Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Puchar Amrity - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Puchar Amrity

Электронная книга - «Puchar Amrity». Краткое содержание книги:

Ukraiński astrofizyk Mychajło Sahajdak, indyjski biolog Swami Rishideva, amerykański astronauta Harry Thawn... Oni zaprzyjaźnili się jeszcze w faszystowskim kacecie, skąd młodym żołnierzom wojsk związkowych poszczęściło się prawie cudem uciec.
Powojenne lata nie przyćmiły, nie zachwiali dawnej przyjaźni. Harry przygotowuje się do polotu na Księżyc, Mychajło odsłonia tajemnicy dalekich galaktyk, Swami studiuje złożoność psychiki ludzkiej. Lecz obok szczytów naukowych odkryć często działają przepaści rozpaczy i rozczarowania. Tylko w tytanicznej walce ducha i serca można odszukać jasną drogę do wiekopomnych wartości prawdy i miłości.
Powieść feeryczna „Puchar Amrity” Ołesia Berdnyka dotyka ważnych pytań etyki, tajemnic bytu.
1 ... 42 43 44 45 46 47 48 49 50 ... 74
Перейти на страницу:

— Masz rację — zażartował Mychajło — u was naga praktyka. Naga — jasne? A należy ją ubrać. W szaty rozsądku…

— O, to, to — podchwycił Lihosow — właśnie to robimy!

— Słyszę, słyszę — odezwała się Nina, stając na progu gabinetu. — Już rozgadaliście się. Proszę do stołu, zjecie śniadanie. Potem pojedziemy.

— Wcześnie jest — rzekł Lihosow. — Ludzie jeszcze śpią, a my będziemy napychać kałduny…

— Wino, kawa — powiedziała Nina.

— Wina bym się napił — uśmiechnął się Lihosow. — Zawsze. Nawet w nocy. Dobre wino to radość życia. I jeszcze — mądra żona.

— A jaka jest mądra? — zapytał Mychajło, podnosząc się z fotela.

— Taka na przykład jak twoja Nina…

— Komplement? — twarz Niny rozjaśniła się. — Proszę za mną…

— Przecież pani wie, Nineczko, że nigdy nie mówię komplementów. To nie jest w moim stylu.

Przeszli do salonu. Na stole stało kilka butelek wina, serwis do kawy, owoce. Lihosow zatarł ręce, powąchał cytrynę.

— Cudownie. Chociaż jesteśmy cyberami przyrody, lecz mimo to jest cudownie.

— Co cudownie? — zapytał Mychajło, nalewając wino.

— Żyć — odpowiedział Lihosow, podnosząc kielich. Promień słoneczny wdarł się przez firankę, zagrał w winie. — Spójrz, jakiś pospolity płyn, a cudo. Rozwesela serce, rozgrzewa duszę.

— Uważaj: serce, dusza — podjudzał go Mychajło, popijając wino małymi łykami. — Przecież jesteś cybernetykiem, a używasz pojęć metafizycznych…

— Nie ma takich pojęć — odparł Lihosow. — Jest czysta fizyka, cybernetyka. Serce — to generator energii, pompa, biochemiczny transmutator…

— O, a jednak rozszerzyliście funkcje serca — odezwał się zjadliwie Mychajło. — Bo przedtem była tylko pompa…

— A dusza — mówił dalej Lihosow, nie zwracając uwagi na ironię gospodarza domu — to zogniskowany refleks naszego organizmu…

— Nie rozumiem…

— Dlaczego? Każda wyregulowana maszyna pracuje wesoło. Podobnie my. Odczucia duszy to odczucia jednolitego kompleksu wszystkich części systemu.

— Koszmar…

— Nic podobnego — roześmiał się Lihosow, nalewając sobie następny kielich. — Po prostu nie jesteś przyzwyczajony do konkretnego myślenia. Astronomowie w ogóle skłonni są do mistyki. A my jesteśmy ludźmi faktu. Fakt to nasz bóg.

— Znowu bóg. A każdy bóg — to posąg.

— No cóż, lepszy bóg, którego można dotknąć — zapewnił Lihosow. — Bóg, który nie objawia siebie, to nihil, wymysł.

— A bóg faktu, który się ujawnia, to mara. Oczywistość zawsze nas oszukuje.

— Wiem. Ale jednak mniej niż abstrakcja. Nie można mieszkać w urojonych zamkach. Przyznajemy wyższość realnemu budynkowi, chociażby najbiedniejszemu. Tak wygląda oczywistość.

