Rozbuchana Wyobraźnia Olivii Joules
- Автор: Филдинг Хелен
- Язык: польский
- Жанр: Современные любовные романы
Электронная книга - «Rozbuchana Wyobraźnia Olivii Joules». Краткое содержание книги:
– Co on robi? – spytała po cichu Olivia.
Michael Monteroso przewrócił oczami.
– To jego woskowe ciasto – odparł. – Uwalnia jego kreatywność.
Nagle Olivia wstrzymała oddech. Obok baru przechodził Morton C, w nałożonej do połowy piance, prezentując potężne muskuły. Na każdym ramieniu niósł butlę, a w ślad za nim podążało dwóch młodzieńców o arabskim wyglądzie, taszcząc kamizelki i manometry.
– To było na Oscarach w tym roku – powiedziała Kimberley. – Miałam zajmować puste miejsca. Siedziałam za Jackiem Nicholsonem.
Olivia zauważyła, że Morton C dostrzegł ją i odwrócił się wyraźnie wściekły. Dwulicowy drań. Chyba sobie nie wyobrażał, że znowu uda mu się wkraść w jej łaski? Wyjęła swój miniaturowy aparacik i zrobiła kilka zdjęć.
– Mówisz serio? – zdziwił się Winston. – Byłaś jak ci, co to siadają na miejscu Halle Berry, kiedy przyjdzie jej ochota wyjść do ubikacji?
Olivia trąciła Michaela i pokazała na oddalającego się Morrona.
– Kto to jest? – spytała szeptem.
– Ten blondyn? No wiesz, to jakiś instruktor nurkowania czy coś?
– Mój tata załatwił mi tę robotę, bo pracuje przy Oscarach – oznajmiła z dumą Kimberley. – Drugi raz miałam siadać za Shakirę Caine, ale ona, no wiesz, poszła do łazienki tylko raz, w czasie przerwy. Ale w zeszłym roku przez całą pierwszą połowę siedziałam w pierwszym rzędzie.
– Ktoś widział Pierre'a?
– Alfonso mówił, że ma zejść, no wiesz, na lunch czy coś tam. Hej! Jest Alfonso. Hej, stary. Chodź, napijemy się.
Podobna do trolla postać Alfonso, bez koszuli, zmierzała w ich kierunku. Olivia nie mogła znieść widoku jego potwornie owłosionych pleców.
– Idę popływać – oznajmiła. Kiedy jednak zsuwała się ze stołka, ogarnął ją strach, że ciężar pochłoniętych naleśników pociągnie ją na dno.
Skoczyła w krystalicznie czystą wodę i wstrzymując oddech najdłużej jak potrafiła, wyłoniła się na powierzchnię pięćdziesiąt metrów dalej. W szkole wygrała wyścig w pływaniu pod wodą, zanim zakazano organizowania podobnych zawodów, ponieważ ktoś zasłabł. Odgarnęła włosy do tyłu i przygładziła je, po czym znowu dała nura i płynęła pod wodą tak długo, jak mogła, kierując się w stronę cypla, chciała bowiem obejrzeć betonowe molo. Morze było tu ciemniejsze i bardziej wzburzone; zbliżała się do nawietrznej strony wyspy. Zaczęła płynąć szybkim kraulem, aż znalazła się naprzeciwko mola. Wyglądało na nieużywane. Od strony hotelu broniło do niego dostępu wysokie ogrodzenie zwieńczone drutem kolczastym. W pobliżu brzegu dostrzegła butle i magazyn, a także deskę surfingową, wyglądającą jakby była przecięta na pół.
Za molem ciągnęła się smagana wiatrem plaża, obmywana przez spienione fale. Kilkaset metrów w głąb morza podskakiwała na kotwicy niewielka łódka. Z rufy skoczył do wody nurek, trzech innych podążyło jego śladem. Olivia zanurkowała i ruszyła w ich kierunku. Gdy wypłynęła na powierzchnię, ostatni z nurków zaczynał się zanurzać. Przekonana, że spędzą pod wodą jakiś czas, popłynęła w stronę mola, kiedy jednak się obejrzała, ze zdumieniem stwierdziła, że cała czwórka wypłynęła w pobliżu brzegu. Czekali w wodzie, w znajomej pozie wyglądając jak foki. Nagle jeden z nich zaczął szybko płynąć w stronę nadciągającej fali i wspiął się na deskę. Surfingowcy! Zafascynowana patrzyła, jak zgodnie płyną zygzakami po wewnętrznym zgięciu fali. Roześmiani przewrócili się i ruszyli w stronę mola. Nagle jeden z nich coś krzyknął i pokazał na nią.
