Spotkanie z Ramą [Rendezvous with Rama]
- Автор: Кларк Артур Чарльз
- Год: 1978
- Язык: польский
- Год: Instytut Wydawniczy Pax
- ISBN: 83-7082-667-9
- Переводчик: Zofia Kierszys
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Spotkanie z Ramą [Rendezvous with Rama]». Краткое содержание книги:
“Rama”, bo tak nazwano planetoid, okazuje się dziełem istot rozumnych. Straż Kosmiczna wysyła natychmiast ekspedycję z misją zbadania gwiezdnego przybysza. Dowódcę, komandora Nortona i innych uczestników wyprawy czekają niezwykłe przeżycia i doświadczenia…
Powieść otrzymała nagrodę Nebula w 1973, nagrody Hugo, Campbell, Locus i Jupiter w 1974.
Mamy tu do czynienia z technologią, która wyprzedza naszą o setki, może tysiące lat. i z kulturą całkowicie nam obcą. My, Merkurianie, patrzyliśmy na zachowanie się tych ramiańskich robotów biologicznych… tych biobotów… w filmach przekazywanych przez kapitana Nortona i doszliśmy do pewnych wniosków, którymi pragniemy się z wami podzielić.
Może jesteśmy pechowcami pod tym względem, że nie mamy na Merkurym żadnych miejscowych zwierząt do obserwowania. Ale oczywiście znamy całą zoologię ziemską. Otóż znajdujemy w niej jedną uderzającą. analogię z Ramą.
To jest kolonia termitów. Bo kolonia termitów przecież tak jak Rama jest światem stworzonym w sposób sztuczny i ze środowiskiem kontrolowanym. I tak samo funkcjonowanie tego świata zależy od całego szeregu wyspecjalizowanych maszyn biologicznych: robotników, budowniczych, rolników i… wojowników. Chociaż nie wiemy, czy w Ramie jest jakaś królowa, powiedziałbym, że wyspa zwana Nowym Jorkiem pełni taką właśnie funkcję.
No, byłoby niedorzecznością posuwać tę analogię zbyt daleko; załamuje się ona w wielu punktach. Ale przedkładam wam ją, ponieważ:
Jaki stopień współpracy czy zrozumienia pomiędzy istotami ludzkimi i termitami byłby kiedykolwiek możliwy? Tam, gdzie nie ma żadnej sprzeczności interesów, ludzie i termity tolerują się wzajemnie. Ale niech tylko terytorium bądź zasoby jednych staną się drugim potrzebne, wtedy nie będzie się przebierać w środkach.
My ludzie dzięki naszej inteligencji i technologii możemy zawsze zwyciężyć termity, jeżeli jesteśmy dostatecznie zdecydowani. Czasem nie bywa to łatwe i rodzą się wątpliwości, czy na dłuższą metę termity nie odniosą zwycięstwa.
Biorąc to pod uwagę, pomyślcie o przerażającym niebezpieczeństwie, które Rama może… nie twierdzę, że musi… przedstawiać dla cywilizacji ludzkiej. Jakie kroki podjęliśmy, żeby przeciwdziałać w razie tej najgorszej ewentualności? Żadnych w ogóle: my tylko przemawiamy, snujemy domysły i piszemy uczone rozprawy.
Koledzy delegaci, Merkury wszakże robi coś więcej. Postanowienia klauzuli trzydziestej czwartej traktatu kosmicznego z roku 2057 upoważniają nas do podejmowania wszelkich kroków koniecznych, aby chronić integralność naszej przestrzeni kosmicznej. Wystrzeliliśmy więc w stronę Ramy ładunek nuklearny o dużej sile. Będziemy doprawdy szczęśliwi, jeżeli obejdzie się bez jego użycia. Ale teraz przynajmniej nie jesteśmy tak bezradni, jak byliśmy dotychczas.
Można by nam zarzucić, że postąpiliśmy samowolnie nie konsultując się przedtem. To fakt, przyznajemy. Ale czy ktokolwiek tutaj wyobraża sobie… z całym uszanowaniem, panie przewodniczący… że dałoby się w tym krótkim czasie, jaki nam pozostaje, przedłożyć projekt i uzyskać jednomyślną aprobatę? Jesteśmy pewni, że działamy nie tylko dla dobra nas samych, ale dla dobra całej ludzkości. Może kiedyś wszystkie przyszłe pokolenia będą nam za tę przezorność dziękować.
Rozumiem, że to tragedia, a nawet zbrodnia zniszczyć dzieło tak cudowne jak Rama. Jeżeli jest jakiś sposób, który pozwoliłby tego uniknąć bez narażania ludzkości, proszę powiedzieć, będziemy cieszyć się ogromnie. Myśmy nie znaleźli żadnego, a czas ucieka.
W ciągu najbliższych kilku dni, zanim Rama dotrze do peryhelium, trzeba dokonać wyboru. Oczywiście jak najdobitniej ostrzeżemy Śmiałka. Ale radzilibyśmy kapitanowi Nortonowi, żeby był gotów do odlotu już w godzinę po otrzymaniu ostrzeżenia. Rama w każdej chwili może ulec dalszym dramatycznym zmianom.
