Po Prostu Idealnie
- Автор: Ортолон Джулия
- Язык: польский
- Жанр: Современные любовные романы
Электронная книга - «Po Prostu Idealnie». Краткое содержание книги:
Trzeba być twardym, by pracować w izbie przyjęć. Jednak odwaga doktor Christine Ashton kończy się, kiedy ma przypiąć narty i pokonać lęk wysokości. Jeszcze trudniej oprzeć się seksownemu instruktorowi narciarskiemu. Alec Hunter to ktoś więcej niż czaruś, który uwielbia się bawić. W niczym nie przypomina ofiar losu czy egocentryków, z którymi Christine zwykle się wiązała. Mimo to chłodno traktuje swojego upragnionego mężczyznę. Dopiero wspólna pomoc poszkodowanemu snowboardziście sprawia, że ich miłość rozkwita. Wszystko układa się idealnie do momentu, kiedy Christine będzie musiała stawić czoło kolejnemu lękowi i wybrać między wymarzoną pracą a ukochanym mężczyzną.
To musiało się skończyć. Odsuwanie nieuniknionego nie sprawiało, że rozstanie stanie się łatwiejsze. Zwłaszcza teraz, gdy ustalili, że mogą się spotykać z innymi ludźmi. Właściwie ona to zaproponowała, a Alec się wściekł i rozłączył. Kiedy zadzwonił następnego dnia, żadne nie wróciło do tematu, co można uznać za milczącą zgodę. Ale co by teraz zrobiła, gdyby zadzwoniła, a on powiedziałby jej, że jest z kimś na randce?
Ponieważ na samą myśl robiło jej się słabo, złapała torebkę i ruszyła ścieżką do frontowych drzwi. Potrzebowała przyjaciółek, które zajmą ją czymś innym. Dzwonek rozbrzmiał w środku, kiedy nacisnęła guzik, a zaraz potem rozległ się tupot bosych stóp na terakocie.
– Christine! – Maddy otworzyła drzwi.
Jej rude włosy i zuchwały uśmiech kontrastowały z tym domem, z okolicą i nawet dzwonkiem. Postrzępione dżinsy i sięgający do pasa batikowy T – shirt podkreślały jej krągłe kształty. Z radosnym piskiem objęła Christine.
– Jak cudnie cię widzieć!
– Ja też się cieszę. – Christine odwzajemniła uścisk.
Dotarło do niej, jak bardzo tęskniła za przyjaciółką. E – maile i telefony to nie to samo.
Maddy złapała ją za rękę i wciągnęła do domu.
– Amy już przyjechała.
– Tak, widziałam jej samochód na podjeździe.
Christine rozejrzała się i zauważyła bibeloty stojące na stole w jadalni i etykietki z cenami zwieszające się z abażurów.
– Widzę, że zaczęłyście beze mnie.
Maddy oparła ręce na biodrach i rozejrzała się po zagraconym pokoju.
– Jakim cudem zgromadziliśmy z Nigelem tyle rzeczy?
– Nigdy niczego nie wyrzuciłaś?
– To cała ja – zaśmiała się Maddy. – Ale teraz z pewnością pozbędę się mnóstwa rzeczy.
– Naprawdę wszystko sprzedajesz?
– Niemal. Czas zacząć na nowo. Joe przyjedzie tu za kilka dni furgonetką i spakuje parę rzeczy, które zachowam.
– Więc ze wszystkim musisz sama sobie poradzić? – Christine zmarszczyła brwi.
– Sama się przy tym upierałam. Chciałam mieć czas, żeby się z tym wszystkim pożegnać, o ile to ma jakiś sens.
– Oczywiście, że ma. – Christine uścisnęła ją raz jeszcze. – Dobrze się trzymasz?
– Przeważnie. – Maddy uśmiechnęła się, ale oczy miała podejrzanie wilgotne.
– Cześć, Christine!
W przejściu do kuchni stanęła Amy. Christine powstrzymała się od westchnienia, widząc ją w workowatych rybaczkach i za dużym T – shircie. Amy straciła w ciągu ostatnich dwóch lat dwadzieścia kilo, a jednak nadal nie chciała popisywać się figurą ani upinać kręconych ciemnych włosów inaczej niż w długi warkocz na plecach.
– Akurat zdążyłaś, żeby mi pomóc przy metkowaniu talerzy.
– Zapomnijcie o tym – odezwała się Maddy. – Ogłaszam przerwę. Ktoś ma ochotę na margaritę przy basenie?
– Ja! – Amy ledwie dyszała. Spojrzała na Christine. – Ta kobieta to poganiacz niewolników.
Chwilę potem siedziały przy stoliku na zadaszonym patio i patrzyły na słońce lśniące na wodzie w basenie. Firma dbająca o zieleń zajmowała się trawnikiem i przystrzygła żywopłoty, ale rabaty kwiatowe już nie buchały żywymi brawami jak rok temu. Kolejny znak zmiany, pomyślała Christine. Życie bez Maddy w pobliżu stawało się nijakie.
