Spotkanie z Ramą [Rendezvous with Rama]
- Автор: Кларк Артур Чарльз
- Год: 1978
- Язык: польский
- Год: Instytut Wydawniczy Pax
- ISBN: 83-7082-667-9
- Переводчик: Zofia Kierszys
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Spotkanie z Ramą [Rendezvous with Rama]». Краткое содержание книги:
“Rama”, bo tak nazwano planetoid, okazuje się dziełem istot rozumnych. Straż Kosmiczna wysyła natychmiast ekspedycję z misją zbadania gwiezdnego przybysza. Dowódcę, komandora Nortona i innych uczestników wyprawy czekają niezwykłe przeżycia i doświadczenia…
Powieść otrzymała nagrodę Nebula w 1973, nagrody Hugo, Campbell, Locus i Jupiter w 1974.
Zatrzymał dryfujący skuter przy pocisku i zahaczył o nośnik, tak że utworzyła się jedna sztywna konstrukcja. To zabrało tylko parę sekund. Narzędzia przygotował sobie uprzednio, więc od razu wysunął się z siodełka pilota, nieco skrępowany twardą grubością swego izolacyjnego skafandra. Przede wszystkim rzuciła mu się w oczy mała metalowa tabliczka z napisem:
Przypuszczał, że już za kilka minut pan Jones będzie dosyć zajęty.
Ciężkie nożyce do cięcia drutu szybko uporały się z kablami. Gdy rozdzieliły pierwsze przewody, Rodrigo prawie nie myślał o ogniach piekielnych, zamkniętych w odległości zaledwie centymetrów. Jeżeli to spowoduje wybuch, on i tak tego nie zobaczy.
Zerknął znów na zegarek: minęła niecała minuta, czyli zgodnie z planem nadal nie ma żadnego opóźnienia. Jeszcze ten kabel z tyłu, i można zaraz skierować się z powrotem do Śmiałka na oczach Merkurian, wściekłych i zawiedzionych.
Zaczął pracować przy drugiej wiązce kabli, gdy poczuł lekkie drganie metalu, którego dotykał. Zaskoczony odwrócił głowę i popatrzył na pocisk.
Charakterystyczny niebieskofioletowy ogień silnika plazmowego w działaniu jaśniał wokół jednej z dysz ustalającej położenie. Bomba przygotowywała się do lotu.
Wiadomość z Merkurego była krótka i druzgocząca. Doszła w dwie minuty po zniknięciu Rodriga za krawędzią Ramy.
“Do dowódcy Śmiałka. Kontrola przestrzeni kosmicznej Merkurego, Piekłogród Zachodni. Macie godzinę od chwili odbioru tego ostrzeżenia na odlot z okolic Ramy. Radzimy odlecieć z maksymalnym przyspieszeniem wzdłuż osi wirowania. Potwierdzić odbiór. Koniec wiadomości”.
Norton czytał z czystym niedowierzaniem, a potem z gniewem. Wiedziony dziecinnym odruchem, najchętniej nadałby odpowiedź, że jego załoga jest w Ramie i trzeba kilku godzin, żeby wszyscy stamtąd wyszli. Ale to by nic nie dało — tyle że poddałby próbie stanowczość i odwagę Merkurian.
I dlaczego oni się zdecydowali już działać, na kilka dni przed peryhelium? Może wzrastający nacisk opinii publicznej stał się zbyt duży, więc uznali, że lepiej resztę ludzkości postawić przed faktem dokonanym? Taka jednak wrażliwość nie leży w ich charakterze.
Nie ma sposobu, żeby odwołać Rodriga, bo odkąd skuter znalazł się w cieniu radiowym Ramy, łączność będzie przerwana, dopóki on nie wynurzy się z tego cienia. A to nastąpi dopiero wtedy, gdy jego zadanie zostanie wykonane — albo gdy się nie uda.
Norton musiał czekać: jeszcze miał mnóstwo czasu. Ostatecznie zdecydował się na udzielenie Merkurianom najdobitniejszej z możliwych odpowiedzi.
Ich ostrzeżenie po prostu zignorował. Co Merkurianie zrobią teraz?
Pierwszą reakcją Rodriga na to, że bomba się poruszyła, nie był lęk fizyczny; nie, coś o wiele bardziej obezwładniającego. Wierzył, że wszechświat funkcjonuje w myśl nieugiętych praw, których nawet sam Bóg nie może nie przestrzegać, a cóż dopiero Merkurianie. Żadna wiadomość nie przeleci szybciej niż światło: on ma pięć minut przewagi nad Merkurym, cokolwiek Merkurianie zdołają zrobić.
