Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Maski czasu [The Masks of Time - pl]
Maski czasu [The Masks of Time - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Maski czasu [The Masks of Time - pl]

Электронная книга - «Maski czasu [The Masks of Time - pl]». Краткое содержание книги:

Jest schyłek stulecia. Narasta chaos i szerzy się upadek moralny. Na świecie pojawia się tajemniczy nieznajomy imieniem Vornan-19, który podaje się za człowieka z przyszłości, i twierdzi, że ma do spełnienia ważną misję. W krótkim czasie pociąga za sobą miliony ludzi, oferując im pełną niebezpieczeństw, ekscytującą odyseją, która całkowicie zmieni przyszły kształt społeczeństwa Ziemi…
1 ... 41 42 43 44 45 46 47 48 49 ... 63
Перейти на страницу:

Nasze zebranie dobiegło końca stosunkowo wcześnie. Widziałem, jak Fields mówi coś gorączkowo do Aster, ona potrząsa głową, wzrusza ramionami i odchodzi, pozostawiając mężczyznę wyraźnie wściekłego. Vornan podszedł do Fieldsa i ujął go delikatnie pod ramię. Nie mam pojęcia, co mu wówczas szepnął, lecz twarz rozmówcy nabrała jeszcze bardziej purpurowej barwy. Fields ruszył przed siebie i próbował trzasnąć wahadłowymi drzwiami. Kolff i Helen wyszli razem, objęci. Ja ciągle zwlekałem, sam nie wiedząc dokładnie dlaczego. Mój pokój przylegał do apartamentu Aster, ruszyłem więc razem z nią korytarzem. Staliśmy chwilę pod jej drzwiami. Odniosłem dziwne wrażenie, że niemo zaprasza mnie, abym spędził u niej noc. Sprawiała wrażenie niezwykle podekscytowanej, trzepotała rzęsami, jej delikatne nozdrza drgały nerwowo.

— Jak długo jeszcze będziemy jeździli z tym cyrkiem? — spytała.

Odparłem, że nie mam zielonego pojęcia. Ona zaś stwierdziła, że chętnie wróciłaby już do laboratorium, ale zaraz potem wyznała szczerze:

— Rzuciłabym to wszystko choćby zaraz, gdyby nie dziwna ciekawość, którą noszę wbrew sobie. Ciekawość Vornana. Zauważyłeś, Leo, że on się zmienia?

— Co masz na myśli?

— Coraz jaskrawiej dostrzega sytuację wokoło. Na początku był zupełnie ślepy, całkowicie obcy i oderwany od realiów. Pamiętasz ten moment, kiedy poprosił, abym wzięła z nim prysznic?

— Jakże mógłbym zapomnieć?

— Gdyby o to samo poprosił ktokolwiek inny, oczywiście odmówiłabym. Ale Vornan był taki bezpośredni, taki szczery — tylko dzieci potrafią się w ten sposób zachowywać. Wiedziałam, że robi wszystko w dobrej wierze. Ale teraz… teraz on pragnie używać ludzi. Już nie interesuje go zwyczajne zwiedzanie. On wszystkim sam manipuluje. Z niezwykłym wyczuciem.

Powiedziałem, że te same myśli błądziły mi po głowie, kiedy oglądaliśmy tamten program w telewizji. Jej oczy lśniły, policzki nabrały różowych wypieków. Zwilżyła wargi i czekałem, aż powie, że oboje mamy wiele wspólnego i najwyższa pora, aby się lepiej poznać. Lecz ona zamiast tego szepnęła:

— Boję się, Leo. Wolałabym, żeby nasz gość wrócił tam, skąd przybył. Zanim narobi prawdziwych kłopotów.

— Kralick i spółka czuwają dzień i noc.

— Miejmy nadzieję. Posłała mi nerwowy uśmiech.

— No to, dobranoc, Leo. Śpij spokojnie.

