Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Spotkanie z Ramą [Rendezvous with Rama]
Spotkanie z Ramą [Rendezvous with Rama] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Spotkanie z Ramą [Rendezvous with Rama]

Электронная книга - «Spotkanie z Ramą [Rendezvous with Rama]». Краткое содержание книги:

Ludzkość 2130 roku opanowała już cały Układ Słoneczny i szykuje się do lotów ku bardziej odległym gwiazdom nie mając nadziei na odnalezienie “braci w rozumie”. Nieoczekiwanie w obszar obserwacji ziemskich astronomów trafia zadziwiający obiekt o idealnie równym kształcie walca.
“Rama”, bo tak nazwano planetoid, okazuje się dziełem istot rozumnych. Straż Kosmiczna wysyła natychmiast ekspedycję z misją zbadania gwiezdnego przybysza. Dowódcę, komandora Nortona i innych uczestników wyprawy czekają niezwykłe przeżycia i doświadczenia…

Powieść otrzymała nagrodę Nebula w 1973, nagrody Hugo, Campbell, Locus i Jupiter w 1974.
1 ... 44 45 46 47 48 49 50 51 52 ... 55
Перейти на страницу:

Z drugiej jednak strony nawet po skutecznym rozbrojeniu daleko jeszcze będzie do zakończenia tej sprawy. Merkurianie może znów zaczną czegoś próbować — jeżeli nie znajdzie się sposób, żeby ich powstrzymać. No, ale przynajmniej odwlecze się to o kilka tygodni: Rama już dawno znajdzie się za peryhelium, kiedy oni zdążą wystrzelić następny pocisk. I wtedy, miejmy nadzieję, najgorsze obawy tych panikarzy może już spotkają się z dezaprobatą. Albo na odwrót…

Działać czy nie działać — oto było pytanie. Nigdy dotąd Norton nie odczuwał tak bliskiego pokrewieństwa duchowego z królewiczem duńskim. Cokolwiek postanowi, możliwości dobra i zła są chyba zupełnie równe. Pod względem moralnym to naprawdę najtrudniejsza ze wszystkich decyzji. Jeżeli będzie niesłuszna, dowie się o tym bardzo szybko. Jeśli będzie taka, jaka być powinna — mógłby już nie dożyć…

Nie ma sensu opierać się dalej na logicznych argumentach i wyobrażać sobie alternatywnej przyszłości. To błędne koło. Nadszedł czas, żeby się wsłuchać w siebie.

Spokojnie, śmiało spojrzał poprzez stulecia.

— Jestem twojego zdania, kapitanie Cook — szepnął. Ludzkość musi żyć w zgodzie ze swoim sumieniem. Choćby najbardziej logiczne były argumenty Merkurian, przetrwanie to jeszcze nie wszystko.

Nacisnął guzik obwodu centrali i wolno powiedział:

— Poruczniku Rodrigo, proszę do mnie.

Potem przymknął oczy, zatknął kciuki za przytrzymujące go pasy fotela, gotów cieszyć się krótką chwilą całkowitego odprężenia.

Może minąć trochę czasu, zanim taka chwila znów będzie możliwa.

40. Sabotażysta

Kosmiczny skuter pozbawiono wszystkiego, co zbyteczne, pozostała tylko sama rama, utrzymująca układy: napędowy, sterowania i podtrzymywania życia. Wyjęto nawet siedzenie drugiego pilota, ponieważ za każdy kilogram dodatkowej masy trzeba byłoby płacić wysoką cenę, jaką stanowił czas na wykonanie tej misji.

To był jeden, chociaż nie najważniejszy z wielu powodów, dla których Rodrigo uparł się, że poleci bez towarzysza. Zadanie było proste, nie wymagało niczyjej pomocy, a ciężar pasażera oznaczałby przedłużenie lotu o kilka cennych minut. Ogołocony skuter mógł teraz przy jednej trzeciej przyciągania zwiększyć szybkość i przebyć odległość od Śmiałka do bomby w cztery minuty. To dawało sześć minut na działanie: zupełnie dosyć.

Rodrigo obejrzał się tylko raz, gdy odleciał od statku. Zobaczył, że zgodnie z planem wzniósł się z osi środkowej i przelatuje lekko nad obracającą się płytą północną Ramy.

Nie spieszył się lecąc nad równiną bieguna. Dopóki kamery bomby nie mogły go uchwycić, oszczędzał paliwo. Ale już wkrótce unosił się ponad zaokrągloną krawędzią tego świata — widział bombę jaśniejącą w blasku Słońca jeszcze sroższym niż na planecie, na której ją wykonano.

Już przedtem zaprogramował trasę lotu swojego wehikułu. Wprowadził teraz tylko dane początkowe, po czym skuter zakręcił się na żyroskopach i osiągnął pełną prędkość w ciągu paru sekund. Zrazu przeciążenie było nieomal druzgocące, ale on szybko się przyzwyczaił. Ostatecznie bez trudu wytrzymał przeciążenia dwa razy większe w środku Ramy. I przecież urodził się w rejonie trzy razy większego przyciągania ziemskiego.

Leciał prosto do celu. Ogromna krągła ściana zewnętrzna pięćdziesięciokilometrowego walca oddalała się wolno poza nim. Niemożliwością było osądzić jej rozmiary, ponieważ była zupełnie gładka i nijaka -tak bardzo nijaka doprawdy, że gdyby nie wiedział, nie poznałby, że Rama się obraca.

