Po Prostu Idealnie
- Автор: Ортолон Джулия
- Язык: польский
- Жанр: Современные любовные романы
Электронная книга - «Po Prostu Idealnie». Краткое содержание книги:
Trzeba być twardym, by pracować w izbie przyjęć. Jednak odwaga doktor Christine Ashton kończy się, kiedy ma przypiąć narty i pokonać lęk wysokości. Jeszcze trudniej oprzeć się seksownemu instruktorowi narciarskiemu. Alec Hunter to ktoś więcej niż czaruś, który uwielbia się bawić. W niczym nie przypomina ofiar losu czy egocentryków, z którymi Christine zwykle się wiązała. Mimo to chłodno traktuje swojego upragnionego mężczyznę. Dopiero wspólna pomoc poszkodowanemu snowboardziście sprawia, że ich miłość rozkwita. Wszystko układa się idealnie do momentu, kiedy Christine będzie musiała stawić czoło kolejnemu lękowi i wybrać między wymarzoną pracą a ukochanym mężczyzną.
– Dziękuję. – Amy uśmiechnęła się do niej nerwowo. – Jesteście cudowne. Nie wiem, co bym bez was zrobiła.
– My też cię kochamy. – Maddy ścisnęła rękę Amy, a potem zerknęła na Christine. – Więc moje wesele i wyjazd Amy są załatwione. A co z tobą? Znalazłaś kogoś, kto pomoże ci zapomnieć o Alecu?
Christine przygryzła usta.
– Christine! – Maddy położyła ręce na biodrach. – Nie mów mi, że nadal do siebie dzwonicie.
– Nie, od jakiegoś czasu już nie. Serio.
– Jak długo trwa ten „czas”? – zapytała ostro Maddy.
– Cały tydzień. Prawie. I to on ostatnio telefonował.
– A ty od tego czasu każdego dnia szukałaś pretekstu, żeby móc do niego zadzwonić. – Maddy zrobiła minę. – Myślałam, że zgodziłyśmy się, że powinnaś przestać.
– Tak, ale jest ciężko, w porządku? – Samotność odezwała się bólem w jej piersi. – Lubimy rozmawiać ze sobą. Czy to takie straszne?
– Tak, jeśli powstrzymuje was przed spotykaniem się z innymi – upierała się Maddy.
Amy uścisnęła dłoń Christine.
– Nie ma sposobu, żebyście byli razem?
– Tylko jeśli on zdecyduje się przeprowadzić do Teksasu, a nie zamierza. – Zgarbiła się. – Dlaczego to ja mam się przeprowadzić? Dlaczego nie on?
Maddy skrzywiła się.
– Bo w Kolorado są szpitale, a tu nie ma gór.
– Świetnie, stań po jego stronie – burknęła Christine, chociaż wiedziała, że przyjaciółka ma rację. – Kłopot w tym, że podpisałam już kontrakt ze Szpitalem Świętego Jakuba. Nie mogę go zerwać, nie niszcząc swojej reputacji zawodowej i nie stawiając ojca w niezręcznej sytuacji, ponieważ mnie zarekomendował.
– Przykro mi – odezwała się Maddy.
Amy obgryzała paznokieć, zastanawiając się.
– Ale moglibyście się odwiedzać? Dopóki twój kontrakt się nie skończy?
– Latać w tę i z powrotem przez pięć lat? Małżeństwa z długim stażem mają kłopot z utrzymaniem związku w takiej formie.
– Wiem. – Amy współczuła jej. – To okropne, że znalazłaś faceta, który wydaje się idealny dla ciebie, i musisz odejść, bo mieszkacie w różnych stanach.
– Mnie też to boli. – Christine cierpiała. – Nie zdawałam sobie sprawy, jak bardzo będzie mi go brakować. Znałam go raptem trzy tygodnie. Jakim cudem w tak krótkim czasie może się tyle zmienić? Myślałam, że wrócę tu do normalnego życia. Wcześniej nie czułam w sobie pustki. Dlaczego czuję ją teraz?
Maddy przyjrzała jej się.
– Co zamierzasz?
– Nie wiem! – Schowała twarz. – Ale przestanę dzwonić. Przestanę odbierać, gdy pojawi się jego numer.
Zaczęła szybciej oddychać na samą myśl o tym.
– Och, Christine… – Maddy otworzyła ramiona i przyjaciółka się przytuliła. – Tak mi przykro.
– Mnie też. – Amy pogłaskała ją po plecach.
– Maddy? – Christine trzymała mocno przyjaciółkę. – Tak?
– Ta pustka zniknie po jakimś czasie, prawda? Maddy nie odpowiedziała.
ROZDZIAŁ 17
Rozpamiętywanie błędów nie pomaga.
Jak wieść idealne życie
Kilka dni później Christine siedziała w gabinecie lekarskim i próbowała skupić się na kartach pacjentów. Ale potrafiła myśleć tylko o Alecu, zwłaszcza że były walentynki. Minęło dziesięć dni od ostatniego telefonu i zaczęła się zastanawiać, czy to już naprawdę koniec. Bo czy mógł tak długo być na akcji? Zerknęła na zegarek i zobaczyła, że była za dziesięć piąta czasu w Silver Mountain. Jeśli dziś nie zadzwoni, po tylu dniach, to znaczy, że więcej się nie odezwie.
