Puchar Amrity
- Автор: Бердник Александр Павлович
- Год: 1971
- Язык: польский
- Год: INSTYTUT WYDAWNICZY
- Переводчик: Adam Galis
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Puchar Amrity». Краткое содержание книги:
Powojenne lata nie przyćmiły, nie zachwiali dawnej przyjaźni. Harry przygotowuje się do polotu na Księżyc, Mychajło odsłonia tajemnicy dalekich galaktyk, Swami studiuje złożoność psychiki ludzkiej. Lecz obok szczytów naukowych odkryć często działają przepaści rozpaczy i rozczarowania. Tylko w tytanicznej walce ducha i serca można odszukać jasną drogę do wiekopomnych wartości prawdy i miłości.
Powieść feeryczna „Puchar Amrity” Ołesia Berdnyka dotyka ważnych pytań etyki, tajemnic bytu.
— Stęskniliśmy się za tobą! Stęskniliśmy się, mówię. Wszyiscy pytają, kiedy wreszcie przyjedziesz? Nawet wujek Jakub pytał. No i co, dogadaliście się w Pradze?
— Później, Saszko, później. Słów było mnóstwo…
— Wielkich słów, wielka siła, jak pisał Taras — wołał Saszko. — I nic więcej?
— Opowiem, jak się zobaczymy. Powiedz szefowi, że przyjdę do pracy dopiero za trzy dni. Posiedzę nad dysertacją, mam różne sprawy do załatwienia…
Mychajło odłożył słuchawkę, położył się na tapczanie, wpatrzył się w sufit. Dziwił się sobie. Zobojętniały mu odkrycia, dysertacja, praca, idee. Oto przeniknęły w serce szare oczy, przesłoniły wszechświat. Co to jest? Skąd ich siła? Chyba nie odezwał się w nim zwierzęcy instynkt? Nie prymitywne uczucie? A zresztą — kto wie? I dlaczego prymitywne? Może to jest najważniejsze w życiu? Może właśnie dlatego istnieje — cały wszechświat, by na jego drogach mogły się spotkać rozproszone dusze? Nie na próżno Platon pisał o podzielonych sercach. A Rishideva — z jaką miłością opowiadał o ukochanej żonie. A Harry?…
Trzasnęły drzwi. W przedpokoju rozległy się drobne kroczki. Mychajło podniósł się z tapczanu. Nina wydała okrzyk radości, rzuciła torebkę na podłogę, podbiegła do męża. Zawisła mu na szyi, przyciskając wilgotne wargi do jego ust. Odchyliła się, jej jasne oczy błyszczały, cieszyła się.
— Michasiu! Nareszcie. Nie mogliśmy się doczekać. No jak? No co?
— Przed chwilą wróciłem…
— Dlaczego nie depeszowałeś? Wyszłabym na spotkanie. Chcesz jeść? Zaraz zagrzeję…
— Nie bardzo — protestował słabo Mychajło.
— Opowiedz mi —ł zakrzątnęła się żona w kuchni, zawiązując fartuch. — Jedna sekunda. Kotlety z kury, kartofelki. Świeżutkie pomidory…
Mychajło pomyślał o Hanusi. Słabo mu się zrobiło. Kłamstwo, kłamstwo. Teraz trzeba unikać patrzenia jej w oczy, milczeć, okłamywać. Jakie to wstrętne, jakie obrzydliwe.
— Co mi przywiozłeś? — wypytywała Nina, przewracając kotlet na patelni. — Tam chyba jest mnóstwo ciekawych rzeczy?
— Nie chodziłem po sklepach — wzruszył Mychajło ramionami. — Prezenty z czeskiego szkła. Dla Andrzejka…
— Czeskiego szkła jest u nas mnóstwo w sklepach — powiedziała z niezadowoleniem Nina. — Gdybyś przywiózł coś z bielizny. Czesi umieją to robić…
— Wybacz — rzekł sucho Mychajło. — Nie pomyślałem…
— Ty nigdy o mnie nie myślisz. No, no, nie rób takiej miny. Zapomnijmy o tym. Sama sobie kupię. Proszę cię, siadaj do stołu. Napij się wina. „Zakarpacka róża!” Doskonały bukiet…
W wyobraźni Mychajły znów ukazała się twarz Hanusi. „Zakarpacka róża.” Rzeczywiście, kwiatek. Jak uderzająco trafnie określiła granicę między fałszem i prawdą. Teraz już niemożliwe jest życie po staremu. Nie można grać i udawać.
