Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Сказки народов мира » O dwoch takich co ukradli ksiezyc
O dwoch takich co ukradli ksiezyc - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

O dwoch takich co ukradli ksiezyc

Электронная книга - «O dwoch takich co ukradli ksiezyc». Краткое содержание книги:

Два близнеца — Яцек и Плацек - ленивые и жестокие мальчики, приносящие неудобства всем односельчанам и готовые на всё, чтобы ничего не делать. Для этого они задаются целью — найти и украсть Луну, чтобы продать её и обеспечить себе безбедную жизнь (мальчики полагают, что та сделана из золота). Украв у своей бедной матери последнюю буханку хлеба, они отправляются в дорогу (позже хлеб превращается в камень).
Пройдя долгий путь, близнецы всё-таки ловят луну в свою сеть, но в результате получают лишь проблемы. В поисках Луны они посетили города Сараделла и Мортаделла, а потом попали в руки заметивших их разбойников. Последние привели их в Золотой Город, где всё было сделано из золота. Любой, кто прикасался к золоту, сам становился золотым. Та же участь постигла и всех разбойников.
Итогом приключения Яцека и Плацека стало их возвращение домой. Осознав свои ошибки, братья решили помогать своим родителям и перестать быть ленивыми.
1 ... 43 44 45 46 47 48 49 50 51 ... 54
Перейти на страницу:

Po kilku dniach zdawało im się, że weszli w kraj.zaludniony.

— Trzeba się będzie mieć na baczności — rzekł Jacek — gdyby nas kto zapytał, co niesiemy, powiemy, że kamień, bardzo ciężki kamień do młyna.

— Ciężki? — rzekł Placek. - Czy nie zauważyłeś, że od niejakiego czasu księżyc stał się jakoś lżejszy?

— I mnie się tak zdawało… Myślę jednak, że już przywykliśmy do ciężaru, i stąd pochodzi to uczucie.

— Mnie się jednak zdaje, że coś się z tym księżycem wyprawia.

Jacek spojrzał na niego zaniepokojony.

— Co się może wyprawiać? Zresztą trzeba zobaczyć. Rozchylił płachtę i spojrzawszy, wykrzyknął.

— Co się stało — pytał Placek — czy uciekł?

— Nie! nie uciekł, ale… ale… została z niego tylko połowa! Spojrzyj!

Placek spojrzał i zdumienie jego nie miało granic.

— To są jakieś czary! Może pękł na dwie części, a wy zgubiliśmy jedną?

— To niepodobna! Jeden z nas szedł zawsze w tyle byłby musiał to zobaczyć. Placku, ja myślę, że on że on… umiera!

— Czy księżyc może umrzeć?

— Widać może. Na niebie nie zawsze jest okrągły!

— Tak, tak… Co robić?

— Musimy biec pośpiesznie, aby sprzedać choć połowę. Będziemy iść dniem i nocą, zanim nie dotrzemy do ludzi. W drogę!

Gnała ich zabobonna jakaś trwoga, bo poznali, że jakieś siły nieznane i tajemnicze, bez przemocy i gwałtu, nie chcą ku pozwolić na spełnienie świętokradztwa. Pot lał się z nich strumieniami, ranili stopy o ciernie, odparzone mieli ramiona.

— Znowu jest lżejszy! — wołał Placek.

— I znowu jest mniejszy! — wołał Jacek, przeplatając słowa łzami. - Prędzej, prędzej!

Już im brakło sił, ale mieli coraz mniejszy ciężar na ramionach. Minęło znów kilka dni, kiedy bez tchu prawie legli pod drzewem, a Jacek z trwogą zajrzał do płachty.

— Nieszczęście! — krzyknął. - Z księżyca został tylko złoty rogalik! Jeszcze jednak wiele za niego dostaniemy pieniędzy, jeśli dojdziemy do miasta.

Nazajutrz gorejącymi oczyma ujrzeli w sinej oddali wieże wielkiego jakiegoś miasta.

— Pod wieczór tam będziemy — rzekł Jacek — i może nam się opłaci nasz ciężki trud.

— Bogdajby tak było! — odpowiedział Placek, który szedł w tyle. - Ale spojrzyj tylko, co to się dzieje z płachtą.

Jacek przystanąwszy, szybko się odwrócił.

— Co się dzieje?

— Wiatr nią targa…

— Przekleństwo! — krzyknął Jacek. - Zobaczymy, czy w niej jest co jeszcze?

Rozgarnął płachtę i oniemiał: płachta była pusta. Pozostało w niej trochę złocistej mgły, którą wiatr w tej chwili ozłocił sobie skrzydła i odleciał uradowany.

Chłopcy usiedli na trawie i patrzyli na siebie zdumieni.

— To są jakieś przeraźliwe czary — rzekł Jacek z oczyma pełnymi łez. - Po co namęczyliśmy się tak okrutnie?

— Jak on mógł zniknąć? - pytał Placek sam siebie.

— Jak on mógł zniknąć?