To chyba tylko zbieg okoliczności — fantastyczny i możliwe, że zabójczy, ale tylko zbieg okoliczności. Najwidoczniej przypadkowo jakiś sygnał kontrolny został przesłany do bomby mniej więcej w czasie jego odlotu ze Śmiałka, i gdy on przelatywał swoje pięćdziesiąt kilometrów, sygnał tamtych przebył osiemdziesiąt milionów.
Albo może to jest jakaś automatyczna zmiana położenia, żeby zmniejszyć przegrzanie aparatury? Istotnie były miejsca, gdzie temperatura powierzchni dochodziła do tysiąca pięciuset stopni, i Rodrigo bardzo się starał pozostawać w cieniu.
Druga dysza rozkwitła ogniem, likwidując ruch obrotowy nadany przez pierwszą. Nie, to jednak nie było przystosowywanie się do wysokiej temperatury. Bomba zmienia położenie, żeby się skierować ku Ramie…
Nic nie pomogą rozstrząsania, dlaczego tak się dzieje właśnie teraz. Rodrigo wiedział, że na jego szczęście bomba jest mechanizmem o małym przyspieszeniu. Jedna dziesiąta ziemskiej grawitacji — nie więcej. Mógł nie odłączać się od bomby.
Sprawdził przymocowanie skutera do wspornika bomby i zacieśnił linę ratunkową na skafandrze. Determinację wzmagał w nim zimny gniew. Czy taki manewr oznacza, że Merkurianie mają zamiar doprowadzić do eksplozji bez ostrzeżenia, nie umożliwiając Śmiałkowi ucieczki? Niewiarygodne — akt nie tylko brutalności, ale i głupoty, który sprawi, że cała reszta Układu Słonecznego obróci się przeciwko Merkuremu. Co mogło ich popchnąć do takiego zignorowania uroczystej obietnicy swojego ambasadora? Jakikolwiek mają plan, nie ujdzie im to bezkarnie.
Druga wiadomość z Merkurego, która dotarła w dziesięć minut później, była taka sama jak pierwsza. A więc przedłużają termin ostateczny — pomyślał Norton. — Mam jeszcze godzinę. Najwidoczniej czekali na odpowiedź ze Śmiałka, zanim odezwali się znowu.
Teraz dołączył się jeszcze jeden czynnik: musieli już zobaczyć Rodriga i mieli kilka minut, żeby podjąć jakąś akcję. Ich instrukcje zapewne są w drodze. Mogą dotrzeć do bomby lada sekunda. Trzeba pomyśleć o odlocie, zarządzić przygotowania. W każdej chwili przysłaniający niebo ogrom Ramy może się rozżarzyć na całej swojej długości jaśniejąc przelotną chwałą, która zaćmi Słońce.
Gdy główny ciąg zaczął działać, Rodrigo był już bezpiecznie zakotwiczony. Po dwudziestu sekundach ciąg ustał. Rodrigo zrobił szybkie obliczenie w myśli: składowa delta nie może być większa niż piętnaście kilometrów na godzinę. Bomba będzie musiała lecieć do Ramy godzinę; może na razie tylko się tam przybliża, żeby później szybciej zareagować. Jeżeli tak, to jest roztropne posunięcie, ale Merkurianie się z tym spóźnili.
Spojrzał na zegarek, prawie nieomylnie orientował się w czasie. Na Merkurym oni dopiero patrzą, jak leciał wprost ku bombie, jeszcze o dwa kilometry oddalony od niej. Nie mogą mieć wątpliwości co do jego zamiarów, tylko na razie nie wiedzą, czy je przeprowadzi.
Ten drugi komplet kabli przeciął tak samo łatwo jak pierwszy: jak każdy fachowiec, dobrze wybrał narzędzia. Bomba została rozbrojona, czy też, mówiąc ściślej, już nie można było zdalnie spowodować jej wybuchu.
A przecież wiedział, że jest inna ewentualność, której nie powinien lekceważyć. Na zewnątrz nie widać żadnych zapalników stykowych, może jednak są jakieś wewnątrz, czekając na zderzenie się bomby z Ramą. Merkurianie nadal panują nad ruchami swojej bomby, więc mogą trafić nią w Ramę, kiedy tylko zechcą. Zadanie niezupełnie wykonane.
I znowu dopiero za pięć minut w centrali gdzieś tam na Merkurym zobaczą, jak on czołga się do tyłu po powłoce bomby, trzymając w ręce niepokaźne cęgi, którymi już unieszkodliwił tę najpotężniejszą broń, jaką kiedykolwiek skonstruowała ludzkość. Trochę go korciło, żeby pomachać ręką do kamery, ale uznał, że to wydałoby się niepoważne — ostatecznie jest kimś, kto nadaje bieg historii, i miliony ludzi będą w przyszłości oglądać jego wyczyn, jeżeli, rzecz jasna, Merkurianie nie zniszczą tego nagrania w ataku rozgoryczenia. Nietrudno byłoby ich zrozumieć.