Niedbale rozgrzebywał widelcem kotlet, a Nina siedziała naprzeciw niego i mówiła bez przerwy:
— Zmieniłeś się bardzo. Jakbyś schudł. I jakiś jesteś pochmurny…
— Głowa mnie boli…
— To wskutek zmiany klimatu. To się zdarza. Nie zapominaj, że za dwa, trzy tygodnie obrona twojej rozprawy. Musisz się doskonale przygotować. A ja zorganizuję przyjęcie…
— Jakie przyjęcie? — zdziwił się Sahajdak.
— Po obronie. Zaprosisz sto osób. Bankiet na cały Kijów.
— Jeszcze nie wiadomo, czy zatwierdzą…
— Nie troszcz się o to. To moja sprawa. Wszystko pój-
dzie gładko. Ale później nie dam ci spokoju. W przyszłym roku musimy mieć samochód i willę…
— No wiesz, wywierciłaś mi dziurę w głowie tym samochodem…
— Nie szkodzi, nie szkodzi, głowę masz jeszcze całą. A w naszym instytucie dokonano wielkiego odkrycia…
— Jakiego odkrycia?
— Odkryto niezwykłe struktury biologiczne pod mikroskopem. Rozumiesz: woda, pewne roztwory, słaby prąd elektryczny. Powstają struktury podobne do pierwotniaków, dzielą się, wchłaniają się nawzajem. Zdaje się, że zbliżamy się do stworzenia sztucznego życia…
— No i co?
— Jak to co? — powtórzyła jego pytanie urażona Nina. — Co ci jest? Tu takie epokowe odkrycie…
— Dużo ich było, tych „epokowych” — powiedział obojętnie Mychajło, pijąc kompot. — I jaki w tym sens?
— A jakiego ci sensu trzeba? — rozgniewała się Nina. — Można będzie tworzyć cybernetyczne systemy biologiczne. Tak mówi kierownik pracy profesor Awdiuszko. Może to jest nitka wiodąca do nieśmiertelności…
— Nieśmiertelność — pokiwał głową Mychajło. — Powtarzamy to słowo jak papugi, nie zastanawiamy się nad nim. Nieśmiertelność czego? Wyobraź sobie, że ty bez końca kręcisz się po kuchni, gotujesz barszcz, biegasz do instytutu, marzysz o samochodzie, a jak go zdobędziesz — to o czymś innym! Przecież to można oszaleć, zapragnie się śmierci!
— Nie pojmuję, jaka mucha cię ugryzła — rzekła urażona Nina, zbierając talerze ze stołu. — Nawet nieśmiertelność cię nie urządza. Czego ty właściwie chcesz?
— Ciszy — rzekł smutno Mychajło. — Ciszy i milczenia. Wiesz, czasami cisza jest mądrzejsza od gadania. Zmęczyły nas słowa. Nasłuchałem się ich w Pradze. I w domu też…
— No, to siądźmy obok siebie, patrzmy sobie w oczy i milczmy. Okropnie ciekawe…
— Gdybyśmy tak mogli! To jest wielka sztuka. Nie każdy potrafi…
— Byłoby lepiej, gdybyś nie pojechał na sympozjum. Bo nasłuchałeś się różnych filozofii! Chodźmy nad Dniepr, wykąpiemy się…
— Jakoś nie mam ochoty…
Do pokoju wpadł Andrzejek, zobaczył ojca, krzyknął z radości, objął go za szyję. Sahajdakowi zrobiło się cieplej koło serca, ucałował syna w policzek, przycisnął chude sprężyste ciało do piersi. Oto nitka, która łączy go jeszcze z rodziną! Czy jest mocna? Czy wytrzyma?
Pogłaskał bujną czuprynę syna i odsunął się.
— Skąd lecisz jak oparzony?
— Z plaży, tatko! Pędzę na futbol. Ludzi — mrowie!
— Psychoza — westchnął Mychajło. — Co w tym ciekawego?
— Ty nie rozumiesz, tatko! — powiedział syn autorytatywnie. — Mamo, daj mi jakąś kanapkę, jeść mi się chce! Dziękuję. Tam, na stadionie — pole bitwy! Dwa systemy. Aspekt fizyczny, psychologiczny, uczuciowy…