— To chyba ta zaklęta płachta temu winna! — krzyknął Jacek, po czym, porwawszy ją w wielkim gniewie, podbiegł ku rzeczce, co niedaleko płynęła, i cisnął ją w wodę.

Nie słyszał, że woda aż zaszemrała z wielkiej radości.

Siedzieli osowiali i zgryzieni: osłabli z nadmiernego zmęczenia, nie mieli do niczego ochoty, nie chciało im się ani jeść, ani pić. Przesiedzieli tak przez cały dzień, wciąż żałośliwie wzdychając, aż do wieczora.

— On już musiał umrzeć wczoraj — mówił Placek.

— Ale gdzie się podział? Kto nas tak prześladuje? Mieliśmy skarb w ręku i sczezł nam w oczach. Ale gdzie się podział?

— Boże drogi! — krzyknął nagle Placek.

— Co ci się stało?

— Tam! tam!.. patrz… ponad wodą…

Jacek spojrzał i najwyższe zdumienie odbiło się na jego twarzy.

— To on! — wrzasnął.

— Tak, to księżyc.

Na liliowym niebie ukazał się cieniutki sierp księżyca. Na jego widok radość wielka zapanowała na ziemi i na niebie: radowały się szemrzące wody, radowały się rozchwianym śpiewaniem drzewa.

Chłopcy podnieśli się ciężko, pełni żałości i wstydu.

— Strasznie byliśmy głupi! — rzekł głucho Jacek. Placek nic nie odrzekł, bo oczarowanym spojrzeniem patrzył na księżyc.

Znajdowali się na wzgórku, na którym stał słup z cudownym obrazem. W oddali widać było, jak wieże miasta pną się ku niebu.

— Chodźmy! — rzekł Placek.

Nagle ciszę wieczoru rozdarł przeraźliwy krzyk i straszliwe hałłakowanie. Nie minęła chwila, a chłopcy leżeli związani na ziemi.

— Zbójcy? — pomyślał Jacek i omdlał z trwogi.

A sierp księżyca posuwał się po niebie, jak gdyby kosił lilie zachodu, które padały na cały świat.

ROZDZIAŁ SZESNASTY

w którym Jacek i Placek dostają się w ręce straszliwych zbójów, których my wszyscy doskonale znamy

Chłopcy leżeli związani i zdumionymi oczyma patrzyli, co się działo dookoła. Na leśnej polanie płonęło srogie ognisko, krwawe rzucając blaski na dwanaście postaci, które się mogą przyśnić. Brody ich długie, kręcone wąsiska, wzrok dziki, suknia plugawa. Niektórzy mieli noże za pasem, inni błyszczące u boku miecze, inni ogromne buławy ściskali w ręku. Patrzyli ponuro w ogień. Obok chłopców, widocznie pilnując ich, stał na straży z dobytym mieczem zbójca, mniej od innych straszny, bez srogiej brody i wąsów, jeszcze młody, bo miał około trzydziestu lat. Spozierał on czasem z litością na więźniów, a z nie ukrywaną trwogą na zbójców, którzy musieli mieć jakieś zmartwienie albo też gniew ich opętał, bo czasem zgrzytali zębami albo wywracali białka oczów na znak, że lepiej się do nich nie zbliżać.

Wtem jeden z nich wstał i potoczył po innych takim wzrokiem, jakby toczył młyński kamień. Był to ogromnego wzrostu człowiek, z brodą po pas, a wąs to miał taki, że spadał aż do ziemi, dlatego też pewnie, aby się nie zaczepiał o korzenie drzew i o krzewy, końce tego wąsa powsadzał sobie za cholewy butów. Spojrzał groźnie i zakrzyknął. Głos miał taki, że się drzewa zachwiały, jakby nagły po nich powiał wiatr. Był to zapewne starszy zbójca, gdyż miał najokazalszą, krzemieniami nabijaną buławę, a kiedy się podniósł, wszyscy zwrócili wzrok ku niemu.

— Czy jesteście wszyscy? — zakrzyknął.

— Jesteśmy wszyscy, kapitanie! — ryknęli oni tak potężnie, że las drgnął, jakby chciał uciec.

— Policzmy się — wołał herszt. - Czy widzicie swojego kapitana, Brodacza?

— Widzimy wszyscy!

— Przeto ja jestem, a teraz będę was wywoływać po kolei: Drapichrust!

— Jestem! — wrzasnął zbójca.

— Wystąp!

Ciężko podniósł się dużego wzrostu zbójca, ospowaty na twarzy, z zezowatymi oczyma.

— Możesz usiąść. Łamignat!

— Jestem, kapitanie!

— Wystąp!

Z koła wystąpił chuderlawy człowieczek na krzywych nogach.

— Dobrze! — rzekł kapitan.- Kartofel! Nikt się nie odezwał.

— Kartofel! — huknął kapitan. - Gdzie jest zbójca Kartofel?

Obejrzeli się wszyscy krwawym wzrokiem i zbudzili Kartofla, który spał.

1 ... 43 44 45 46 47 48 49 50 51 ... 54
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)