Zniknęła. Przez bardzo długą chwilę stałem nieruchomo, zapatrzony w zamknięte drzwi i skradziony wizerunek jej zwiewnej postaci, póki nie uleciał on z kart mojej pamięci. Dotąd Aster była mi obojętna, w ogóle z niejakim trudem myślałem o niej jako o kobiecie. Teraz nagle pojąłem, cóż takiego dostrzega w niej Morton Fields. Zacząłem gorąco pożądać jej ciała. Może to kolejna sztuczka Vornana, pomyślałem. Nie, zaczynam powoli demonizować jego osobę. Stałem z pięścią na wysokości drzwi do pokoju Aster i rozmyślałem, czy nie zapukać. Zamiast jednak bębnić po nocy, wszedłem do własnego apartamentu, zamknąłem się dokładnie, rozebrałem i ułożyłem wygodnie do snu. Sen nie przychodził. Wstałem i podszedłem do okna, aby popatrzeć na tłum, lecz tłum zniknął. Północ minęła już dość dawno. Delikatna, księżycowa poświata oblewała wyludnione miasto. Wydarłem czystą kartkę z notatnika i zacząłem skrobać zarysy nowej teorii, której ulotne fragmenty objawiły mi się podczas kolacji. Chodziło mianowicie o sensowne wytłumaczenie zjawiska dwukrotnej zmiany ładunku podczas wędrówki w czasie. Problem: przy założeniu, iż podróż w czasie jest w ogóle możliwa, stworzyć matematyczne podłoże dla konwersji z materii w antymaterię, przed ukończeniem skoku z powrotem w materię. Pracowałem szybko i przez chwilę nawet miałem nadzieję na sukces. Chciałem już połączyć się z komputerem, aby ten przeprowadził wnikliwą analizę moich równań, lecz w tym momencie zauważyłem błąd. Idiotyczny, rachunkowy błąd zaraz na początku obliczeń, zapomniałem po prostu zmienić znak przy przenoszeniu. Pogniotłem kartkę i odrzuciłem ją z niesmakiem.

Usłyszałem, jak ktoś puka do drzwi.

— Leo? Leo, nie śpisz? — szepnął głos.

Uruchomiłem wizjer i z zaskoczeniem spostrzegłem, iż spóźniony gość to Vornan we własnej osobie. Zerwałem się z łóżka, podbiegłem do drzwi i uchyliłem je nieznacznie. Był ubrany w cienką, zieloną tunikę, jak do wyjścia. Jego obecność tutaj, na korytarzu dała mi wiele do myślenia. Wiedziałem bowiem, że każdej nocy Kralick osobiście zamyka Vornana w jego apartamencie i, przynajmniej w teorii, nie ma sposobu, aby ktokolwiek otworzył zamek, który miał chronić przybysza, ale również skutecznie go więził. A jednak Vornan stał na progu.

— Wejdź — poprosiłem. — Coś się stało?

— Nie, dlaczego? Spałeś?

— Raczej pracowałem. W zasadzie usiłowałem wykoncypować, w jaki sposób działa twój wehikuł czasu.

Roześmiał się cicho.

— Biedaczysko. Zmarnujesz sobie łepetynę od tego myślenia.

— Gdyby mój los był ci rzeczywiście drogi, nie skąpiłbyś informacji.

— Musiałbym je najpierw posiadać — odparł. — Nie, nic nie wiem na ten temat. Wytłumaczę ci dlaczego, ale na dole.

— Na dole?

— Właśnie. Wyjdziemy na mały spacerek. Dotrzymasz mi towarzystwa, prawda Leo?

Zrobiłem głupią minę.

— Na zewnątrz trwają zamieszki. Wściekły tłum rozszarpie nas na sztuki, bez dwóch zdań!

— Tłum zniknął już z ulic — odparł Vornan. — Poza tym, mam przy sobie to.

W ręku trzymał dwie plastikowe maski, podobne do tych, jakich używaliśmy w chicagowskim burdelu.

— Nikt nas nie rozpozna. Ruszymy ulicami tego cudownego miasta w przebraniu. Mam ochotę na krótką przechadzkę, Leo. Męczą mnie te wszystkie oficjalne uroczystości. Czuję przesyt.

1 ... 41 42 43 44 45 46 47 48 49 ... 63
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)