Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Pies z terakoty
Pies z terakoty - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pies z terakoty

Электронная книга - «Pies z terakoty». Краткое содержание книги:

Kolejna powieść sensacyjna z komisarzem Montalbano w roli głównej łączy wątek kryminalny z gorzko-ironicznym obrazem sycylijskiej prowincji. W miasteczku Vigata dzieją się rzeczy zdumiewające: jeden z mafijnych bossów koniecznie chce się oddać w ręce policji złodzieje z niezrozumiałych powodów porzucają ciężarówkę z wielkim łupem. Sprawy zaczynają przybierać dramatyczny obrót, kiedy ginie jedyny
1 ... 44 45 46 47 48 49 50 51 52 ... 55
Перейти на страницу:

– Panie komisarzu, zajmowanie się przewłaszczeniami nie jest zadaniem przedsiębiorstwa, lecz gminy, na której obszarze znajduje się plac budowy.

– Więc czym się pan zajmuje?

– To nie pańska sprawa.

I mecenas odłożył słuchawkę, nieco poirytowany: być może miał za zadanie chronić tyłek ojcu & synowi Nicolosim przed konsekwencjami ich oszustw, ale tym razem mu się nie udało.

Biuro było otwarte dopiero od pięciu minut, kiedy geometra Tumminello ujrzał przed sobą komisarza Montalbano, i to wcale w nie najlepszym nastroju. Rzeczywiście, komisarz spędził niespokojną noc, nie udało mu się zasnąć i do rana czytał Faulknera. Geometra miał niesfornego syna, który wciąż wdawał się w coraz to nowe bójki, napady i kradzieże, a ostatniej nocy w ogóle nie wrócił do domu. Ujrzawszy więc komisarza, strapiony ojciec poczerwieniał, dłonie zaczęły mu drżeć. Montalbano zauważył tę reakcję i przyszła mu do głowy przykra myśclass="underline" pomimo całonocnej lektury wyglądał na glinę.

„Chce coś przede mną ukryć” – dodał w duchu.

– Co się stało? – spytał Tumminello, gotowy na wiadomość, że jego syn został aresztowany. Co byłoby zresztą dobrą wiadomością albo mniejszym złem: mógł przecież zostać zamordowany przez kumpli.

– Potrzebuję pewnej informacji. O pewnym przewłaszczeniu.

Napięcie Tumminella wyraźnie osłabło.

– Opuścił pana strach? – Montalbano nie mógł się powstrzymać od tego pytania.

– Tak – przyznał geometra. – Martwię się o syna. Nie wrócił na noc.

– Często tak robi?

– Widzi pan, on się spotyka…

– Proszę więc się nie martwić – uciął Montalbano, który nie miał czasu na problemy młodocianych przestępców. – Muszę zobaczyć dokumenty sprzedaży lub przewłaszczenia terenów przeznaczonych pod budowę tunelu pod Baranią Górą. To wasza budowa, prawda?

– Tak jest, nasza. Ale nie ma po co brać dokumentów, ja to wszystko znam. Proszę mi tylko powiedzieć, co dokładnie chciałby pan wiedzieć.

– Chcę się dowiedzieć o własność rodziny Rizzitano.

– Tak myślałem – powiedział geometra. – Kiedy dowiedziałem się najpierw o znalezieniu broni, a potem o dwojgu zamordowanych, zadałem sobie pytanie: czy to nie należało do Rizzitana? I sprawdziłem w papierach.

– I co mówią papiery?

– Muszę o czymś uprzedzić. Właścicieli terenów, że tak powiem, zniszczonych przez roboty, było czterdziestu pięciu.

– Jezus Maria!

– Widzi pan, niektóre działki wielkości dwóch tysięcy metrów mają po pięciu właścicieli. Nie można wysłać oficjalnego zawiadomienia do wszystkich spadkobierców naraz, trzeba je przesłać do każdego oddzielnie. Kiedy otrzymaliśmy pozwolenie, zaoferowaliśmy właścicielom niską cenę, bo w większości chodziło o obszary rolne. Co do Calogera Rizzitano, domniemanego właściciela – mówię domniemanego, ponieważ nie ma dokumentu, który by to wykazywał, czyli nie ma aktu przekazania, jego ojciec zaś zmarł, mając tytuł własności – musieliśmy powołać się na artykuł sto czterdziesty trzeci kodeksu postępowania cywilnego, ten odnoszący się do sytuacji, w której nie można odnaleźć spadkobiercy. Jak pan zapewne wie, artykuł sto czterdziesty trzeci przewiduje…

– Nie obchodzi mnie to. Jak dawno temu wysłaliście pismo?

– Dziesięć lat temu.

– A więc dziesięć lat temu nie można było znaleźć Calogera Rizzitano?

– Potem również! Ponieważ z czterdziestu pięciu właścicieli czterdziestu czterech odwołało się od zaproponowanej przez nas sumy. I wszyscy wygrali.

– Ten czterdziesty piąty, który się nie odwołał, to Calogero Rizzitano?