To już sto sekund tej misji: przebył prawie połowę drogi. Bombę widział przed sobą jeszcze za daleko, żeby wypatrzyć jej szczegóły, ale już o wiele jaśniejszą na tle smolistego nieba. To było dziwne — nie widzieć gwiazd ani nawet świetlistej Ziemi, nawet olśniewającej Wenus. Uniemożliwiały to ciemne filtry, które chroniły wzrok przed zabójczym słonecznym blaskiem. Przypuszczał, że bije rekord: chyba nigdy dotąd żaden człowiek w jednym obiekcie nie majstrował przy drugim tak blisko Słońca. Całe szczęście, że aktywność Słońca jest nieduża.

Po dwóch minutach i dziesięciu sekundach zapaliła się lampka kontrolna, ciąg opadał do zera i skuter obrócił się o sto osiemdziesiąt stopni. Pełny ciąg osiągnął ponownie po krótkiej chwili, ale teraz Rodrigo zmniejszał prędkość przy szaleńczym opóźnieniu wynoszącym trzy metry na sekundę do kwadratu — a nawet więcej, bo utracił już prawie pół masy paliwa. Do bomby miał jeszcze dwadzieścia pięć kilometrów: dwie minuty drogi. Przedtem leciał z maksymalną prędkością tysiąca pięciuset kilometrów na godzinę — co jak na skuter kosmiczny było zupełnym obłędem i zapewne także rekordem. Ale to przecież nie jest zwykły rekonesans — on wiedział dokładnie, co robi.

Bomba powiększała się: widział już główną antenę, wycelowaną niezmiennie w niewidoczną planetę, Merkurego. W jego stronę antena od trzech minut przesyła teraz z prędkością światła obraz zbliżającego się skutera. Dopiero za dwie minuty ten obraz dotrze do Merkurego.

Co zrobią Merkurianie, gdy go zobaczą? Zapanuje tam oczywiście konsternacja, zrozumieją, że znalazł się przy bombie o kilka minut wcześniej, niż spostrzegli, że jest w drodze. Prawdopodobnie jakiś obserwator w pogotowiu kosmicznym zaalarmuje zwierzchników, a to również zabierze trochę czasu. Ale nawet w najgorszym wypadku nawet jeżeli ów dyżurny ma upoważnienie do spowodowania wybuchu i naciśnie guzik natychmiast — musi minąć jeszcze pięć minut, zanim ten sygnał dotrze do bomby.

Rodrigo, chociaż nie stawiał na to — bo kosmochrystianie nigdy nie uprawiają hazardu — miał spokojną pewność, że takiej błyskawicznej reakcji nie będzie. Merkurianie prawdopodobnie zaczną się wahać, czy zniszczyć pojazd rekonesansowy Śmiałka, jakkolwiek podejrzany im się wyda ten zwiad. Będą próbowali jakoś się ze Śmiałkiem porozumieć, nastąpi więc dalsza zwłoka.

I co ważniejsze: nie zechcą zmarnować bomby o takiej sile dla zniszczenia jednego skutera. Bo przecież na marne wybuchłaby w odległości dwudziestu kilometrów od swojego celu. Najpierw będą musieli ją podsunąć. Och, rzeczywiście, jest sporo czasu, ale zawsze trzeba uwzględniać najgorsze możliwości. Trzeba postępować tak, jakby ten impuls miał dotrzeć w trybie natychmiastowym — w ciągu pięciu zaledwie minut.

Kiedy skuter przelatywał ostatnie paręset metrów, Rodrigo, widząc już szczegóły bomby, szybko dopasował je sobie do szczegółów, które przedtem oglądał na fotografiach zrobionych z bardzo daleka. Teraz to był twardy metal i gładki plastyk — już nie abstrakcja, tylko zabójcza rzeczywistość.

Bomba w kształcie walca mierzyła około dziesięciu metrów długości i trzy metry średnicy, mając dziwnym zbiegiem okoliczności prawie takie same proporcje jak Rama. Przymocowano ją do konstrukcji nośnej ażurową kratą z krótkimi poprzeczkami. Być może po to, by utrzymać środek ciężkości, umieszczono ją na osi tego wspornika pod kątem prostym, tak że robiło to odpowiednio złowrogie wrażenie młota. W istocie to był młot, dostatecznie potężny, żeby rozbić planetę.

Z każdego końca bomby biegła wzdłuż walcowatego boku wiązka kabli splecionych w warkocze i poprzez kratę znikała we wnętrzu wspornika; znajdowały się tam wszystkie zespoły łączności i kontroli. Sama bomba nie była wyposażona w żadną antenę. Rodrigo musiał tylko przeciąć te wiązki kabli, żeby stała się nieszkodliwą, bezwładną masą metalu.

Chociaż tego właśnie się spodziewał, ze zdumieniem uznał teraz, że zadanie jest aż nazbyt łatwe. Spojrzał na zegarek: jeszcze trzy sekundy upłyną, zanim Merkurianie, nawet jeżeli mają obserwować, jak wyłaniał się zza krawędzi Ramy, będą wiedzieli bodaj o jego istnieniu. Pozostaje mu na niezakłóconą pracę z pewnością całe pięć minut, a nawet co bardzo prawdopodobne — czas znacznie dłuższy.

1 ... 44 45 46 47 48 49 50 51 52 ... 55
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)