— Nie mówię o takiej oczywistości, tylko o filozoficznej…

— Zaplątałeś się, bracie. Kiepski z ciebie filozof. Nic się nie znasz na cybernetyce, lepiej słuchaj i milcz. Zakarbuj sobie w pamięci…

— Aż przykro słuchać. Kłamiecie wszyscy. Modelujecie myślenie, uczucia, chcecie się dobrać do intuicji. Zaprogramować miłość…

— A dlaczego nie? — zdziwił się Lihosow. — Nineczko, czy można prosić o kawę? Jak najmocniejszą!

— Za chwilę.

Nina pobiegła do kuchni. Lihosow wziął kilka plasterków cytryny, posypał cukrem i zaczął żuć ze smakiem.

— Ty, Misiu — mówił, mlaskając — ignorujesz najważniejszą prawidłowość wszechświata…

— To znaczy jaką?

— Wszechogarniający program przyrody. Wszystko jest zaprogramowane — od atomu do… no, do aniołów, jeśli one istnieją. Jesteśmy jak króliki doświadczalne w laboratorium przyrody. Wszystko, co robisz, robisz nie z własnej woli. U nas nie ma swobody. Zło, dobro, to wszystko fikcje…

— No wiesz — oburzył się Mychajło. — W takim razie złoczyńca nie jest odpowiedzialny…

— Oczywiście, że nie jest — powiedział spokojnie Lihosow. — Przed kim ma odpowiadać? Boga nie ma, duszy nie ma. Przed przyrodą? Jest obojętna i chłodna. Jest maszyną. Miele, kręci, jednym odrąbuje głowy, jeśli wpadną w tryby, innych podnosi do góry, jeśli szczęśliwie znajdą się na wstępujących stopniach. Sądzimy przestępcę nie dlatego, że jest grzeszny, czy coś w tym rodzaju, ale dlatego, że jego czyn przeszkadza większości ludzi. Dobro, zbrodnia to są fikcje, symbole dialektycznej przyrody.

— Jesteś strasznym człowiekiem — powiedział Mychajło, patrząc z zaciekawieniem na pergaminową twarz Lihosowa. — Jak ty możesz żyć z takim światopoglądem?

— A dlaczego miałbym nie żyć? — Lihosow wzruszył ramionami. — Wyzbyłem się iluzji. Jedni wymyślili sobie Boga. Inni — pięknoduche idee. I jedni, i drudzy to kłamcy. Prawem świata jest wieczna walka. Okrutna, nieubłagana. Miłość i piękno to tylko błazeńśkie maski zła i okropności.

— Jesteś cynikiem — rzekł Mychajło. — Jakby cię piekło zrodziło…

Lihosow zaśmiał się. Nina przyniosła kawy, Lihosow wziął szklankę, napił się i skinął z podziękowaniem głową.

— Nineczko, czy pani słyszy, co Misio plecie? On już używa zamiast naukowych argumentów metafizyki kościelnej! Mnie urodziło piekło!

— Michasiu! — powiedziała z wyrzutem Nina.

— Bo po co mam z nim robić ceregiele? — odparł zirytowany Sahajdak. — W ten sposób można dojść do negacji najświętszego. Istnieje absolutne dobro, istnieje miłość. Nie maski przyrody, lecz jej najistotniejsza treść. Mówisz nieprawdę. Kwiat — to dobro. Promień słońca — dobro. Piękny obraz, wywołujący zachwyt widzów — to dobro…

— Ślepiec — westchnął Lihosow. — Jagnię zjada kwiaty. Wilk pożera jagnię. Albo człowiek. Promienie słońca przenikają dzięki fotosyntezie w rośliny, przez asymilację w zwierzęta, w ciało ludzkie. Zarówno kaci, jak ich ofiary zrodzeni zostali przez promienie słońca. W zło wplecione są, mówiąc poetycznie, złote nici słońca. A jeszcze ściślej — nie ma ani zła, ani dobra. Jest tylko maszyna świata — a w niej marionetki, które odgrywają spektakl, umownie nazywając to czy co innego złem lub dobrem…

— A sumienie?

— Co sumienie?

— Dlaczego cieszymy się, kiedy przynosimy dobro, i czujemy się źle, kiedy czynimy zło?

— A Hitler?

— Co?

— Aha — powiedział szyderczo Lihosow — nie rozumiesz! Esesmani mieli sumienie, kiedy palili w piecach miliony ofiar? P.ytam się, czy dręczyło ich to sumienie, czy nie? Wręcz przeciwnie, cieszyli się, kiedy katowali ludzi. Jak to wyjaśnisz?

1 ... 42 43 44 45 46 47 48 49 50 ... 74
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)