To już wszystko, panie przewodniczący, koledzy delegaci. Dziękuję za uwagę, oczekuję współpracy.
39. Decyzja dowódcy
— No, Rod, jak Merkurianie mieszczą się w twojej teologii?
— Aż za dobrze, dowódco — odpowiedział Rodrigo z niewesołym uśmiechem. -To odwieczny konflikt pomiędzy siłami dobra i siłami zła. Bywają chwile, kiedy ludzie muszą niezłomnie stać po jednej albo po drugiej stronie.
Spodziewałem się, że dojdzie do czegoś takiego — uprzytomnił sobie Norton. — Boris, chociaż ta sytuacja na pewno jest dla niego wstrząsem, nie pogodził się biernie z sytuacją. Kosmochrystianie są bardzo energiczni i zaradni. Doprawdy pod wieloma względami niezwykle przypominają Merkurian.
— Przyjmuję, że masz jakiś plan, Rod.
— Tak, dowódco. Plan w istocie zupełnie prosty. Musimy rozbroić tę bombę.
— Aha. Jak według ciebie da się to zrobić?
— Małymi cęgami do cięcia drutu.
Gdyby tak powiedział ktokolwiek inny, Norton uznałby, że żartuje. Ale z Borisem Rodrigo żartów nigdy nie było.
— Zaraz, zaraz! Przecież ta bomba jest najeżona kamerami. Myślisz, że Merkurianie będą na to patrzeć i nic?
— Oczywiście, bo nic nie będą mogli zrobić. Kiedy ten sygnał do nich dotrze, na wszystko będzie już za późno. Z łatwością mogę wykonać całe zadanie w ciągu dziesięciu minut.
— Rozumiem. Będą tylko się wściekać. Ale jeśli bomba ma takie urządzenie, że wszelka ingerencja może spowodować jej wybuch?
— To chyba mało prawdopodobne. Bo i po co? Została zaprojektowana, żeby wybuchnąć w określonym celu daleko w głębi przestrzeni kosmicznej, na pewno więc jest ze wszech miar zabezpieczona przed możliwością wybuchu bez wyraźnego rozkazu. Ale nawet gdyby tak nie było, gotów jestem zaryzykować nie narażając statku. Obmyśliłem to sobie.
— Nie wątpię — powiedział Norton. Pomysł był urzekający, prawie urokliwy; podobała mu się zwłaszcza perspektywa pokrzyżowania planów Merkurianom i dałby wiele, żeby zobaczyć, jak oni zareagują, gdy zrozumieją poniewczasie, co się dzieje z ich zabójczą zabawką.
No, ale wyłaniały się komplikacje — chyba coraz więcej ich — ledwie zaczął rozpatrywać tę sprawę. Musiał teraz podjąć decyzję doprawdy najtrudniejszą i najbardziej przełomową w całej swojej zawodowej karierze.
Śmieszne niedomówienie. Musiał podjąć decyzję najtrudniejszą ze wszystkich, jakie kiedykolwiek podejmowali dowódcy. Bo gdyby Merkurianie mieli rację…
Po odejściu Rodriga kapitan Norton włączył swój napis NIE PRZESZKADZAĆ. Nie pamiętał, kiedy to robił ostatnio, więc nawet był trochę zdumiony widząc, że napis jeszcze funkcjonuje. Teraz w sercu swego zatłoczonego, ruchliwego statku był zupełnie sam. Tylko James Cook z portretu patrzył na niego poprzez korytarze czasu.
Poradzić się Ziemi nie można. Już nadano ostrzeżenie, że wszelkie wiadomości mogą być przechwycone — kto wie, czy nie przez aparaturę na bombie. To zwala cały ciężar odpowiedzialności na jego barki.
Słyszał kiedyś, że pewien prezydent Stanów Zjednoczonych — Roosevelt, a może Perez — miał na swoim biurku napis, głoszący: “Każdy interes załatwię osobiście”. Norton nie był całkiem pewien, co może oznaczać “interes”, ale dowiedział się, kiedy przyszło mu załatwić tak trudną sprawę.
Chyba pozostaje tylko czekać, aż Merkurianie zalecą odlot. Ale jak to będzie wyglądało na kartach historii w przyszłości? — myślał Norton. — Ostatecznie pal licho, czy po śmierci okryje mnie chwała, czy niesława, doprawdy byłoby nieprzyjemnie, gdyby raz na zawsze uznano mnie za wspólnika zbrodni kosmicznej, której za życia mogłem zapobiec.
Ten plan jest bezbłędny. Oczywiście, Rodrigo opracował każdy szczegół, przewidział każdą ewentualność — nawet mało prawdopodobne niebezpieczeństwo, jakie stanowiłby wybuch bomby wskutek majstrowania przy niej. Gdyby tak się stało, Śmiałek za Ramą jak za tarczą pozostałby bezpieczny. A możliwość własnej zagłady porucznik Rodrigo najwyraźniej z całkowitą pogodą ducha uważał po prostu za szansę natychmiastowej apoteozy.