Ale tak będzie najlepiej. Prawda? Maddy i Amy miały rację. Alec i Christine muszą przestać się torturować. Sama myśl, że już nigdy miałaby z nim nie rozmawiać, dosłownie rozrywała jej serce.
Może powinna zadzwonić? Skoro naprawdę nastąpił koniec, powinni się pożegnać, prawda? Sięgnęła do kieszeni białego kitla i przesunęła palcami po telefonie.
W ostatniej chwili chwyciła latarkę, którą zaczęła nosić jak talizman – kawałek Aleca, który mogła mieć przy sobie. Teraz, gdy na nią patrzyła, nie uśmiechała się na wspomnienie parady. Za to pustka w niej zamieniała się we wszechogarniający ból. Tak wyraźnie widziała oczami duszy Aleca, jego uśmiech i promieniejące oczy. To, jak na nią patrzył, gdy się kochali. Wyraz jego twarzy, gdy prosił, aby została.
Gdyby mogła się cofnąć w czasie, czy wybrałaby inaczej? Ale nie mogła. Podjęła decyzję i nie mogła jej cofnąć. Zapiekły ją łzy.
Podniosła rękę i zaświeciła sobie światełkiem. „Druga gwiazda na prawo i prosto aż do rana”.
Ktoś zapukał do otwartych drzwi.
– Doktor Ashton? – zapytała pielęgniarka.
Zamarła i zmusiła się do obojętnego wyrazu twarzy. Modliła się, żeby nie miała zaczerwienionych oczu.
– Słucham?
Na twarz pielęgniarki wypłynął uśmiech.
– Ktoś czeka na panią w poczekalni.
– Tak? – Wyraz twarzy pielęgniarki zaintrygował ją. – Kto to?
– Proszę zobaczyć.
Kobieta uśmiechnęła się szerzej.
Christine miała złe przeczucie, gdy szła korytarzem wzdłuż gabinetów lekarskich. Potem przeszła przez podwójne drzwi do poczekalni i serce jej zamarło. Stał tam Alec. Opierał się o biurko recepcjonistki i flirtował z siedzącą za nim starszą kobietą, która chichotała jak nastolatka. Christine ogarnęło uniesienie. Był wysoki, szczupły i wyglądał cudownie w dżinsach i granatowym T – shircie z napisem „Narty w Silver”. Koło jego stóp grzecznie przysiadł Buddy. Miał na sobie czerwoną kamizelkę i wyglądał tak oficjalnie, że wszędzie by go wpuszczono.
Buddy pierwszy ją zobaczył i poruszył się z radością. Alec zerknął w dół, a potem na nią. Kiedy ich spojrzenia się spotkały, świat się zatrzymał. Myślała tylko o jednym: „On tu jest. On tu naprawdę jest”.
Potem powolny uśmiech wypłynął na jego twarz i zamienił się w szeroki i szelmowski. Ze szczęścia zacisnęło jej się gardło. Przestraszyła się, że wybuchnie płaczem.
Kiedy nadal stała nieruchomo i patrzyła, jego uśmiech pobladł. Spuścił głowę i nieśmiało wziął z biurka bukiet czerwonych róż.
– Buddy przypomniał mi, że są walentynki, i uznał, że powinniśmy kupić kwiaty.
W pierwszym odruchu chciała podbiec, rzucić mu się na szyję i wycałować. Przypomniała sobie jednak, gdzie jest, i się powstrzymała. Szybko się rozejrzała i rzeczywiście, kilka osób z personelu obserwowało scenę z szerokimi uśmiechami. Jak szybko wieści o jej nieprofesjonalnym zachowaniu dotrą do Kena Hutchensa i całej rady szpitala łącznie z ojcem? Włożyła ręce do kieszeni kitla, żeby nie było widać, jak drżą.
– Alec. – Jej głos był dziwnie obojętny. – To… prawdziwa niespodzianka. Może wejdziesz do gabinetu na kawę?
Świadoma, że wszyscy ją obserwują, obróciła się i wyszła z powrotem przez podwójne drzwi. Alecowi zacisnął się żołądek na widok beznamiętnej reakcji Christine. Jak odrętwiały ruszył za nią szerokim, jasno oświetlonym korytarzem z Buddym przy nodze. Jechał tu trzy dni, zastanawiając się, czy nie popełnił błędu. Teraz zobaczył odpowiedź.
To był gigantyczny błąd.
Kolosalny, idiotyczny, potwornie żenujący błąd.
Ale może przynajmniej zakończy tę sprawę i wreszcie będzie mógł zapomnieć o tej kobiecie. Ale dobry Jezu… mniej by go bolało, gdyby ktoś wbił mu nóż w pierś. Fakt, że wyglądała tak cholernie seksownie w zielonym stroju chirurga i białym kitlu, był jakby dodatkowym pchnięciem tego noża.
Christine zatrzymała się w drzwiach z napisem „Gabinet lekarski”. Ze środka dobiegały męskie głosy. Szybko rozejrzała się i ruszyła ku innym.