– Oczywiście. Odłożyliśmy należne mu pieniądze. Ponieważ, ze wszystkimi konsekwencjami tego faktu, dla nas on wciąż żyje. Nikt nie okazał nam aktu zgonu. Kiedy się pojawi, dostanie swoje pieniądze.

„Kiedy się pojawi” – powiedział geometra, lecz wszystko wskazywało na to, że Lillo Rizzitano nie ma najmniejszej ochoty się pojawić. Lub – co bardziej prawdopodobne – nie jest już w stanie się pojawić. Dyrektor Burgio i sam komisarz uznawali za oczywiste, że Lillo, ranny i wywieziony wojskową ciężarówką nie wiadomo dokąd w nocy dziewiątego lipca, wyzionął już ducha. Przecież nie wiedzieli nawet, jak poważne odniósł rany! Mógł umrzeć podczas transportu albo w szpitalu, jeżeli w ogóle zawieźli go do szpitala. Po co się upierać i wywoływać ducha? Możliwe, że nieboszczycy z jaskini byli w lepszym stanie niż ten, w jakim od dawna znajdował się Lillo Rizzitano. Przez ponad pięćdziesiąt lat ani jednej wiadomości! Nic. Nawet kiedy rekwirowali mu wieś, burzyli pozostałości willi, wywozili rzeczy, które do niego należały. Błądząc po meandrach labiryntu, do którego postanowił wejść, stanął teraz przed wysoką ścianą. I być może było to dobrodziejstwo ze strony labiryntu, który zakazał mu iść dalej, powstrzymując go przed najbardziej logicznym, najbardziej oczywistym rozwiązaniem.

Kolacja była lekka, lecz przygotowana z tym darem, którego Pan Bóg udziela niezwykle rzadko, i to tylko wybrańcom. Montalbano nie podziękował żonie kwestora; zamiast tego spojrzał na nią oczami bezpańskiego psa, którego ktoś drapie za uchem. Następnie mężczyźni poszli porozmawiać do gabinetu. Zaproszenie kwestora wydało się komisarzowi kołem ratunkowym rzuconym komuś, kto tonie nie tyle we wzburzonym morzu, ile w płaskiej ciszy znużenia, nudy.

Najpierw rozmawiali o Katanii i zgodzili się, że zawiadomienie tamtejszej kwestury o dochodzeniu wobec Brancata przyniosło w efekcie śmierć samego podejrzanego.

– Jesteśmy jak durszlak – stwierdził gorzko kwestor. – Nie możemy zatrzymać żadnej informacji, by nie wyłapali jej nasi wrogowie. Brancato kazał zamordować Ingrassię, który za bardzo się szarpał, lecz kiedy ci, co pociągają za sznurki, dowiedzieli się, że mamy Brancata na muszce, wyeliminowali go i w ten sposób nitka, po której w pocie czoła zmierzaliśmy do kłębka, została skutecznie zerwana.

Był nerwowy, ten wszechobecny podsłuch ranił go, przepełniał goryczą bardziej niż zdrada kogoś z rodziny.

Następnie, po długiej przerwie, podczas której Montalbano nie odezwał się ani słowem, kwestor spytał:

– Jak idzie pańskie dochodzenie w sprawie nieboszczyków w grocie?

Z głosu przełożonego komisarz wywnioskował, że kwestor uważał całe to śledztwo za rozrywkę, kaprys, na który udzielał mu pozwolenia, dopóki nie wróci do pracy nad poważnymi sprawami.

– Udało mi się nawet dowiedzieć, jak on się nazywał – powiedział Montalbano, żeby odegrać się na rozmówcy, który drgnął, zdumiony i zaciekawiony.

– Jest pan niesamowity! Niech pan mówi!

Komisarz opowiedział wszystko, nie zataił nawet komedii, którą odegrał wobec De Dominicisa, a która rozbawiła kwestora. Zakończył czymś w rodzaju deklaracji bankruta: śledztwo nie ma już sensu – powiedział – również dlatego, że nie można nawet stwierdzić, czy Lillo Rizzitano wciąż żyje.

– A jednak – odezwał się kwestor po dłuższym namyśle – jeśli ktoś chce zniknąć, to może to zrobić skutecznie. Mało to osób pozornie rozpłynęło się w nicości, a potem, nagle, oto i oni! Nie chcę już powoływać się na Pirandella, ale weźmy na przykład Sciascię. Czy zna pan jego książeczkę o zniknięciu fizyka Majorany?

– Oczywiście.

– Jestem przekonany, zresztą podobnie jak w głębi duszy Sciascia, że Majorana chciał zniknąć i w pełni mu się to udało. To nie było samobójstwo, za bardzo wierzył w Boga.

– Zgadzam się.

– A poza tym przecież całkiem niedawno ten profesor uniwersytetu w Rzymie wyszedł rano z domu i już nie wrócił. Szukali wszyscy: policja, karabinierzy, nawet studenci, którzy bardzo go lubili. Zaplanował swoje zniknięcie i mu się powiodło.

1 ... 44 45 46 47 48 49 50 51 52 ... 55
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)