Po Prostu Idealnie
- Автор: Ортолон Джулия
- Язык: польский
- Жанр: Современные любовные романы
Электронная книга - «Po Prostu Idealnie». Краткое содержание книги:
Trzeba być twardym, by pracować w izbie przyjęć. Jednak odwaga doktor Christine Ashton kończy się, kiedy ma przypiąć narty i pokonać lęk wysokości. Jeszcze trudniej oprzeć się seksownemu instruktorowi narciarskiemu. Alec Hunter to ktoś więcej niż czaruś, który uwielbia się bawić. W niczym nie przypomina ofiar losu czy egocentryków, z którymi Christine zwykle się wiązała. Mimo to chłodno traktuje swojego upragnionego mężczyznę. Dopiero wspólna pomoc poszkodowanemu snowboardziście sprawia, że ich miłość rozkwita. Wszystko układa się idealnie do momentu, kiedy Christine będzie musiała stawić czoło kolejnemu lękowi i wybrać między wymarzoną pracą a ukochanym mężczyzną.
– Miło mi poznać. – Uścisnęli sobie z Joem dłonie. Potem Alec przyjrzał się ostrożnie kobietom.
– Chyba najlepiej, jeśli powiem wprost, że jestem przerażony. Maddy się zaśmiała, a Joe przeprosił ich na chwilę i poszedł powiedzieć kelnerce, że są już w komplecie. Po chwili siedzieli w jadalni, którą z rozmysłem urządzono wyjątkowo tandetnie. Na ścianie naprzeciwko obrazu Elvisa na czarnym aksamicie wisiało troje drzwi od chevroletów.
– Amy – zagadnęła Maddy, gdy złożyli już zamówienia – denerwujesz się przed jutrzejszym wyjazdem czy nie możesz się doczekać?
– Jedno i drugie – zapytana odparła ze śmiechem. – Już się spakowałam i jestem gotowa, więc chyba nie ma odwrotu.
– Życzymy udanej podróży. – Maddy uniosła margaritę. Wszyscy poszli za jej przykładem i napili się. Potem skierowała kieliszek ku Christine. – A drugi toast za Christine i Aleca oraz ich zaręczyny.
Alec cicho westchnął z ulgą. Ten toast to dobry znak. Miał taką nadzieję. Zdał sobie sprawę, że za szybko pozwolił sobie na to westchnienie, gdy Maddy i Amy zaczęły go wypytywać o dorastanie w Elgin i pracę w pogotowiu górskim. Musiał tyle mówić, że prawie nic nie zjadł. W końcu, desperacko starając się odwrócić uwagę od siebie, Alec zwrócił się do Joego.
– Opowiedz coś o swoim obozie treningowym.
– Och, nie! – Maddy przewróciła oczami. – Joe będzie mówił godzinami. Chyba pójdę przypudrować nos. Christine?
– Ja też.
– I ja. – Amy wstała i wszystkie trzy odeszły. Kiedy zniknęły za rogiem, Alec oklapł na siedzeniu.
– O kurczę, jury poszło na naradę.
Serce biło mu boleśnie. Przyjrzał się facetowi naprzeciwko.
– Jak myślisz, ile czasu będą się naradzać, nim wrócą z wyrokiem?
– Niezbyt długo. – Joe zanurzył frytkę w sosie salsa. – Wyluzuj. Zdałeś.
– Serio? – Alec wyprostował się. – Skąd wiesz?
– Maddy poruszyła brwiami i uśmiechnęła się do mnie jakieś dziesięć minut temu. Jesteś przyjęty.
– Jezu. – Przycisnął dłoń do serca, żeby je uspokoić. – Mam nadzieję, że masz rację. Są naprawdę blisko ze sobą, co?
– Aha, i to mi podsunęło pewien pomysł. Christine wspominała, że zajmuję się wszystkimi planami naszego ślubu?
– Tak. Zastanawiałem się nawet, czy jesteś niewiarygodnie odważny, czy kompletnie szalony.
– Czasem mężczyzna musi wziąć sprawy w swoje ręce, jeśli chce, żeby coś się wreszcie stało. – Twarz Joego w każdym calu była twarzą twardego komandosa. – Ponieważ panie poszły na naradę, przedstawię swój pomysł najpierw tobie. Chciałbym zapytać Maddy i Christine, co by powiedziały na podwójny ślub. Może im się to nie spodobać, bo kobiety w tych kwestiach bywają całkiem nieprzewidywalne, ale warto chyba podsunąć im ten pomysł.
– Jaka data?
– Drugi weekend kwietnia, w Austin, bo tu mieszka rodzina Maddy.
– Dla mnie bomba. Właściwie odpowiada mi każdy pomysł, który doprowadzi Christine do ołtarza, nim zmieni zdanie.
– Wobec tego zapytamy je, jak wrócą.
– O ile Amy i twoja narzeczona nie mówią właśnie mojej, że ma mnie z miejsca rzucić.
– Mówię ci, zdałeś.
– No i? – zapytała Christine, gdy tylko zamknęły się za nimi drzwi łazienki.
– Och, Christine! – Maddy objęła ją mocno. – Jest cudowny!
– Serio?
