Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Триллеры » Tylko Chłód
Tylko Chłód - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Tylko Chłód

Электронная книга - «Tylko Chłód». Краткое содержание книги:

Myślała, że koszmar już się skończył…
Dwadzieścia trzy lata temu Harlow Grail porwał psychopata. By zmusić rodziców dziewczynki do zapłacenia okupu, obciął jej palec, jednak okaleczona i przerażona Harlow zdołała umknąć swemu prześladowcy. Kiedy dorosła, zmieniła imię, nazwisko oraz adres zamieszkania. Jako Anna North zaczęła robić karierę literacką.
Jednak najgorsze było dopiero przed nią…
Wokół Anny zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Mała wielbicielka przesyła niepokojące listy, w tajemniczych okolicznościach znika jej przyjaciółka, nieuchwytny morderca zabija rudowłose, tak jak Anna, kobiety. Kiedy pisarka w swojej lodówce znajduje ucięty palec, nie ma już wątpliwości: dawny prześladowca odnalazł ją i postanowił wyrównać rachunki. Policja jest bezradna; nawet detektyw Quentin Malone. który w trakcie śledztwa zakochał się w Annie i za wszelką cenę pragnie ją ocalić, zaczyna przegrywać wyścig ze śmiercią…
1 ... 44 45 46 47 48 49 50 51 52 ... 85
Перейти на страницу:

Trzęsącymi się z przerażenia dłońmi przeciągnęła czerwoną pomadką po wargach, które następnie przycisnęła do gładkiego papieru. Podeszła do drzwi i przesunęła list na drugą stronę.

– Nie rób tego – błagała. – Wypuść mnie i Minnie. Zostaw Annę w spokoju.

– Nie bądź śmieszna – mruknął rozbawionym tonem. – Czy wiesz, że właśnie podpisałaś wyrok śmierci na Annę?

ROZDZIAŁ TRZYDZIESTY PIĄTY

Poniedziałek, 29 stycznia, godz. 14.00

Anna patrzyła na list z odciśniętym na kopercie krwawym pocałunkiem. Ręce jej drżały. Tylko nie Jaye, pomyślała. To nie może być Jaye!

Schyliła się i wyjęła spod lady swoją torebkę. Przez moment nerwowo ją przetrząsała, aż w końcu znalazła portfel i wyjęła z niego zdjęcie. Zbliżenie Jaye, patrzącej zamglonym wzrokiem wprost w obiektyw. Światło kładło się na jej twarzy, oświetlając ukośną bliznę, która przecinała jej wargi. Sprawdziła list. Blizna znajdowała się dokładnie w tym samym miejscu!

Anna jęknęła, nie chcąc w to uwierzyć. Strach narastał w niej i podchodził do gardła. Bała się o Jaye. I o Minnie.

– Już wróciłem – rzucił pogodnie Dalton, wchodząc do kwiaciarni. Zdjął jesionkę i przerzucił ją sobie przez ramię. – Lunch był naprawdę cudowny. Nigdy w życiu nie jadłem tak dobrej… – urwał nagle. – Mój Boże, Anno! Co się stało?!

To proste pytanie, wypowiedziane po raz kolejny podczas ostatnich dni, wydało się Annie niemal śmieszne. Jej życie stało się jednym wielkim pasmem nieszczęść. Jednak w tej chwili wcale nie było jej do śmiechu. Jak sparaliżowana, zerknęła na list i zdjęcie.

– To on! To on porwał Jaye!

– Kto taki?

– Mężczyzna z listów Minnie – powiedziała, podając mu ze ściśniętym sercem kartkę.

Dalton podszedł do lady. Pobladł, gdy tylko zobaczył upstrzoną kwiatkami kopertę i krwawy pocałunek.

– Miałaś rację, Minnie istnieje, a Jaye wcale nie uciekła. Jak sądzisz, co… – urwał gwałtownie. Nie musiał kończyć tego pytania.

– Nie wiem – odparła bezradnie. – Muszę zadzwonić do Malone’a.

Po półgodzinie Anna i Quentin jechali groblą nad jeziorem Pontchartrain do Mandeville. List i zdjęcie leżały na półce samochodu. Na szczęście złapała Malone’a w pracy i mógł od razu przyjechać. Obejrzał zdjęcie i odcisk, a potem spytał, czy chce z nim pojechać. Anna natychmiast skorzystała z zaproszenia. Nie mogłaby pracować przy takim stanie umysłu.

Po paru pierwszych pytaniach i odpowiedziach prawie ze sobą nie rozmawiali. Anna nie miała nic do powiedzenia. Siedziała, patrząc na drogę, i ściskała mocno ręce na podołku.

Malone sięgnął i przykrył je swoją dłonią.

– Sytuacja nie jest wcale taka zła, Anno. Naprawdę, uwierz mi.

Łzy napłynęły jej do oczu.

– Nie jest zła?! Jakiś psychopata albo zboczeniec porwał Jaye, a ty mi mówisz, że nie jest zła! – Zamilkła na chwilę, porażona własnymi słowami. Szybko jednak doszła do siebie. – Zaginęła osiemnastego i nikt jej nie szukał – podjęła. – Nie masz pojęcia, jak się boję. To wszystko nie mieści mi się w głowie.

– Ty jej szukałaś, Anno. – Ścisnął jej dłonie, a potem przeniósł rękę na kierownicę. – Nie uwierzyłaś w to, że uciekła.

– Ale mogłam zrobić więcej!