– Zapomniałam już, jak ciepło jest w Teksasie nawet w lutym – powiedziała Maddy, wachlując się – To takie dziwne, kiedy w Nowym Meksyku w górach leży śnieg.
– Tak, słyszałam, że w Górach Skalistych w zeszłym tygodniu mieli zamieć śnieżną – powiedziała Christine i zamarła, mając nadzieję, że przyjaciółki pomyślą, iż mówiono o tym w wiadomościach.
Obie skrytykowały ją za niewłaściwą decyzję w związku z Alekiem, a potem krzyczały, bo nadal utrzymywała z nim kontakt. Uważały, że torturuje jego i siebie. Ponieważ miały rację – przynajmniej w kwestii kontaktu – przestała im się zwierzać. Nigdy wcześniej tak nie postąpiła. Zawsze o wszystkim im mówiła.
– Więc, hm… jak tam plany związane ze ślubem?
– Całkiem nieźle, odkąd Joe wszystko przejął. – Maddy sączyła margaritę przez słomkę. – Możecie uwierzyć, że mnie zwolnił? Z posady organizatora naszego ślubu?
– Maddy – zaśmiała się Christine – ty nie potrafisz umówić się nawet do fryzjera, więc wcale mu się nie dziwię.
– Uważam, że to słodkie – dodała z uśmiechem Amy. – I cudownie romantyczne, że jest tak pełen zapału.
– Zobaczymy, jakie to romantyczne, kiedy nadejdzie ten dzień. Były komandos planujący ślub? – Maddy zrobiła przerażoną minę. – Miałam wizję dekoracji w panterkę i ministranta, który wykrzykuje przysięgi jak sierżant od musztry.
– Kiedy to będzie? – zapytała Christine.
– W drugą sobotę kwietnia, tutaj w Austin, żeby moja rodzina mogła wziąć udział. Jeśli wam to pasuje, mogłybyście być druhnami.
Christine i Amy spojrzały po sobie, a potem skinęły głowami.
– Świetnie – Maddy rozpromieniła się. – Chciałam zdążyć, bo to data naszego rocznego zakładu.
– Masz rację. – A jedna z nas jeszcze nie stawiła czoła wyzwaniu. – Christine zerknęła na Amy.
– Rety! – Maddy też spojrzała na przyjaciółkę. – Ciekawe, o kogo może chodzić? Pomyślmy… Ja zaniosłam swoje prace do galerii.
– I to doskonałej – Christine pokiwała głową.
– A ty pojechałaś na narty – dodała Maddy.
– Zgadza się.
– Więc kto nie stawił czoła obawie, że się zgubi w czasie samodzielnej podróży? – Maddy popukała się w podbródek.
Amy uśmiechnęła się do nich zadowolona z siebie.
– Nim się poczujecie zbyt pewne siebie, coś wam powiem.
– Tak? – Maddy uniosła brew. Amy uśmiechnęła się szeroko.
– Jadę na Karaiby!
– Super! – Christine przybiła z nią piątkę. – Kiedy to załatwiłaś?
– Wczoraj zadzwoniła starsza para. Szukano niani, która zajmie się wnukami w czasie rejsu. To jest dokładnie takie zlecenie, na jakie czekałam, i chyba sama je wezmę.
– Chwileczkę! – Maddy odwróciła się do Christine. – Nie uznałyśmy, że rejs to oszustwo, bo trudno się zgubić na statku?
– Rzeczywiście – przytaknęła Christine.
– Ale właśnie, że nie. Ta para nie ma ochoty schodzić ze statku, więc chcą, żebym zabierała dzieci na wycieczki na ląd. – Panika zabłysła w jej oczach. – Będę musiała poradzić sobie na wyspach i to jeszcze mając na karku dzieci.
– Hmm. – Christine zerknęła na Maddy. – Jak na mój gust to wystarczająco straszna wizja. Co myślisz?
– Zważywszy na to, że sama mieszkam w letnim obozie dla dziewczynek, stwierdzam, że już sam czynnik dziecięcy jest straszny.
– Tyle że Amy uwielbia dzieci, a one ją.
– Racja. – Maddy zgodziła się. – Ale mimo to głosuję za przyjęciem tego wyzwania. A ty?
– W porządku. – Christine spojrzała na Amy. – Kiedy wyjeżdżasz?
– Za tydzień. – Nagle ogarnęło ją przerażenie. – I mam tyle do załatwienia! Na przykład muszę kupić kostium kąpielowy. – Przycisnęła rękę do piersi. – Co ja sobie myślałam, wybierając rejs? Powinnam była wybrać wyjazd w góry, gdzie mogłabym nosić grube swetry, a nie pokazywać grube uda na plaży.
– Ej! – Maddy ściągnęła brwi. – Teraz praktycznie nosimy ten sam rozmiar.
– Tyle że na tobie wszystko inaczej leży.
– Nieprawda. – Maddy przybrała pozę diwy. – Seksapil to kwestia podejścia.
– Maddy ma rację. – Christine położyła dłoń na przedramieniu Amy. – Poza tym zabiorę cię na zakupy i obiecuję, że znajdziemy taki kostium i ubrania, w których będziesz się dobrze czuła. W porządku?