– Tak! – Maddy odsunęła się, żeby Amy też mogła wyciskać przyjaciółkę.
– Jest absolutnie idealny dla ciebie – oświadczyła.
– Och, Bogu dzięki. – Zamknęła oczy i odwzajemniła uścisk. – Tak się bałam, że nie pochwalicie mojego wyboru. Ze go nie polubicie. Oczywiście wszyscy lubią Aleca, ale martwiłam się, że pomyślicie, że nie jest dla mnie odpowiedni. Jest młodszy, pochodzi z zupełnie innego środowiska i jest taki… – Próbowała znaleźć właściwe słowo. – Taki jak to tylko on!
Maddy przechyliła głowę.
– Właściwie to uznałam, że jest dość wycofany jak na to, co nam o nim mówiłaś.
– To dlatego, że wycisnęłyście z niego ostatnie poty – zaśmiała się Christine. – Spodziewałam się, że któraś z was zaraz zaatakuje go stłuczoną butelką.
– Nie byłyśmy aż tak ostre – odparła ze śmiechem Maddy. Christine przewróciła oczami.
– Twoja rodzina już go poznała? – Amy zmartwiła się.
– Nie. – Radość Christine nieco przygasła. – W pewnym sensie poznali go w Kolorado, ale nie powiedziałam im, że się zaręczyliśmy.
Maddy zmarszczyła brwi.
– Jesteś zaręczona od dwóch dni i nic nie powiedziałaś rodzinie?
– Szczerze mówiąc… – Wzięła je obie za ręce. – Najpierw chciałam usłyszeć wasze zdanie i radę, jak to załatwić. Naprawdę się martwię, że nie pochwalą tego małżeństwa. Przynajmniej nie od razu.
Maddy parsknęła.
– Myślę, że w ogóle tego nie zaakceptują. Musisz zaufać własnemu sercu i odważyć się. Nie pozwól, żeby rodzina ci to zniszczyła, bo będą próbować.
– Nie sądzę, żeby posunęli się tak daleko.
Maddy rzuciła jej spojrzenie pod tytułem „przejrzyj na oczy”.
– No dobra, to co mam zrobić? Jak mam ich przekonać?
– Nie próbuj. Zignoruj ich.
– Nie mogę.
Amy uścisnęła jej dłoń.
– Chcesz poznać moją radę?
Amy miała mądre spostrzeżenia na każdy temat, jakby jej dusza była bardzo stara i zgromadziła doświadczenia więcej niż jednego życia.
– Jasne!
– No więc posłuchaj. – Amy stała się tak poważna, że niemal surowa. – Alec tak doskonale do ciebie pasuje dzięki chłopięcej postawie i brakowi ogłady, które nieraz będą cię doprowadzać do szaleństwa. Nie pozwól na to. Nie koncentruj się drobiazgach i nie zaczynaj kłótni z byle powodu tylko dlatego, że się nakręciłaś i martwisz się tym, co powie twoja rodzina. Jeśli go kochasz, kochaj go takim, jaki jest. Tak jak on cię kocha.
– Naprawdę myślisz, że mnie kocha? – Serce zabiło jej mocniej na te słowa. – To znaczy, wiem, tak to wygląda i sam tak mówi…
– Och, skarbie. – Amy uśmiechnęła się do niej. – Ten facet rozpromienia się za każdym razem, gdy patrzy na ciebie.
– Ale nie zrobiłam nic, żeby mnie pokochał.
Maddy się zaśmiała.
– Gdyby była tu Mama Frazer, powiedziałaby ci, że na miłość nie trzeba zasłużyć. Albo jest, albo jej nie ma. Nie przychodzi z listą warunków typu „pokocham cię, jeśli…”.
– Najbardziej jednak przeraża mnie to, że tyle poświęcił, żeby być ze mną – przyznała Christine. – Czekam tylko, aż spojrzy na mnie i pomyśli: „Oszalałem? Rzucam to wszystko dla niej?!”.
Maddy z niesmakiem wzięła się pod boki.
– Dobra, już samo to wymaga co najmniej godzinnego wykładu. Ale nie mamy tyle czasu, więc zostawię to Alecowi, aby ci wytłumaczył, dlaczego warta jesteś poświęcenia i ofiar. Na razie wracajmy do stołu, nim twój narzeczony zaliczy załamanie nerwowe, zastanawiając się, co takiego mówimy na jego temat.
Kiedy podeszły do stolika, Christine zobaczyła, że Alec i Joe rozmawiają. Już na sam jego widok zrobiło jej się cieplej na sercu. Podniósł wzrok, zobaczył, że uśmiecha się do niego, i natychmiast się rozluźnił. Nadal się martwił i jego oczy miały pytający wyraz, ale jak ujęła to Maddy, rozpromienił się na jej widok.
– Cześć – powiedziała, siadając obok niego.
Co zrobiła, że zasłużyła na tak cudownego mężczyznę, który ewidentnie ją kochał?
– Cześć – odpowiedział uśmiechem.
Po drugiej stronie Joe odezwał się do Maddy:
– Właśnie rozmawialiśmy z Alekiem o ślubie.
– Tak? – Maddy zdziwiła się, że dwóch mężczyzn siedziało razem i rozmawiało o planach weselnych.