Spojrzał na nią ze współczuciem.

– A niby co? Rozmawiałaś z jej przybranymi rodzicami, kuratorem i policją, nawet z przyjaciółkami. Sprawdziłaś wszystkie tropy. Nic więcej nie mogłaś zrobić, Anno.

Spojrzała w stronę jeziora, wiedząc, że Malone ma rację. Mimo to wciąż miała wyrzuty sumienia.

– Jak gdyby nigdy nic wróciłam do dawnego życia – wydusiła z siebie. – Czuję się winna…

– Rozumiem cię, ale to nie pomoże Jaye. Chcesz się dowiedzieć, dlaczego sytuacja nie jest taka zła?

– Bo Jaye jeszcze żyje…

Potrząsnął lekko głową.

– To też. Ale nareszcie mamy ślad. Coś, na czym można się oprzeć. Coś konkretnego.

– To niesamowite.

Skrzywił się, słysząc tak wiele goryczy i sarkazmu w jej głosie.

– Wiemy teraz znacznie więcej niż poprzednio. To doskonały początek. – Uniósł w górę wskazujący palec. – Rozwiązanie każdej zagadki zaczyna się właśnie od takiego początku.

– A jeśli nie rozwiążemy tej zagadki?

– Przynajmniej będziemy próbować. – Wyjechali z autostrady na groblę. Ich oczy spotkały się na chwilę. – Obiecuję, że się nie poddam. Znajdziemy Jaye. Zobaczysz.

Właściciel punktu ksero rzeczywiście ugiął się pod naciskiem władzy. Skrzynka pocztowa należała do Adama Fursta, zamieszkałego przy Lake Street w Madisonville.

Madisonville, małe miasteczko położne niecałe dziesięć kilometrów na zachód od Mandeville, przyciągało ostatnio coraz więcej ludzi. Mogło się poszczycić pięknymi terenami wokół rzeki Tchefuncte, wciąż odnawianymi domami w stylu wiktoriańskim, świetnymi restauracjami oraz rezydencjami bogaczy położonymi tuż nad rzeką. Jednak dom, w którym mieszkał Adam Furst, znajdował się daleko od tych miejsc. Był to stary bliźniak położony przy ulicy, której jeszcze nie odkryły bogate klasy średnie, uciekające z miasta na wieś. Malone zatrzymał wóz bezpośrednio przed domem. Wyłączył silnik i spojrzał na Annę.

– Zaczekaj tu na mnie – rzucił.

Już otworzyła usta, żeby zaprotestować, ale policjant potrząsnął głową.

– To rozkaz, jasne?

Przystała na to niechętnie. Patrzyła za nim, jak idzie przez zarośniętą dróżkę do rozwalającego się ganku. Quentin zadzwonił do drzwi, odczekał chwilę, a potem zapukał. Obejrzał się za siebie i pokazał jej, że chce obejść dom od tyłu.

Gdy tylko zniknął jej z oczu, Anna wyskoczyła z wozu. Nie chciała tu siedzieć i czekać. Przecież Jaye mogła się znajdować właśnie w tym domu. Deski na ganku zaskrzypiały, kiedy na nie weszła. Podeszła do drzwi, zadzwoniła, a potem przyłożyła ucho do drewna.

– Tak, słucham?

Anna aż podskoczyła, słysząc ten głos. Odwróciła się i zobaczyła objuczoną torbami kobietę, zmierzającą w stronę drzwi. Była niska i chuda, z prostymi siwymi włosami. Chude ramiona sprawiały wrażenie, że zaraz się złamią pod ciężarem zakupów.

Anna podeszła do niej.

– Może pani pomogę?

– Dziękuję – rzekła podejrzliwie kobieta. – Te torby są rzeczywiście dosyć ciężkie.

Anna wzięła je, a kobieta podeszła do drzwi. Wyjęła klucz, otworzyła, a potem odebrała od Anny kilka toreb.

– Zaraz wrócę. Niech pani tu zaczeka.

Zniknęła w ciemnym wnętrzu, ale po chwili wróciła i wyciągnęła ręce po resztę zakupów. W tym momencie pojawił się Malone.

– Mówiłem ci, żebyś została w wozie – zwrócił się z pretensją do Anny.

– Co to za jeden? – spytała kobieta.

Anna postanowiła zignorować Quentina i zwróciła się wprost do nieznajomej:

– Policja. Szukamy pani sąsiada, Adama Fursta.

Kobieta skrzywiła się na te słowa.

– Macie jakąś legitymację?

Malone wyciągnął odznakę. Kobieta przyglądała się jej przez chwilę, a następnie skinęła głową.

– Wcale się nie dziwię. Ten człowiek był jakiś dziwny. Zawsze wydawał mi się podejrzany.

– Był? – rzucił Malone.

– Bez uprzedzenia wyprowadził się kilka tygodni temu. I nie zapłacił czynszu.

– Pani jest właścicielką domu?

– Właśnie. To jedyna rzecz, której nie przepił mój były mąż. – Przeżegnała się. – Do końca życia będę za to dziękować Bogu.

– Co w nim było takiego dziwnego? – spytała Anna, próbując ukryć swój niepokój.

– Przychodził i wychodził o różnych porach dnia i nocy. Nie widziałam go całymi tygodniami. Nic nie mówił, z nikim się nie spotykał. Miał cały czas zasłonięte okna. Co wcale nie znaczy, że szpieguję lokatorów…

1 ... 44 45 46 47 48 49 50 51 52 ... 85
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)