta gęsią skórką — w pokoju było dosyć chłodno.
Ale i tej wiedzy — jak likwidować raka — nie mógł na razie przedstawić w postaci recept czy zaleceń. To, co mógłby opisać słowami, nikogo nie uratuje, najwyżej takich jak on dubli. I cała jego wiedza może być wykorzystana tylko przez nich.
Z czasem zapewne uda się przełamać granicę między dublami a zwykłymi ludźmi. Różnice biologiczne są przecież nieznaczne, a wiedzę już zdobył. Jeśli nie uda się jej wyrazić w słowach, można zapisać na taśmach magnetycznych oscylacje prądów czynnościowych, zarejestrować temperaturę ciała, opracować dane na maszynach matematycznych. Dziś medycyna jest przecież nauką ścisłą. I ludzie nauczą się wreszcie dokładnie zapisywać i przekazywać wrażenia. Słowa nie są konieczne. Dla chorego najważniejsze jest wyzdrowienie, a nie praca doktorska o jego ocaleniu. Nie o to przecież chodzi…
Błysk zapalanej zapałki przyciągnął uwagę doktoranta. Spojrzał w dół. Opierając się o słup latarni, zapalał papierosa ten sam barczysty drab w płaszczu, który śledził go poprzednio. Potem rzucił zapałkę, zaczął się miarowo przechadzać po chodniku.
„Znalazł mnie jednak, niech go szlag trafi! Ależ się przyczepił!” Kriwoszein zirytował się. Wrócił do pokoju, usiadł przy biurku i ponownie zabrał się do dziennika.
Rozdział dziewiąty
Życie jest krótkie — ledwo starcza go, aby popełnić odpowiednią ilość błędów. A powtarzanie ich to już niedopuszczalny luksus.