Olivia zanurkowała na głębokość jakichś dwóch metrów i zaczęła płynąć w kierunku mola. Płuca jej rozrywało, ale płynęła dalej, póki nie dotarła na drugą stronę mola, gdzie wyskoczyła na powierzchnię, łapczywie wdychając powietrze. Surfingowców nigdzie nie było widać. Znowu zanurkowała i popłynęła w stronę ośrodka, aż woda stała się spokojniejsza, ciepła i niebieska, a ona znajdowała się nad piaszczystym dnem osłoniętej przed wiatrem zatoki.
Z ulgą wypłynęła na powierzchnię i położyła się na plecach, próbując wyrównać oddech. Kawałek dalej zauważyła tratwę. Zbliżyła się ku niej powoli, wdrapała na górę i opadła na pokrywającą ją sztuczną trawę.
Tratwa była cudowna. Pokrywająca ją sztuczna trawa miała niebieski kolor – identyczny z tą, która okalała basen w Standard Hotel w Los Angeles. Olivia wyciągnęła się na całą długość i czując, jak oddech jej się uspokaja, zapatrzyła się na niebo, gdzie już pojawił się księżyc. Odprężyła się, z rozkoszą wystawiając skórę na działanie słońca. Tratwa delikatnie kołysała się na falach, a woda cicho chlupotała o jej krawędzie.
Z tego cudownego stanu błogiego spokoju Olivia została wyrwana nad wyraz brutalnie. Jakaś ręka z potężną siłą zatkała jej usta. Instynktownie wyciągnęła ukrytą w bikini szpilkę do kapelusza i bez chwili wahania wbiła w krępujące ją ramię, które podskoczyło gwałtownie i zwolniło uścisk na tyle, by udało jej się oswobodzić.
– Nie ruszaj się – rozkazał znajomy głos.
– Morton, co ci odbiło? Oglądasz za dużo filmów akcji?
Obróciła się i po raz pierwszy w całym swoim życiu spojrzała prosto w wylot lufy pistoletu. Doprawdy, uczucie było niesamowite. Zawsze się zastanawiała, jak to jest, a teraz, gdy działo się to naprawdę, wydało jej się dziwnie nierealne. „Zupełnie jak w filmie”, przemknęło jej przez myśl. Jakby patrzyła na przepiękny widok i myślała, że wygląda jak zwykła pocztówka.
– Co było w tej igle?
Szare oczy spoglądały z lodowatą wściekłością. Przytrzymywał się tratwy jedną ręką, drugą wciąż mierząc do niej z broni.
– To coś w życiu nie wystrzeli – zauważyła. – Było pod wodą.
– Połóż się na brzuchu. Tak jest. A teraz – nachylił się ku niej – gadaj, co było w tej cholernej strzykawce?
Bał się. Widziała to w jego oczach.
– Morton – powiedziała zdecydowanym tonem. – To zwykła szpilka do kapelusza. Podróżuję sama. A ty mnie przestraszyłeś. A teraz przerażasz mnie jeszcze bardziej. Odłóż broń.
– Oddaj mi tę szpilkę.
– Nie. Oddaj mi broń.
Bezceremonialnie wepchnął jej lufę w kark, drugą ręką chwytając szpilkę.
– Zachowujesz się co najmniej niegrzecznie. Dobrze wiesz, że mogę po prostu wstać i zacząć krzyczeć.
– Nie zdążyłabyś nawet miauknąć. I nigdy by cię nie znaleźli. Co to, kurwa, ma być?! – spytał, przyglądając się szpilce ze zdumieniem.
– Szpilka do kapelusza. Moja matka zawsze ją przy sobie nosiła, żeby odstraszyć ewentualnych napastników.
Mrugając z niedowierzaniem, przez chwilę jeszcze wpatrywał się w szpilkę.
– Szpilka do kapelusza – zaśmiał się w końcu. – Coś niesamowitego.
– Założę się, że teraz żałujesz, że w ogóle wyciągałeś broń, no nie?
Wyraz jego szarych oczu powiedziałjej, że się nie myli. „Ha, ha”, pomyślała sobie.
– Zamknij się i gadaj. Co tu robisz? – spytał groźnie.
– Sama chciałabym to wiedzieć. Porwał mnie Alfonso.
– To wiem. Ale co robisz na Popayan? Dla kogo pracujesz?
– Już ci mówiłam. Jestem dziennikarką, wolnym strzelcem.
– Daruj sobie. Dziennikarka pisząca o modzie, która…
– Ja n i e piszę o modzie.
– O perfumach, nieważne. Na dodatek jesteś też lingwistką?
– W naszym kraju – powiedziała, podnosząc się z oburzeniem – mamy świadomość, jak ważna jest znajomość języków obcych. Zdajemy sobie sprawę, że na świecie żyją również inne narody. I lubimy się z nimi porozumiewać, a nie tylko się na nich wydzierać.
– A cóż to za języki? Jazgotanie? Bełkot? Pierdoły? Język miłości?
Wbrew sobie zaczęła się śmiać.